21.11.2009 odeszła moja kochana Muszeczka. Coprawda minęły już ponad 2 miesiące a mi ciągle jej tak bardzo brakuje... Muszkę w lutym 2001 roku ktoś wyrzucił na przystanku tramwajowym na -15 stopniowym mrozie. Jak ją tam zobaczyłąm wiedziałam że będzie moja. Była wspaniałym bardzo grzecznym i kochanym psem - moim najlepszym przyjacielem. Niestety dopadł ją nowotwór gruczołu mlecznego przez miesiąc po operacji było wszystko dobrze ale póżniej okazało się że są przerzuty dostała padaczki i właśnie podczas ataku padaczki odeszła i bryka sobie teraz gdzies za Tęczowym Mostem. Miała ok 10 lat.
21.11.2009 na ostatni, wieczny spacer (tak to niestety w życiu jest)
Odszedł najbliższy mój przyjaciel: mój ukochany, wierny Pies.
Odszedł po cichu, przytulony, szczęśliwy, że ktoś się nim zajął.
Umierał, czując się bezpiecznie. Wiedział, że wszyscy go kochają.
Bądź pewna, psino, że gdy staniesz u drzwi Krainy Wiecznych Snów,
Nie będzie nigdzie napisane „Prosimy nie wprowadzać psów!”
Tam będzie cisza, ciepło, spokój, kości, piłeczka i poduszka,
Tam będziesz miała własny pokój i nikt cię nie wygoni z łóżka.
Lecz w tej krainie psiego szczęścia nikt cię nie weźmie na kolana,
Nikt otwierając drzwi od domu nie krzyknie "Muszka - chodź, kochana”.
Nikt na dobranoc nie pogłaszcze, nikt na śniadanie nie obudzi…
Bo na tych drzwiach jest wielki napis:
”PROSIMY NIE WPROWADZAĆ LUDZI!”