U mnie była taka sytuacja, że przyjechał brat z pieskiem z innego miasta. Sunia miała już kilka lat, ale znała nasze mieszkanie i dobrze się w nim czuła, ponieważ przez jakiś czas mieszkała z nami. Pewnego dnia ktoś zadzwonił do drzwi (mieszkamy w bloku na 4 piętrze) i w momencie otwarcia drzwi pies zamist zwyczajowego skakania z radości na gości i łaszenia się, przestraszył się i rzucił biegiem po schodach. Od razu rzucliśmy sie w pogoń, ale pies zniknął. Szukaliśmy go 3 godziny. W końcu 2 kilometry od domu spotkaliśmy dwie dziewczyny z dużym psiskiem, wokół których biegała sunia. Okazało się, że znalazły psa przyciśniętego do ogrodzenia rzeczki, brakowało kilku centymetrów, żeby się pies nie utopił (woda była na wysokości 20 centymetrów) i przykryłaby psa. Naszej wdzięczności nie było końca, poniewaz dziewczyny przeszły przez wodę, żeby wyciągnąć psa. Nie miał obroży ani żadnej adresówki, podejrzewały, że pies jest domowy, bo był zadbany, ale jednak pewności nie było. Od tamtej pory mój piesek nosił obróżkę także w domu, tak na wszelki wypadek. W nocy mu ją zdejmowałam.