Jump to content
Dogomania

Amarth

Members
  • Posts

    30
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Amarth

  1. Owszem, przepisy są bardzo niespójne i tak naprawdę bardzo niedopracowane w większości gmin / województw. W mieście, gdzie ja mieszkam (Oława) przepisy są wyjątkowo idiotyczne - bowiem WSZĘDZIE psa można prowadzić wyłącznie na smyczy, a psy o wysokości powyżej 50 cm w kłębie na smyczy i w kagańcu. Na terenach "mało uczęszczanych" (bardzo nieprecyzyjne sformułowanie) można psa spuścić ze smyczy, ale pies musi mieć wtedy kaganiec. A teraz co z tego wszystkiego wynika - będzie kilka absurdów, których wykorzystanie polecam jako argumenty w przypadku ewentualnych sporów mandatowych. Uwaga - wszystkie poniższe absurdy odnoszą się do sytuacji w której mamy do czynienia z psem spokojnym, nieagresywnym oraz myślącym opiekunem - czyli tych wszystkich sytuacji, w których karanie za brak kagańca nie ma żadnego uzasadnienia poza wyłącznie upartym trzymaniem się przepisów. 1. Teoretycznie, gdyby być wiernym przepisom, nie ma nigdzie możliwości zabawy z psem, rzucania aportu, frisbee, o układaniu tropów i szukaniu przedmiotów nie wspomnę. Nie ma opcji, aby te aktywności z psem odbywały się w namordniku. A ćwiczenia posłuszeństwa z psem w tzw. warunkach rozproszenia? W miejscach o nieco zwiększonym "zaludnieniu"? Mało tego - jest to chory prawny absurd i bubel: chcesz wychowywać psa zgodnie z jego gatunkową etologią? Proszę bardzo, ale wtedy łamiesz przepisy porządkowe, które ustalili urzędnicy nie mając najmniejszego pojęcia o pozytywnym wychowywaniu psa. 2. Kaganiec noszony przez psa w miesiącach ciepłych może być przyczyną przegrzania psa. Większość psów nosi kagańce niedopasowane i zbyt ciasne, a dostępność kagańców tzw. anatomicznych (umożliwiających psu swobodne chłodzenie) jest na polskim rynku ograniczona - nie mówiąc o tym, że takie kagańce powinny być robione na miarę paszczy i głowy konkretnego psa. Mało tego - kagańce anatomiczne z racji swojej sporej wysokości, są niemożliwe do noszenia przez psy niskie, ponieważ taki psiak by się potykał o własny kaganiec! Spotkałam się również z tym, że źle dopasowany metalowy kaganiec noszony przez psa spowodował poparzenie kufy od nagrzanego od słońca metalu. Jak się zatem ma wymóg noszenia kagańca do Ustawy o Ochronie Zwierząt, która choć kulawa, to wyraźnie zabrania sprawiania zwierzęciu bólu i cierpienia? O niemożności noszenia kagańców przez psy ras ze spłaszczoną kufą nie wspomnę, a słyszałam i o takich przypadkach bezmyślnego karania mandatem za brak namordnika. 3. Spuszczenie psa na tych enigmatycznie brzmiących "terenach mało uczęszczanych" wyłącznie w kagańcu. Na innym forum czytałam o tym, jak pies biegający luzem w sposób zgodny z prawem przez kaganiec właśnie nie miał możliwości własnej obrony, gdy rzucił się na niego bezpańsko biegający mieszaniec. 4. Specyficzne sposoby pracy z psem. Podam tutaj tylko jeden przykład, ale jestem pewna, że jest tego więcej ;) Oprócz teriera szkockiego, mam również dwuletnią sunię airedale teriera, która w hodowli, z której pochodzi nie została zsocjalizowana z miejskim życiem i w jej przypadku spacery po mieście w kagańcu nie wchodzą w grę kompletnie - nie w sytuacji, gdy muszę NATYCHMIAST nagrodzić ja za pożądane zachowanie. Nagrodzić, a nie irytować się, bo nie mogę przepchnąć przez kratę kagańca przysmaku! Podsumowując - przepisy mamy bardzo kulawe, sprowadzają się tylko i wyłącznie do ograniczeń i zakazów, które z kolei stoją w sprzeczności z faktem, że z roku na rok bardzo wzrasta liczba ludzi, którzy świadomie, pozytywnie i konstruktywnie ;) wychowują swoje psy. Dla których pies nie jest nieobliczalnym, agresywnym drapieżnikiem, ale towarzyszem w życiu, niekłopotliwym i nie stwarzającym żadnego zagrożenia. Człowiek udomowił psa wiele tysięcy lat temu i przez ten cały czas oba gatunki współistnieją w symbiozie ;) Gdyby chciał udomowić nieobliczalnego drapieżnika, próbowałby swoich sił z lwami, tygrysami czy też rysiami ;) A wszędzie tam, gdzie prawo kuleje i jest nieprecyzyjne, jest pole do myślenia - zarówno dla policjanta/strażnika miejskiego, jak i dla opiekuna czworonoga. Zostałeś niesłusznie ukarany mandatem? Odwołaj się, podaj logiczne i sensowne argumenty, powołaj się na fakt, że prawo nie może dotyczyć próżni, ale musi precyzować istniejące realia danej sfery życia, a realia się zmieniają. Następny tekst będzie o ogólnych ograniczeniach, na jakie napotykają opiekunowie z psami w codziennym życiu ;) Pozdrowienia dla wszystkich mądrych psiarzy i ich czworonogów :)
  2. [quote name='malva']mnie to rozwala jedno ,dlaczego każde niewinne pytanie ,jak to :czy śpisz ze swoim psem w łóżku? musi się kończyć dyskusją pt" dominacja-fakty i mity" to są przecież lekkie ,fajne tematy do pośmiania się o raju to typowe myślenie zdominowanie przez teorię dominacji ;) pewnie się teraz wszyscy obrażą, z antylopą gnu na czele ;)[/QUOTE] Ja tam się nie obrażam, bo nie mam o co ;) Dla mnie stosowanie zasad teorii dominacji w codziennym życiu z psami jest bez sensu, bo tak naprawdę tylko przeszkadza ;) Również w beztroskim wylegiwaniu się z piesami w łóżku, gdy jest dzień wolny od pracy :D
  3. Z tym przechodzeniem przez drzwi to gdyby faktycznie być konsekwentnym, trzeba by być cały czas czujnym, i gdy tylko np. pies będzie chciał pójść z pokoju np. do kuchni napić sie wody, to powinno się zerwać i zaakcentować tzw. hierarchię, wyprzedzając psa lub każąc mu czekać, aż sami przejdziemy pierwsi przez drzwi do kuchni ;) Jak dla mnie, osoby w pewnym zakresie leniwej, jest to dość kłopotliwe i niewygodne :D Zresztą czasami po prostu łatwiej mi jest przepuścić moje psy przodem, co w zaludnionych miejscach jest bezpieczniejsze - widzę je oba i mam pewność, że nikt obcy im z tyłu nie nadepnie na łapę. I nie interpretuje tego jako złamania zasad hierarchii, że właśnie moje psy mnie prowadzą a nie ja je ;) W domu z kolei obie panny mogą się wylegiwać gdzie chcą, w nocy śpią ze mną - mając z jednej strony erdela, z drugiej szkota, oszczędzam naprawdę sporo na ogrzewaniu mieszkania, które do ciepłych nie należy. I prawda jest taka, że i one mają z tego korzyść, i ja również, bo zwyczajnie lubię, jak zwierzak się kładzie i zasypia koło mnie. Zresztą niegdyś np. w Nowej Funlandii trzymano psy m.in. po to, aby grzały swoimi ciałami ludziom łóżka. Więc spanie z psem nie jest jakimś dziwnym wymysłem współczesnego człowieka, ale ma jak najbardziej racjonalne uzasadnienie ;) Nie widzę też niczego złego w tym, że np. jedna lub druga namawia mnie do zabawy (martwiłabym się, gdyby tego nie robiły), często dla wygody daję im jeść pierwszym, na spacerach mają trochę czasu dla siebie, wtedy najczęściej oddają się węszeniu, ale jak je wołam do siebie, to przybiegają :) W naszym wspólnym życiu staram się trzymać po prostu zasad, które dla nas wszystkich są wygodne i korzystne. Posiadanie psa ma być przede wszystkim radością, a nie pasmem dziwnych utrudnień, wymagających ciągłej czujności. Może i mam psy rozpieszczone, ale są posłuszne i wiem, że mogę im zaufać w podróży, w pracy, na imprezach u znajomych i w wielu innych sytuacjach, które staram się, aby kojarzyły się im z czymś miłym i przyjemnym ;)
  4. ast to mam prośbę, daj znać do soboty wieczorem, czy mam w niedzielę brać aparat, a jeśli tak, to mniej więcej o której godzinie przyjedziecie :)
  5. xmartix w takim razie wstępnie się umówmy na niedzielę - chyba, że uda się komuś z Was zrobić zdjęcia wcześniej. Park Szczytnicki jest spory, ale najlepiej jest trafić, wysiadając na przystanku tramwajowym 17/9/12 Różyckiego/Karłowicza i od razu wejść do Parku, idąc prostopadle do torów tramwajowych, można nawet na przełaj. Blisko jest taka polanka z dużym (zabytkowym chyba) dębem po prawej stronie, a na środku polanki rośnie kępa czerwonolistnych leszczyn. Poza tym będzie tam na pewno jeden szkot i kilka osób dwunożnych, ćwiczących szermierkę. Ja Edzia poznam z daleka ;) Psiaka można by trochę przeczesać ;) Zawsze to ładniejsze zdjęcia będą...
  6. Mam trochę mocno pracowity tydzień i nie bardzo mam jak podjechać do Wrocławia. Jednak, o ile tylko nie pada, jestem we Wrocławiu w Parku Szczytnickim (w części przylegającej do Stadionu Olimpijskiego i do ul. Różyckiego) w każdą niedzielę od 10:00 do około 13:00. Dysponuję lustrzanką, zdjęć w ogóle robię sporo i dość często. Jeśli ktoś by miał wtedy czas i chęć podejść z Edziem do Szczytnickiego, to mogę zrobić psiakowi sesję. Jakość zdjęć gwarantuję, wielkość - jaką chcecie, nawet może być do druku na plakaty A3.
  7. Amarth

    kamien na zebach

    [quote name='amensalizm'][B]Amarth-[/B] mogę wiedzeć ile kosztuje usuwanie kamienia ultradźwiękami?[/QUOTE] To zależy od lecznicy - w tej, gdzie moja Bestia ma opiekę (przychodnia "Czeneka" w Oławie) zabieg ten kosztuje 70 zł ;-)
  8. No, właśnie Bestia własnołapnie zatwierdziła PSIElew dla Edzia i prosi o przekazanie głasków i merdania ogonkiem :-) Pieniążki powinny jutro dojść, jak dojdą to prosiłabym o potwierdzenie. Jeśli będzie trzeba, to w lutym też zasilimy Edziową skarbonkę :-)
  9. Prześlijcie mi na priva nr konta, dorzucę do Edziowej skarbonki trochę.
  10. [quote name='JoShiMa']Ten fragment jest o herarichi, dla tych, którzy nie rozumieją, czemu KK nie stawia zwierząt na równi z ludźmi. I tyle.[/QUOTE] Ale przecież w mądrym wychowaniu psa nie stawia się go na pozycji równorzędnej człowiekowi. Pies powinien być człowiekowi podporządkowany, ale taki układ powinien być fundamentem silnej więzi pomiędzy człowiekiem i zwierzęciem. Chodzi jednak o to, że w ramach tej pozycji wasala pies ze strony człowieka ma zapewnioną opiekę, dzięki której czuje się bezpiecznie. Moim zdaniem wielu księży KK nie zastanawia się nad tym fragmentem Księgi Rodzaju - zasadniczo katolicyzm w swoim religijnych założeniach skupia się na człowieku i jego moralności wobec drugiego człowieka. W dziesięciu przykazaniach nie ma ani słowa na temat szacunku wobec świata naturalnego. Nigdy też nie słyszałam żadnego oficjalnego sprzeciwu KK wobec bestialskiego traktowania zwierząt czy w ogóle dewastacji środowiska naturalnego. Poza tym kobieta nie posiadająca własnej rodziny (a konkretnie potomstwa), spędzająca dużo czasu z psem, czy to swoim własnym, czy wolontariatowo w schronisku, jest zaprzeczeniem katolickiego wizerunku kobiety i jej roli w życiu społecznym - KK ma tutaj określone stanowisko, bardzo konserwatywne. Dlatego KK nigdy nie będzie popierać posiadania psa jako zwierzaka towarzyszącego. Dla KK fakt, że ktoś kocha zwierzęta, opiekuje się nimi, spędza z nimi czas, leczy je, szkoli, etc. jest raczej przejawem wpływu potępianego nurtu pokrewnego New Age lub też buddyjsko-podobnych, które mają w swoich założeniach afirmację przyrody i wg których zwierzęta mają duszę i są zdolne do emocji i uczuć (to ostatnie też potwierdziła nauka, więc trwanie KK przy ideach niejakiego Tomasza z Akwinu jest dla mnie śmieszne). Jak wskazują na to słowa przedmówców, księża katoliccy są różni, jest wielu, którzy do zwierząt mają bardzo pozytywny stosunek, ale ja nie sądzę, aby było to w najbliższych latach OFICJALNIE głoszone przez KK. I dla sporej części katolickich duchownych ktoś, kto mówi, że kocha swojego psa, będzie nienormalny.
  11. Amarth

    Kupozbieracz

    [quote name='rosa']jechałam kiedyś do pracy było jeszcze ciemnawo i zobaczyłam faceta z pieskiem na środku głównej ulicy piesio się wypiął a facet podłożył mu gazetę też fajny pomysł tylko gorszą niespodziankę będzie miał jakiś bezdomny jak przyjdzie mu do głowy rozwinąć taką gazetkę[/QUOTE] Też widziałam u nas, jak pan zawija w gazetę kupę swojego psa ;-) Z tą niespodzianką to niby racja, ale z drugiej strony w pojemnikach na śmieci różne rzeczy się znajduje (szczególnie w tych parkowych) i jeśli już ktoś tam grzebie, to na niespodzianki przygotowany być powinien... W końcu człowieka natura wyposażyła w umiejętność myślenia i przewidywania ;-)
  12. [quote name='JoShiMa'] Szacunku nie żądam, w każdym razie nigdzie się tak nie wypowiedziałam. Uważam jednak, że szacunek się należy każdemu, kto jest moim gościem. Szacunek należy się człowiekowi, no chyba, że faktycznie jest wyjątkową kanalią i na niego nie zasługuje. [/quote] A ja uważam, że w przypadku jakiejkolwiek gościny szacunek należy się obu stronom. Przebywając wśród mieszkańców północnego Kaukazu pomimo upałów nosiłam długie spodnie, szanując ich obyczaje. Nie przynosiło mi to ujmy na honorze. Ale np. w ramach tzw. szacunku dla gościa odwiedzającego mój dom nie pozwolę np. na to, aby zapalił papierosa - nie znoszę, jak ktoś pali przy mnie, a już szczególnie w pomieszczeniu. Szacunek dla gościa nie jest równoznaczny z całkowitym zaakceptowaniem jego zasad. Dokładnie tak samo jest z księdzem, odwiedzającym czyjś dom. Szczególnie, że, jak już napisałam to, ksiądz raczej nie wychodzi z tego domu z pustymi rękami. Dlatego decydującą rolę powinna odgrywać tutaj zwyczajna kultura, a granice zachowań właśnie ona powinna wyznaczać. Mówi się, że ksiądz też człowiek i ma prawo nie lubić zwierząt. Ale właśnie dlatego, że ksiądz jest człowiekiem (który w dodatku powinien postępować w życiu zgodnie ze swoim powołaniem), to powinien umieć zaakceptować i zrozumieć fakt, że w domu, który odwiedza, z ludźmi mieszka również zwierzak.
  13. [quote name='Ajula'] jestem już po czterdziestce, z księżmi miałam kiedys bardzo dużo do czynienia (byłam za komuny w oazie) i choć wielu z nich było fajnymi ludźmi i księżmi, to miłości u zwierząt (choćby tylko jako stworzeń, które stworzył Bóg) nie widziałam u nich nigdy[/QUOTE] Wiesz, właśnie uświadomiłam sobie jedno... przez wiele lat byłam praktykującą katoliczką i w sumie dość dużo pamiętam ze słów, jakie księża wygłaszali na kazaniach. Ale nie pamiętam, aby kiedykolwiek mówiono o miłości do zwierząt i o odpowiedzialności za nie i za świat, który jakoby dany został człowiekowi we władanie. Dzisiaj wiele w mediach można przeczytać lub posłuchać o Kościele Katolickim, ale jakoś nigdy nie zetknęłam się np. z prowadzoną przez tenże Kościół akcją pomocy zwierzętom żyjącym w schroniskach... Jeśli takie akcje są prowadzone (sądzę, że są, ale to pojedyncze przypadki), to miło by było o nich się dowiedzieć.
  14. [quote name='JoShiMa'] Zapomniałeś wszakże o jednym. O tym, że ten ksiądz tak właśnie powiedział zaświadcza osoba, która z całą pewnością nie słyszała tego na własne uszy, a w dodatku przepełniona jest co najmniej niechęcią do księży. Co więcej osoba ta nawet nie była świadkiem opisanej w pierwszym poście sytuacji (przypominam działo się to nie u niej tylko u sąsiada). Tak więc próżna dyskusja na ten temat.[/QUOTE] Z mojego posta jasno wynika, że nie jestem mężczyzną ;-) Nie wiem, co tutaj jest do pamiętania? Po prostu odniosłam się do napisanych w tej dyskusji słów, podobnie jak przytoczyłam inne, hipotetyczne sytuacje i zachowania (z wyjątkiem faktów odnoszących się do mojego własnego psa ;-)), jednakże realnie możliwe. Zresztą to, że niektórzy duchowni potrafią publicznie obrażać ludzi i kompletnie obce jest im wyczucie taktu i szacunek, jest faktem ("patrzcie, to Murzyn, on się chyba wcale nie mył!!"). Jak również to, że niektórzy całym sercem nadal popierają tezy św. Tomasza z Akwinu, na temat zwierząt i tym samym są przeciwni traktowaniu zwierzaków jako członków rodziny (bo wg św. Tomasza nie są zdolne do odczuwania, a i bólu też nie czują, o emocjach nie wspominając). Nie twierdzę, że wszyscy duchowni tacy są, nie generalizuję, niemniej jednak do tych właśnie czuję wielką niechęć.
  15. Ja, odkąd zamieszkałam "na swoim", nie przyjmuję księdza. Moi rodzice wcześniej przez jakiś czas przyjmowali, później nie. Jak teraz, nie mam pojęcia, tematy religii i kościoła nigdy nie były i nie są u nas najważniejsze ;-) Ale przeczytałam Wasze wypowiedzi i tak naprawdę każdy z Was ma trochę racji :D A z mojego punktu widzenia wygląda to tak... Tzw. wizyta po kolędzie nie odbywa się w naszym kraju po raz pierwszy i księża mają na pewno bardzo wiele doświadczeń, bo odwiedzają bardzo różne domy i różnych ludzi. Tak, czy inaczej, jak w przypadku każdych gościnnych odwiedzin, konieczny jest kompromis, nie czyniący jednakże krzywdy gościowi i gospodarzom ;-) I tak słowa wygłoszone z ambony w stylu "nie życzę sobie żadnych zwierząt" są jak dla mnie przejawem postawy roszczeniowej i braku kultury w stosunku do ludzi udzielających księdzu gościny, że o finansowej ofierze nie wspomnę. I to nie do końca jest tak, że ksiądz "jest w pracy"- on wypełnia swoje powołanie. Wiadomo, że ksiądz też jest człowiekiem, może się obawiać zwierząt, może też mieć alergię. Ale z drugiej strony - jest to tylko jeden z wielu problemów. Bywa, że ksiądz wchodzi do domu, w którym jest tak gęsto od dymu, że można powiesić siekierę. W którym panuje brud i bałagan (a jak ktoś ma alergię na kurz lub dym?). Zasadniczo uważam, że przy tak wielkiej różnorodności domów, jakie odwiedza ksiądz, to jeżeli cierpi na alergię, to w ogóle nie powinien chodzić "po kolędzie". Bo taka runda np. po jednym osiedlu zapewni mu kontakt ze wszelkiej maści alergenami ;-) Wracając do sprawy zwierzaków. Gdybym ja była katoliczką, wierzącą i praktykującą i miała tak, jak mam, psa, który jest dla mnie pełnoprawnym członkiem rodziny, to zależałoby mi na tym, aby przyjąć księdza "w komplecie". Tym bardziej, że moja Bestia nie skacze na gości, a tylko wita kładąc uszy po sobie i machając ogonem, i podchodzi bliżej dopiero, gdy gość ją zawoła. Myślę, że nawet księdzu, który nie lubi zwierząt, obecność dobrze wychowanego i grzecznego psa, nie powinna przeszkadzać. Jeśli przeszkadza tylko z tego powodu, że jest to zwierzę, to ja z takim księdzem nie bardzo mam o czym rozmawiać. Jeśli pies wita się z każdym gościem wylewnie, skacząc na niego i liżac po twarzy, no to jest zupełnie inna sprawa i wtedy faktycznie dobrze jest przynajmniej na czas powitania odizolować zwierzaka. Ale gdy się uspokoi i jeśli ksiądz nie zgłosi sprzeciwu, pozwolić psu wejść do wspólnego pokoju. Dla psa to jest też przecież nagroda za dobre zachowanie i ważny element wychowania, o czym można też księdza poinformować - przecież m.in. w tymże celu nas odwiedza - aby przez jedną chwilę być świadkiem kawałeczka naszego życia. A jeśli jest taka sytuacja, że ksiądz po prostu boi się zwierząt - to naprawdę nie problem. Wystarczy, jeśli towarzyszący ministrant poprosi wcześniej w imieniu księdza o zamknięcie zwierząt w osobnym pomieszczeniu. Najlepiej z krótkim wyjaśnieniem przyczyny tejże prośby. I nikomu z głowy korona nie spada. Problem się co prawda robi, gdy np. mieszkanie jest jednopokojowe z aneksem kuchennym, a łazienka malutka, ale jestem pewna, że przy dobrej woli obu stron i obecnośc psa nie byłaby dla takiego księdza utrapieniem. Inna sprawa, że tak naprawdę paniczny lęk przed zwierzętami zdarza się statystycznie rzadko. Wszystko zależy od tego, czy zarówno ksiądz, jak i osoba goszcząca go w swoim domu rozumie swoją rolę na czas tych kilku-kilkunastu minut. Jeśli temu towarzyszy wzajemny szacunek, nie sądzę, aby domowy zwierzak stanowił realny problem :-)
  16. Na którejś włóczędze po górkach w towarzystwie mojego szkota (to było na drodze na Śnieżnik spod tamtejszego schroniska): Bestia sobie zgrabnie i swobodnie bryka między kamieniami, tu i ówdzie tarza się w porannej rosie, po czym radośnie przybiega do mnie. A komentarze napotkanych po drodze ludzi brzmiały najczęściej tak: - ojej, jaki mały piesek, jak on na takich krótkich łapkach może chodzić po górach?? :D I tak oto mój zaprawiony w górskich wędrówkach terierek szkocki, z którym od lat jeżdżę w góry, dla którego przejście trasy z Międzylesia do schroniska pod Śnieżnikiem nie sprawia problemu, postrzegany jest jako kanapowiec... bo... jest mały :D
  17. [quote name='frania77']Moją najkochańszą rasą jest [U][B]West Highland White Terrier[/B][/U] , za piękny wygląd i oczywiście za niesforny charakterek,..., następnie podobają mi się [U]Szkockie Terriery [/U][/QUOTE] No bo te krótkonożne terierki są jedyne i niepowtarzalne :D
  18. W sumie to nie mam jednej ulubionej rasy ;-) Na pierwszym miejscu w moim osobistym psim rankingu są teriery z Wysp Brytyjskich, a szczególnie terier szkocki, airedale, cairn, welsh i westik, na drugim (lub też prawie równorzędnym) jest czechosłowacki wilczak oraz czarny terier rosyjski, potem owczarki z collie krótkowłosym i DON-kiem na czele ;-) Ogólnie wiele psich ras mi się podoba, ale jeśli idzie ogólnie o psowate, to największy zachwyt wywołują u mnie niepodzielnie wilki ;-)
  19. Amarth

    Kupozbieracz

    [quote name='BeataSabra'] Ten Doggy Pick Up firmy Trixie to jaki rozmiar jest ? Tzn. Wielkość woreczków - ja potrzebuje dla psa rozmiar large. Dobre bo sobie można do smyczy zapiać - aktualnie w każdej kieszeni mam woreczki[/QUOTE] Są spore, spokojnie mieści się w nich kupa dużego psa. Głębokie są na prawie 30 cm i są też dość szerokie.
  20. Amarth

    kamien na zebach

    Składniki pasty Petosan (w oryginale): water, sorbitol, hydrated silica, kaolin, tetrapotassium pyrophosphate, glycerin, do tego substancje zapachowe. Czyszczę tą pastą zęby mojemu szkotowi od ok. pół roku (namierzyłam ją jakoś latem). I nie widzę, aby tworzyła się płytka nazębna, dziąsła też wyglądają na zdrowe. Wcześniej przecierałam woda utlenioną lub szczoteczką namoczoną w płynie o nazwie "Deodent". I przyznaję, że pasta daje najlepsze efekty - przynajmniej u mojego szkota. A co do ściągania kamienia nazębnego, to wypowiadam się też tylko w oparciu o mojego piesa. Po zabiegu (ultradźwiękami) nie było śladu kamienia, ząbki ładne, białe, pod dziąsłami również było czysto, nasza wetka nawet specjalnie mi pokazywała bestiowe zębiska po zabiegu... Więc wydaje mi się, że sporo zależy od tego, jak starannie ten zabieg jest przeprowadzony... A poza tym, to zgadzam się, że te płyny i pasty same w sobie nie usuwają kamienia, który JUZ JEST w momencie ich stosowania. Jednak regularnie stosowane, zapobiegają tworzeniu płytki nazębnej. Ale to jak ze wszystkim - lepsze zapobieganie od leczenia :)
  21. Amarth

    kamien na zebach

    [quote name='Jami']A pasta Petosan jest dobra?[/quote] Jak dotąd Bestia ją sobie chwali i chyba jej smakuje ;-) [quote name='Jami']Ps.: To dziwne foto ;p Mi się zdaje, że moja w typie lundehund'a jest - nawet charakter podobny.[/QUOTE] No mordka jest dość podobna ;-) Może przez to, że ma też ciemniejszą oprawę oczu :D
  22. Amarth

    kamien na zebach

    Tak, jak piszesz, warto się przejść z psiakiem do weta, aby obejrzał zębiska fachowym okiem ;-) Szczotkować zęby tak czy inaczej warto, pasty dla psów mają działanie trochę bakteriobójcze i stabilizują skład chemiczny psiej śliny, więc na pewno przyczynią się na plus :-) Btw. Twoja sunia z avatarka jest bardzo podobna do Aili - suni mojej przyjaciółki (Aila też jest ze schroniska, jest ogólnie w typie krótkowłosego owczarka szkockiego).
  23. Amarth

    kamien na zebach

    Najlepiej się dopytać o to lekarza weterynarii, który wykona zabieg. Osobiście bym zaczekała kilka dni, aż się wygoi wszystko na dziąsłach i żeby antybiotyk zrobił swoje. A potem codziennie wieczorem szczotkowanie zębisk ;-) Potem w nagrodę można dać psiakowi jeden ze smakołyków nie zawierających cukrów - np. jakiś mały gryzak z chlorofilem. A czy Twoja sunia ma stan zapalny, to łatwo sprawdzić - jeśli jej "jedzie" brzydko z pyska, to nie ma się co zastanawiać, tylko do weta, póki nie jest za późno. Zabieg usunięcia kamienia to koszt rzędu 70 zł. A leczenie zębów i ekstrakcje tych, których nie daje się uratować, to koszt zdecydowanie większy, o cierpieniu zwierzaka nie wspominając... Na Vetopedii są fachowe artykuły na ten temat, najlepiej daj je do poczytania mamie ;-)
  24. Amarth

    kamien na zebach

    [quote name='Jami']A jak to wygląda po zabiegu? Metodą tradycyjną (bo tak się robi zapewne u mojego weta). Czytałam, że pies musi jeść mokre i przyjmować jakieś przeciwbólowe. Czy to prawda?[/QUOTE] Jak to jest w przypadku metody tradycyjnej, to nie wiem... najlepiej spytać o to weta ;-) Bestia miała kamień ściągany ultradźwiękami, po zabiegu dostała tylko Stomorgyl, a potem wszystko było ok i mogła normalnie jeść. Zresztą już na drugi dzień rzuciła się na miskę z suchą Bozitą, biedna była wygłodniała... Możliwe, że jeśli kamienia jest dużo i powstają w przyzębiu i na dziąsłach stany zapalne, to po oczyszczeniu potrzeba trochę czasu, aby się zagoiły dziąsła i stąd podawanie miękkiego pożywienia. A środki przeciwbólowe podaje się na pewno po usunięciu zęba. No i też pies powinien dostać antybiotyk tępiący wszystkie beztlenowe bakterie odpowiedzialne za stany zapalne przyzębia i dziąseł (np. weterynaryjny Stomorgyl lub "ludzki" Dalacin).
  25. Woj. Dolnośląskie - Oława Przychodnia weterynaryjna "Czeneka" Wiesława Adamska lekarz weterynarii tel. 0 880 242 409 Beata Kos lekarz weterynarii tel. 0 602 180 163 Zakres usług: - szczepienia zwierząt - paszporty dla zwierząt - behawioryzm (terapia zachowania zwierząt towarzyszących) - profilaktyka i leczenie chorób gryzoni - zabiegi chirurgiczne - ultradźwiękowe usuwanie kamienia nazębnego - usg - strzyżenie - karmy weterynaryjne dla psów i kotów - preparaty dla gołębi NAGŁE WYPADKI: tel. 0 880 242 409 Godziny otwarcia: poniedziałek - piątek: 8.00 - 19.00 sobota 10.00 - 15.00 OŁAWA ul. 1 MAJA 41A, telefon 071 313 54 04 Moja Bestia (szkot) oraz owczarkowa sunia mojej przyjaciółki (Aila) są pod stałą opieką obu pań wetek i mogę z czystym sumieniem polecić tą przychodnię. Obie sunie miały w tej przychodni sterylki (fachowo przeprowadzone, praktycznie nie widać śladu), Bestia miała też ściągany kamień nazębny. Zwierzaki, które mają tam zabiegi wymagające narkozy, przyprowadzane są rano, a potem po zabiegu każde spokojnie się wybudza i dopiero pod wieczór jest wydawane właścicielowi. Przy okazji zabiegów panie przycinają pazurki, czyszczą uszka i gruczoły, jeśli tylko jest taka potrzeba oraz rodzaj zabiegu na to pozwala. Obie mają wielkie serce dla zwierząt, wszystko dokładnie tłumaczą właścicielom. Dodatkowo pani Wiesława Adamska ma niesamowite oko do interpretacji zdjęć rtg. Kilka miesięcy temu moja Bestia miała robione prześwietlenie paszczy we Wrocławiu na dawnej Akademii Rolniczej. Mimo, że wynik prześwietlenia był negatywny (co podpisał sam prof. Siembieda), to pani Wiesława znalazła ślad po ropieniu przy korzeniu trzonowca. W dodatku dzisiaj, choć to niedziela i posylwestrowy weekend, pani Adamska przyjęła w trybie nagłego wypadku kaszląca i plująca śliną Ailę, która, jak się okazało jest mocno przeziębiona. Naprawdę, szczerze polecam tą naszą oławską przychodnię :-)
×
×
  • Create New...