Przepraszam, że nic nie pisałam.
Nie mogłam się przełamać, miałam i mam ciężkie chwile, nie wspomnę o braku czasu/
W dniu kiedy dowiedziałam się, że szczeniaki mają parwo, wszystko się zaczęło. :( 3 szczeniaczki (suczki) wylądowały u mnie w domu w bardzo złym stanie a jakby było tego zła mało, to na drugi dzień wieczorem Abbunia dostała silnych ataków padaczki, które trwały nieprzerwanie przez 3 doby:(
Szczeniaki po kilku nastu dniach wszystkie wyzdrowiały, ale było już źle:( za to Abcia nie:( Sparaliżowało ją i straciła w pewnym stopniu wzrok:(
Długo by pisać, co przeszłam przez ten miesiąc, na przemian były ataki i walka Abby o życie. Prawie całą dobę byłam , jestem z nią i pilnuję.
Kilka razy już się z nią żegnałam. Zazwyczaj w nocy miała kryzys, było tragicznie, była całkowicie jak w amoku, nie wiem czy to wynik leków, czy ataków:( Ale widocznie aniołki jej jeszcze nie chcą, bo za każdym razem po pożegnaniu, Abcia odzyskiwała siły. Podnosiła łebek i prosiła o picie i jedzonko. Nigdy nie miała takiego apetytu.
To Moc nieziemska jaką ma ta sunia. !!! Obecnie Abcia się przemieszcza trochę wstając, trochę czołgając . Nawet dziś zrobiła sama 5 -6 kroków. 3 łapy jakby odzyskały moc, ale połowicznie. Jedna tylna, niestety nie. Jest świadoma i na każde siku oraz kupki daje znać, by ją wynosić. Tylko jak śpi, to robi to bezwładnie. Ale mało śpi, zazwyczaj jest pobudzona i ciągle chce wstawać!
Ostatni atak miała ponad tydzień temu, to z jednej strony pocieszenie, ale z drugiej strony wiem, że to są ostatnie jej dni:(
Dlatego wybaczcie mi brak wiadomości...każdą wolną chwilę chcę być z nią . Ona to czuje, bo kiedy odchodzę na troszkę, to mnie rozpaczliwie woła.
Jest trudno, nie spałam żadnej, pełnej nocy od początku parwo. 2-4 h snu na dobę musi mi wystarczyć i to zazwyczaj w ciągu dnia, wtedy, kiedy Andrzej przy niej czuwa. Jest też ciężko, choćby dlatego, że ona waży 39kg i czasami nie mam już siły ją dźwigać, ale nie chcę się z nią rozstawać tylko dlatego, że to ja jestem bezsilna, trzeba zacisnąć zęby i ją wspierać, kiedy ona walczy i to z dobrym rezultatem.
Co to za sunia!!! niesamowita pod każdym względem!
U reszty psów wiele się nie zmieniło.
Było troszkę problemów i ucieczek. Ale udało się wszystko opanować, dzięki mojemu mężowi. Jest kilka nowych i kilka poszło do domu, ale muszę sobie to na spokojnie uzupełnić. Tak na prawdę, to mój mąż mi bardzo teraz pomaga o ile może....bo ja nie mam do tego czasu i głowy. Chociaż staram się mieć to wszystko pod kontrolą i bywać u psiaków regularnie, codziennie przy posiłkach.
Oczywiście spacerami i sprzątaniem zajmuje się Kasia, za co jestem jej wdzięczna, że sama to ogarnia.
Postaram się na dniach powklejać zdjęcia i opisy oraz uzupełnić wiadomości.