Jump to content
Dogomania

Goshia

Members
  • Posts

    159
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Goshia

  1. Ad. ostatnie posty waldi481 i brzośka: cóż, mamy Lenina pod szkłem, relikwie pierwszego stopnia, ciekawe zwyczaje pogrzebowe w regionie Tana Toraja, wypchane łosie, wilki i inne zwierzaki w muzeach, mamy i Szarika w Sułkowicach. Tak się chyba kultura przejawia. Mądrzej się nie wypowiem, bo na antropologii się nie znam. Przepraszam za rozbudowywanie offtopa, ale temat daje do myślenia.
  2. Beatrx, mądrze prawisz. :) Życzę wilczakowi, by jego opiekunowie trafili na rozsądne porady.
  3. Nie widziwiam, tylko proszę o zasugerowanie, jaka powinna być właściwa reakcja ojca w tej sutuacji.
  4. A nie po głowie można? Też nie? To może zamiast bić należy lekko kopnąć? Jak Cesar Millan. Uprzedzając z góry wybuch gniewu: tak, moje pytania to prowokacja. Jest dla mnie rzeczą oczywistą, że się nie bije i nie kopie nawet w "żartach", nawet psa. Czy ktoś mógłby zatem zasugerować karlikowi13 jakiś sposób pokazania trzyletniemu psu, że podgryzanie nie jest akceptowane? Myślę, że karlik13 sam skorzysta z rady i wyjaśni ojcu, jak należy postępować z psem. Z korzyścią dla karlika13, ojca, psa, a nawet podgryzanych rzeczy.
  5. Też nie mogę się wylogować. Ustawiłam sobie opcję "Wyślij dzienne powiadomienie" dla wszystkich "Zawartości które śledzę", a powiadomień ni widu, ni słychu, mimo że pojawiają się nowe posty. Może coś jest ustawione na odwrót skoro Magduśce z kolei przychodzą powiadomienia z wątków, których już nie chce śledzić?
  6. Patkam, sprawdź jeszcze raz tego czipa. Może z czytnikiem coś było nie tak, a może czip w jakimś niestandardowym miejscu wylądował.
  7. Załamka :( A jak Kasia ocenia ogólne samopoczucie Aramiska?
  8. Niedobrze :( Czy weterynarz mógłby podpowiedzieć, jak zwiększyć odporność Aramiska? Może jakiś suplement, wprowadzenie czegoś do diety? Tran, witaminy, masaże, akupresura? Cokolwiek? Majtasy są od św. Mikołaja, który to został spojony lemoniadą i w stanie upojenia lemoniadowego dał sobie wmówić, że są Święta i że Aramisek musi jakiś prezent dostać. No i padło na zestaw "pampasy+2 paczki wkładek dla suczek z cieczką". Dajcie znać, czy te pampasy ułatwiają Kasi opiekę nad psiakiem. Czy to dobre, takie sobie, czy kompletna pomyłka? I czego Kasia używa jako wkładek? Dobrze wiedzieć, co się sprawdza.
  9. Wydaje mi się, że ten dźwięk przerywający (typu "syczenie węża") może nie rozwiązać problemu szczekania. To może być taka próbka na początek, żebyś sprawdziła, czy są łagodniejsze sposoby wyperswadowania psu nieodpowiedniego zachowania w domu. U nas było "pssyt", pies przestawał szczekać i dostawał smakołyk. Ale, tak jak pisałam, nie przyniosło to efektu. Skutek był taki, że mieliśmy następującą reakcję: hałas-szczeknięcie-pssyt-przerwanie szczekania-nagroda-chwila spokoju-znowu hałas-pssyt-przerwanie szczekania-nagroda-chwila spokoju-znowu hałas-... i tak wkoło Macieju. A jak nie było "pssyt", to pies dalej szczekał, bo przecież człowieki niedosłyszą i nie wiedzą, że za oknem czają się potwory, więc trzeba ich ostrzec. Z punktu widzenia psa nagroda po "pssyt" i zaprzestaniu szczekania pewnie wyglądała następująco: "potwory za oknem-szczeknę-"pssyt" oznacza, że mnie zrozumieli i wiedzą, że za oknem są potwory-nawet dostałem nagrodę za szczekanie na potwory za oknem-o! znowu potwory za oknem-moim obowiązkiem jest szczeknąć i uprzedzić, że są potwory za oknem-..." I każde szczeknięcie trzeba było tak przerywać, bo jak nie, to psina dalej szczekała. Więc jeśli chcesz spróbować z dźwiękiem przerywającym, to bym nie dawała od razu nagrody, tylko może najpierw każ psu usiąść i dać jedną łapę, potem drugą, leżeć, znowu usiąść, a nagrodę raczej za sztuczki, niż za przerwę w szczekaniu. Ale nie wiem czy to pomoże. Skutek może być taki, że pies stwierdzi "za szczeknięcie, pani się ze mną bawi, to poszczekam jeszcze". Ponieważ "pssyt" jest nieszkodliwy, to oczywiście możesz go przetestować, czy to w połączeniu z nagrodą, czy ze sztuczkami, czy bez. U nas było to podejście absolutnie błędne, ale kto wie, może u Was się sprawdzi. Jak nie zadziała, zawsze możesz zrezygnować z "pssyt". U nas "pssyt" był męczony z ze dwa tygodnie albo i więcej i pies się uciszał tylko kiedy było "pssyt" + nagroda. A ja dostawałam białej gorączki, bo przy otwartych oknach musiałam robić "pssyt" tak gdzieś co 15-30 sekund. Zwariować można. Co do dźwięku "lękotwórczego". Najważniejsze: rzutu grzechotą użyłam tylko dwa razy. Raz do oduczenia szczekania na hałasy "zaokienno-klatkowe" i raz do oduczenia szczekania na domofon. Pies boi się tylko grzechotu. Jeśli mam grzechotę w ręku i nią potrząsam, pies trochę się kuli i kuli też uszy, a mi wtedy psicy żal. Ale jeśli wezmę grzechotę i bez hałasu podstawię psu pod nos, nie ma żadnej reakcji. Pies nie boi się, jeśli tylko podchodzę z grzechotą i mu ją pokazuję. Na hałasy przeróżne pies już nie szczeka, ale też nie okazuje lęku wobec nich, po prostu je olewa. Tak jakby stało się jasnym, że nie ma potrzeby pilnować mieszkania, że wcale mi się nie podoba pilnowanie mieszkania przez psa. Stróżowanie nie należy do obowiązków psa, więc zwierzak ma luz. I sobie może smacznie spać przy otwartych oknach. A ja nawet nie muszę mówić żadnego "pssyt", "cicho", spokój", "E-e" czy innego polecenia. Myślę, że jeśli bym często używała grzechoty, to pies by się skapnął, że w sumie to taka ściema a nie realne zagrożenie, więc nie nadużywam, bo wolę sobie zachować w arsenale "argument ostateczny" - tak na wszelki wypadek. Zagrywkę z rzutem czymś hałasującym podpowiedział mi szkoleniowiec. Z tą różnicą, że mówił o użyciu kawałka łańcucha z grubymi ogniwami, takiego, żeby porządnie hałasował. Sztuczka od lat znana, ale jakoś nie wierzyłam, że zadziała. I też miałam straszne obawy. A to że to jest "psychiczne znęcanie się", a to że pies tak się przestraszy, że ugryzie. Nic takiego okropnego się nie stało. Wręcz przeciwnie, teraz pies jest totalnie wyluzowany. Trochę jak ze szczepionką: chwila strachu i płaczu, a spokój na całe lata. A że miałam już serdecznie dość szczekania i zero łańcucha pod ręką, w ruch poszedł plastikowy słoik z ogromniastymi twardymi tabletkami w środku, taki wielkości szklanki, bo to akurat stało na stole. Na szczęście jednocześnie z rzutem powiedziałam "E-e" i efekt uboczny jest taki, że mam fajną komendę na powiedzenie psu, że to co właśnie robi jest, robi źle. "E-e" przydaje mi się do uczenia "zostań" i dłuższego zostawania psa na posłaniu. Jak pupkę podnosi, wystarczy "E-e" żeby przerwać samowolkę. Najlepsze: "E-e" nie budzi w psie strachu (a myślałam, że będzie się tego panicznie bać), ale widać, że jakoś tam kojarzy, że akurat robi coś, co mi się nie podoba. I dalej jest otwarta droga do kombinowania, co człowieki od psa chcą. Ja bym sobie zostawiła numer z grzechotą na weekend. Jeśli po tym okropnym przestraszeniu psa, jakiś czas później Charlie chciał szczekać na inne hałasy niż ten "obgrzechotany", będziesz mogła powiedzieć psu "E-e" i w ten sposób skorygować jego zachowanie. Jakby samo "E-e" nie wystarczyło do korygowania szczekania na inne hałasy, możesz spróbować zagrzechotać łańcuchem czy czego tam użyjesz. U nas nie było akurat potrzeby ani pogrzechotania słoiczkiem w ręku, ani ponownego rzucania. A trudno cokolwiek korygować jak jest się akurat w pracy, dlatego poczekałabym do weekendu. Po grzechocie i "E-e" nie dawałam nagrody. To jest ewidentna kara za robienie czegoś złego. Nie ma nagrody, jeśli "E-e" koryguje szczekanie. Szczekanie w domu jest złe i nie ma co drzeć paszczy, bo za to nic się nie dostanie. Teraz używam też "E-e" do korekty przy sztuczkach. Jeśli np. po komendzie "na miejsce" pies samowolnie opuści legowisko, pada "E-e", jest powrót na legowisko (chwalę psa i na początku nagradzam powrót "takim-sobie maleńkim smaczkiem"), wytrzymanie na legowisku przez zadany czas (oczywiście stopniując trudność, zaczynałam od 5-10 sekund), przybiegnięcie do mnie na komendę zwalniającą, to dopiero po całym takim zestawie jest super nagroda. Więc "E-e" samo w sobie nie jest straszne. Podsumowując, metoda 1 na "pssyt" (w sumie raczej pozytywna) nie przyniosła u nas oczekiwanych rezultatów. Ale spróbować na własnej skórze jak najbardziej można. A nóż się uda. Metoda 2 wygląda strasznie, ale dała oczekiwany rezultat i nie wywołała u psa choroby psychicznej, a nawet zaowocowała tym, że pies jest po prostu wyluzowany, bo nie musi już pilnować domu. Gdybym miała zastosować metodę 2 na psie, który jest ewidentnie wylękniony, na takiej "chodzącej galarecie" albo "agresji na czterech łapach", to najpierw skonsultowałabym to z porządnym szkoleniowcem-behawiorystą (tu problem "jak takiego znaleźć?"). Jeśli ktoś wie, jak pozytywnie oduczyć psa szczekania w domu, zwłaszcza psa dorosłego i przygarniętego, to bardzo chętnie poznam taki trik. Nie twierdzę, że takiej sztuczki nie ma, tylko ja po prostu nie wiem, jak pozytywnie takie cudo zrobić. Też głupieję przy sporze "pozytywiści" vs. "C.M.". Myślę, że psa należy prowadzić zdroworozsądkowo, choć czasem trudno jest rozstrzygnąć, czy jakiś trik szkoleniowy nie zahacza o sadyzm, nie wynika z naszej niekonsekwencji, braku umiejętności, albo czy nie jest bezsensownym czekaniem na to, że psa samo oświeci, że brak nagrody oznacza "nie warto gonić gołębia po drugiej stronie ruchliwej ulicy". Jeśli czegoś można nauczyć na smaczki i zabawę, to jak najbardziej idziemy w smaczki i zabawę. Ale pies musi też wiedzieć, że pewne zachowania nie są akceptowalne, że są nagrody, ale są i kary. I jeśli metody pozytywne nie zdadzą egzaminu, to już chyba nawet lepiej zastosować mocną korektę niż narobić sobie i psu kłopotów na przykład z powodu ugryzienia, czy też nieusłuchania i wpadnięcia pod samochód. Psy też są różne: cała masa psów-łakomczuchów sama z siebie za smaczka zagra na skrzypcach i wygra konkurs łyżwiarski, inne pokonają reprezentację Niemiec w piłkę kopaną, jeśli tylko za to będzie nagroda w postaci aportu lub zabawy w przeciąganie i są też psy które trzeba najpierw nauczyć, że żarcie, zabawa, głaskanie, pochwała słowna to też są nagrody i warto o nie się postarać. O tym powinno być na szkoleniu. Komendy, które wypisałaś są jak najbardziej przydatne i całkiem ich sporo. To normalne, że na początku nie zawsze i nie wszędzie działają. Stopniuj psu trudności. Siad w domu, to początkowo dla psa niekoniecznie to samo co siad w parku, obok innego psa, kota, gołębia, rowerzysty. Siad w kuchni przy lodówce może być wykonany idealnie, ale siad przy zakładaniu obroży przed spacerem będzie ogromnie trudny. Mówisz, że nieprzydatne. Nieprawda! Wyobraź sobie, że Twój pies dostaje ataku głupawki przy zakładaniu obroży, bo tak się cieszy na spacer. Zakładając buty, dostajesz z psiej łepetyny w nos i albo leje się krew, albo w najlepszym wypadku tylko wyglądasz jak ofiara przemocy domowej. Głupie "siad" może zaoszczędzić wizyty u chirurga. Pozostałe sztuczki też mogą okazać się bardzo przydatne, jeśli nie w domu lub na spracerze, to na przykład u weterynarza. I lepiej umieć sztuczkę, która się nie przyda niż nie mieć w zanadrzu żadnego polecenia, które mogłoby nam jakąś sytację uprościć. Jak zwiększyć skuteczność, powinni Ci powiedzieć na szkoleniu. Wskazówki znajdziesz też w poradnikach takich jak choćby "Sam wychowasz swojego psa".
  10. [quote name='CzarkaPańcia'] Jak mówię "spokój", gdy on szczeka, to sama siebie ledwo słyszę :/ Czasami muszę uderzyć o coś ręką, żeby się wspomóc, ale to nie metoda. Nieprzyjemna grzechota, która zwróci jego uwagę może być jakimś pomysłem.[/QUOTE] Mam podejrzenie, nie wiem czy słuszne, że on słyszy tylko nie słucha. Psy mają bardzo dobry słuch, tylko miewają nas w nosie. Jakoś dźwięk otwieranej lodówki bardzo szybko sprawia, że moja psica grzecznie siedzi mi przy nodze. A na spacerach na "do mnie" albo pies przyjdzie (bo akurat nie ma nic lepszego do roboty), albo zrobi minę dzieciaka zajętego zabawą w piaskownicy pod tytułem "no słyszę, słyszę, ale właśnie jestem ogromnie zajęta lepieniem babek z piasku i nie absolutnie mogę przyjść", albo jest kompletna olewka, mimo że na 100% słyszy polecenie tylko akurat coś innego ją zaciekawiło, tudzież zabawa w przychodzenie właśnie jej się znudziła. Charlie pewnie Cię słyszy, tylko albo nie rozumie, o co chodzi z tym "cicho" i nie widzi związku między "cicho" a tym, że ma zamknąć jadaczkę, albo w głowie mu siedzi "słyszę, co mówisz, ale nie mogę przestać szczekać, bo jestem zajęty szczekaniem". Ponoć samo szczekanie dla psa jest nagrodą i dlatego tak się w jazgot wkręcają. Myślę, że nie musisz przekrzykiwać psa, wystarczy, że dźwięk będzie nowy, zaskakujący i jakoś tam będzie kojarzył się z niebezpieczeństwem. Możesz poudawać na przykład syczącego węża i sprawdzić, czy to przerwie szczekanie na moment. Spadający, grzechoczący przedmiot człowieka też może porządnie nastraszyć i wcale nie musi być to bardzo głośne. Myślę, że dobrze robisz, że przy nadarzających się okazjach ćwiczysz z psem różne polecenia. Wcale nie musisz Charliego od razu uczyć gry na skrzypcach. Zabawę z psem na spacerze przeplataj z ćwiczeniem poleceń i psim "buszowaniem po krzakach", niech ma trochę tego, trochę tamtego. Skoro teraz nie możesz jeszcze urządzać z psem wycieczek, to zmieniaj trasy spacerów, o ile jest taka możliwość. Zmiana trasy, to dla człowieka wysiłek żaden, a dla psa nowe kąty do obwąchania i już zwierzak ma jakieś nowe wrażenia. Piszesz, że z powodu braku sukcesów się zniechęciłaś. A weź napisz, czego Charli już się nauczył, bo jakoś wierzyć mi się nie chce, że niczego.
  11. Napiszę co u nas zadziałało na szczekanie w domu. Mam suczkę owczarka niemieckiego i w mieszkaniu szczekała na niemal wszystko co działo się na zewnątrz: rozmowy na ulicy, parkujący niedaleko samochód, trąbienie samochodów, zamykanie i otwieranie drzwi u sąsiadów, psy szczekające o cztery dzielnice dalej. Nie było mowy o otwarciu okna. Metoda pierwsza (nieskuteczna, ale warto przeczytać): kiedy pies zaczynał szczekać, mówiłam sycząco "pssyt", co na tyle psa potrafiło zainteresować, że na sekundę przestawał szczekać. Wtedy była pochwała i smaczek za zamknięcie jadaczki. I jest to prosta droga do tego, by pies wydawał krótkie szczeknięcie na każdy hałas, a szczekał długo, jeśli nie było "pssyt" i smaczka. A nie o to mi chodziło. Metoda druga (zadziałało): Słychać hałas z ulicy lub z klatki. Pies zaczyna szczekać. Jednoczesnie powiedziałam stanowczo, ale bez podnoszenia głosu "E-e" i rzuciłam OBOK psa (pod same łapy) duży, twardy, plastikowy pojemnik z dużymi tabletkami w środku, do połowy opróżniony (bardzo głośno i w dość niskich tonach to to grzechocze). Pies się ogromnie przestraszył, przykulił się, uszy po sobie, panika w oczach "jak to? za co to?". Widok okropny. Mi się serce kraje na widok tego co narobiłam strasznego. Na szczęście powstrzymałam się od pocieszania. Skutek: dziamgotanie z powodu hałasów zewnętrznych ustało. Później przy próbach szczekania na nieznane dźwięki, wystarczyło "E-e". I jak ręką odjął. Zdarza się, że psica wyda jedno szczeknięcie, jeśli nagły hałas (ostatnio jakaś petarda) wybudzi ją ze snu, ale jest to pojedyncze szczeknięcie i na tym koniec. Okna mogą sobie być teraz otwarte cały dzień i całą noc. Psisko smacznie śpi i to mimo psów ujadających gdzieś u sąsiadów. W nosie ma to, co się dzieje na zewnątrz. Nie wiem, czy wystarczy zastosować tylko metodę drugą, czy konieczna jest też najpierw pierwsza. Psisko załapało za pierwszym rzutem, że szczekanie już mi się nie podoba. Może to kwestia rasy i tego, że bardzo szybko zwierzak się uczy, też tego nie wiem. Jeśli chodzi o spacery, to ideałem są takie, żeby pies się wyżył i fizycznie, i psychicznie, ale wiadomo, że nie zawsze na to jest czas. CzarkaPancia, nie mam zamiaru Cię krytykować za to, że pies miał tylko 40minut do godziny spaceru dziennie plus krótkie wyjścia za potrzebą. To chyba i tak więcej niż mają psy w schroniskach. Jasne, że lepszy byłby spacer półtoragodzinny albo nawet i dwa takie spacery dziennie, ale bądźmy realistami. Super, że teraz spacerków jest więcej. Wykorzystuj spacery na szkolenie psa, choćby takie bardzo podstawowe jak przychodzenie na zawołanie, siad, zostań, stój. To się bardzo przydaje, a nawet może psu uratować skórę. Ktoś wspomniał o szalonym jaju (RunningEgg). Mam takie cudo. Fakt, potrafi to-to psa wymęczyć. Nie bardzo nadaje się do użytku w mieszkaniu, bo może zrobić się dokumentna demolka z mebli, to raz. Dwa, moja psica ujada wściekle na tę zabawkę, więc może znów pojawić się problem ze szczekaniem w mieszkaniu. Trzy, zabawka jest bardzo wytrzymała, ale chyba nie jest niezniszczalna i potrafię sobie wyobrazić, co by się stało z psem bawiącym się twardym połamanym plastikiem. Na pewno zniszczalne są pazury i zęby psa, dlatego daję jajo tylko pod nadzorem i na niezbyt długo.
  12. Jeśli tabletka ma być podzielona fachowo, to zapytaj w aptece o przecinacz do tabletek.
  13. Kasiu, to może te majtasy dla starszych panów psów, o których wspominała APSA? Zdało by to egzamin?
  14. [quote name='APSA']Na sikające psy widziałam też kiedyś taki patent z pieluszkami, że umieszcza się psu pieluszkę pod brzuchem, tak żeby łapała wszystko, co ścieka, a mocowana była za pomocą taśmy klejącej do psiego grzbietu. To się też fajnie sprawdzało, tylko widziałam to na małych pieskach. Nie wiem, czy psy Amisiu by się tak dało.[/QUOTE] Takie cóś masz na myśli? [url]http://www.karusek.com.pl/produkt.php?prod_id=11927[/url] A jakby do takich majtasów [url]http://zookraina.pl/pl/p/TRIXIE-Majtki-na-cieczke-5-bezowe/6010[/url] do odpowiedniego wycięcia podkleić woreczek na grubsze sprawy i dać pieluszkę na podbrzusze?
  15. Wracając do tematu podkładów: są też i większe rozmiary, ALE samego materiału chłonnego jest tyle samo (60x90cm), a podkład jest większy, bo ma boczne "skrzydełka" do zawijania pod materac. [URL]http://seni.pl/produkty-seni/przeglad-produktow/seni-soft/[/URL] Jest jeszcze coś co się nazywa "dry bed", dostępne np. na animalia.pl Nie wiem, jak to się sprawdza w praktyce. Czy ktoś stosował i mógłby coś opowiedzieć? Tylko pod takiego dry beda chyba też trzeba jakąś matę chłonną podłożyć. Może wsadzić Aramiska pod zraszacz ogrodowy? Po pierwsze chłodniej, po drugie będzie po "praniu wstępnym" ;)
  16. Kasiu, dzięki za posta. Ech, starość nie radość. Nie dziwię się, że niektórzy konkwistadorzy szukali źródła wiecznej młodości. Pytałaś weterynarza o Nivalin (obrzydliwie droga rzecz) w połączeniu z witaminami B? Może strzelam kulą w płot i to Aramiskowi nie pomoże, ale zapytać chyba nie zaszkodzi. Najwyżej powie, że to bez sensu. Swego czasu stosowałam przy własnej psinie podkłady Seni Soft 60x90cm. W dużej paczce jest 30 sztuk. Można odciąć część, którą pies zabrudzi i w ten sposób maksymalnie wykorzystać całą powierzchnię. W aptekach są podobne podkłady z innych firm. Co kto lubi. Mi akurat te z Seni Soft najbardziej przypadły do gustu. Są też podobne podkłady dla szczeniąt dostępne w sklepach zoologicznych. Ot taka opcja na wypadek jakby Ci już ręce od prania odpadały. Zostaje wtedy "tylko" czyszczenie samego futrzaka.
  17. A co Aramisek powiedziałby na namoczenie futra na głowie i na karku tak dla ochłody?
  18. [quote name='Beat2010']aa, pęcherz, to faktycznie lepiej ;), wina Aramiska, cały czas leży zamiast chodzić , to i się przeziębił :mad:[/QUOTE] A proszę mi tu winy na Aramiska nie zwalać. :nono: Nawet jakby na spacerach tylko chodził i odpoczywał na izolowanym od zimna przeciwodleżynowym materacu, to i tak nie ma gwarancji uniknięcia infekcji. Na pocieszenie, może jeśli uda się pozbyć tych durnych bakterii, to Aramisek wykaże większe zainteresowanie spryskiwaniem drzewek niż kocyków.
  19. [quote name='Beat2010']super wiadomości, czyli Goshia miała rację-to nie tylko łapy, ale i nerki powodowały, że nie chodził.[/QUOTE] Aramis może mieć gorsze dni z powodu zbyt słabo działających leków przeciwbólowo-przeciwzapalnych, infekcji tego czy owego, problemów z trawieniem, problemów z perystaltyką jelit, zmian ciśnienia atmosferycznego, deszczy niespokojnych (co potargały sad), upałów, mrozów i pewnie miliona innych powodów. Jeśli do tego dorzucimy jakiś nowy lek i jego możliwe skutki uboczne, to zostaje tylko wizyta u jasnowidza ;) A tak na serio, to tylko bardzo uważna obserwacja psa i mądry wet. [quote name='Kasia77']Z jego nerkami na szczęscie wszystko w porządku, postaram sie wkleić następnym razem ostatnie wyniki i to "tylko" zapalenie pęcherza tak się go czepia na okrągło. W każdym razie jest o niebo lepiej, antybiotyk działa rewelacyjnie :)[/QUOTE] Cieszę się, że jest poprawa. Kasiu, zapytaj weta, czy na dzień-dwa przed zakończeniem serii antybiotyku nie warto by było zrobić analizy moczu. Głupio by było infekcję podleczyć, a po tygodniu mieć nawrót albo co gorsza bakterie z nabytą odpornością na dany antybiotyk. Niestety infekcje pęcherza mają tendencję do nawracania. Widać wiek i być może słabsza odporność robią swoje. Napisz, proszę, jak Aramisek się czuje, czy chodzi i czy wstaje sam.
  20. To że Aramis ma chore stawy, [U]nie [/U]oznacza, że złe samopoczucie było spowodowane przez stare kości. Może na przykład infekcja pęcherza albo inne choróbsko go rozłożyło. Dlatego należy się zastanowić, czy ma sens zamienianie Trocoxilu na coś innego. [B]Beat2010 [/B]napisała, że po Trocoxilu Aramis zaczął chodzić i sam wstawał, więc chyba lek zadziałał, chociaż [B]Kasia77 [/B]wspomniała, że trochę za słabo. Cóż, czy już zmieniać lek, czy jeszcze poczekać, niestety same musicie przemyśleć. Z drugiej strony i tak warto mieć jakiś pomysł na terapię po Trocoxilu, bo zasadniczo nie należy go podawać więcej niż pół roku, a ponieważ psisko swoje latka ma, to przerwa po Trocoxilu powinna nawet być odrobinkę dłuższa niż miesiąc, tak ze 40 dni by się przydało. Swojej psicy podawałam meloxicam w zastrzykach i jakoś tam działało. Moja ocena "jakoś tam" wynika z beznadziejności przypadku, a nie problemu z samym lekiem. W przypadku Aramisa sposób dalszego leczenia musi być oczywiście przewałkowany z weterynarzem. Czy Aramis potrzebuje tak silnej suplementacji wit.B żeby musiał zastrzyki dostawać? Zwykłe tabletki nie wystarczą? Jest coś takiego jak Gold-Vit B Forte, trochę droższe od najzwyklejszej wit.B complex, ale ma większą zawartość witamin na tabletkę. Raczej się nie przedawkuje, bo co się nie wchłonie, to z moczem spłynie, przy czym może pojawić się chemiczny zapaszek tegoż. 10-15 zł za 60 tabletek i lekki smrodek da się chyba przeżyć, jeśli miało by być lepiej. [B]Wronka[/B], chwała Ci za wszystkie posty. :Rose: Widzę, że doświadczenie w materii schorzeń stawów masz (zapewne niestety dla Twojego psiaka) bardzo bogate. Mam nadzieję, że dziewczyny dokładnie i wielokrotnie czytają Twoje wpisy, bo Twoja wiedza może bardzo pomóc Aramiskowi. Zwłaszcza, że bardzo jasno tłumaczysz co, jak, dlaczego, na co warto wydać pieniądze, a co jest tylko lekkim wspomaganiem dla terapii zasadniczej. Jeszcze raz ogromne dzięki :buzi: Trzymam kciuki za Aramiska i za wronkowy zwierzyniec. :kciuki:
  21. Jakieś takie znajome mi się wydały kafelki na zdjęciu z bieżnią wodną, a kiedy zobaczyłam Suwaka, nabrałam podejrzeń czy czasem p. Paweł nie jest p. Piotrem. Nitro, nie pokręciłaś czegoś z imionami? No, chyba że ktoś nowy w lecznicy się pojawił. Fajne te tośkowe spodenki z szelkami :) Trzymam kciuki za udaną rehabilitację (nie dziękuj, żeby nie zapeszać ;) ).
  22. To że ładna, to pół biedy. Są gorsze rzeczy. Na moją zgubę, ten małpiszon jest inteligentny, uparty i mało przekupny. Jeśli nie chce wracać z Pól do domu, to się kładzie i nie ma mowy, by odessać ją od ziemi. Na rąsie raczej nie wezmę. Rzucić smycz i uciekać przy ruchliwej ulicy? Zwłaszcza jeśli po drugiej stronie tejże jest mnóstwo psich kumpli do zabawy? Hmmm.
  23. [B]Nitro[/B], ja mam wózek (już niepotrzebny :( ) zrobiony w fizjowecie na następujące wymiary: wysokość psa od podłoża do kłębu: 61 cm, długość psa od barku do połowy uda: 63 cm, obwód psa tuż za łokciami: 75 cm, szerokość grzbietu: 19 cm. Tych wymiarów podawałam było przy zamówieniu więcej i jeśli podstawowe z grubsza pasują, to poszukam po starych mailach pozostałych miar. Jeżeli rozmiar by odpowiadał, to możemy się umówić, obejrzysz, przymierzysz, sprawdzisz, jak psinka zareaguje na sprzęt. Do podtrzymywania psa bez wózka stosowałam lekko zmodyfikowaną kamizelkę od tegoż wózka, a zanim wózek dotarł, sprawdzały się stare, powyciągane koszulki noszone tyłem do przodu. Wsadzasz łapy w rękawy, ogon wyciągasz przez dekolt (najlepiej taki mega-rozwleczony albo łatwo rozciągający się), łapieszesz nad zadkiem i taszczysz suńkę. Nie wiem, czy ta metoda będzie dobra dla Tosi, ale spróbować można. Żeby ochronić łapki przed otarciami od chodnika można użyć "onucek" z podwójnie złożonych skarpet (im grubsze, tym lepsze, ale i tak starczają na może 100-200 metrów asfaltu) albo ze starych jeansów (szurają głośno ale są wytrzymałe), albo starego polaru (też niezła wytrymałość, a cichsze niż jeans). Mocujesz takie onuce kawałkiem taśmy rzepowej, tak jakbyś chciała zapiąć mankiet rękawa zegarkiem. Rzep można odpowiednio zszyć samemu albo uciąć ze zużytych już butów ochronnych dla psa, jakie produkuje np. Trixie.
  24. [B]beka[/B], ogromnie dziękuję za pomoc i wklejenie fotki :) Fakt, tutaj co spacer to cała masa atrakcji. Po sielskich przedmieściach Brena ma teraz wesołe miasteczko.
  25. Dzień dobrywieczór! Halo, halo, tu nowy dom Breny. Po długaśnej nieobecności psica wraca na forum. Jak już [B]beka[/B] pisała, Brena mieszka niedaleko Pól Mokotowskich, więc jeśli [B]Olena84[/B] słyszy szczekanie, to może śmiało obstawiać, że to właśnie Brena rozrabia ;) Brenka jest strasznie rozbrykanym i rozentuzjazmowanym psiakiem, przez co wymaga trochę pracy nad wpojeniem jakiej-takiej ogłady. Lekko nie jest. Rowerzyści, inne psy, przechodnie są świetnymi obiektami do obszczekania i powodem do szarpania na smyczy, co niestety sprawia wrażenie, że Brena chce kogoś pożreć. Testy przeprowadzone w domu na znajomych zakończyły się jednak sukcesem - nikt nie został ani zjedzony, ani pogryziony, a Brena, mimo strasznego szczekania, okazała się przyjaźnie nastawiona do ludzi. Oduczanie skandalicznych zachowań (oczywiście przy pomocy przekupstwa smakołykowego) jest w toku. Metoda nie daje pozytywnych efektów w przypadku napotkania sarenek, wiewiórek i jeży :( Wtedy pozostaje mocny chwyt na smyczy i nadzieja, że nie zostanie się ludzkim latawcem szybującym gdzieś ponad głową rozpędzonego psa. Nie wiem czemu, ale nie mogę / nie mam uprawnień, żeby wkleić zdjęcia :(
×
×
  • Create New...