A ja dziś wpadłam na pomysł, jak trochę te wredne baby uspokoić. Jak szłam na spacerek z Sonią, to Kajunię włożyłam do baraczku, tam za krateczkę gdzie jest buda i kocyk i poszłam. Sonia ma już w zwyczaju, że kiedy wraca to pierwsze co robi, to leci do Kai, gryzie jej kratkę i tak wrzeszczą na siebie. Dziś też nie było inaczej, jak nie wpadnie, jak nie poleci do boksu Kai, już zwarta i gotowa, a tam.................cisza :) Sonia stanęła jak wryta..............odbiegła, wróciła i dalej jak się wpatruje z nadzieją, że Kajka zaraz wybiegnie i skoczą sobie do gardła, a tam...............cisza :) Haaaaaaa tu cię mam babo, nie będziesz mi Kajuni stresowała!! Tak teraz będę robiła i zalecam tak robić innym, jaki komfort, jaka cisza....... :)