Toffi jest olbrzymim szczeniakiem: 4,5 miesięcznym owczarkiem fr. "Briard":cool3: ( właściwie jednostką briardopodobną - nierodowodową).
Od jakiegoś czasu zaczął szczekać grubym głosem i... zaczęło się: Szczeka!!! :placz:
Na sąsiadów na klatce schodowej, na hałasy za oknem, na psy z daleka... Oczywiście: chwalę pieska za czujność i czochram za uszkiem ( jak mam pod ręką, to nawet rozpieszczam wędzoną kaczuszką)... szczeka dalej. Wprawdzie już nie tak namiętnie, chociaż w sposób kompletnie pozbawiony agresji...
Mm cichą nadzieję, że z wiekiem i przyzwyczajeniem do grubego głosu mu to przejdzie...
No i problem: wczoraj na działce okazało się, że na działkę na przeciwko nas przyjeżdża Amstaff:diabloti:, wprawdzie na sznurku ( znaczy ten, smyczy), ale ... nie mam przekonania do "ułożenia" tego psa, wiec lekko spanikowałam i wzięłam rozszczekanego Młodego na smycz. Darł się jeszcze jakiś czas, a każdy ruch Amstaffa wyzwalał nową falę szczeków:-(.
Mam cichą nadzieję, że szczeka dlatego, że od tygodnia ( po zakończeniu szczepień, okresie odczekanym - ochronnym itp), zaprzyjaźnia się z osiedlowymi pieskami i te jego wrzaski są na tle "pobaw się ze mną".
Powiedzcie, czy mam rację. Albo raczej... czy już mam popadać w panikę, że mam szczekusia, czy cierpliwie acz stanowczo odzwyczajać od krzyków?