Historia Sary
Witam wszystkich, którzy tak jak ja nie mogą przejść obojętnie obok krzywdy jaka spotyka nie tylko ludzi ale i zwierzęta. Mam na imię Basia- to właśnie ja opowiedziałam historię Sary Pani Karinie, która bardzo przejęła sie jej losem, i to dzięki Niej ta historia trafiła do internetu. Sara trafiła do firmy, w której pracuję ok. 6 lat temu, wyglądała okropnie, była wychudzona i wystraszona, wyglądała na ok. rok. Pierwszego dnia przesiedziała pod kontenerem przez cały dzień. Dałam jej kanapkę, bała się bardzo ale głód zwyciężył, z podkulonym ogonem sikając po nogach wzięła kanapkę i tak się zaczęła nasza przyjaźń. Budynek firmy jest ogrodzony, na początku wielokrotnie ochrona wypędzała Sarę poza ogrodzenie, a ona za każdym razem wracała. Widać było, że jakaś siła- intuicja, podpowiada jej, że to miejsce dla niej, i że tu powinna zostać. Trzy razy była wywożona do schroniska, uciekała stamtąd i ciągle wracała do nas. Będąc w schronisku została wysterylizowana. I została. Szefostwo firmy wyraziło zgodę, aby została u nas. Zauważyłam, że na początku wspinała się przy drzewie i zjadała liście, a nawet wykopywała glizdy z ziemi i je jadła. Śmiem twierdzić, że zanim do nas trafiła ktoś znęcała się nad nią i być może przywiązał do drzewa w lesie, jakoś musiała sobie radzić by przeżyć. Od firmy dostawała trochę suchej karmy, a ja i koleżanki z pracy dokarmiałyśmy ją. Wszyscy polubili Sarę, ale na odległość, bo nikomu nie pozwoliła się do siebie zbliżyć, zaraz się chowała. Dopiero rok temu zaufała mi na tyle, że podchodzi do mnie, pozwala się głaskać, wręcz dopomina się pieszczot. Przez ostatni rok sama ją utrzymywałam z pomocą Pani Kariny. Obecnie sytuacja wygląda tak- firma już nie istnieje, komornik przejął budynek i jest wystawiony na sprzedaż, w każdej chwili może to nastąpić i Sara musi szybko znaleźć dom, lub być uśpiona. Szefostwo firmy ma swoje problemy, i nikt się Sarą nie interesuje. Ja jeszcze mam wstęp na teren firmy i codziennie przynoszę jej jedzenie. Bardzo pokochałam Sarę a ona mnie, codziennie siedzi przed bramą i czeka kiedy przyjdę. Bardzo bym chciała jej pomóc, ale nie mogę jej zabrać do domu, bo mieszkam w bloku, a to jest pies, który całe swoje życie przebywa na dworze. Do pomieszczenia nigdy nie weszła. Nadaje się na psa stróżującego. Może nie jest najpiękniejsza, ale ma śliczne brązowe i mądre oczy, niestety wciąż boi się ludzi. Ktoś kto zdecyduje się ją zaadoptować powinien być cierpliwy i krop po kroczku zdobywać jej zaufanie. Nawet przy mnie po tylu latach gdy zrobię gwałtowny ruch, Sara kuli się i boi. Gdyby znalazł się ktoś, kto okaże Sarze trochę miłości i cierpliwości gdy poczuje, że można temu człowiekowi zaufać, to pokocha Go. Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś taki. Z wyrazami szacunku Basia.