Cudna Neska :lol:
Alfik przez pierwsze kilka dni też bał się spacerków. Trzeba go było wynosić i wnosić po schodach, albo karmić po drodze paróweczką, którą na spacerku albo u weta zawsze musiałam mieć przy sobie. Każde moje wyjście z domu to była rozpacz. Jeszcze długo słyszałam jego wycie, kiedy szłam na przystanek, mimo, że nie zostawał sam w domu. Teraz nie posiada się z radości, kiedy otwieram szafę, w której chowam smycz i szeleczki. A dziś po raz pierwszy został w domu całkiem całkiem sam i nie płakał :lol:. Zasnął sobie na kanapie :sleep2::sleep2::sleep2: