Jump to content
Dogomania

gacekccm

Members
  • Posts

    40
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by gacekccm

  1. Cześć :) Kongo zamiast wymiotować co 4-5 godzin zwymiotował wczoraj koło 18 i dopiero dziś kilkanaście minut temu. Zaraz znów wybieramy się na kroplówkę, Kongo więc pewnie znów do 20 posiedzi, miejmy nadzieję, że wróci do domu jak najszybciej. Sam już schodzi po schodach, podchodzi do drzwi, żeby wyjść na zewnątrz, nawet chciał wskakiwać na meble, więc zachowuje się zupełnie inaczej, niż w poniedziałek, gdy się go przenosiło z kroplówki na kroplówkę, i do domu z ogrodu do koszyka. Widać zresztą w jego oczach już, że jest lepiej. Dziś decydujący dzień, napiszę wieczorem, jeśli będzie wiadomo cokolwiek nowego, do tego czasu niestety będę musiał znów kursować na linii lecznica-uczelnia, na szczęście ma się Kongiem kto zająć w czasie, gdy mnie nie będzie przy nim.
  2. Leczenie na dzień dzisiejszy po wliczeniu testów na nosówkę i parwo wyszło łącznie kilkaset złotych - dziękujemy za propozycję, ale na szczęście mamy środki, dzięki którym możemy chłopaka wspierać. Wróciłem z nim z kroplówki dopiero jakąś godzinę temu, stąd późna pora wiadomości. Jutro znów dostanie tę samą dawkę, to znaczy dwie kroplówki, zastrzyki wzmacniające. Dziś lekarka zasugerowała, by wziąć dla niego zastrzyk z "bombą" immunologiczną, bardzo mocno stawiającą ten układ na nogi, może go brać co dwa dni, więc dziś oczywiście go wzięliśmy, i będziemy go brać, kiedy będzie tylko trzeba. Osocze wziął wczoraj, zwykle wystarcza jedna dawka, więc trzymamy kciuki, żeby już tego nie musiał brać. Dziś na odchodnym lekarka prowadząca stwierdziła, że to inny pies, niż wczoraj, o wiele lepiej wygląda, interesuje się światem, jest po prostu lepiej. Jutro na pewno spędzi kolejne kilkanaście godzin pod kroplówką, prawdopodobnie w czwartek również. Trzymajcie wszyscy kciuki, bo nadzieja jest z minuty na minutę coraz mocniejsza, że z chłopakiem będzie wszystko w porządku.
  3. Wszyscy z naszego otoczenia go wspierają - teraz jest z nim moja dziewczyna, zaraz niestety musimy jechać na egzamin, więc Kongo poznał mojego przyjaciela, z którym spędzi najbliższe dwie-trzy godziny, wszystko gra. On urzeka wszystkich swoim urokiem, a sam jest totalnie bezproblemowy, jeśli mnie nie ma, to po prostu leży i śpi grzecznie, nawet nie popiskuje. Wcześniej dostał, zdaniem pani doktor, kotlecik w płynie, a teraz dostaje "red bulla w płynie", wygląda to nieźle, poszedł na krótki spacerek, chce iść na kolana, zaczyna obwąchiwać, interesować się innymi pacjentami kliniki, jest ciągle słaby, ale coraz więcej pozytywnych oznak życia u niego widać. Mam nadzieję, że dziś tak od 18-19 będzie już w domu, jutro od rana taki sam maraton, ale dzięki wsparciu wspaniałych ludzi z naszego otoczenia mamy aż nadmiar chętnych do pilnowania go, na pewno nie będzie ani sekundy sam na tej kroplówce.
  4. Od 10 Kongo znów jest na kroplówce, bardzo dzielnie znosi wszystkie zastrzyki. Wykupiliśmy dla niego wszystkie możliwe zastrzyki wzmacniające układ odpornościowy, które lekarze ocenili jako dodatkowe wsparcie dla niego, osocza już mu dziś nie podajemy, dostał pełną dawkę wczoraj. Jest radośniejszy, więcej merda ogonem, interesuje się innymi psami w lecznicy, dzielnie znosi wszystkie zabiegi, nie szczeka, ani piszczy, doskonały pies, gdyby nie to świństwo, które go wyniszcza. Dziś jeszcze kilka godzin i na pewno co najmniej jutro jeszcze będzie musiał się pomęczyć, jeśli wszystko pójdzie dobrze, to najwcześniej w czwartek MOŻE zacząć mieć ochotę na pokarmy. Ale prawdopodobnie to się opóźni. Wczoraj rokowania lekarki były "ostrożne" ze względu na niską masę ciała i fakt, że choroba jest naprawdę groźna, dziś lekarze już delikatnie przebąkiwali o tym, co piesek będzie jadł po chorobie, kiedy to powinno minąć, więc nie przyjmujemy do siebie innego scenariusza, niż ozdrowienie. Rozmawiałem też z weterynarzem, Kongo dostał od nas osocze pieska o imieniu "Czesiek", ochotnika, który oddał je 29.12.2010. Jesteśmy niebywale wdzięczni temu pieskowi i jego właścicielom, że zrobił coś takiego, już uzgodniłem z jego lekarką prowadzącą, że jeśli i gdy wyzdrowieje, to obowiązkowo zrobimy wszystko, żeby się jakoś odwdzięczyć oddając surowicę na przykład, żeby Kongo uratował innego zwierzaka tak, jak uratował go Czesiek. Wczoraj kilkanaście godzin z nim spędziłem w przychodni, dziś kilka jeszcze nas czeka, na szczęście mamy ją za rogiem, więc to żaden problem. Kosztuje nas to bardzo wiele sił i środków, ale jego spojrzenie znad kroplówki, zachowanie, cała postawa pokazuje, że to jest nic w porównaniu do tego, jak ten piesek cierpi i jaki z niego wspaniały zwierzak, musi być zdrowy, nie odpuścimy.
  5. Dziś Kongo był poddany kroplówce od 8:30 do północy, z kilkoma krótkimi przerwami. Dostał leki w formie kroplówki, zastrzyków, i wreszcie osocza, które musi mu pomóc. Teraz smacznie śpi, jutro ponownie będzie leczony. Lekarze podają szanse pół na pół, trzymamy mocno kciuki. Jest pod znakomitą opieką lekarzy, więc musi być dobrze.
  6. Piesek miał dziś robione testy - nosówka ujemna, ale ma podobne do niej objawy, które wskazywałyby też na parwowirozę, która wyszła dodatnia. Sprowadziliśmy już z Mikołowa osocze jako lekarstwo, piesek dostał zastrzyki z lekami i witaminami, jest podpięty od 8 do kroplówki, wszystko zmierza ku dobremu, parwowiroza jest w końcu wyleczalna, a u niego nie wystąpiły nawet wszystkie objawy, mamy nadzieję i trzymamy kciuki. Powinien koło 19 wrócić do domu, bo dziś dostanie naprawdę sporą dawkę kroplówki, jest pod stałą opieką lekarzy.
  7. 1. Może pieska przenieść już do zaadoptowanych? Czy do innego działu, bo Konga nie zamierzamy nigdzie oddawać. ;) 2. Piesek po dwóch dniach bez jedzenia dziś zaczął wymiotować żółcią, wzięliśmy go więc do weterynarza. Ten dał mu kroplówkę podskórną, żeby go wzmocnić, dostał zastrzyki o enigmatycznych dla nas nazwach, zrobiono mu badanie krwi i powtórzono standardową kontrolę - piesek jest zdrowy, jedyną wątpliwość ma wet względem jego białych krwinek, które są dokładnie na dolnej granicy normy, a ich niedobór wskazuje na rozwijającą się parwowirozę. Mówiła jednak o innych objawach: wymioty (są :( ), wysoka gorączka (brak), cuchnący, rozwodniony stolec (brak), więc jesteśmy pełni optymizmu względem niego. Niestety, nie chce jeść. Wet zaleciła zrobienie mu jakiegoś rosołku cieniutkiego z kurczaka, po czym nawet na siłę dokarmianie go tym ze strzykawki. Niestety, Kongo zarówno po piciu wody, jak i po wstrzyknięciu mu do pyszczka niewielkiej ilości tego rosołku natychmiast wymiotuje. Zgodnie z zaleceniem weta jutro idziemy więc na kroplówkę i myślimy, co dalej. Chłopak się jednak świetnie zaadoptował w domu, dziś już krążył po parterze, gdzie urzęduje, i obwąchiwał kąty, w ogródku też trochę pobiegał, jest dużo bardziej osłabiony, niż w piątek, ale trudno się dziwić, skoro nie je. Jutro ma być rano poważniejsza kontrola, tzn. połączona z testem na parwowirozę, kroplówką, piesek dziś dostał już jakieś leki od nich, ma cały czas dostęp do jedzenia w domu wszelakiej maści, gdy tylko będzie chciał, to może zacząć jeść, o ile mu Gacek tego spod nosa nie ściągnie. ;) Niestety, jest zainteresowany tylko wodą. :( Na szczęście jest umówiony u pani wet, która przyjęła go w piątek na pierwszej wizycie i badała go dziś, więc nie ma chłopak na co narzekać. Dam znać, gdy jutro będę cokolwiek więcej wiedział na temat jego stanu.
  8. Drogi potencjalny właścicielu Hebana! Przygarnąłem kilka dni temu z tego samego miejsca jego kolegę i towarzysza niedoli, Konga. Jest to absolutnie cudowny pies, nie szczeka, nie piszczy, wiernie czeka na powrót swoich ludzi, nie robi żadnych problemów z drugim psem, jeśli nie ma z kim się bawić, to leży i śpi w koszyku, świetnie się zachowuje, jest po prostu niebywale grzeczny, mógłby się od niego uczyć nasz wychowany od szczeniaka, ponad 10 letni, jamnior. Jestem przekonany, że Heban również jest taki i nie robi żadnych problemów z innymi psiakami, daj mu dom, a będziesz właścicielem cudownego psa, jak mój Kongo. Mam nadzieję, że uda mu się znaleźć nowy dom u dobrych ludzi możliwie najprędzej.
  9. Wczoraj po południu przyjęliśmy do domu Konga, którego ogłoszenie wisi tutaj: [url]http://www.dogomania.pl/threads/199793-Kongo-w-typie-jamniczka-pom%C3%B3%C5%BC-wyci%C4%85gn%C4%85%C4%87-go-z-meliny!Pilnie-poszukiwany-DT!Pom%C3%B3%C5%BCcie[/url]!!! Piesek bardzo ładnie zaadoptował się do naszego drugiego psa, dziś spokojnie przespał noc w koszyku, choć uzależnił się ode mnie i nie chce mnie na krok odpuszczać, piszczy, jak wychodzę z pomieszczenia. Już wczoraj dostał jako pierwszy posiłek kurczaka z kaszą, nie tknął. Drugi pies zjadł już wcześniej, więc miska przestała noc, Kongo nie był zainteresowany. Dziś rano myśleliśmy, że może przy Gacku się przełamie, ale Gacek zjadł swój posiłek rano, a Kongo do miski nawet podejść nie chciał, tylko napił się trochę wody. Chcieliśmy mu dać z ręki kawałek kruchego ciasteczka lub suchej karmy, ale również nie chciał wziąć, uciekał od jedzenia. Jakieś pomysły, co zrobić, żeby zjadł posiłek? Serce się kraje, gdy człowiek widzi, jaki on jest chudziutki, a od miski ucieka jak najdalej.
  10. Kongo już jest u mnie od paru godzin. [url]http://www.dogomania.pl/site/gallery/d/8103/[/url] Galeria zdjęć, mam nadzieję, że wszyscy zainteresowani będą mogli zobaczyć. :) Pierwsze spotkanie z Gackiem na zewnątrz, później normalnie żyły ze sobą w domu, wszystko grało, bez żadnych ząbków czy warczenia, jak było widać powyżej. Piesek w trakcie kąpieli czy wizyty u lekarza był bardzo dzielny. ;) Nie odstępuje mnie na krok, więc parę pierwszych dni na pewno będzie ciężkich, mam nadzieję szybko przyzwyczaić go do spania w koszu piętro niżej. Dziś jeszcze kurczaka jeść nie chciał, ale może w nocy się przełamie jednak. :)
  11. [QUOTE]Jak to pięknie ludzie rozmnażali swoje kundle jamnikopodobne ku zadowoleniu nowych domków, gdzie pewnie dbały o pieski karmiąc je najlepszą karmą czyli pedigree.[/QUOTE] Wszystkie pieski znajdowały nowe domy, żadne z naszego najbliższego otoczenia, o ile mi wiadomo (bo były to czasy sprzed moich narodzin lub wczesnego dzieciństwa), nie były z planowanych ciąż, wszystkie wyglądały jak jamniki i doczekiwały późnej starości w niezłej kondycji. [QUOTE]Gacekccm jak masz kundla (a masz) to błagam Cię - nie rozmnażaj go, nie zachwalaj takich praktyk, bo naprawdę właśnie one przyczyniają się do tego, że potem schrony pękają w szwach.[/QUOTE] Jak pisałem, mój obecny pies jest po kastracji ze względów zdrowotnych, zalecał nam to weterynarz, bo nie chcieliśmy dopuszczać go, a strasznie się męczył. Zresztą wtedy była jakaś "fala" popularności kastracji, bo nagle wszystkie sześć psiaków z trzech miotów z tego ostatniego pokolenia, które były w naszym najbliższym otoczeniu i które często oglądamy, zostało wykastrowanych, teraz to już prawie staruszki, mają po 11-12 lat. ;) Czy mam nie zachwalać takich praktyk? Jak pisałem - z kilkudziesięciu psiaków na przestrzeni ponad 20 lat żaden nie trafił do schronu, los większości można było prześledzić i z perspektywy czasu żałuję, że już ten ród wygasł, że psiaki z ostatniego pokolenia zostały wykastrowane, w innym przypadku prawdopodobnie nie poszukiwalibyśmy teraz psiaka do adopcji. Możliwe, że w wielu domach jest dzicz, nie potrafią nad tym zapanować, jednak te wszystkie przypadki, które znamy, i dzięki którym mieliśmy jednego, a mamy nadal drugiego wspaniałego psa, nie zasługują w żaden sposób na krytykę. Może to wyjątek, że te psy miały tyle szczęścia, i olbrzymia doza fartu, że w którymś kolejnym pokoleniu nadal przypominają jamniki, a nie kundle, ale nigdy nie nazwę tego, co dało tyle szczęścia wielu ludziom, którzy "pozarażali" się miłością do jamników dzięki tym psom, czymś złym. Nie wiem, dlaczego ludzie do tego pozwalali, ale wiem, że te psy miały w życiu pewnie więcej przyjemności i szczęścia, niż niejeden rasowy psiak. Kiedy była ostatnia ciąża z tego "rodu", to ja miałem 12 lat, trudno mi było się zorientować we wszystkim jeszcze. Czy ja bym tak zrobił? Już świadom sytuacji psa sam namawiałem rodziców jako nastolatek do kastracji psiaka po prawie trzech latach jego problemów z hormonami, zaraz zaadoptuję drugiego, którego też zaraz wykastrujemy w obawie przed kolejnymi psiakami. [QUOTE]Czy Wasz pierwszy jamnik miał rodowód? [/QUOTE] Nie, jak pisałem - był synem rodowodowej suki, której właściciel w żaden sposób nie dbał o to, czy się rozmnoży, to było specyficzne gospodarstwo i przypadkowa ciąża. [QUOTE]Gacekccm jak masz kundla (a masz)[/QUOTE] [QUOTE]Dobrze napisane: to są [B]kundle jamnikopodobne[/B].[/QUOTE] A to jest właśnie nasze szczęście, "kundel jamnikopodobny", bez rodowodu i planowanego poczęcia na kilka pokoleń wstecz: [url]http://img801.imageshack.us/img801/1479/dscn0710j.jpg[/url] [url]http://img816.imageshack.us/img816/246/dscn0579u.jpg[/url]
  12. Nasz pierwszy jamnik to był syn rasowej jamniczki z rodowodem, którą daleki wuj puszczał wolno po ogródku i okolicznych uliczkach, miała szczęście do partnera, bo narodziły się piękne jamniczki, w tym nasz. To było ponad 20 lat temu, suczki z tej rodziny były bez ładu i składu zapładniane przez mniej lub bardziej dobranych partnerów bez żadnego rodowodu, ale olbrzymia większość (od rodzeństwa naszego pierwszego psa, przez jego dzieci, wnuki i prawnuki) rozchodziła się wśród naszych krewnych, znajomych i przyjaciół, gwarantuję ci, że można by z tego napisać niezłą książkę wzbogaconą bogatym drzewem genealogicznym. ;) Prawnuk naszego pierwszego jamnika, z nieplanowanej i przypadkowej ciąży, 11 rok cieszy się bardzo dobrym zdrowiem u nas w domu. Podobnie jak jego krewni, choć prawie wszyscy z tych, których jeszcze byliśmy w stanie zlokalizować, już nie żyją, z powodu wieku, nie chorób. Więc ja miałem akurat szczęście do takich "hodowli", z których się pieska sprzedawało za puszkę piwa, symboliczną złotówkę, czy paczkę karmy. ;) Ale też wszyscy, którzy dostawali te pieski, byli "dobierani" przez właścicieli szczeniaczków, bo, jak wspominałem, chętnych na piękne jamniczki bez rodowodu i za grosze było zawsze więcej, niż szczeniaczków.
  13. [QUOTE]Czy uważasz że te pieski za [COLOR=red][B]jakieś symboliczne pieniądze z przypadkowego miotu[COLOR=black] mają dobry start życiowy?[/COLOR][/B][/COLOR][/QUOTE] W ciągu ostatnich dwóch miesięcy widziałem kilka ogłoszeń na Śląsku o sprzedaży jamniczków właśnie za jakieś symboliczne pieniądze, za każdym razem się spóźniałem, tzn. pieski akurat kilka dni wcześniej "zeszły". Z pieskami ze schroniska było to samo, nie mam na co narzekać, cieszę się i mam nadzieję, że szczeniaczki przynajmniej mają się dobrze i nie muszą w schronach bywać. Mieszkam naprzeciwko domu, w którym przez kilka lat co roku wydawała młode wnuczka naszego pierwszego jamnika - żadna hodowla, ona była "wpadką" i rodziła też "wpadkowe" szczeniaczki, które za kilkadziesiąt złotych oddawał (między innymi nam, stąd nasz drugi jamnik) właściciel suczki, zawsze chętnych było więcej, niż piesków, stąd moje przekonanie, że w takich chowach mają lepiej, ale polegam na Twoim zdaniu, znasz się na tym na pewno o wiele lepiej. W każdym razie założenie akcji "drugi jamnik" w naszym domu wzięło się stąd, że gdy przyjaciółka rodziny odwiedziła schronisko w celu przygarnięcia kolejnego pieska po śmierci jej jamniczki, to zaczęła robić dziurę w brzuchu nam, żebyśmy przygarnęli drugiego pieska - widziała w schronisku jamniczka kilkumiesięcznego, podobno identycznego do naszego Gacka "za młodu" i koniecznie chciała, żebyśmy sobie wzięli, bo i kiedyś już mieliśmy dwa, i warunki (dom z ogrodem) mamy odpowiednie dla przygarnięcia większej ilości psów. Kiedy w końcu po długich rozmowach zdecydowaliśmy się - piesek już znalazł nowy dom. Zdecydowaliśmy jednak o tym, że weźmiemy pieska ze schronu i stąd mój pierwszy post, bo powtarzam - nigdy nie mieliśmy do czynienia ze schroniskami, zwykle obracaliśmy się w gronie ludzi, którzy mieli dzieci/wnuki naszego pierwszego psa, same jamniki, choć bez rodowodu kilka pokoleń wstecz. :) Więc wiedzy na temat losu piesków nie mam żadnej, cieszę się, że możesz naprostować moje błędy. Ale to są rozważania na marginesie, jestem tylko częścią procesu decyzyjnego, na razie czeka nas w domu dyskusja na temat tego, czy adopcja suczki jest dobrym pomysłem dla nas. :) myjuliette - napiszę Ci pw z paroma pytaniami, bo jestem zielony w kwestii życia z suczkami. [COLOR=red][B][COLOR=black][/COLOR][/B][/COLOR]
  14. Dziękuję za informację, celowo jednak umieściłem tu informację po to, bo liczyłem, że gdzieś w schronisku znalazł się szczeniaczek, który poszukuje domu. Wyszliśmy z założenia, że w hodowlach te wszystkie pieski pójdą "jak na pniu", a ze szczeniaczkami ze schroniska mogą być problemy, więc właśnie takiemu chcieliśmy dać dom. Na szerloku znalazłem już nawet ogłoszenia o sprzedaży suczek w Katowicach za jakieś symboliczne pieniądze z przypadkowego miotu, ale zdecydowani jesteśmy jednak na pieska z dużo gorszym startem życiowym.
  15. Na godzinę 22:15 po szybkim przeglądzie wszystkich piesków na forum zdecydowaliśmy się na psiaka, którego mamy nadzieję odebrać w ten weekend już. Po fakcie w odpowiednim temacie napiszę o tym, jeśli uda się szczęśliwie dopełnić formalności. :)
×
×
  • Create New...