Jestem! Ta malutka nie powinna się nazywac Lilunia tylko Lalunia. Byłam troszkę szybciej niż byłyśmy umówione (okazało się,że to tylko 50 km i pusta droga) więc weszłam do środka.Pani doktor już wiedziała, że przyjadę więc od razu zaprowadziła mnie do niej. To co zobaczyłam jest praktycznie nie do opisania, małe kruche cudeńko. Ta psinka jest tak drobna i delikatna, pod skórką (częściowo jeszcze wygoloną) można dostrzec wszystkie kostki. Ponieważ dzisiaj jest piękna pogoda wzięłam ją na dwór na kocyk, maleńka mimo to, że widziala mnie po raz pierwszy przytulała się tak,że ... ach nie umiem tego opisac. Oczywiście jak przyjechały Irenka i Togaa to przywitała ich merdającym ogonkiem. Malusia zdrowieje najlepszym dowodem na to jest to, że jak ją miałam na kolanach to próbowała łapac komary. Spędziłyśmy razem 2,5 godziny maleńka pospacerowała,a ja pogadałam sobie z Togą i Irenką. (przy okazji wielkie ukłony dla obu Pań) Wracając do Lilusi - takiego cuda nie widzieliście. Pani doktor powiedziała, że postępy są bardzo duże, z dnia na dzień jest coraz lepiej i za niedługo wyjdzie ze szpitala.Jest tam strasznie lubiana. Piszę trochę chaotycznie, ale nadal jestem pod ogromnym wrażeniem malusieńkiego pieska, który przeszedł tyle bólu. Nadal trzymajcie za nią kciuki, bo jeszcze jest bardzo słabiutka i chudziutka. Jeszcze dużo wody upłynie zanim będzie mogła zaszczekac: jestem zdrowa!