to, że wyjazd do weterynarza jest tu wydarzeniem, to nic. uderza coś innego. jak już mówiłam, jestem z dużego miasta, dom kuupiliśmy jakiś czas temu, podobnie, jak dziewczyna, którą tu poznałam. u mnie zostawały 2 koty, u niej suka na drucie. obie usłyszałyśmy to samo: zostawić to pani? bo jak nie, to utopimy/zabijemy. to były poważne pytania, ci ludzie tak załatwiają nadmiar zwierząt w okolicy, tak traktują zwierzęta domowe. z uczuciem sąsiad opowiadał mi, jak własnoręcznie skrócił męki swego ulubionego psa.... oczywiście zapałałam natychmiastową miłością do kotów, moja berneńka kochała je zawsze, a tamta kobieta zamarzyła o trzecim psie... wy szukacie domów dla skrzywdzonych, a tu sie dzieja rzeczy straszne, a najgorsze jest to, że nie oznacza to okrucieństwa u tych ludzi. oni inaczej nie potrafią.... i dużo daje to, że nasze psy są inne, dzieci przychodzą często nie do mnie, ale do paka: możemy się z nim pobawić? one będą pamiętały, że są psy, które uśmiechnięte przybiegały, żeby się pieścić...obiecuję wam, ze będzie im tutaj dobrze, zrobię wszystko, żeby się te pysie cały czas śmiały