Dzień dobry!
Mam na imię Ania, mieszkam w Krakowie.
Od lat jestem stałą bywalczynią dogo (nawet się jakieś dwa lata temu zarejestrowałam) …natomiast taką „cichą” ;)
Jak zobaczyłam ogłoszenie psinki na „kudłaczach” na FB to stwierdziłam, że na pewno ma swój wątek na forum – i tak tu trafiłam.
Nie będę pisała jak bardzo sunia chwyciła mnie za serducho – bo to chyba oczywiste...
Jak taka śliczna bidulka mogłaby tego nie zrobić :(
Jakiś czas temu miałam adoptować małego kudłacza ze schroniska Gaj , który został odebrany „właścicielom”….Niestety, piesek do nich wrócił, bo zbudowali kojec, czyli podobno polepszyli jego warunki życia i nie było prawnych podstaw, żeby im go nie oddać. Bardzo to przeżyłam, bo po pierwsze: bardzo się nastawiłam, że będę jego człowiekiem, a po drugie : nie mogę się pogodzić z tym, że taki psiak zamiast na kanapie i na spacerkach będzie musiał spędzić życie w klatce! Ale cóż życie nie jest sprawiedliwe…najlepiej widać to na tym forum…[i]
Jak zobaczyłam małą to się popłakałam, bo przypomniała mi się Gapa – suczka , którą uratowaliśmy z krowiego łańcucha i budy zrobionej z metalowej beczki. Była mniej więcej tej samej wielkości ciut większa, za tym małym ciałkiem ciągnęła guza(sutka) wielkości pięści. Była operacja i diagnoza ,że nowotwór jest złośliwy, potem przerzuty i kolejne operacje, wiele operacji...Pół Polski z nią zjeździliśmy, niestety w pewnym momencie wszystkie możliwości zostały wyczerpane i naszą najukochańszą na świecie Gapcie- staruszkę trzeba było uśpić (praktycznie nie była już w stanie samodzielnie oddychać).
Te kilka lat które z nami spędziła, były warte wszystkiego, zyskaliśmy najwierniejszego przyjaciela, a ona przynajmniej przez te kilka lat – miłość i domek na jaki zasłużyła.
Ale, przepraszam, to nie ten temat….Chciałam tylko powiedzieć, że jak zobaczyłam tą biedną kruszynę to przypomniała mi się Gapcia ,to się zakochałam, nie mogę przestać o niej myśleć, pracować nie mogę(bo cały dzień śledzę wątek) i….bardzo chciałam prosić o włączenie mojej kandydatury, jako potencjalny domek. Stały (bardzo) oczywiście :))
(Wiem, że Kraków to trochę daleko – ale czym że jest odległość dla prawdziwej miłości!)
Nie muszę chyba dodawać (ok., wiem ,że muszę : )) że zgadzam się na wszelkie formalności z tym związane umowę ,wizyty przed i po adopcyjne, itd. (z góry dodaję- nie trzeba mnie uświadamiać co do tego jak psa powinno się traktować czy jaką karmą go (nie)karmić :))
Pragnę dodać jeszcze, że mam taki sam jak Wy stosunek do zwierząt(np.tak je kocham ,że od 16 lat ich nie zjadam ;)) do pseudo hodowli , kastracji/ sterylizacji…i „pomagania”. Wiele razy organizowałam zbiórki żywności dla bezdomniaków (m.in w sklepach GS Niepołomice- jeśli ktoś jest z Krakowskiego schronu to może kojarzy takie zbiórki), przekazywałam swoje obrazy na charytatywne aukcje, czy po prostu: uświadamiałam znajomych i namawiałam do adopcji (bo sama, ze względu na sytuację życiową-studia, ciągłe zmiany mieszkań- nie mogłam tego zrobić../miałam więc kota- oczywiście ze schronu:))
Teraz nadal wprawdzie nie mam domku z ogródkiem(tylko małe mieszkanie) ale na tyle stabilną sytuację życiową, że jestem wreszcie gotowa na otwarcie serca dla jakiejś małej bidy. Nie ukrywam…bardzo bym chciała, żeby to była Mufinka :)
Chciałam na koniec jeszcze tylko prosić o nie zasypywanie mnie od razu ogniem pytań typu „jakie warunki mogę psu zapewnić”
I tak już zdecydowanie za bardzo się rozpisałam- a teraz przecież najważniejsze jest to żeby mała wyzdrowiała!
Jeśli przyjdzie na to czas-obiecuję- odpowiem na wszelkie pytania i poddam się pełnej inwigilacji ;)
Póki co serdecznie pozdrawiam wszystkie Dobre Dusze!
Anula
P.S. Jak tylko dostanę wypłatę oczywiście postaram się pomóc...
[/HR][i]