Jak kupowałam mojego pierwszego psa, to pytałam o hodowlę (czy domowa), czy szczeniaki będą miały metryczki, jak szczepienia, stan zdrowia, jacy są rodzice. No i na końcu o cenę, bo to miało jakieś znaczenie. Nie zależało mi na jakiejś konkretnej hodowli, ani na rodzicach, chciałam westie.
Teraz zastanawiam się nad zakupem kolejnego psa i to dużo trudniejsze, bo sprawdzam hodowle, rodowody, planowane mioty. Oglądam zdjęcia przodków, zasięgam informacji o hodowli i jej sukcesach. Być może znalazłam już "mojego" szczeniaka i czekam, czy się urodzi :).
Na pewno będę pytać o zdrowie- szczeniaka i rodziców, o charakter. I o to, czy rokuje wystawowo, bo tym razem chciałabym wystawowego szczeniaka.
Jednak najważniejsze jest to, co pomiędzy słowami, tzn opinia, jaką wyrabiam sobie o hodowcy. Czy to fajna osoba, czy jestem w stanie ją/jego polubić, utrzymywać dalej kontakt. Czy jest otwarta na pytania, życzliwa itp.
Dla mnie pytanie o cenę jest trochę niezręczne- bo jak pytać o cenę przyjaciela, ale jednak konieczne do podjęcia decyzji. Wiadomo, że w każdej rasie są jakieś widełki cenowe za szczeniaka, więc jeśli hodowca rzuca cenę z kosmosu, to jest dziwne. MOże to jego sposób na spławienie osoby?