Od ponad 4 lat walczyłam z ta chorobą - lekoodporną. Nie mam juz nic do dodania ponieważ mojego najukochańszego Skarba nie ma już z nami - odszedł. Błagam nie umoralniaj mnie poniewaz o tej chorobie wiem wszystko. Ratowałam mojego psa jak mogłam. Jeździłam gdzie mogłam i próbowałam róznych leków. Mój pies nie doznał żadnego urazu - był ze mną 24h na dobę i mam nadzieję że mój dobry mały duszek jest cały czas przy mnie.
Szukałam na tym forum ludzi którzy maja psy po tych rodzicach (aby dowiedzieć się jakie leczenie stosują) ale oczywiście nie ma na co liczyć że ktoś sie odezwie bo to skandal że rozmnaża się takie psy ... dziś nie jestem w stanie wybaczyć tego cierpienia jakie przeżywał mój ukochany skarbek, mój najwspanialszy przyjaciel, moja iskierka. Zawsze będe miała go w sercu i nigdy właśnie z szacunku do niego - mojej jedynej iskierki - nie zdecyduje się na psa. Ten dom i to podwórko zawsze będzie juz tylko jego.
Leki we wlewkach? o czym my tu mówimy o leku który wycisza drganie a nie likwiduje stanu padaczkowego bo mózg cały czas jest w ataku. Sorry ale to chyba Ty nie wiesz jak może wyglądać padaczka - kiedy nie możesz go wyrwać z ataku i musisz go wprowadzić w narkozę i po jednej nocy okazuje się że musisz go znó wprowadzić w kolejna narkoze bo atak dalej trwa.
Nie rozmnażajmy takich psów bo z góry narażacie te wszystkie rodziny na cierpienie ...