Ja powiedziałam sobie dość..ile można się oganiać od atakujących,puszczonych luzem psiuńków.Kilka dni temu ide z moim onkiem parkiem,mój sobie wącha krzaczki a tu nagle dobiega małe kudłate i już prawie łapie za ogon(nie pierwszy raz już się tak zdarzyło-jak nie ogon to uda).Szczęście że miałam w ręce piłke na sznurku bo chwile wcześniej skończyliśmy nauko-zabawe,przydała się bardzo.Potraktowałam z niej agresora dość niedelikatnie.Właściciel dopiero wtedy zauważył swojego pupilka.Dobrze że byłam szybsza od mojego psa bo gdybym dopuściła do złapania za ogon mojego to znów poszłyby miesiące pracy z psem.
Na większe psy nosze łańcuszek i jeśli zajdzie potrzeba nie zawaham się go użyć.Nie chce żeby do mojego psa podbiegały psy i mam do tego prawo,nie interesuje mnie że dany piesek chce się pobawić,powąchać czy co tam jeszcze..Kiedyś pozwalałam żeby podchodziły do mojego puszczone psy,zapewniana przez właścicieli że one miłe są,że nic nie zrobią..a one chwile szczeniaka powąchały i z zębami na niego.Teraz podbiegaczom mówie stanowcze NIE.