-
Posts
73 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by BonaJ
-
Tosiunia pojechała do nowego domu, trzymamy kciuki!!
BonaJ replied to wilczek007's topic in Już w nowym domu
:lol::lol::lol::lol::lol::lol::lol::lol::lol: Super! Powodzenia i dużo miłości w nowym domku... śliczna Tosieńko:-) Jak się cieszę! Yuuupiiii!!!!!!!!!!!!!!:-) -
Witam! Weszłam na wątek suni, dzięki info na email. Nie ma psów agresywnych. Ostatnio ratowałam Lincolna Bernarydna z schroniska, który był przeznaczony do uśpienia. Niby z natury agresywny. Zabrałam go do hotelu. Pies okazał się być baaaaaardzo przerażonym. Reagował płaczem i piskiem na wyciągniętą rękę. Na dotknięcie go odskakiwał i wył. Dziś upłynęło ok 1,5 tygodnia. Lincoln je z ręki, wychodzi z kojca, pozwala prowadzić się na smyczy, daje się pogłaskać po poopie:-) Z dnia na dzień jest inny. Piszę to, bo warto ratować takie pieski. Simba okaże się najkochańszą sunią świata. Przytulaczką. Kanapowcem. Tak jak te wszystkie "agresory". Będę śledzić jej historię. To kolejna, która utwierdza mnie jeszcze bardziej w przekonaniu o braku agresji u psów. To ludzie są nieodpowiedzialni i głupsi od zwierząt.
-
Tosiunia pojechała do nowego domu, trzymamy kciuki!!
BonaJ replied to wilczek007's topic in Już w nowym domu
Super! Mam nadzieję, że Pan się nie wycofa. Tosia zasługuje na wspaniały dom. Swoją podusię:-) Jest śliczna. Odwdzięczy się całym swym psim serduszkiem:-) Czekam z niecerpliwością na finał:-) -
[quote name='ocelot']Trzymaj dla innego psiaczka. Kochani tak prawdopodobnie śmieszek wystartuje w piątek do swojego domu w Niemczech. Dom dokładnie sprawdzony. Pieniążki Śmieszkowe przeznaczę a szczepienia, paszport, transport do Katowic. Zostanie sporo. I mam prośbę może przeznaczymy a innego psiaka? Mi się marzy, żebyście deklaracje przenieśli a jakiegoś psiaczka z mojego schronu wtedy nastąepny dostałby szansę.[/QUOTE] Bardzo się cieszę:-) Super!:-) Oczywiście swoją deklarację zostawiam:-) Niech inne się ratują:-)
-
Tyskie Weteranki - Abra i Magnatka za TM [*],.. Żegnajcie kochane...
BonaJ replied to AlfaLS's topic in Już w nowym domu
Suuuuuuuuuuuuuuper! Udało się:-) Ani przez chwilkę nie wątpiłam:-) Choć na stare latka będzie im trochę lepiej:-) -
Aaaaa! Może do tego drugiego pieska warto wezwać TOZ lub Straż Miejską? Nie wiem jakie organizacje są w pobliżu? Jeśli ta "miłośniczka" zwierząt tak traktuje swoich podopiecznych, to podejrzewam, że ten trzeci też nie ma za wesoło... Ja ostatnio wezwałam TOZ do podkrakowskiej wsi. Pomogło. Proszę spróbować.
-
[quote name='Luzia&Funia']Ponieważ przyjeżdża wtedy mąż kobiety, a nie jest on zbytnim miłośnikiem zwierząt :-( Kłopot jest również taki że siatka na działce jest dość niska dzięki czemu łatwo się im wydostać i obszczekiwać ludzi. Co niezbyt się podoba innym działkowcom. Istnieje ryzyko że ktoś psiakom podrzuci trutkę. [U][B][SIZE=3][COLOR=red]JESZCZE RAZ SERDECZNIE ZAPRASZAM NA BAZAREK DLA MALUCHÓW.[/COLOR][/SIZE][/B][/U] [U][B][URL]http://www.dogomania.pl/threads/193789-Nadaj-im-imiona-mo%C5%BCe-w-ko%C5%84cu-los-si%C4%99-do-nich-u%C5%9Bmiechnie-DO-10.10.10[/URL][/B][/U] [/QUOTE] Prześledziłam post i aż serce ściska... Nie rozumiem tego, jak ludzie mogą mieć tak zwierzaki w du... nie szanują ich. Traktują jak rzecz. Zauważyłam, że niestety często tak dzieje się na wsiach. Proszę o podanie numeru konta, to prześlę na tą uroczą parkę trochę pieniędzy. Mam nadzieję, że szybko znajdą swój dom. Taki prawdziwy. Może małżonkowi od tej Pani trochę zmieni się podjeście. Dziś jest "Międzynarodowy Dzień Zwierząt". Szkoda, że ludzie o tym nie pamiętają. Chociaż raz w roku, warto zrobić coś dobrego... choć to mało.
-
Porozmawiam o tym z weterynarzem. Jednak nie wiem czy to jest dobry pomysł, bo Lincoln jest chudzielcem. Do tego po wybudzeniu z narkozy, nie będzie szans, by zmienić mu majtki czy obejrzeć ranę, przemyć. On do siebie nie da podjeść. Myślę, że na obcięcie kuleczek zawsze jest czas. Niech się chłopak oswoi:-)
-
Witam Wszystkich:-) Jestem po rozmowie z weterynarzem. Musimy pojechać do weta z Lincolnem. Nie ma sensu, aby weterarz do niego przyjeżdżał, bo tak naprawdę nie zrobi wszystkich badań. Chciałam przypomnieć Wszystkim, że Lincoln nie daje do siebie podjeść, dotknąć się. Jutro pojadę po środek, na uspokojnie dla Licusia. Podaje się go w karmie. Nie chcę, podobnie jak Iwona i Roma - wet również odradzał - ponownie przysypiać Lincolna. Mamy tylko problem - nie mam w tej chwili auta. Jest w warsztacie - po ostatniej trasie do Lublina, coś jest nie tak. Jeśli wszystko się powiedzie, to Lincolna zawieziemy w sobotę. Jeśli nie, to później. Lincoln nie wygląda na chorego psa. W uszach nic nie ma... troszkę brudu:-) Nie ma stanów zapalnych (obejrzałam jego uszka podczas transportu). Nie gorączkuje, ma wilczy apetyt. Jeśli miałby coś w przełyku czy w jelitach, to objawiałoby się to trudnościami w jedzeniu oraz wypróźnianiu się, jak i wymiotami. Również, wrażliwość na dotyk, spowodowana jest przeraźliwym strachem. Z resztą, gdy do Lincolna wyciągnie się rękę lub zbliży zbyt blisko, to on zaczyna piszczeć. Skonsultowałam powyższe uwagi z weterynarzem. Lincoln nie kuleje. Poza tym obejrzałam jego łapy podczas transportu. Nic w nich nie ma:-) Myślę, że można spokojnie dać mu trochę czasu. On go bardzo potrzebuje. Cierpliwości... Ktoś wyrządził mu straszną krzywdę. O sobocie napiszemy:-) Będzie dobrze:-) Piękny kalendarz:-) Super! Dzięki za wszystkie miłe słowa:-)
-
Tosiunia pojechała do nowego domu, trzymamy kciuki!!
BonaJ replied to wilczek007's topic in Już w nowym domu
Zauroczyła mnie Tosia. Myślę, że ten kto ją adoptuje, będzie prawdziwym szczęściarzem. Tosia odda mu całe serce. Nie ma się też co kłócić. Poddawać, zniechęcać. Trzeba działać:-) Wspomogę hotelik Tosi, stałą deklaracją. Nie zapominajcie o Tosi! Cudnej suni:-) -
Dzień Dobry!:-) Tak, ten dzień jest baaaaaaaardzo dobry!:-) Chciałam napisać, że po całej tej niezrozumiałej dla mnie kłótni tutaj... po jakimś wyliczaniu kto, co ile dla kogo zrobił, a czego nie zrobił, a kto jest szczególny, a kto nie... wkurzyłam się! W 10 min zdecydowałam z Maćkiem, po konsultacji z Zuzlikową, że jedziemy po Lincolna. Nie wybaczyłabym sobie, że TEN SZCZEGÓLNY PIES, mógłby nie dotrwać do transportu. Rozpoczęłyśmy szukanie hotelu. Nie chciałam czekać, nawet dnia dłużej. Znalazł się u Pani Iwony:-) Prywatny kojec. Po siódmej rano, byliśmy już w samochodzie. Zadzwoniłam do Pana Kierownika, który uświadomił mnie raz jeszcze, że "Lincoln jest z natury agresywny". Trochę w żołądku mnie ściskało. Czułam lekki strach, choć nigy nie bałam sie żadnego psa. Zastanwiałam się, jak nasza podróż z takim agresorem będzie wyglądać? Czy będzie szczekał całą drogę? Czy będzie drapał, skakał, wisiał na kracie w aucie? Jak go wyciągnę z auta? Ustaliłam z Panem Kierownikiem, że go przyśpi. Może Pan to czyta. Bardzo dziękuje za współpracę:-) Gdy weszłam na teren schroniska i zobaczyłam pierwszy raz Lincolna to pomyślałam "ku...a! Jaki on duży i piękny":-) Był w izolatce - małym, bardzo małym boksie, jak na takiego olbrzyma. Szekał. Jednak po chwili się uspokoił. Już wtedy zauważyłam, że to nie agresywny pies, tylko do granic możliwości wystraszony... Pan Kierownik podał Lincolnowi środek, dzięki któremu można było go włożyć do samochodu. Zmierzyliśmy mu temperaturę. Nie miał:-) Zwróciłam uwagę kupę Lincolna - też wporządku:-) Licuś strasznie się trząsł. Obejrzałam mu uszy - lekko brudne. Oczy... hmm... białaka lekko zaczerwienione i dużo mniej ropy, niż na fotkach. Oczy zostały przemyte. Ubraliśmy Lincolnowi kaganiec. Bardzo szybko Lincoln staną na nogi. Widać był pod wpływem takich emocji, że środek szybko przestał działać. Zjrzeliśmy do niego. Pierwsze co mnie uderzyło to, że Lincoln reaguje na dotyk (delikatny) jak rażony piorunem. Odskakuje. Przeraźliwie piszczy. Jakby go ktoś uderzył i to bardzo mocno. Bardzo boi się wyciągniętej ręki. Zdjęłam mu kaganiec. Już wiedziałam, że nas nie zje:-) Jeszcze trochę denerwował się w aucie. W połowie drogi, leżał już bardzo spokojnie. Czasem wstawał. Zaglądał do nas, przez okna. Ciągle do niego mówiłam. Bał się patrzeć w moją stornę. Na drogę zaopatrzyliśmy się w różne przysmaki. Na początku, nie chciał nic jeść. Rzuciałm mu kurczaka. Po jakimś czasie zjadł go. Wówczas, zaczełam mu rzucać więcej jedzenia. Zjadł wszystko. Chciałam mu podać parówkę z ręki. Patrzył, z daleka wąchał, ale nie odważył się. Znowu mu rzuciłam. Drugą połówkę zjadł mi z ręki!:-) Cieszyłam się jak dziecko! Rękę mam do dziś:-) Był bardzo delikatny:-) Do hotelu dojechaliśmy bardzo późno. Teraz trzebabyło wyciągnąć Lincolna. Zastanawiałam się jak to będzie. Ubrałam na siebie, na wszelki wypadek, dużo ubrań. Rękawiczki zimowe. Jak się rzuci, to nie będzie może takich głębokich ugryzień. Przy asekuracji Maćka i Iwony, otworzyliśmy klapę auta. A tam leży roztrzęsione nieszczęście. Po wołaniu, wstał i bardzo, bardzo ostrożnie wyskoczył z auta. Miał przypiętą długą smycz. Złapałam ją. Lincoln szedł tak skulony, ogon był pod nim. Bał się podnieś głowę. Nigdy nie widziałam tak przerażonego psa. Takigo skulonego, naprowadzilimśmy na jego kojec. Te parę metrów przeszedł piszcząc... bardzo płakał. Tak się nas bał. Od razu wszedł do budy. Iwona podeszła, bo chciała odpiąć mu smycz, ale już na jej widok zaczął wyć. Zostawiliśmy go. Rzuciliśmy mu parówkę i odeszliśmy. Pół nocy jeszcze rozmyślałam. Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Tak ogromnego psa, tak bardzo się bojącego. Lincoln, w żadnym stopniu nie jest agresywny. On jest baaaaaaardzo przerażony. Bardzo boi się ludzi, ręki. Podejrzewamy, że musiał być bity i kuty. Na delikaty dotyk, reaguje przeraźliwym piskiem. Licuś potrzebuje czasu. Musi na nowo nauczyć się człowieka. Zaufać mu. To jest wspaniały pies. Będzie cudownym przyjacielem. Typowy misiek-kanapowiec:-) Jak pomyślę, że miał być uspany z powodu agresji, to mi serce pęka. Nie wierzę, że pies może być agresywny, bo należy do niebezpiecznej rasy, bo jest z natury agresywny itp. Za każdym takim psiakiem stoi, agresywny, nieodpowiedzialnz człowiek. Nienawidzący. To właśnie taki człowiek, zrobił "to" wszystko Lincolnowi. Dziękuje Wszystkim, którzy przyczynili się do uratowania Lincolna od zastrzyku śmierci. Panu Kierownikowi, za współpracę i cierpliwość, wolontariuszkom jeżdżącym do Nowodworu, to dzięki nim dowiedzieliśmy się o Lincolnie, wszystkim Forowiczom, za pomoc w ogłaszaniu, za pomysły, z zbiórkę pieniędzy. Dziękuje Wszystkim Darczyńcom i jednoszcześnie porszę, nie opuszczajcie Licnolna. On nadal potrzebuje Waszych środków. Na hotel, na leczenie, na szczepienie. Na socjalizację. Bez Was wszystkich nie udałoby się. Dziękuje Bardzo Mojemu Maćkowi:-) P.S. Widzieliśmy w hotelu, Milusia:-) Piękny i duży chłopak z niego:-) Cudowny. Imię bardzo trafione. To prawdziwy Miluś:-) Hotel świetny! Nie spodziewalam sie. Super! Chcialam jeszcze nadmienic, ze w schronie psy wygladaja dobrze. Jest ich duzo. Wszystkie maja dobry marketing. Moglabym zabrac je wszstkie. Sa cudowne! Nie zapominajmy o nich.
-
Hmm... nikogo nie atakuję, nie obwiniam i nie czepiam się. Nie staram się przeinaczać wypowiedzi. Jeśli Pani tak to odebrała, to nie było to moim zamiarem. Wnioskuję, odbieram słowa pisane i może źle interpretuję? Może nie? Pomysł? Tak miałam pomysł napisać tuaj, by trochę rozluźnić atmosferę, by Panie, które się tu spierały, wiedziały, że jest ktoś kto wierzy w nie wszystkie choć mają różne zdania. Nie chcę też nikogo denerwować, złościć. Chciałam coś napisać, bo doceniam tu wszystkich. Panią również. Ja myślę, że niepotrzebnie niektórzy się tu nakręcają. Nie wypowiedziałm się tu po to, by kogoś bronić. Ja nie wiem gdzie Pani mieszka, ja nie wiem kiedy i o której się do kogoś dzwoni. Czy na komórkę czy nie. Ja po prostu śledzę wątek, czytam... nie chcę by Panie się ze sobą sprzeczały, to nic nie daje. Tylko psuje zdrowie. Mam wrażenie, że poczuła się Pani atakowna przeze mnie. Nie to było moim zamiarem. Nikogo nie atakuję, nikogo nie krytukuję. Uważam, że każdy tu chce pomóc. Echh... Ja naprawdę doceniam tutaj wszystkich, bo wszyscy znaleźli się na tym wątku i na Dogo, by pomóc psiakom. Dlatego KAŻDY i KAŻDA pomc jest na wagę złota.
-
Tosiunia pojechała do nowego domu, trzymamy kciuki!!
BonaJ replied to wilczek007's topic in Już w nowym domu
[quote name='dorota1']Ja na tym wątku zjawiłam się tylko dzięki wilczkowi, bo na pw prosiła o pomoc dla Tosi, a pamiętam jak rok temu współpracowałyśmy przy szukaniu domu dla siostry Misi (Mili) i wszystko szlo dobrze i Mila ma fajny domek. Wilczek bardzo dużo robi dla psów, dlatego dajcie już spokój tym kłótniom, bo wstyd tutaj zwoływać innych, dopóki się to nie uspokoi. Przecież tu chodzi o TOSIĘ![/QUOTE] Hej! Kobietki, nie sprzeczajcie się. Dziś już byłam świadkiem (czytałam) spór w ratowaniu Linconla - Bernardyna. Na każdym z tych postów są emocje. To normalne. Nie wydaje mi się, aby ktoś chciał tu źle. Każda pomoc jest cenna. Wszyscy pomagają jak moga i potrafią. Ja trafiłam tutaj dzięki info od Wilczek007. No i Wilczku, nie zniechęcaj się:-) -
Poproszono mnie o pomoc. Nie mogę odmówić:-) Gdzie mam wpłacić?
-
Ale się porobiło.... oj! Słowa pisane, każdy może róźnie zinterpretować. Może dlatego, że nie słyszymy głosu, nie widzimy mimiki... Osoba pisząca o rozchorowaniu się Lincolna, myślę, że nie miała złych zamiarów. Wierzę, że napisała to bo chciała dobrze. Osoby, które upodobały sobie Lincolna, dla których on jest wyjątkowy, w pierwszej swojej reakcji rozpaczy (bo myślę, że takie emocje nimi miotały) napisały takie a nie inne słowa. Może nie jest tak, że kogoś obwinają. Może źle się "wypowiedziały" a co innego miały na myśli. Może ktoś źle zrozumiał. Nie piszę tego, bo chcę kogoś bronić. Czy kogoś ukarać. Boję się, że na tym sporze może ucierpieć tylko Lincoln. Piszecie tutaj o manipulowaniu, o braku zaangażowania, o upodobaniach jednej rasy. Ja pomagam Lincolnowi tak jak mogę. Piszę tu za siebie. Krytykowanie kogoś, że nie przyjechał, czy nie zadzwonił w godzinę po informacji na poście jest niesprawiedliwe. Nie każdy jest milionerem, nie każdy może wsiąść w odrzutowiec i wyciągnąć nieszczęśnika, by go ratować. Uważam, że jeśli są osoby, które zwróciły się do Pań, które są na codzień w Nowodoworze, nie są manipulantkami. Zwróciły się, bo właśnie te Pani tam są. To od nich można uzyskać informacje z pierwszej ręki. Bo pewnie wierzy się w te Panie. Nie widzę w tym nic złego. Ja pomagam w sieci - finansowo, bo nie mam możliwości codziennie być w Nowodworze. Nie uważam, aby osoby, które tak postępują robiły źle. Bez tych wirtualnych osób, nie wiedziałabym nigdy o Lincolnie. To dzięki tym osobom, mój znajomy mieszkający w Lublinie pojechał do schroniska i sprawdził jak jest, jak zachowuje się Lincoln. Dowiedział się o drugim Benku. To dzięki nim, nazbierano na hotel, to dzięki nim jest większa szansa na wyciągnięcie go. E-s napisałaś, że nikt nie pomaga Twoim psiakom, bo osoby tutaj skupiają się tylko na Lincolnie. Czy coś w tym stylu. Nie jest tak. Ja jestem tutaj dzięki Bonie, którą uratowałam. Dzięki niej trafiłam na Lincolna. Poruszył me serce. Mimo to ratuję inne psy. Oferuję transport. Finansuję leczenie np. Zafira, któremu ktoś obciął łapkę. Zaangażowałam się w szukanie mu domu. Znalazł. W szukanie domu dla Czarka spod Warszawy - zdeformowana łapka od urodzenia. Pomagam w przytulisku w Haburtowicach. W ratowaniu koni z rzeźni. W domu mam sunię - znajdę. Wszystko to są kundelki. Kocham wszystkie zwierzęta. Niestety z uwagi na odległość i czas, nie mogę być wszędzie. Uważam, że nie powinniśmy się kłócić. Przecież nam wszystkim chodzi o to samo. O ratowanie cierpiących zwierząt. Ja mam nadzieję, wierzę w to, że przez ten spór, wymianę zdań, nie ucierpi bardziej Lincoln. E-s i inne Pani wchodzące na ten wątek, czuję, że i Wam nie jest obojętny los Lincolna, choć nie należy do Waszych ulubieńców. Inaczej Was, by tu nie było:-) Nie ma co się złościć... denerwować. Pozdrawiam Wszystkich! :-) Życzę więcej uśmiechu, choć to nie zawsze łatwe.
-
SABA - bernardynka z Raciborza - już w DT - potrzebuje OGŁOSZEŃ!!!!
BonaJ replied to Malwi's topic in Już w nowym domu
[quote name='figanadrzewna']Przyznaję że nie miałam odwagi obejść w całości naszego schroniska. Ciężko mi znieść widok tylu zawiedzionych psich miłości. Przy pierwszej wizycie prosiłam, by mnie od razu do Saby zaprowadzono. W okolicy jej boksu sytuacja wyglądała "przyzwoicie", duże psy po jednym w boksie widocznym na zdjęciach z pierwszej strony tego tematu. Towarzysze Saby z tego dnia to dwa owczarki niemieckie i jeden owczarkopodobny. Żaden z nich nie wyglądał tak źle jak Saba, ale to Saba jako jedyna nie podeszła wówczas do kraty, leżała zupełnie obojętna, myśle że w depresji. Jednego owczarka wygłaskałam przez kratę, nie był wychudzony. W dalszym boksie zauważyłam 4 mniejsze psiaki, na przeciwko 3 malizny. Reasumując w tym ułamku jaki widziałam sytuacja nie była najgorsza, pies nie siedział na psie, miały swobodę. Ale tak jak mówię, widziałam niewiele. Bona zapusciła sie chyba znacznie dalej,w momencie gdy ja podpisywałam umowę. Oczywiście nowsze boksy wyglądają przyzwoiciej niż stare. Na plus dodam że były wysprzątane, nie było widać psich odchodów. Na minus, brudne miski na wodę. Zielony nalot żył własnym życiem, myte są chyba raz na tydzień, a to zdecydowanie za mało. Problemem naszego schroniska jest kierownik, jego moralna postawa i blokowanie wolontariatu. Zgadzam się, że należy coś z tym zrobić, jednak prosiłabym aby nie odbywało sie to na bazie adopcji Saby, obawiam się że skutkować to będzie tym, że ja do schroniska wstępu mieć nie będę. A innych dogomaniaków tu nie mamy. Proponuję Ci Bona jeśli chcesz się tą sprawą zająć, porozmawiać wpierw z lokalnym TOZ’em, dowiedzieć się o co chodziło w dawnych konfliktach i dlaczego wówczas ten człowiek nie został ruszony z posad? Tu są artykuły z roku 2004, a on jak widać nadal ma się dobrze i jeszcze bardziej się ukorzenił. [URL]http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35063,2326338.html[/URL] [URL]http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35063,2297653.html[/URL] Od tamtego czasu wiele się w prasie zmieniło, teraz artykuły przepełnione są troską o los zwierząt. Ucichł też TOZ.[/QUOTE] Nic się nie martw. Nie będę opierać wszystkiego o Sabę. Nie chcę robić nikomu z zwierzakolubnych problemów. Dzięki za artykuły. W weekend usiądę i zastanowię się jak wszystko ładnie ubrać w słowa. :-) -
SABA - bernardynka z Raciborza - już w DT - potrzebuje OGŁOSZEŃ!!!!
BonaJ replied to Malwi's topic in Już w nowym domu
[quote name='Malwi']jak to ma bezpieczny domek ? myślałam że Saba na DT jechała .... dziękuję ślicznie za pomoc w transporcie :loveu: co do schroniska .... zapach - to przeważnie norma ... ale co do zachowania kierownika ... nie ma takich słów żeby to określić ... k... " sobie rozmnóż to ci się zwróci" ...[/QUOTE] Miałam na myśli DT oczywiście:-) Choć mam nadzieję, że się zmieni w prawdziwy domek na stałe:-) -
SABA - bernardynka z Raciborza - już w DT - potrzebuje OGŁOSZEŃ!!!!
BonaJ replied to Malwi's topic in Już w nowym domu
Saba ma już bezpieczny domek. Mam nadzieję, że zostanie w nim do końca swych dni. Pani Kasia i jej Szanowny Małżonek, to osoby bardzo kochające zwierzaki. Pani Kasia była zaszokowana wyglądem Saby. Niestety Saba, była (jest) w złym stanie. Wychudzona, brudna, bardzo śmierdząca, w kołtunach, przyklejone odchody, zapchlona... chore oczka (bardzo długo ścierałam z nich zaschniętą ropę). Pies był odwodniony - wypiła na "dzień dobry" 1,5 litra wody! Była stasznie głodna. Dodatkowo, całą drogę miała bardzo śmierdzące gazy. Myślę, że to z powodu tego "świetnego menu" w schronisku... Saba to piękny Benek:-) Ma prześliczne umaszczenie. Jest bardzo grzeczna, spokojna, dopominała się o pieszczoty. Myślę, że szybko w nowym domu dojdzie do siebie. Drogę zniosła bardzo dobrze. Była cierpliwa. Natomiast jeśli chodzi o samo schronisko. Nie wiem czy można to coś tak nazwać? Smród wydobywał się już za bram tego obiektu. Gdy weszłam do środka... hmm... serce mi się kroiło. Ciasnota, psy brudne, rzucono im (prawdopodobnie udundowane przez jakąś rzeźnię) surowe kości. Myślę, że to było wszystko, co mogły dostać psiaki w niedzielę. Nie prowadzi się w tym schronie, wolontariatu oraz adopcji. Tam się sprzedaje psy. Cennik można znaleść w internecie. Oczywiście w cenie nic nie ma. Jest tylko książeczka i płyn na pchły. Taki gażet. Pan Kierownik powiedział, że jeśli chcę aby koszty mi się zwróciły, to przecież to jest rasowy pies i można go pokryć. Zarobi się przecież na szczeniakach. To skandal! Nie zostawię tego tak. Sprawę rozdmucham. Prasa i telewizja lokalna, napiszę do władz miasta (przecież wkrótce są wybory samorządowe), napiszę do TOZu, do Prokuratury. Wszędzie. Proszę o wsparcie. Zdjęcia. Relacje - może ktoś z Was tam był? Kontakty. Na każdego wyłowionego (złapanego) psa, schroniska otrzymują od 900 do 1500 zł + później środki na utrzymanie. Tam jest 150 psów. Rachunek jest prosty. Aaaa! Monika (Figodrzewna?) i ja zapłaciłyśmy za wykup Saby z mordowni. Uważam, że środki, które są nazbierane na nią, niech idą na jej leczenie i sterylizację. Nie chcę ich zwrotu. Cieszę się, że choć mogłam pomóc transportem. Wracam do pracy... bo mam ciśnienie! Wrrrr! -
BONA_została Georgią!!BEZPIECZNA w domu w Koszalinie!_Ma Swój Dom!
BonaJ replied to zuzlikowa's topic in Już w nowym domu
;) Jest cudna, kochana, piękna, milutka, śliczna.... echhh... tylko wzdycham i troszeczkę zazdroszczę:p [quote name='kinga']No i coooo?....... Kto jest Najpiękniejszym Psem Na Swiecie? [URL="http://img707.imageshack.us/i/georgia12.jpg/"][IMG]http://img707.imageshack.us/img707/8865/georgia12.jpg[/IMG][/URL][/QUOTE] -
[quote name='zuzlikowa']NIE!!! W Nowodworze jest następny bernardyn...tak jak Lincoln w depresji!!! Lincoln w traumie walczy z całym światem, tamten jest apatyczny!!!Lincoln nie ma najmniejszej szansy na kontakt z człowiekiem...na wyjście poza klatkę...na pogłaskanie...nakręca się coraz bardziej...Drugi benio łagodny,wycofujący się...czy będzie w takiej samej sytuacji jak Lincoln?...czy też nie ma szansy na kontakt z człowiekiem?...czy też nie wyjdzie z klatki?...czy też nie będzie pogłaskany? Matrioszka2 wstawi zdjęcia jak znajdzie czas...plissss Może odpuścić Lincolna bo w depresji jest agresywny i zająć się tym drugim benkiem, bo łagodny i bardziej adopcyjny? [SIZE=2]Przepraszam za tę"igłę", ale chcę mieć jasność co do sytuacji Lincolna i Waszego spojrzenia na nią!!! Nieeeeeeee! To jest jak studnia bez dna... Ja tak kibicuję Lincolnowi! Chcę aby mu dano szansę...