Ja dość często chodzę na spacer z moim psem i z przyjaciółką na pobliskie osiedle. Mieszka tam pani, którą 'pieszczotliwie' nazywamy Grandalką. W sumie nie wiem od czego wzięłyśmy tę nazwę ;d. Pani ta ma cocker spaniela, ja idę sobie z moim haszczakiem i widzę, że biegnie do nas pies, bez obroży, szelek, smyczy czy czegokolwiek. To było nasze drugie spotkanie z tym psem (oni dopiero się wprowadzali na to osiedle) i na początku nie poznałam, że to pies, którego Lasti nienawidzi od pierwszego spotkania. Moja przyjaciółka podeszła i chciała zatrzymać psa, bo mój jest agresywny od czasu kiedy inny pies go dość mocno pogryzł, ale cocker zaczął na nią warczeć, więc się odsunęła. Ja trzymam psa krótko a właściciela nie widać. Za chwilę zza bloku wyłania się pan psa, patrzy na nas dziwnym wzrokiem i woła tego swojego psa. Wołał go i wołał, a pies nie słucha. Mógł podejść i go wziąć, widać było już że mój pies strasznie najeżony. Gdyby stała się temu psu krzywda to byłoby oczywiście z mojej winy, bo to mój pies by zaatakował.
Takich nie miłych sytuacji jest bardzo dużo w moim przypadku. Najbardziej nienawidzę tego kiedy pies biega luzem 2km przed lub za swoim właścicielem i ci się psem nie interesują, mają wszystko gdzieś, a jak widzą mnie z psem to mówią, że ten ich nie jest agresywny i że chce się bawić. Ok, ale mój pies już nie jest taki milutki i nie ma najmniejszej ochoty na zabawę z ich psami, no chyba, że to zabawa na zasadzie: kto ma silniejsze ząbki i lepiej radzi sobie w walce ;/
Niech sobie puszczają te psy żeby się wybiegały ale niech są za te psy odpowiedzialni i niech je pilnują....