-
Posts
70 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by _Migotka_
-
Lidziu, oddanie Sabuni na działkę zaprzepaści wszystkie Twoje starania o to, żeby ją nauczyć czystości. Wiemy że masz dużo na głowie, i że po pracy padasz na pysio, ale to zmniejszy szanse Saby na adopcje do zera! Najlepszym wyjściem byłoby znaleźć jej jak najszybciej dt, a przed tem sterylka (zaproponowana przez Ilonę), bo wysterylizowane suczki mają większe szanse na dom. Jeśli Saba wróci na działkę zapomni to, czego nauczyła się do tej pory, a poza tym to jest młody pies, nie można jej skazać na dożywocie na działce, ona potrzebuje człowieka! Przy tylu zwierzakch Lidzia ma na pewno roboty od groma, więc nie ma co zwlekać i szukac domów tym, które są do adopcji (obecnie jeden z kotów, Saba i szczeniak) na cito. Jeśli z Sabą jest taki problem i Lidzia nie wyrabia, to zanim znajdzie się dom stały, trzeba szukac dt gdzie osoba mniej obciążona obowiązkami będzie w stanie nad Sabą popracować. Maluszkowi powinno być trochę łatwiej znaleźć dom, szczeniaczki są chętniej adoptowane. Lidzu, przy zakresie pomocy, jaką dajesz zwierzakom, szukanie domów to podstawa (!), przecież nie przestaniesz pomagać następnym, a skoro nie możesz wszystkim poświęcić tyle uwagi i czasu, ile potrzebują, jak właśnie np Sabunia, to trzeba wykorzystać inne opcje. Ja na dogo jestem od niedawna, ale na watkach widziałam, że robione sa ogłoszenia dla psów (nie wiem, gdzie ani jak się je robi), ale ktoś proponował ogłoszenia dla Saby i maluszka. Mam nadzieję, że ona jednak nie trafi z powrotem na działkę!
-
[quote name='evel']Za to 12 tygodni z matką na pewno muszą być kocięta, żeby się w pełni nauczyły, że gryzienie boli i takie tam, bo później jest nieprzyjemnie z taką zbyt wcześnie odłączoną od matki piranią :evil_lol:[/QUOTE] Świetnie to określiłaś, jeden z moich kociaków jest taką właśnie piranią, bardzo kochaną zresztą :loveu: , ale jego kocia mama została ciężko ranna w dniu, kiedy się okociła i nie była w stanie się miotem zaopiekować. Mimo najlepszych chcęci nie potrafiłam małej bździągwy nauczyć zasad dobrego kociego wychowania i teraz efekty są właśnie takie, że pieszczoty i zabawa są często bolesne :evil_lol:
-
[quote name='Yv1958'][IMG]http://i51.tinypic.com/2qd7aqb.jpg[/IMG][/QUOTE] O kurczaki, jaki to słodziak! Cudnym pieskiem będzie, jak podrośnie [url=http://www.picturesanimations.com/dogs][img]http://www.picturesanimations.com/d/dogs/79.gif[/img][/url] Tattoi, mam pytanko - czy 7 tygodni to na pewno nie za wcześnie? W lecznicy, do której jeżdżę ze swoimi zwierzakami jest plakat i podziałka, w jakim wieku można odłączyć szczeniaczka, kociaka czy króliczka od matki, i przy psach pisze że minimum 3 miesiące, a więc 12 tygodni.
-
A u Sabuni na wątku cisza, aż piszczy... Haalooo?! :scream_3: Gdzie to się wszyscy podziali? :hmmmm: :Dog_run:
-
[quote name='Yv1958'][IMG]http://i52.tinypic.com/or598y.jpg[/IMG][/QUOTE] Słodka mała kluska :loveu: Nic dziwnego, że Lidzia powiedziała, że ani telewizja, ani nic innego, tylko każdą wolną chwilę spędza na patrzeniu sie na niego :mdrmed:
-
Właśnie z powodu takich pyskówek unikam dogo, ale sytuację Lidzi i Saby znam niejako od wewnątrz, więc i ja się wypowiem. Niezrozumiałe jest dla mnie obrzucanie błotem osób takich jak Lidzia i Iwona. Wybaczcie, ale ironiczne komentarze typu "zafascynowanie osobą pomagającą" czy ostre szpile "nieodpowiedzialne osoby", "hipokryzja"... Hipokryzją jest kłapanie buzią o pomocy jaką rzekomo chiało się ofiarować, ale którą się wycofało bo... No właśnie, każdy ma jakieś "bo"... Osobom, które Lidzi i Iwonki nie znają, tłumaczyć nie ma co. Każdy wie swoje najlepiej. Widzę natomiast sperzeczności w niektórych wypowiedziach, tym bardziej irytujący jest mentorski ich ton. Lidzia oprócz pomocy zwierzakom, która przy ilości odratowanych przez nią i przebywających u niej zwierzaków, pochłania jej cały wolny czas, ma jeszcze pracę, z której musi utzrymac nie tylko te zwierzaki, ale i rodzinę. Jak już napisała Iwona, w mieście każdy uderza do niej z bezdomnym psem czy kotem, bo ona jedna chyba tam się tymi bidami przejmuje. Jednocześnie jest traktowana z lekceważeniem, ignorowana i wyszydzana w UM, zostałą odcięta od psów z przytuliska za to, że chce im pomóc... Ale to ona wzięła Sabę, i dzięki niej Saba nie oszczeniła sie w lesie, i może nie jest w stanie zapewnić psu idealnych warunków domowych, ale robi dla niej więcej niż niektórzy z nas. Jasno zostało napisane, że wet odradzał sterylizację aborcyjną. Jeśli ktoś nie ma dylematu morlanego by wykonać sterylizację aborcyjną (a część z nas tu tego dylematu nie ma), to dlaczego wściekacie się nad uśpieniem szczeniaków? Może to jednak mniejsze zło dla Saby? Ona nie rozumie tego, że na świecie jest takie zatrzęsienie bezdomnych zwierząt, że każdy nowy bezdomny szczeniak to tragedia, ona wie i czuje tylko to, co czuje matka do swoich dzieci. Jeśli pozostawienie jej jednego szceniaka pozwoli jej przetrwać ten trudny okres nieco lżej, to może to jest dla Saby mniejsze zło, a ona jest tu przecież ważna tak samo, jak te szczeniaki. Na czyjeś pytanie, czy zostali skonsultowani wszyscy weci w okolicy, nie wiem czy śmiać sie czy płakać. Po pierwsze, sama konsultacja nie jest darmowa, po drugie, skąd brac na to czas przy takiej gromadzie zwierzaków pod opieką. Lidzia zapytała swojego weta, do którego ma zaufanie, u którego leczy swoje wszystkie zwierzaki i więc zasięgnęła opini i postanowiła pozwolić Sabie urodzić, nie wzięłą tej decyzji z Księżyca. Tu właśnie dostrzegłam tą sprzeczność "dobrych rad". Najłatwiej powiedzieć, pieniądze skądś się wezmą. Najprościej sypać dobrymi radami z rękawa i wbijać szpile, bo ktoś śmie mieć inną opinię. A, i jeśli dobrze pamiętam z wątku, to więcj niż jeden wet stwierdził, że nie zaleca steryli aborcyjnej (?) Coraz bardziej znięchęca mnie to dogo, a raczej niektóre osoby obecne tu. Wszyscy mamy emocje skrajnie podkręcone, wszyscy się bardzo przejmujemy, ale nie podoba mi obszczekiwanie tych, którzy robią naprawdę dużo dla zwierząt, przez osoby, które nie mają pojęcia o czym piszą. Znam sprawę przytuliska i Lidzi, bo na długi czas przykuła mnie do komputera, wiem, co Lidzia robi i ile z siebie daje, i za każdego zwierzaka po jej opieką dałaby się pokroić, dwoi się i troi by pomóc wszystkim, i wybaczcie, ale niektóre komentarze pod jej adresem to świństwo, sorry "cioteczki".
-
Dostałam link do wątku od dziewczyn zaangażowanych w sprawę - dziewczyn, które znam dobrze, i za które rękę dałabym sobie uciąć, i szlag mnie trafia na ten menorski ton osób, które same nie wiedzą o czym mówią i co piszą. Może ze mną jest coś nie tak, ale usunięcie ciąży - chociaż ktoś powiedziałby "to tylko pies" - jest okrucieństwem. Ta sunia czuje co się dzieje, instynkt macierzyński w tak zaawansowanej ciąży jest bardzo silny, i wydarcie z jej ciała jej dzieci jest czymś, z czym ja nie potrafiłabym się pogodzić. Lidzia, ze swoją miłością do czworonogów i niesamowitą wrażliwością, podjęła słuszną decyzję i nie rozumiem, dlaczego pewne osoby na nią "wsiadły" i co, do kurtyny, ma znaczyć to wypominanie warunków? Czy Ty, Agata, wiesz, ile Lidzia ma zwierzaków na utrzymaniu i ilu pomogła? Czy wiesz, że stawia ich dobro przed wygodami dla siebie? Każde zwierze, które ratuje z ulicy jest dla niej ważne i takim osobom, jak ona, trzeba dziękować za zaangażowanie i pomagać, jeśli się może, a jeśli się nie może w danej chwili pomóc, to przynajmniej nie dobijać leżącego. Bezczelne szpileczki typu "prawie dach nad głową" mogłaś sobie darować, jak zresztą cały post, bo co, może lepiej by było, gdyby Lidia zostawiła sunię na ulicy, na pastwę losu? Pozwól, że Cię oświecę, z tego co wiem, Lidia ma w domu samych kotów 14, kotów odratowanych, wyleczonych bid, obok których inni przeszli obojętnie. Gdyby miała warunki (oprócz kotów w mieszkaniu ma także psy, i jeśli dobrze pamiętam fretki) wzięłąby sunię. Nie znasz, nie wiesz - nie oceniaj. No, chyba że jesteś w stanie przebić zaangażowanie Lidzi w pomoc bezdomnym zwierzakom. Ona stanie na głowie, żeby stres i cierpienie dla tej suni było jak najmniejsze, a Ty chełpisz się, że pomogłabyś po najmniejszej lini oporu, bo planowałaś dać suni p r a w d z i w e schronienie - po zabiegu. Obudź się, zwierzęta też czują, czy potrafisz sobie wyobrazić co ten pies przeżyje po takim zabiegu? I na koniec, nie jestem stałym bywalcem na dogo i w żadne przekrzykiwanie się z wyrażającymi podobny pogląd, co Agata, nie zamierzam się tu wdawać, ale Lidzię,Yv i paję2 znam osobiście i nie podoba mi się ton sugerujący, że ich postawa wynika z ignoracji czy egoizmu.
-
stary wiktor w fundacji bernardyn -wspomóż jak możesz !!!
_Migotka_ replied to ANETTTA's topic in Już w nowym domu
[quote name='Malwi'] (...) ja se zastanawiam jaki jest sens wyciągania Wiktora ... ile on już ma lat ? 7? 8? z łatką "agresora" to jest pies praktycznie nieadopcyjny .... przepraszam że to pisze, ale w schroniskach siedzi jeszcze co najmniej 30 bernardynów - one są o wiele bardziej adopcyjne niż Wiktor ... a ile jest w schroniskach jeszcze takich o których nie wiemy ? wyciągać Wiktora tylko po to żeby w fundacji siedział również do końca życia w boksie .. to mi sie zdaje że trochę mija sie z celem ...[/QUOTE] Malwi, jak możesz pisać, że nie wiesz, czy jest sens, by pomagać Wiktorowi? To, że ma 7 czy 8 lat jeszcze nie znaczy, że nic już mu się od życia nie należy. Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie. I co to znaczy, że jest więcej psów bardziej adopcyjnych, które co? Bardziej potrzebują pomocy? Każde skrzywdzone stworzenie jej potrzebuje, a im bardziej skrzywdzone i bidne, tym bardziej potrzebna pomoc. Patrząc na zdjęcia Wiktora, na smutek bijący z jego oczu, trudno mi uwierzyć, że można koło niego przejść dalej, bo jest więcej psów w schroniskach. W ten sposób nie tylko nie pomożesz wszystkim, nie pomożesz żadnemu. Myślę, że jednak w fundacji, jeśli zgodziłaby się pomóc, miałby lepiej. Domyślam się, że jednak warunki boksów w fundacji będą nieco lepsze, a przecież pies o gabarytach Wiktora w takiej klitce dosłownie zmarnieje! Jeśli ktoś mi powie, że Wiktor ma tam dobrze, bo ma dach nad głową i miskę karmy to proponuję, by sam się w takiej klatce zamkną, a następnie podzielił na forum swoimi wrażeniami. Nie przypinałabym tez tak szybko "łatki agresora". To jest, jak rozumiem, pies po strasznych przejściach, z nadszarpniętą psychiką, który potrzebuje cierpliwości, wyrozumiałości i odpowiedzialnego, rozumnego podejścia, jako że jest psem po przejściach. Zastanówcie się ile czasami człowiekowi zajmuje dojście do siebie po traumatycznych przeżyciach. Dodam jeszcze, że moi znajomi adoptowali jakiś czas temu dwa owczarki niemieckie, "wyjątkowo agresywne", miały być uśpione w schronisku. Trafiły do domu z innymi zwierzętami, i nigdy nie było z nimi problemu; nie zaatakowały ani żadnego ze zwierzaków, ani nikogo z ludzi. Konkludując - jeśli jest iskierka szansy na poprawę losu dla Wiktora, nie wolno jej zaprzepaścić. Jeśli fundacja może zaoferować lepsze warunki niż obecne, to raczej nie mija się to z celem, by mu pomóc. Iwonko, mam nadzieję, że po Twoim telefonie do tej fundacji usłyszymy jakieś dobre wieści! Tymczasem dodałam Wiktora na NK, jak prosiłaś, i porozsyłam link znajomym.