Jump to content
Dogomania

Amarth

Members
  • Posts

    30
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Amarth

  1. Amarth

    kamien na zebach

    Moja Bestia miała kamień ściągany raz ultradźwiękami (fakt, nie miała go dużo) i chyba jest to najlepsza metoda w sytuacji, gdy sam kamień już powstanie, a sam zabieg nie trwa długo. Jeśli idzie o różne preparaty, dodawane np. do wody czy do spryskiwania paszczy, to wg mnie są to środki, które można stosować jedynie zapobiegawczo. Główne działanie tych preparatów polega na hamowaniu tworzenia płytki nazębnej i ją właśnie w jakimś stopniu są w stanie rozpuszczać. Kamienia jednak już nie rozpuszczą (musiałyby to być bardzo agresywne chemicznie związki) i tutaj bez mechanicznego lub ultradźwiękowego usunięcia się nie obejdzie. Poza tym, większość tych preparatów zawiera związki fluoru i nie można ich przedawkowywać, bo fluor (jakby nie było, najsilniejszy utleniacz) może podrażnić żołądek zwierzaka. Z drugiej strony jednak, tak jak i u człowieka - nic nie jest w stanie zastąpić normalnego szczotkowania zębów pastą. Mogę polecić pastę o nazwie "Petosan". Moja Bestia upodobała sobie tą pastę o smaku kurczakowym i przyzwyczaiła się do codziennego wieczornego czyszczenia zębów. Najlepsza jest miękka i mała szczoteczka (takie dla dzieci się nadają). Dobre są też wszelkie gryzaki, które ścierają płytkę nazębną i dodatkowo wpływają stabilizująco na skład chemiczny psiej śliny. Wołowe kości z chrzęstnymi główkami też pomagają, ale np. mojej Bestii odgryzane włókna mięsa i ścięgien potrafią wleźć pomiędzy trzonowce i w rezultacie i tak muszę je usuwać szczoteczką ;-)
  2. Amarth

    Kupozbieracz

    [quote name='Kika9004'] A co do hasła do bilbordu: "Zbieranie kup w modzie, nawet w śniegu i na lodzie" :) bardziej się rymuje ;p [/QUOTE] Słusznie prawisz ;-) Faktycznie dużo lepiej :-) [quote name='Kika9004']I faktycznie także widzę bilbord z tym hasłem i elegancką panią na szpilkach schylającą się by sprzątnąć po swoim chihuahua ubranym w futerko i w kapciuszkach :D[/QUOTE] Ewentualnie panią (lub też pana) w zimowo-sportowym odzieniu (taki miły dla oka lansik :D), zbierającego kupę swojego również sportowego husky'ego ;-) W zimowej scenerii miejskiego parku ;)
  3. Amarth

    Kupozbieracz

    [quote name='isabelle30']taaaak, miny przechodniow sa bezcenne. Amarth, ja tez ostatnio lapie sie ze jakas chora przyjemnosc zaczyna mi sprawiac sprzatanie po Brutusie wlasnie na oczach gapiow....i ostentacyjne odnoszenie woreczka do smietnika ktory czasem jest nieco oddalony[/QUOTE] Czemu chorą? :D Myśl o sobie pozytywnie ;-) To się nazywa działalność społeczna i edukacyjna :D Ani się obejrzysz, jak ludzie zaczną traktować to jako "trendy" :D "Zbieranie kup w modzie, nawet na śniegu i lodzie" :D
  4. Amarth

    Kupozbieracz

    Ja używam bardzo praktycznego zestawu firmy Trixie. Nazywa się "Doggy Pickup". Jest to plastikowy pojemnik, wygodny do przyczepienia do smyczy, dokupuję do niego woreczki (opakowanie czterech rolek woreczków po 20 sztuk w rolce kosztuje około 9 zł). Są to woreczki biodegradowalne. I już mam taki nawyk... Tak jak zamawiam karmę dla naszych psów, tak samo kupuję woreczki na kupy. Tego typu woreczki, aby zostały prawidłowo rozłożone, powinny być kompostowane. A zatem psie kupy zapakowane w takie woreczki powinny wylądować w oddzielnym, specjalnym do tego celu pojemniku na odpady organiczne. Ponieważ u nas nikt się jakimś tam kompostowaniem nie przejmuje i takich pojemników nie ma, wrzucam skarby po naszych psach do zwykłych koszy na śmieci. Jednak psie kupy sprzątam tylko w miejscach uczęszczanych, wszędzie tam, gdzie istnieje ryzyko wdepnięcia - sama nie znoszę sytuacji, w których muszę czyścić zafajdane buty :-/ Szczególnie, że najczęściej noszę buty z wibramową podeszwą i wydłubywanie kupala ze wszystkich rowków doprowadza mnie do furii (a jestem naprawdę spokojnym człowiekiem :D). Natomiast gdy jestem całkiem za miastem - w górach czy w lesie, uważam psią kupę za obiekt będący w całkowitej równowadze ze środowiskiem (wszak po dzikich zwierzętach nikt kup nie sprząta, a przyznam, że kupa takiego muflona bywa imponująca :D) i z premedytacją ją tam pozostawiam. Ale np. jeśli psiak zostawi kupala w pobliżu schroniska w górach, to oczywiście ją zbieram. Jeśli idzie o "społeczną" stronę tego problemu, to wyznaję następującą zasadę: [B]Woreczki na kupy - 9 złotych. Schylenie się i zebranie kupy - maksymalnie 3 minuty. Mina przypadkowego przechodnia - bezcenna.[/B] :D I przypomina mi się zabawna sytuacja z lata tego roku. Idę z moim szkotem wałem koło rzeki. Tereny niby pozamiejskie, ale sporo ludzi tam chodzi, bo jest to droga do ogródków działkowych. Bestia (tak się nazywa moja szkocia) odchodzi kilka kroków poza ścieżkę i sadzi kupę. Ja wyciągam woreczek, schylam się i pakuję kupala. W tym samym czasie przejeżdza obok na rowerze starsza pani i patrzy z wielkimi oczami na mnie. Ja do niej z uśmiechem: - Prosze uważać, bo się pani przewróci (faktycznie, rowerkiem owej pani niebezpiecznie gibać zaczęło :D). Pani stanęła i spytała: - Co... pani robi?? - Tutaj takie wieelkie znaki zapytania zamiast oczu :D) - Jak pani widzi, zbieram kupę mojego psa. - Ale.. po co?? - Żeby np. pani wracając z działki w nią nie wdepnęła lub nie wjechała. Albo ktoś inny. Nie, bynajmniej nie kolekcjonuję kup mojego psa ani żadnych innych. Może być pani spokojna. - Aha... - Pani się przeżegnała i pojechała dalej. A ja poszłam jeszcze ze dwieście metrów, po czym skręciłam na most nad rzeczką, i weszłam do takiego leśnego parku, gdzie w w końcu mogłam psi prezent wrzucić do kosza na śmieci. Kosz stoi przy ławce, obok której króluje w ciepłej porze roku sterta niedopałków i potłuczonych butelek po wódce. Przez chwilę się zastanawiam, czy by worek z kupą nie pozostawić w środku tego królestwa z życzeniem, aby trafił na niego jakiś żul lub nastoletni na niego kandydat, ale po chwili uświadamiam sobie, że gdybym tak zrobiła, zachowałabym się dokładnie tak jak oni. A na to mi moja własna duma nie pozwala. I nie może mi spaść z głowy korona ;-) I woreczek z kupą Bestii ląduje w koszu :D Zbieranie kup po moim psie absolutnie nie jest dla mnie problemem. Chętnie robię to na oczach innych właścicieli psów i w ogóle innych ludzi. Własnej kultury nie mam zamiaru się wstydzić, wręcz przeciwnie ;-) I owszem, uważam, że każde zaśmiecanie terenów publicznych, miejskich, rekreacyjnych powinno być karane wysokimi mandatami. Albo przymusowym udziałem w pracach porządkowych, jeśli kogoś na zapłacenie mandatu nie stać.
  5. Witam, Jestem osobą, która poleciła Teklę jako ewentualną właścicielkę Edzia, byłam również razem z nią w miniony piątek na spotkaniu w aktualnym domu tymczasowym pieska. Uważam, że padło tutaj zbyt wiele stwierdzeń i pochopnych opinii krzywdzących dla Tekli. Dodatkowo, w sms-ie, jaki Tekla otrzymała wczoraj od Moniki, również ja zostałam posądzona o kłamstwa, jakie rzekomo pisałam na Terierkowie. Chciałabym zatem wyjaśnić tą sprawę. 1. Po pierwsze - w żaden sposób nie czułam się (i nie czuję) upoważniona do udzielania informacji na temat liczby kotów w domu Tekli. Wiem, że Tekla o zwierzęta dba i zapewnia im wszelką opiekę. To, że osobiście nie pochwalam trzymania tak dużej ich liczby, jest inną kwestią. Zarzucanie mi, że nie poinformowałam Moniki o tym fakcie, jest równoznaczne z wymaganiem ode mnie przekroczenia granicy, której jako przyjaciółka Tekli nie mogę przekraczać. 2. Po drugie - poleciłam Teklę, ponieważ znam ją od wielu lat i wiem, jakim jest człowiekiem. Nie mam żadnych wątpliwości co do jej odpowiedzialności i zaangażowania w opiekę nad zwierzęciem. W domu Tekli odkąd pamiętam, był pies. Gościłam u niej w domu często i nigdy nie widziałam, aby pies był nieszczęśliwy, zastraszony, podrapany - wręcz przeciwnie. Z najbardziej charakternym psem, jaki przez ponad 10 lat mieszkał w domu Tekli, wychodziłam często na spacery i byłam nim zachwycona. Jedynym wyjątkiem był Ami - psiak, jak się okazało po jego niedawnym odejściu, nieodwracalnie chory - zmiany w korze mózgowej i wada serca uniemożliwiały mu normalne funkcjonowanie. Wiem jednak i mogę poświadczyć, ile czasu Tekla poświęciła mu, starając się przywrócić mu pełną świadomość bycia. Badania, łącznie z tomografią komputerową i rezonansem magnetycznym, współpraca z behawiorystą i codzienna praca indywidualna z psem - to są fakty, które chyba świadczą o Tekli jako człowieku? Ilu innych na jej miejscu odpuściłoby i dało spokój? Szkoda, że przemilczano to tutaj, bowiem na piątkowym spotkaniu temat biednego Amiego był poruszany. 3. Po trzecie - ja na Terierkowie tylko zdałam relacje i przekazywałam informacje od Tekli, zanim ona sama się na forum zarejestrowała. Nie ma w moich słowach żadnego kłamstwa. 4. Po czwarte i ostatnie. Nie kwestionuję decyzji odmowy adopcji Edka. W pełni uznaję prawo do wymagań odnośnie domu adopcyjnego. Mam jedynie zastrzeżenia do sposobu, w jaki tej odmowy udzielono oraz wszelkich towarzyszących tej odmowie, pochopnych i krzywdzących osądów osoby, której się nie zna. Wszelkie teksty typu "jak ona finansowo daje radę z tyloma kotami" są nie na miejscu - skoro, jak napisano w tym wątku, koty u Tekli są ładne i wyrośnięte, to widać zarówno Tekla, jak i jej rodzina są w stanie tym finansowym obciążeniom sprostać, pokryć koszty żywienia, leczenia, szczepień etc. To tyle z mojej strony. Na koniec ciśnie mi się jednak jedno hipotetyczne pytanie. Czy gdybym ja zwróciła się o adopcję pieska pokroju Edzia, mając mu do zaoferowania malutki pokoik (12 m. kw.) w hotelu asystenta oraz serce i czas, spełniałabym Wasze warunki co do domu adopcyjnego? Tak wyglądała moja sytuacja w 2001 roku, kiedy nabyłam drogą kupna Bestię, szkotkę, którą macie obok na avatarze. Pani Pudłowska z hodowli "Norblińska Dolina" nie miała nawet najmniejszych zastrzeżeń, a jest prawdziwym, kochającym psy hodowcą, a nie kimś, komu tylko zależy aby sprzedać w ręce przypadkowych ludzi cały miot. I jeszcze jedno, naprawdę już ostatnie. Proszę, aby potraktować te słowa jako ogólną refleksję do ewentualnego wzięcia pod uwagę w przyszłości. Czasami warto jest odrzucić pragmatyzm i zawierzyć ludzkiemu sercu i temu, co człowiek może i pragnie zaoferować psu od samego siebie. Nie dom z ogrodem czy też wypaśny samochód, ale dobro, które sam na co dzień nosi w sercu, ale niekoniecznie rozprawia o tym na lewo i prawo. I które to dobro czyni go niezwykle bogatym. Pozdrawiam, a Edziowi życzę szczęśliwego i kochającego domu. Anita
×
×
  • Create New...