Jump to content
Dogomania

muu

Members
  • Posts

    46
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by muu

  1. U nas w schronisku raczej w ogóle nie usypiają psów - zdarzają się takie, które żyją po 8 lat. Ponoć chcą dać im szansę - a tak naprawdę psy skazane są na dożywocie. Szczeniaków będzie żal, bo małe i słodkie, założę się. Pewnie zostaną i znajdą szybko właścicieli, a potem, gdy urosną na duże, aktywne psy - będzie kłopot, bo przecież miało być inaczej. Za dużo ruchu i miejsca - i oddane będą do schroniska. Nie wiem, może będzie inaczej - ale to najczęstsza wersja. tel. do schroniska 62 757 24 02; mój mail - [email]martyna.p13@wp.pl[/email], gg 6374532, telefon 517 469 460 (tyle że zwykle nie odbieram, lepiej kontaktować się przez internet) Nie chce mi się edytować pierwszy post, żeby dodać te informacje, jeszcze spróbuję. Personel nie wie o ogłoszeniu, ale jednocześnie wyraża zgodę na pomoc w poszukiwaniu domów dla zwierząt ze schroniska.
  2. [quote name='mamanabank']Czy jest szansa na więcej zdjęć, żeby mu ogłoszenia zrobić? On na tym zdjęciu wygląda szczeniakowato jeszcze, pewnie nawet 1,5 roku nie ma... Siedział gdzieś pewnie sam bez ludzi i są efekty... Socjalizacja potrzebna od zaraz.[/QUOTE] Przepraszam, pogubiłam się i nie odwiedzałam tematu ;x. Pewnie, że jest - tylko muszę wybrać się tam z kimś znajomym, kto nie popsuł aparatu. Gdzieś na dysku miałam jeszcze jedno zdjęcie, poza tym mogę spróbować zrobić komórką. Muszę potem poszukać tej fotki. Kent ma się dość dobrze, jest jedynie cały skołtuniony i nie można wejść do jego kojca - boi się. Zapałałam do niego miłością i on do mnie chyba też, jestem jedną z dwóch osób, na widok których nie szczeka i merda ogonem - uwielbia, gdy głaszczę go przez kraty. Chyba wie, że nie chcę zrobić mu niczego złego - przez kraty nie boi się ludzi, a - jak wspomniałam wcześniej - nawet lubi dwie osoby.
  3. podniosę, może znajdzie się chętny. (: W którym schronisku przebywa?
  4. Wybaczcie za kolejnego posta - edycja coś się chrzani. Generalnie myślałam nad tym, czy nie chcą jej usunąć - jest agresywna i zajmuje kojec, w którym zmieszczą się dwa mniejsze psy. Na razie jednak, póki jest szczenna, nic jej nie grozi - a i później małe pewnie zostaną na odchowanie. Na szczęście kierowniczka dobrze wie, że jest to mój ulubiony pies, i tak naprawdę dzięki mnie jest w tym kojcu - siedziała w zabudowanym boksie na kwarantannie, w lodowatym budynku i za zamkniętymi drzwiami. Póki Zuza jest jako tako znośna i przede wszystkim szczenna, będzie ok - później zaczną się schody. Ten pies nie może mieszkać w schronie do końca życia - potrzebuje ruchu, ruchu i jeszcze raz RUCHU! :(
  5. Aganela, dzięki wielkie :). Sunia nie może zostać wysterylizowana - od zawsze była dość masywnie zbudowana i dopiero niedawno, w bardzo zaawansowanej ciąży, ktoś się zorientował, że jest nie w porządku. Za późno na aborcję, weterynarz nie zgodził się na przeprowadzenie zabiegu. Przypuszczam, że szczenięta nie zostaną uśpione, ale o dalszych jej losach poinformuję. Wcześniej o sterylce nie było mowy, bo po kwarantannie (zaraz po) przyjechała po nią ta para, podpisali umowę sterylizacyjną. Później, gdy ją oddali... było za późno. Psów jest pełno i schroniska nie stać na sterylizację każdego po kolei, toteż tylko te, które mają bezpośredni kontakt z innymi, to czeka. Ona miała przez krótki czas - personel stwierdził, że agresywna i przecież nic się nie stanie, miała być sterylizowana zaraz po powrocie z adopcji - a tu niespodzianka. W tej chwili brzuch ma wielki, obawiam się, że młodych będzie sporo - na pewno nie jedno, byłaby chudsza. Ciekawi mnie tylko, jak da sobie radę - musi zostać w kojcu, gdzie indziej będzie atakowała inne psy, poza tym nie pozwala podejść zaraz obok, na kratach kojca została przymocowana tabliczka z ostrzeżeniem. Jest naprawdę agresywna. No nic, mogę mieć nadzieję, że będzie w porządku.
  6. Witam, chciałam przedstawić Wam pewną sunię, która od maja zamieszkuje w kaliskim schronisku dla zwierząt. W kartotece zapisana jest jako Zuzia. Zuzia ma około trzech lat i jest suką w typie blue husky. Nikt nie może odmówić jej urody - oj, jest panna piękna. Kocha długie spacery - nawet po czterogodzinnej wędrówce dalej miała wiele siły. Została znaleziona, gdy błąkała się po mieście. Tak naprawdę nie wiadomo, co jej się stało ani do kogo należała. Gdyby nie jej długi, troszkę jamniczy grzbiet, można byłoby ją uznać za prawie identyczną z rasowym huskym. Zuzia jest psem dużym, silnym i z charakterem. Po każdym spacerze kładzie się kilka metrów od kojca i aż żal znowu ją tam zostawić. Na próby podniesienia reaguje niezbyt przyjemnie - zaczyna warczeć, toteż wprowadzenie jej z powrotem do kojca jest trudne. Nic dziwnego - czy któryś pies chciałby wracać w takie miejsce? Zuzia nie toleruje innych zwierząt, nawet psów. Przeważnie nie zaczepia ich sama, ale nie daje się nawet obwąchać - atakuje, na co trzeba uważać. Musi być jedynym zwierzęciem w domu. Wymaga bardzo odpowiedzialnego i silnego (zarówno fizycznie, jak i psychicznie) opiekuna. Jej przyszłość nie wygląda kolorowo - siedzi sama w kojcu i powoli obojętnieje na otoczenie, tylko na spacerach ożywa jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zuzia to niezła cholera - zdarzyło jej się zerwać obrożę i ani myślała wrócić, goniłam ją przez pola, na szczęście daleko od ulicy (: . Ostatnio zaczyna powarkiwać i rzuca się na inne psy, a także nienaturalnie przytyła. Okazało się, że jest w zaawansowanej ciąży - tak więc zostaje adopcja Zuzi ze szczeniakiem lub przeczekanie, aż odkarmi. Dysponuję jedynie zdjęciem ze strony internetowej schroniska. [img]http://img257.imageshack.us/img257/2360/zukam.jpg[/img] kontakt ze schroniskiem podany na stronie internetowej (kalisz-schronisko.pl) ze mną - [email]martyna.p13@wp.pl[/email]; gg 6374532 Zuzia ma jedno szczenię, reszta została uśpiona. Można zarezerwować je sobie, będzie gotowe do adopcji za około półtora miesiąca - dwa miesiące. Sunia nadal czeka na kochający domek. [COLOR="#ff0000"]Zuzia już w nowym domku!! :)[/COLOR]
  7. [SIZE="1"]U mnie wygląda to trochę mieszanie. Od kilku lat, jeszcze za czasów, w których żyła moja Mara, prosiłam rodziców o psa. W końcu doczekałam się zwierzęcia... kota. To było w lipcu. Wszystko toczyło się w porządku, aż do marca. Nasza bulterierka chudła w oczach, stała się lekka, a jej żebra nazbyt widoczne - chociaż nie miała ograniczanego jedzenia, a ze względu na kondycję i spacery nie były zbyt długie. Mara dostała cieczkę - nie zdziwiło mnie to, przecież było tak dwa razy rocznie. Szybko jednak zauważyłam u niej coś strasznego. Dostawała paraliżu, sztywniała i bezwładnie padała na ziemię. To był piątek, 26 marca. Siedziałam obok i płakałam, słuchając, jak cicho popiskuje. Była w strasznym stanie - generalnie bulteriery żyją koło 10 lat, ona miała już 12 i pół roku. Dzień później zaczęła okropnie krwawić, a dziwne napady miotały nią co chwilę - po całodziennym czuwaniu postanowiłam ulżyć jej bólu, pamiętając, jak poprzednia sunia zdychała dwa tygodnie w męczarniach (wtedy nie popierałam usypiania, lecz po jej cierpieniu nie chciałam pozwolić przez to przejść kolejnemu zwierzęciu). Mara nie była w stanie przejść do samochodu - trzeba ją tam było zanieść. U weterynarza okazało się, że pękła macica. Był dwudziesty siódmy dzień marca, dzień przed wielkanocą. Niestety, dla mnie już nie szczęśliwy, jak zazwyczaj. Mara została uśpiona - lekarz powiedział, że nic lepszego nie dało się zrobić, by ją uratować. W końcu zapytał, co chcielibyśmy zrobić z ciałem psa. Widział cierpienie rodziny - i chyba go to trochę wzruszyło, gdy obserwował płaczących nad zwłokami ludzi. Wyjaśnił, że jeżeli ją zostawimy - zostanie wrzucona do ciężarówki z ciałami zwierząt zmarłych na fermach i spalona w wielkim piecu wraz z krowami z udojni etc. Chociaż jest to wbrew prawu, postanowił pozwolić nam zabrać ciało suni i zakopać je tam, gdzie uznamy. Rozpisałam się - ale w sumie nie na temat. To może do rzeczy. *** Od marca minęło troszkę czasu - i po uzgodnieniu z resztą domowników, decydujemy się na psa. Za około dwa tygodnie ma trafić do nas mały szczeniak. Jak na razie myślimy o piesku rasy małej i koniecznie bardzo młodym - około 3 miesięcy. Co prawda jestem za adopcją psów dorosłych, ale wiek psa został mi narzucony - musi się dogadać z kotem, a dorosłe psy mogą mieć z tym kłopot. Generalnie około trzy i pół miesiąca minie od jej śmierci do przyjęcia kolejnego psa, mimo że wcześniej rodzice obiecali mi, iż minimum po półtora roku od uśpienia naszej Suni będę mogła w ogóle zacząć myśleć o psie. Zależy, jak kto woli. Bywają tacy, którzy przeżywają śmierć psa przez wiele dni, miesięcy, lat. Mara nie była całkiem moja i raczej niezbyt lubiła głaskanie, spacery. Poza tym byłam dość mała, gdy przeżywała okres młodości. Mimo wszystko byłam do niej przywiązana i czasem mam wyrzuty sumienia, że wzięcie kolejnego psa to jakby zamiana jej na lepszy model. Chociaż chcę pomóc.
  8. A więc... Razem z rodzicami planujemy nabyć psa. Zresztą o tym już gdzieś pisałam. Pozostaje sprawa akcesoriów. Właściwie większość mam już przygotowaną, jednak pewna sprawa ciężka jest do rozstrzygnięcia. Nie mogę przewidzieć, jak dokładnie będzie wyglądać schroniskowe szczenię - wciąż przybywają nowe. Mam jednak pytanie: [b]obroża czy szelki[/b]? Rodzice upierają się przy tradycyjnej obroży, słyszałam jednak wiele dobrego o takich szelkach - przede wszystkim, że łatwiej oduczyć psa ciągnąć. A może po prostu kupić obrożę, a gdy już okaże się, jakich rozmiarów będzie przez całe życie, pomyśleć o szelkach? Jeżeli jednak będą lepsze - może moglibyście podać kilka argumentów, które pomogą przekonać rodzinę? Od mamy dowiedziałam się, że [i]po prostu nie lubi szelek i obroża jest lepsza[/i].
  9. Kochany pies. Ma piękną sierść. Może ktoś chciałby chociaż na DT. Była badana jego reakcja na koty?
  10. Prześliczny. No, kolego, może ci pomożemy - do góry.
  11. śliczna jest; jej zdjęcie mam ustawione na pulpicie :). mam nadzieję, że szybko znajdzie dom.
  12. W Kaliszu - na stronie internetowej - znajduje się informacja, że wolontariuszem można zostać po ukończeniu 16. roku życia - za zgodą rodziców/opiekunów. W praktyce czasem wygląda to inaczej. Pojechałam osobiście i, mimo że mam niecałe 15 lat, kierowniczka schroniska nie miała nic przeciw młodszemu wolontariuszowi i - jak często mówi - nie żałuje, bo każda para rąk się przyda :). Może pojedź osobiście, porozmawiaj.
  13. Podjęłam się wolontariatu w kaliskim schronisku i bywam tam od kwietnia. Warunki na pewno się poprawiły. Słyszałam wiele o poprzednim kierowniku. Podobno nie bardzo interesowało go, co się dzieje ze zwierzętami, za zmarłe zwierzęta pobierał pieniądze, twierdząc, że zostały adoptowane, ogólnie zachowywał się nie tak, jak na kierownika przystało. Było tam czterech wolontariuszy - o których nikt nie mógł wiedzieć, nie ujawniali się - ale po jakimś czasie zabronił im przychodzić. W tej chwili kierownikiem schroniska została pani Marta Grabowiecka. Zauważam poprawę - od jakiegoś czasu wszystko się zmienia :). Obecnie schronisko otwarte jest od poniedziałku do piątku w godzinach 7-20 (wcześniej 8-16, kierownik często zamykał obiekt na przykład dwie godziny wcześniej), w weekendy od 8-13 (planowana zmiana - będzie otwarte również od 7 do 20!). Część psów dostała już nowe budy, ostatnio braliśmy udział w wystawie psów - zbieraliśmy pieniążki, pojawiliśmy się z kilkoma pieskami; w sobotę kilka osób było obecnych na wystawie artystycznej. Ogółem, zaczyna się "coś dziać". Obecnie zbieramy pieniądze na budy dla jak największej liczby psów. W tej chwili do dyspozycji wolontariuszy jest mały kojec dla szczeniąt, dwa wybiegi dla psów, kociarnia i pomieszczenie z najmniejszymi szczeniakami oraz szczennymi suczkami. Planuje się powstanie specjalnego budynku dla wolontariuszy. Część zwierząt ma wymienione kojce, dachy wszystkich boksów zostały zmienione na bardziej szczelne. Zakupiliśmy smycze, obroże, karmy. Są zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany! Może ktoś chciałby sobie poczytać o schronisku - zapraszam na [url]http://www.kalisz-schronisko.pl[/url] . :D
  14. Wiele dobrego słyszałam o p. Ciszewskim :). Byłam u niego tylko dwa razy - raz, kilka lat temu, ze szkolnym żółwiem, ostatnio zaś, by uśpić moją sunię :x. Musiałabym popytać jeszcze wśród znajomych, ale ponoć jest najlepszy w mieście. Dzięki i pozdrawiam!
  15. To... to COŚ nie powinno się nazywać człowiekiem. Ktoś, kto pozwolił, by znalazła się w takim stanie. Postaraj się szybciej ją stamtąd wyciągnąć, albo może chociaż miejsce w jakiejś dużej, przestronnej, wyłożonej czymś klatce, samotnie? Najlepiej coś takiego - na wszelki wypadek, wtedy nie będzie jej nic groziło ze strony innych psów. I tylko modlić się, że będzie dobrze. Informuj, podawaj zdjęcia - chciałabym znać ciąg dalszy historii.
  16. Jak to - czy dobrze? To najwierniejsze, najkochańsze psy. Takie 'burki' są najbardziej oddanymi psiakami. Potrafią bezgranicznie kochać. Wiem o tym, doświadczam tej miłości od moich podopiecznych, odkąd podjęłam się wolontariatu w schronisku. To cudowne - dzięki nim czuję się potrzebna.
  17. Uważam, że bez - jednak nie od pseudohodowcy. Moja bullterrierka pochodziła z pseudo - niestety, w chwili jej kupna nie mogłam zareagować, miałam tylko trzy lata. Później była rozmnażana - ostatnie szczenięta miała, gdy byłam w wieku ośmiu lat. Po raz kolejny nie zareagowałam. Zostały sprzedane handlarzom psów, czego do dzisiaj nie mogę rodzicom wybaczyć. Każdy z dziesięciu łącznie, przez całe życie suni, po trzysta złotych. Teraz, gdy jestem bardziej świadoma wszystkiego, nie zamierzam brać psów z pseudohodowli ani rozmnażać własnych. Albo z hodowli, albo ulicy/schroniska - pseudo mówię NIE! Nie pozwólmy im się bogacić, inaczej będą kontynuować swoją działalność.
  18. Kota z fundacji dla zwierząt; około połowy lipca dołączy pies. ^^
  19. W ciągu kilku tygodni do mojego domu zawita szczenię, przygarnięte ze schroniska. Zaczęłam poszukiwania dobrych weterynarzy - póki mam czas, wolę wszystko wiedzieć (:. Jeżeli znacie dobrego, miłego fachowca w Kaliszu, psiego weterynarza z pasją - dajcie znać. Podajcie przy tym telefon, no i adres lecznicy :). Dobrze byłoby, gdyby ceny u niego nie były wygórowane - mogę zapłacić, ale jeżeli istnieje tańszy, równie dobry wet - po co? :D
  20. [SIZE="5"][B][COLOR="#ff0000"][CENTER]Schronisko w Kaliszu[/CENTER][/COLOR][/B][/SIZE] Kent to mieszaniec jużaka. [SIZE="2"][COLOR="#ff0000"]Pies przebywa w schronisku dla zwierząt w Kaliszu.[/COLOR][/SIZE] [B]PILNIE[/B] potrzebuje pomocy. Jest dosyć młodym psem, który nie ma zapewnionej odpowiedniej dawki ruchu, witamin, karmy etc. Jest szalenie nieufny i wystraszony - najprawdopodobniej w przeszłości był krzywdzony. Znaleziono go gdzieś na polu, przywiązanego drutem kolczastym do kłody drzewa. Sądząc po jego lęku, był bity. Parę tygodni zajęło mi jako takie oswojenie się z nim - przedtem bał się mnie. Teraz na widok kilku ulubionych osób nieśmiało merda ogonem i powoli podchodzi do krat. Liże po rękach i nieśmiało prosi o pieszczotę. Na całym ciele ma nierozczesane dredy. Zaprowadzenie go do weterynarza jest bardzo skomplikowane. Trzeba wziąć go na pętlę i podać lek uspokajający, a jeżeli jest bardzo zestresowany, nawet zawieźć pod narkozą. Dlatego właśnie jego stan jest niezmieniony. Potrzebuje kąpieli, ostrzyżenia, lepszej diety, witamin, [B]d o m u[/B] i [B]w ł a ś c i c i e l a[/B] - SWOJEGO właściciela. Pies jest naprawdę uroczy i powinien jak najszybciej znaleźć kogoś dla siebie. Kogoś, kto jest doświadczonym psiarzem. Kto wie, jak ułożyć takiego psa, będzie mógł z nim popracować, zrozumieć strach, nigdy nie zostawić. Kogoś, kto pokocha. Kent nie zostanie wydany na łańcuch ani do małego kojca czy budy - najlepszy dla niego byłby duży dom z ogrodem, gdzie mógłby zażyć ruchu. Oczywiście posiadanie ogrodu nie zwalnia z konieczności spacerów z psem. Jeżeli nie możesz pomóc, adoptując - adoptuj wirtualnie. Więcej informacji? tel. 62 757 24 02 [img]http://img576.imageshack.us/img576/344/kente.jpg[/img]
×
×
  • Create New...