Jump to content
Dogomania

makabresku

Members
  • Posts

    48
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by makabresku

  1. No ja wiem, po prostu mój poprzedni piesek był agresywny wobec wszystkich możliwych zwierząt (szczególnie psów), co na początku prawdopodobnie wynikało z lęku, a potem tak mu zostało i koniec. Ilekroć wyłazimy na spacer, boję się, że ten jej strach przed innymi psami w końcu przerodzi się w agresję i będę miała powtórkę z rozrywki, a to już byłaby katastrofa, bo ona jest jak ładne półtora Juranda, a Juranda ciężko było utrzymać na smyczy. Postępy widać każdego dnia, to juz nie ten sam pies, którego przyciągnęłam do domu w niedzielę. Poprawiło jej się futro, delikatnie chyba utyła (nie wiem ile, bo nie ważyłam, ale już właściwie nie widać żeber, a wcześniej je prześwitywały - obstawiam, ze była ostatnia w kolejce do michy w boksie, jest bardzo uległa wobec innych psów). Po ogrodzie lata luzem, załatwia się normalnie, merda ogonem i gania mnie na ugiętych nogach jak pokraka ;p Wiejskie burki szczekające za płotem zaczyna olewać. Powoli robi się bardzo, bardzo moja. Jest z tym mały problem, bo ja w przyszłym tygodniu wyjeżdżam na pięć dni, a póki co słucha tylko mnie. Dzisiaj rozpoczynamy ekspresowe przyzwyczajanie psa do mojej matki. I pozwoliłam sobie zmienić jej imię. Przepraszam dziewczyny ze schronu, ale chciałam, żeby miała imię 'domowe'. Po kilku dniach wybierania i przerabiania piętnastu opcji nazwałam ją Aina. Reaguje od pierwszego zawołania, przychodzi do nogi, kiedy ją wołam. Łapie w lot.
  2. Chyba nie za szybko, niestety. Mam wrażenie, że ona była bita, zanim trafiła do schronu. Strasznie boi się podniesionej ręki, nie mogę nawet łapami machać (a ja sporo i intensywnie gestykuluję), bo przysiada ze strachu. Nie można podnosić głosu w jej obecności. Nie można dotykać jej łapek, nie wiem dlaczego, ale zaraz chowa je pod siebie. Już nie wspominając o tym, że podpełzła dzisiaj do kota na ulicy rozpłaszczona jak naleśnik. Ze spacerami mam lekki problem - z jednej strony nie chcę jej izolować od świata i trzymać w ogródku, żeby przyzwyczaiła się do obecności innych psów (u mnie jest psów jak mrówków, od tych biegających luzem po drące ryja zza płotu), a drugiej strony nie chcę jej rzucać na głęboką wodę, bo wyraźnie się tymi oszczekującymi przejmuje. Za to naburczała dzisiaj na jakieś głosy za oknem. Nie wiem, czy to pozytywne, strasznie się boję, że jej wszczepię agresję, ale z drugiej strony taka z niej byłam dumna, że sucza pilnuje domu, że z trudem powstrzymałam się od wymiziania i nagrodzenia. Teraz śpi, ma swoje legowisko z kołdrą pod moim biurkiem, ledwie się tam mieści, wielki kuń ;p
  3. |Nie chcę zapeszać, ale mam wrażenie, że postęp idzie piorunem. Psia poszła dzisiaj na spacer machając ogonem, wysikała się wreszcie, przyleciała po pochwałę (nauczyła się już, że po załatwieniu przybiega się i pcha łeb pod dłoń do głaskania), spacer minął [I]prawie[/I] bez czołgania się po ziemi i w dodatku chciała się bawić z psem. To ostatnie zaskoczyło mnie najbardziej, bo psów się boi jak leci, od wilczurów po yorki, a ten jeden wyjątkowo wydał się jej niegroźny i skakała na tych swoich tyczkowatych nogach, żeby się nią zainteresował. Pies nie wyraził chęci i uciekł. Była strasznie szczęśliwa, że to przed nią wreszcie coś uciekło, a nie odwrotnie.
  4. Wiem, wychodzimy cztery razy dziennie. Dzisiaj się udało, pies się tak cieszyła z sukcesu, że zaczęła latać po ogrodzie i merdać ogonem.
  5. Muszę ją oduczyć załatwiania się w domu, rany. Chyba uznała, że mój pokój jest jej boksem. Właśnie wróciłam z pracy, przywitał mnie przestraszony pies pod biurkiem i klocek przy drzwiach. Idę poczytać jakieś mądre rzeczy o nauce załatwiania się na dworze.
  6. Jezu jak ja wyszłam ;p Dobra, alarm póki co odwołany, wróciłyśmy z wieczornego spaceru i pies zadowolona wysikała mi się na korytarzu. Szkoda, że na korytarzu, ale dobre i to. edyta nocna/ Wyczesałam ją, z pewnym trudem, bo najpierw musiałam ją wywlec spod biurka, a potem co minutę dawać chrupki do mordy, żeby nie uciekła. Pół ogona poszło w cholerę, przy skórze miała taki zbity podszerstek i w ogóle zastanawiałam się, czy jej tego ogona nie ostrzyc na krótko, ale ostatecznie został oszczędzony. Piękna jest, błyszczy się i stawia te swoje oklapnięte uszy. Zaraz będę jej robić zakupy przez net, to oprócz żarła (wybrałam Brit Adult Large Breed, podobno dobra karma) i gryzaków kupię jej jakieś fajne witaminy. [QUOTE] i nie wydawaj jej ciotenko panciuniu Krzysiowa nigdy nikomu[/QUOTE]No Ewa, co ty, biorąc psa ze schroniska automatycznie ustanawiam go członkiem rodziny, a nie wypożyczam ;p Bez obaw. Ma u mnie dom na zawsze.
  7. Mam nadzieję, ale niech mi przede wszystkim zacznie sikać. Właśnie wróciłyśmy ze spaceru, długiego, efekt żaden. Dzwoniłam do weterynarza w Oleśnicy, jeśli do jutra nie ruszy, to się z nią przejadę.
  8. Chyba można temat przenieść do 'już w nowym domu';) Nie chcę zakładać kolejnego, a jakiś do zdawania relacji mi się przyda. Pies się boi. Leży pod biurkiem nieszczęśliwa. No nic, na razie jej nie męczę, nie zmuszam do kontaktu, niech się sama ogarnie. Strasznie mało sika, raz dziennie i to po południu. Będę dzwonić dzisiaj do mojej wetki, ale może ktoś tutaj wie, co to może być? Ona tak miała wcześniej? Pije w normalnych ilościach, nawet powiedziałabym, że dość sporo.
  9. [quote name='iwstar58']a któregoś dnia..powiesz do niej .. malutka[/QUOTE]Już mówię. Ona tak patrzy, że w ogóle nie widać,że to duży pies. Ogólnie stara się być jak najmniejsza. Wykąpałam ją wreszcie, łazienka pływa.
  10. Uciekła mi przed maleńkim, niespełna trzymiesięcznym kocięciem. Rany. Kota mi wparowała do pokoju i dalej wąchać psa, a pies wpełzł pod biurko i spojrzał nieszczęśliwym wzrokiem. Własnie wróciłam z pracy, wyjdziemy na spacer i lecę ją zaraz kąpać, mam nadzieję, że nie będzie panicznych ucieczek spod prysznica.
  11. Dobra, odświeżyłam się (Krzysia śpi obok i śmierdzi, kiedy mogę bestię wykąpać?), to mogę zdać relację. Dzień obfitujący w taką masę dobrych ludzi, że dzisiaj wyjątkowo kocham świat. Znajomi za zwrot kosztów benzyny przywieźli mnie po sucz i odwieźli do Wrocławia. Po drodze Krzysia zrobiła ze strachu kupę w samochodzie - zjechaliśmy do lasu, wytrzepaliśmy posłanie (dziękuję, bardzo się przydało), piesa się wysikała, oblazły nas mrówki i dalej w drogę. Potem wrocławski PKS i masa przemiłych ludzi na czele z bezdomnym panem, który chciał jej oddać jedyną kromkę chleba, jaką miał w kieszeni. Rozczulił mnie tym totalnie, poczęstowałam fajkami, dałam parę groszy. Z Wrocławia do Oleśnicy jechałyśmy już autobusem, grzeczna była bardzo, wzruszony pan kierowca wpuścił psa do autobusu za darmo. W Oleśnicy zaczęły się schody - okazało się, że nie mam transportu, nikt nie może po nas przyjechać, do domu sześć kilometrów i gorąco. Próbowałam łapać stopa, nie zatrzymywał się nikt. Przeszłyśmy może dwa kilometry do najbliższej wsi, gdzie dwie kochane starsze panie dały mi wodę dla psa, bo zdążyła się nam skończyć po drodze, piesa zmęczona wrażeniami położyła się w trawie i za Chiny nie mogłam jej ruszyć, a tak wspaniale udawała zwłoki, że w akcie desperacji postanowiłam to wykorzystać. Stanęłam nad nią, rozryczałam się i zatrzymał się samochód z cudownym człowiekiem, który odwiózł nas pod sam dom. No i jesteśmy, zmęczone, ale szczęśliwe. Teraz, kiedy to piszę, Krzysia wreszcie przestała mnie pilnować, zasnęła i posapuje niespokojnie. Dziękuję za nią całej cudnej załodze schroniska. To jest cudowny pies, zestrachany, ale mądry, przeprowadzała mnie przez ulicę, czekając, kiedy samochody jechały i ciągnąc, kiedy można było iść. Lecę ogarnąć resztę domowej zwierzyny, będę raportować na bieżąco. A, co do tej pomocy dla pani z dziećmi i psem - chodzi o to, że za jakiś miesiąc nasz stacjonarny komputer stanie się bezużyteczny, bo mama kupuje sobie laptopa, ja mam swojego i nie ma sensu, żeby stał i się kurzył. Jak tylko będę mogła go przekazać, dam pani Grażynce znać. Skonfiguruję oczywiście, dorzucę parę gier dla dzieciaków, bo mam jakieś zbędne.
  12. Już jesteśmy, dosłownie przed chwilą weszłam do domu. Dobra, zacznijmy od zdjęć, a potem będę relacjonować. Pies zagnieździła mi się w łóżku i dogorywa. Ja leżę obok i też dogorywam. Jakimś cudem mieścimy się razem, ale dziewczynka faktycznie jest spora - no nic, damy radę, moja babcia już się w niej zakochała, nakarmiła z ręki, koty nasyczały i uciekły. Podróż miałyśmy z małymi sensacjami, ale nic to. [URL=http://img580.imageshack.us/i/dsc1064a.jpg/][IMG]http://img580.imageshack.us/img580/7526/dsc1064a.th.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://img836.imageshack.us/i/dsc1065l.jpg/][IMG]http://img836.imageshack.us/img836/3928/dsc1065l.th.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://img560.imageshack.us/i/dsc1066p.jpg/][IMG]http://img560.imageshack.us/img560/599/dsc1066p.th.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://img16.imageshack.us/i/dsc1067v.jpg/][IMG]http://img16.imageshack.us/img16/5343/dsc1067v.th.jpg[/IMG][/URL]
  13. Yep, potwierdzam, właśnie sprawdzam połączenia;) Nie możemy się już doczekać. Mój bus dojeżdża do Dzierżoniowa na PKP o 10'37, o ile dobrze ogarnęłam plan miasta (co nie jest pewne) z PKP mam dość blisko do schronu, więc pewnie koło 11 będę na miejscu.
  14. Jasne że czeka, wszystko już przygotowane, miski, posłanie, mam tylko nadzieję, że nasze koty jej nie zeżrą;)
  15. Ech, niestety nie godziny, a jeszcze dwa dni - mam na tymczasie osiem szczurzych malutkich dziewczynek, dzisiaj ostatni dzwonek, zeby dwie z nich puścić do nowego domu, a okazało się, że mogę to zrobić tylko we Wrocławiu i tylko po południu. Nie wyrobię się, a [B]muszę[/B] wyadoptować małe, bo to dla nich naprawdę duża szansa na fajny dom. Umówiłyśmy się na niedzielę, jak najwcześniejsze godziny. Przepraszam.
  16. Będę już w piątek, okazało się, że mam wolne. Jutro skoczę skompletować psinie wyprawkę.
  17. Dograłam sprawę, wiem na czym stoję, równo za tydzień przyjadę po Krzysię. Chyba że w międzyczasie ktoś zechce ją adoptować;)
  18. Nie, w porządku, niepotrzebnie się zjeżyłam, po prostu mam alergię na tę obiegową opinię, że student to larwa i nie wiadomo co wywinie, jak już wreszcie wytrzeźwieje i jakoś tak mi się skojarzyło;) Jestem dorosła, zdaję sobie sprawę z obowiązków, jakie niesie ze sobą posiadanie psa. Zawsze miałam psy. Prędzej będę szukać mieszkania do skutku, niż oddam raz wziętego psa do schroniska, nie ma takiej opcji.
  19. Margaret, nie biorę psa powodowana impulsem. W moim domu zawsze były psy, poprzedni również był ze schronu i przeżył u nas sześć szczęśliwych lat. Mieszkania szukam głównie pod psa, nie pod siebie, poza tym żadna studencka imprezownia nie wchodzi w grę, bo trochę już za stara jestem na tego typu rozrywki. W razie czego zapraszam, wszystko będzie można sprawdzić, jak tylko się urządzę, tyle że mieszkanie zamierzam wynająć w Gdańsku. Jeśli nawet coś nie będzie grało, to oddanie psa do schroniska w ogóle nie wchodzi w rachubę.
  20. Hej, to ja dzwoniłam, spod Wrocławia. Umarł mój ukochany pies i w domu jest okropnie pusto, dlatego zaczęłam szukać i trafiłam na Krzysię na gumtree. Ujęła mnie ta morda, najchętniej zabrałabym ją od razu, ale przede mną jeszcze przekonywanie domowników, co idzie dość opornie - każdy z nas przeżywa żałobę na swój sposób i o ile ja już zaczynam wariować bez obecności psa w domu, to reszta rodziny jeszcze nie jest pewna. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. Jeśli się uda, to w ciągu dwóch tygodni powinna do nas trafić. Aha, jestem studentką, po wakacjach wyjeżdżam na studia i oczywiście zabrałabym psa ze sobą - ona nada się do małego mieszkania, prawda? Bo to spore psisko jest, nie wiem, jaką ma potrzebę przestrzeni.
×
×
  • Create New...