o_llaa1
Members-
Posts
25 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by o_llaa1
-
Skoro ta sprawa poruszyła tyle serc i znajdują się osoby, które rzucają słowa o niewiarygodności czy możemy publicznie dowiedzieć się, jeśli już to kasiuprodex wiesz, poświęciłaś czas, aby tego dojść, więc może warto podać do szerszej informacji, do którego schroniska trafił Misio. Sprawa zostanie ostatecznie wyjaśniona. Byłabym wdzięczna.
-
Zapytała, ale mężczyzna, który odbierał Misia, powiedział, że rozwozi do różnych schronisk. Nie potrafił w tamtej chwili określić do którego trafi ten Piesek.
-
Dla Misia, w jego stanie, gdy nie mógł już wstawać, tak daleka podróż na pewno byłaby bardzo wyczerpująca. Mam wątpliwości czy przetrwałby ją dobrze.
-
Chciałabym sprostować jedną kwestię. Aneta jest tu osobą tylko i wyłącznie pośredniczącą, która założyła wątek i w miarę pozyskanych od nas informacji przekazywała je na wątku. Nigdy nie widziała pieska na żywo, nie miała wpływy na decyzję o przekazaniu Misia do Urzędu Miasta. Jej dobrą wolą i z potrzeby serca próbowała udzielić pomocy temu zwierzęciu. Kosztowało ją to wiele sił i nerwów, poświęciła wiele czasu (chociażby przy organizacji transportu), aby pomóc. Dlatego bardzo mi przykro, że stawia się ją w tak trudnej sytuacji i pisze, że jest niewiarygodna (miała prawo coś trochę przeinaczyć, niedokładnie przekazać, bo w tym bezpośrednio nie uczestniczyła).
-
Gdy Misio pojawił się u nas, wierzyłam, że uda się mu pomóc i będzie dalej żył. Niestety jego stan uległ znacznemu pogorszenie, miało być lepiej, a było coraz gorzej. Czuliśmy się bezradni i skołowani. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tym portalem, nie poznałam społeczności i Waszych możliwości. Nie chcieliśmy nikogo obarczać, a jednocześnie wydawało mi się, że lepiej będzie jeśli Wasza pomoc trafi do innych zwierząt potrzebujących wsparcia w leczeniu.
-
Bardzo mi przykro i Anecie na pewno też, że tak błędnie oceniane są jej poczynania. A Misia to przede wszystkim żal, że miał tak nieodpowiedzialnego właściciela, który przez lata tak go zaniedbał, doprowadził do wielu schorzeń, a na koniec wyrzucił.
-
Cała ta sytuacja kosztowała Nas wiele nerwów i budziła skrajne emocje. Moja Mama nie miała psa od ponad 20-stu lat a ja nigdy, wiec dotąd nie byliśmy postawieni w takiej sytuacji i nie do końca wiedzieliśmy jak to wszystko wygląda i działa. Wydawało mi się, że schroniska działają w sposób cywilizowany i Misio będzie mógł odejść godnie. Jednocześnie ta sytuacja nauczy mnie, że nie można porywać się z motyką na słońce, gdy nie ma się środków, bo później zawsze znajdą się tacy, którzy źle to zinterpretują.
-
jeśli chcieliśmy uśpić i przekazać do utylizacji(nie było możliwości zabrania do domu(a chciałyśmy tak zrobić), bo rzekomo zakopywanie zwierząt na własną rękę jest zabronione) to weterynarz chciał Nas traktować tylko i wyłącznie jako właściciela, tak więc za sugestią weterynarza przekazaliśmy psa do Urzędu Miasta, gdzie został potraktowany jako piesek bezdomny i trafił do schroniska.
-
Można było uznać psa za własnego i zapłacić za jego uśpienie oraz utylizację, wcześniej podpisując dokumenty, że wyraża się na to zgodę. Jeśli chodzi o WASZE wsparcie finansowe, wydawało mi się, że była tu mowa o pomocy w leczeniu MISIA a nie jego uśmierceniu. W sytuacji mojej rodziny podjęliśmy decyzję, o przekazaniu MISIA za pośrednictwem mężczyzny wynajętego przez Urząd Miasta, do schroniska, gdzie Piesek odszedł. Zawierzyłyśmy ludziom i instytucjom, które są od tego aby pomagać bezdomnym zwierzętom. Mnie także boli serce, jak pomyślę, co ten pies przechodził, nie wiadomo ile czasu się wałęsał, był głodny, jak przeżywał rozłąkę z właścicielem, który go porzucił i ile wycierpiał z bólu.
-
Potraktowania psa jako bezdomnego nie było możliwości, może w mniejszych miastach takie sprawy przechodzą, ale nie u nas. A więc potraktowano nas, jako właściciela psa czyli przechodzi się pełną "procedurę" jak ktoś tu wcześniej ładnie napisał, podpisuje dokumenty o wyrażeniu zgody na uśpienie i późniejszą utylizację.
-
Mnie także jest bardzo smutno, wciąż o nim myślę. Taka kudłata istotka, wielka szkoda, że aż tak schorowana i tak późno do nas trafiła. Wierzę, że dla Misia nastały już tylko lepsze chwile, bez bólu, samotności i smutku.
-
Nam wszystkim jest bardzo przykro.... ja widziałam go na żywo i wiem, że było naprawdę źle, zdjęcia nie oddają stanu faktycznego.
-
Przerasta to niestety Nasze możliwości. Przed wyjazdem wygłaskaliśmy go, utuliliśmy, co było w mocy. Mam nadzieję, że trafi na dobrych ludzi. Mężczyzna, który go odebrał, wydał się odpowiedzialny i wierzę, że zadba, aby było mu już tylko lepiej.
-
Jeśli chodzi o finanse, poproszę Anetę, aby się z Wami rozliczyła w najbliższym czasie, bo ona wie, co i jak, zna numery kont.
-
Misio dostał zastrzyki w kark.
-
Konsultowaliśmy się z lekarzem, piesek dostawał tabletki przeciwbólowe, zalecał uśpienie.
-
Witam, za Nami dwie ciężkie noce... Stan Misia po seriach dwóch zastrzyków bardzo a bardzo się pogorszył, przestał już zupełnie chodzić, lewa łapka zdrętwiała, więc nie mógł nawet stać, więc robił pod siebie (leżał na kołderce i na podkładach, które wymienialiśmy), apetyt stracił prawie zupełnie (ale na szczęście jeszcze pił), przestał się wypróżniać, brzuch obolały (masowaliśmy mu i to pomagało, uspokajało go), dostawał przeciwbólowe tabletki i zasypiał. po konsultacji z weterynarzem stwierdziliśmy, że kolejnych zastrzyków nie będzie, doraźnie staraliśmy się mu pomóc, utuliliśmy, dostał tabletki przeciwbólowe, przekręcaliśmy z boku na bok, gdy było mu nie wygodnie, bo sam nie dawał rady się obrócić. Zrobiliśmy, co uważamy za najlepsze dla niego, więc Misio pojechał do schroniska w W-wie, gdzie dzisiaj zostanie uśpiony, przekazaliśmy wyniki krwi, określiliśmy osobie od transportu jego stan. Jest mi bardzo przykro, że sprawy przybrały taki obrót. Piesek niestety trafił do Nas za późno, zaniedbania były tak ogromne, za dużo rzeczy działo się naraz. Wszystkim zaangażowanym bardzo dziękuje za pomoc. Macie WIELKIE serca!!!!
-
Dzisiaj też rodzeństwo próbowało mu powycinać trochę dredów, ale dali sobie spokój, bo był niechętny, jest bardzo osłabiony. Teraz próbował się podnosić, ale coś dzieje się z lewą łapką(zdrętwiała????) i nie może wstać. Niepokoi mnie to, zobaczymy co będzie jutro.
-
witam, Piesek niestety na razie nie czuje się najlepiej. Rano przed wyjazdem do gabinetu jakby było trochę lepiej, podniósł łepek, napił się, ale chodzić i jeść nie chciał. Teraz leży na jednym boku, nie chce się podnosić, coś dziwnego dzieje się z jego tylną lewą łapką ( nie może jej zgiąć, a tak nie było dotąd). Jest osowiały. Dzisiaj w gabinecie jak był na drugiej serii zastrzyków miał temperaturę 38,5 (wczoraj miał 38,8 więc po pierwszych wczorajszych zastrzykach spadła).
-
Ok, my oczekujemy na informacje o transporcie, Misio jest pod baczna obserwacją, dziś dostał dopiero pierwsze zastrzyki, zobaczymy jak będzie dalej.
-
Bardzo, a bardzo cieszę się, że na Misia oczekuje pewny BDT, jestem dobrej myśli, a z transportem wszystko na pewno jakoś się niebawem wyjaśni:)
-
Piesek po zastrzykach jest spokojny i ciągle śpi. On ogólnie jest bardzo osłabiony, mało chodzi, mniej je niż na początku. Co do transportu to nie jest jeszcze potwierdzone???
-
Jestem wdzięczna za taki odzew i pozostaje pod dużym wrażeniem ludzi zgromadzonych wokół dogomanii i ich wielkich serc.
-
Piesek dostał dzisiaj 3 zastrzyki (dokładnie - LIMOSPH, CATOSAL, METAUNM(nazwy spisuje z kartki, jaką dostałam- nie wiem czy poprawne)) pani weterynarz z dużych ampułek odmierzała konkretną dawkę, nie wiem czy można to kupić aptece, osobno jako ampułko-zastrzyki. . Nie wiem o której miałby być ten ewentualny transport, ale lecznica jest jutro czynna 9-12, więc przed jego wyjazdem może jeszcze udałoby się dać mu te zastrzyki.
-
witam:) w bólach nareszcie udało mi się zarejestrować. czekałam długo na link potwierdzający rejestracje.... byłam wczoraj z Mamą u weta tego samego, który widział pieska w poniedziałek, ale stwierdził, że powinien go jeszcze raz zobaczyć przed podaniem leków, więc recepty nie dostałyśmy dzisiaj udało mi się zorganizować transport i byłyśmy w tej samej lecznicy ale u innego lekarza, piesek dostał zastrzyk(antybiotyk), dostanie jutro i w poniedziałek(już umówione jesteśmy z mimiś na podwózkę), w poniedziałek będzie pan weterynarz, u którego byłyśmy wczoraj i on podejmie decyzje jak dalej leczenie ma wyglądać, prawdopodobnie wreszcie dostaniemy receptę. Chyba, że Misia uda się przetransportować już jutro do BDT, wnioskuję z wpisu Anuli: "Cioteczki jak dobrze pójdzie Misiaczek będzie jutro u mnie na BDT.Więcej napisze koordynator tego przedsięwzięcia- Aneta."I będzie można już spokojnie w Polkowicach rozpocząć leczenie Czekam na informację odnośnie ewentualnego transportu.