Znowu nie moge spac, wiec ogladam psy do adopcji.
I..
kuzwa, ja nie wiem. Ludzie ot tak oddaja te swoje psy, bo alergia, bo praca za granica, bo choroba psa.. A ja do cholery mam ta pieprzona alergie na psy (na koty i 3692737 innych rzeczy rowniez), za granice tez byly mysli by wyjechac (chyba w jakims stopniu nadal sa) i kuzwa, nie wyobrazam sobie by oddac psa z tych powodow. Człowiek rozpacza, gdy u twojego psa jest podejrzenie chorych nerek, chorego serca. Beczy nawet u tego weta, gdy okazuje sie ze przychodzi z psem w ostatniej chwili, a przez swoje bycie zjebem prawie wykonczyl psa. Rozmyslal nawet co by bylo, gdyby okazalo się, że jednak ma się ten nowotwor? Co by było wtedy z psami? Jakbym bez nich wytrzymala w szpitalu? Ma głupie mysli, ale jakos je od siebie odsuwa, bo w jakms kawalku mysli sobie wtedy, co by bylo z psami, gdyby cię braklo? Mysle tez sobie, ze gdyby Nie psy to dopiero bylabym emocjonalnym zjebem. Osobnikiem nie rozmawiajacym z nikim.
Psy to moja odskocznia od tego zjebanego swiata.
Moze nie jestem zajebistym wlascicielem psow, nie ukrywam tego.
Ale nie wyobrazam sobie, zebym mogla je oddac...