Nagareth
Members-
Posts
36 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Nagareth
-
Oprócz Uziego mam jeszcze szczeniaka i kota. Sęk w tym, że ja na początku właśnie tak mówiłam Obarczus, że nie jestem wstanie sobie poradzić z tą sytuacją mimo szczerych chęci i niestety nie mogę zatrzymać Uziego, i wydawało się, że Marta to rozumiem a tu nagle gdy napisałam, że to ostateczna decyzja to wysłała mi wczoraj te smsy. chyba nic dziwnego, że tak zareagowałam, nadal jestem nimi zbulwersowana, przecież gdyby mi nie zależało na Uzim już bym go do schroniska oddała. Dobrze poproszę te wolontariuszki.
-
Nie jestem wstanie więcej niestety, gdyby pies zachorował będąc już u mnie to byłaby zupełnie inna historia ale pies był chory jak wysiadał z auta. Czytałam wiele wątków o adopcjach i jak ktoś zdecydował ,że niestety nie może zatrzymać psa po tygodniu bądź dwóch to nie było żadnego problemu poprzedni właściciel go zabierał zgodnie z umową i nie było mowy o dokładaniu się do hoteliku. Ale ja chcę mu pomóc więc na pewno się dołożę, mogę tylko 50 zł przykro mi. Ja go na 100% nie mogę zatrzymać.
-
Co za bzdura nie deklarowałam 150 tylko Marta powiedziała, że tyle jeszcze brakuje a ona więcej nie uzbiera a sama się nie dołoży i muszę dać tyle,ja powiedziałam, że nie jestem wstanie. fakt Marta mi zwróciła za RTG bo pies miał je mieć pytałam się o to przed adopcją, bo nie chciałm brać psa chorego. Marta chciała mi pomóc z leczeniem ale jak się okazało, że muszę Staszka oddac to okazała się zupełnie nie pomocna i wyrachowana o czym świadczą jej wczorajsze smsy. Jest umowa w której jest napisane , że mogę jej psa oddać więc oczekuję choć troszkę pomocy w znalezieniu mu nowego domu
-
Na początku nie miał wykonanego rtg bo powiedziano mi (Marta), że ma zrobione. U mnie pies dostał tygodniową kurację przeciwzapalną, odczekałam tydzień i była minimalna poprawa,poszłam ponownie (już wtedy było wiadomo, że RTg nigdy nie było zrobbione) zrobiono mu RTG gdzie wyszło zapalenie stawu łokciowego, mięśnia i nieszczęsny chip - odprysk kości . Dostał lek to jest pochodna cortaflexu i następnie lekarz powiedział, że on miał niezliczoną ilość kontuzji w tej łapie. Powiedział, że powinien dostać kurację w zastrzykach (jeden kosztuje 60 zł) około kilkunastu dawek a i to może nie pomóc
-
Ale ja wcale nie chcę go na już pozbyć się z domu to wszystko zmyśliła Obarczus aby zdjąć z siebie odpowiedzialność. Przecież nie wyrzucę go ani nie oddam do schroniska. Szukam miejsca w jakimś hoteliku, dzwonię, rozmawiam, z koleżankami, które są też wolontariuszkami na dogo (obiecały mi pomóc), robię ogłoszenia. Dla mnie czas odgrywa dużą rolę przez kota. Nie wiem czy w takim razie mogę liczyć na waszą pomoc w deklaracjach ?
-
Jasne najlepiej żeby zjadł kota, może wpadniesz do mnie i zobaczysz jaka jest sytuacja bo widzę , że jesteś z Krakowa. Od początku szukałam psa który akceptuje koty i taki miał być Uzi. Ja w przeciwieństwie od obarczus nie chcę go uśpić tylko znaleźć mu inncy dom bo nie będę narażała kota na niebezpieczeństwo. To był behawiorysta - ja nazywam wszystkich zajmujących się psami treserami (może mój błąd. )
-
Po pierwsze miałam adoptować psa zdrowego a nie przewlekle chorego (w woli wyjaśnienia : chip to określenie na odłamek kości (nie tylko to że pies ma identyfikator)i i oprócz tego Uzi ma zapalenie zarówno stawu łokciowego jak i mięśnia )w tym momencie nie stać mnie na jego leczenie, po drugie miał akceptować koty a jest inaczej ja nie mogę pozwolić aby kot załatwiał się ze strachu na szafkach, nie mam czasu na pół roku pracy z psem bo mój kot odejdzie na zawał serca. Nie będę już komentować zachowania obarczus bo wielokrotnie mówiłam, że dołożę się do hoteliku i nie chciałam żeby zabierała psa natychmiast tylko że zdecydowana jestem go oddać. I nigdy ale to nigdy nie oferowała pomocy finansowej na behawiorystę. Poza tym zgodnie z umową adopcyjną, jeżeli kiedykolwiek zdecyduję się oddać psa to mam go oddać poprzedniemu właścicielowi. Czy to znaczy, że mam występować na drogę prawną by egzekwować postanowienia umowy? Psa dłużej zatrzymać nie mogę bo nie chodzi o to że ma trudny charakter bo to brałam pod uwagę ( co prawda nie spodziewałam się, że będzie agresywny w stosunku do ludzi)ale chodzi mi o kota, który był pierwszy i pies miał go akceptować. Szukam UZiemu nowego domu lub hoteliku (ale nie jestem w stanie go sama w całości opłacić) A Obarczus jest wyrachowana i bezwzględna w stosunku do psa. Uważam, że kłótnię możemy kontynuować jak już pies będzie miał nowy dom bądź hotel.
-
Właśnie wasza Obarczus napisałą , że ona już się tym psem nie będzie interesować. Proszę więc o pomoc w znalezieniu mu nowego domu. Poza tym chciałam napisać na forum o zachowaniu Obarczus bo uważam, że wiele innych osób było zaangażowanych w pomoc Uziemu i powinny się dowiedzieć co robi jedna z nich
-
TO jednak są dwie sprzeczne wersje bo dziewczyna, która przywiozła Uziego (Elmira) mówiła, że on tak utykał jak go zabierała z hoteliku i powiedziano jej "on tak ma i się rozchodzi". Poza tym AliaS piszesz nie na temat wiadomo, że zdarzają się nieoczekiwane sytaucje ale chyba wtedy przydałaby się pomoc a nie groźba uśpienia psa. Zdarzają się przecież zwroty z adopcji . Obarczus powiedziała mi też , że AlinaS nie zrobiła badań krwi i RTG o co była poproszona więc pies był nie przebadany.
-
Cóż... Nie wiem nawet jak zacząć bo jestem bardzo zbulwersowana zachowaniem dotychczasowej opiekunki Uziego czyli Obarczus87... Po pierwsze miałam adoptować psa zdrowego i na to byłam przygotowana, od razu po przyjeździe okazało się , że pies ma zapalenie mięśni i stawu łokciowego a także odprysk kości - według opinii weterynarza nie ma takiej możliwości, żeby nie był chory przed adopcją, pies od dawna cierpi na to schorzenie. Uważam, że ukrywanie takich wad szkodzi tylko psu... Nie jestem w stanie pokryć takich kosztów leczenia ale nie dopuszczę do jego uśpienia przez Obarczus87!! Rozmawiałam z innymi dogomaniaczkami i powiedziały mi, że w takich sytuacjach powinno się pomóc finansowo właścicielowi (pies zachorował po wyjściu z auta a nie po miesiącu). Lecz nawet o to nie poprosiłam. Po drugie okazało się , że Uzi nie akceptuje kotów, jest agresywny do ludzi. Postanowiłam jakoś powalczyć i może się ułoży ale kot jest sterroryzowany i lepiej by było gdyby Uzi znalazł nowy dom. Cóż.. na forum Obarczus87 była bardzo pomocna, szukała deklaracji itd Ale w bezpośredniej rozmowie ze mną jak i smsach(które zaraz zacytuję) przedstawia się to zupełnie inaczej. Obarczus87 napisała: że teraz Uzi to tylko mój problem bo to nie był ani nie jest jej pies(przecież zdarzają się zwroty z adopcji i z tego co wiem zawsze można liczyć na pomoc byłych opiekunów ) i jak Gliwice(hotel dla psów) go nie wezmą to "zrobisz z nim co chcesz ja teraz nie mam czasu i płacić na niego nie będę" Kolejny sms był jeszcze bardziej wstrząsający: [U][B]"J[/B][B]ak się hotel nie znajdzie pies zostanie uśpiony.[/B][/U]"!!!!!!! TAK SIĘ ZACHOWUJE MIŁOŚNIK ZWIERZĄT??? Jestem zbulwersowana zachowaniem Obarczus87. Czyli rozumiem , że chodziło o pozbycie się chorego psa a teraz to martw się sama? Nie obchodziło by obarczus87 gdybym wyrzuciła psa albo oddała go do schroniska? Super, rozmawiałam z wieloma wolontariuszami, którzy przeprowadzali adopcje i są zniesmaczenie zachowaniem Obarczus87. Po takich smsach boję się oddać Uziego z powrotem, więc chyba będę zmuszona założyć mu inny wątek, a obarczus dodać na czarne kwiatki i ostrzec innych, którzy chcieliby od niej adoptować psa, bo takie zachowanie nie powinno mieć miejsca. Wydawało mi się, że ludzie którzy opiekują się bezdomnymi psami robią to z dobrego serca i w trosce o dobro psa- jak widać nie wszyscy. Bardzo mi przykro, że sprawy potoczyły się w ten sposób.
-
No więc tak. Pan Lewkowicz powiedział, że z Uzim będzie ciężko. Z kotem będzie najtrudniej- to, że on w innych warunkach nie rzucał się na kota nie świadczy o tym, że akceptuje koty. Goni kota bo jest bardzo pewny siebie i atakuje intruza na swoim terenie - brak ogona nie ma tu nic do rzeczy. Uzi jest bardzo pewny siebie i bardzo nas dominuje. O ile jego agresja do ludzi może być opanowana, tak z psami będzie bardzo ciężko. Na Jagodę przestanie warczeć, jeśli zacznie się nim więcej zajmować (co jest mało realne). Cedry raczej nie powinien skrzywdzić, ale będzie ją uczył złych nawyków - już wczoraj Cedra próbowała z nim trochę szczekac na psy, tak samo zaczyna zaglądać na stół, żeby okraść jedzenie. Powiedział, że łatwo nie będzie, ale zanim zaczniemy coś robić weterynarz musi go zobaczyć, bo prawdopodobnie oko też go boli... Uzi mną na spacerach trochę poniewiera, waży 25 kilo więc ponad połowę tego, co ja... wcześniej jakoś udawało mi się go utrzymać, kilka razy mnie już pociągnął tak, że się przewróciłam... : (
-
mama Cedry to też pies po przejściach- znajda- przybłąkała się podczas pierwszych mrozów w listopadzie, dawaliśmy jej jeść, w końcu zamieszkała w domu. Okazało się, że jest szczenna, do 2 tygodni urodziła 8 malców, które odchowałam i wyadoptowałam (Cedra to zwrot z adopcji). Z suką też były problemy- po porodzie załatwiała się w domu nieustannie, też kradła jedzenie, broiła często, ale NIGDY, absolutnie NIGDY nie wykazała agresji w stronę moją ani Waldka- do obcych owszem, zawsze broniła terenu, miałam wrażenie, że mogłaby nieźle pogryźć jak by jej nie pilnować. Ale na mnie ani na Waldka nigdy nie warknęła, robiłam z nią, co chciałam, mogłam ją wykąpać, brać szczeniaki, skarcić (jak gryzła się z drugim psem który był w domu). Dlatego jestem naprawdę przerażona zachowaniem Uziego i liczę na pomoc specjalisty, nadal mam nadzieję, że będzie dobrze.
-
na jutro jestem umówiona z treserem, 17:30- zastanawiam sie jeszcze, czy nie zadzwonić i nie poprosić o przyjazd do mnie do domu (zaprosił mnie do swojej szkoły koło błoń krakowskich), bo to głównie problem dominacji i jego chęci podporządkowania sobie domowników wezmę go na badania, odrobaczałam go w tym tygodniu w lecznicy koło mnie, ale tam nie mieli RTG BARDZO DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM ZA CENNE RADY I WSPARCIE
-
wyszłam dziś z domu, po chwili dzwoni współlokatorka, że Cedra z piskiem i płaczem do niej przybiegła (słyszała szamotanine, warczenie Uziego) i się cała trzęsie.. poszła sprawdzic, o co kaman i Uzi był na balkonie, warczał na nią, nie dał do siebie podejśc... Cedra trzęsła się dobrą chwilę, ale juz jest ok. Później Jagoda chciała wziąc Uziego z balkonu bo szczekał a on... chciał ją ugryźc... cofnęła rękę, złapał ją za sweter... zaczynam sie go bac... na ludzi też warczy na spacerach... nie wiem co robic ;( dziś mnie pociągnął po betonie... nigdy tak mocno się nie szarpnął...
-
[quote name='Nagareth'][URL]http://fc00.deviantart.net/fs70/i/2010/082/e/6/Cedra_1_by_Nagareth.jpg[/URL] [URL]http://fc09.deviantart.net/fs70/i/2010/082/e/1/Cedra_by_Nagareth.jpg[/URL] [URL]http://fc03.deviantart.net/fs71/i/2010/082/d/a/Cedra_and_Uzi_by_Nagareth.jpg[/URL] [URL]http://fc02.deviantart.net/fs71/i/2010/082/0/b/Uzi_by_Nagareth.jpg[/URL] ;][/QUOTE] no halo, zdjęcia moich piesów zapodałam - zachwycać się proszę :)
-
[url]http://fc00.deviantart.net/fs70/i/2010/082/e/6/Cedra_1_by_Nagareth.jpg[/url] [url]http://fc09.deviantart.net/fs70/i/2010/082/e/1/Cedra_by_Nagareth.jpg[/url] [url]http://fc03.deviantart.net/fs71/i/2010/082/d/a/Cedra_and_Uzi_by_Nagareth.jpg[/url] [url]http://fc02.deviantart.net/fs71/i/2010/082/0/b/Uzi_by_Nagareth.jpg[/url] ;]
-
[quote name='salibinka'] Haniu, 23.oo skrzyżowanie koło Tesco. To Wy, prawda? :)[/QUOTE] to my :D to jedna z naszych stałych tras- poza zakrzówkiem i bulwarami ;) też żałuję, że się nie spotkałyśmy- jak będziesz w okolicy jeszcze kiedyś to zapraszam ;) mam problem ze wstawieniem zdjęć psiaków, jakiś błąd jest, mam nadzieję, że to chwilowe
-
Lusie mam z AFNu, była eksmitowana z mieszkania pewnej Pani, mieszkała tam z innymi psami i kotami, możliwe, że tamte psy nie były natarczywe albo inne koty sobie je doprowadziły do porządku... szczeniaka Lusia się nie boi, Cedra się z nią bawi, mogą spać koło siebie... a co do przyciskania do ziemi to wytłumaczono mi dość sensownie, że psy między sobą tak właśnie ustalają hierarchię, tak matka karci szczenięta itd... a co sądzicie o kimś takim jak Lewkowicz Jacek? Dostałam namiar od znajomych, ponoć zna się na rzeczy
-
[quote name='malibo57']Ludzie kochani, nie przesadzajcie! Nikt nie mówił tutaj o biciu psów - chyba się zapędziliście.[/QUOTE] właśnie, proszę Was, ja psa NIE BIJĘ ! Przyciśnięcie do ziemi polecono mi, ponieważ wtedy pies "przegrywa" i tak się ustala dominację, ja sie nie znam i nic nie kombinuję sama, słucham rad osób z doświadczeniem, bo są bardziej kompetentni niż ja w tej dziedzinie... i to nie problem kanapek jest tu istotny, tylko martwię się o kota, który się boi tego psa do tego stopnia, że załatwi się na szafie bo nie zejdzie do kuwety...