-
Posts
46 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Jolanta_O
-
Bytom !Szokujące zdjęcia szczeniaka na NK pomocy.
Jolanta_O replied to ania10512's topic in Okrucieństwo
Może napisać [url]http://omz.blox.pl/2007/08/Nie-milcz-Reaguj.html[/url] jak proponowała Moniek193, puki co to zawsze coś, jakiś pierwszy ruch w tym kierunku? -
Lepiej jest milczeć czy pokazać że nie jest się obojętnym na cierpienia? Gorzej być już chyba nie może... kary w Polsce są na prawdę wyjątkowo niskie
-
Bytom !Szokujące zdjęcia szczeniaka na NK pomocy.
Jolanta_O replied to ania10512's topic in Okrucieństwo
[quote name='ania10512']ktoś tam pisał że on jest strażakiem ale jego tam niema i chyba nawet nie są małżeństwem bo ona ma inne nazwisko a dziecko to samo więc niema się co martwić że on będzie miał jakieś chody[/QUOTE] Tak ja to napisałam, przeglądając jej galerię...ale nie ze względu na jakiekolwiek chody raczej chodziło mi o fakt że taka osoba powinna byc jednak "nieco" bardziej odpowiedzialna!Straz jest to służba... -
Bytom !Szokujące zdjęcia szczeniaka na NK pomocy.
Jolanta_O replied to ania10512's topic in Okrucieństwo
Myślę że to bardzo dobry pomysł Moniek193 !No i z nadużyciem również, tylko trzeba by było najpierw to jakoś nagłośnić może? -
Bytom !Szokujące zdjęcia szczeniaka na NK pomocy.
Jolanta_O replied to ania10512's topic in Okrucieństwo
Słuchajcie to ten dzieciak popatrzcie ten profil [url]http://nasza-klasa.pl/profile/26149769/gallery/album/5/121[/url] a tatus jest strażakiem :-/ matka ma 28 lat... ciekawe którego z rodziców to bawi :-/ wrrrrr ale sie wkurzylam -
Bytom !Szokujące zdjęcia szczeniaka na NK pomocy.
Jolanta_O replied to ania10512's topic in Okrucieństwo
Ten piesek leci w ogóle w kierunku dziecka...hmm, nie wydaje Wam się? -
Bytom !Szokujące zdjęcia szczeniaka na NK pomocy.
Jolanta_O replied to ania10512's topic in Okrucieństwo
Moja córka ma skończone 9 misięcy i raczej odgania sie niezdarnie od naszej Suzi. Poza tym im dłużej patrzę tym bardziej wydaje mi się że perspektywa spadającego pieska jest inna. Ten mały chyba nie byłby w stanie tego zrobić:shake: -
Bytom !Szokujące zdjęcia szczeniaka na NK pomocy.
Jolanta_O replied to ania10512's topic in Okrucieństwo
[quote name='isabelle30']ale ten dzieciak jest za maly zeby tak rzycac psem....to nie dzieciak rzuca....to ktos inny k...a, ze tez takich ludzi ziemia nosi....co wyrosnie z tego dzieciaka...[/QUOTE] Odnoszę podobne wrażenie... -
Bytom !Szokujące zdjęcia szczeniaka na NK pomocy.
Jolanta_O replied to ania10512's topic in Okrucieństwo
Moniek193 popatrz komentarz Pani Marty Tomali...podobno zapisała. Pozdrawiam Przepraszam za posta pod postem -
Bytom !Szokujące zdjęcia szczeniaka na NK pomocy.
Jolanta_O replied to ania10512's topic in Okrucieństwo
Jedno słowo...żal!Biedne dziecko że ma takich rodziców, bo nie będą potrafili wychować go na normalnego, wrażliwego człowieka. Przykre to strasznie...zbulwersowałam się :-/ -
Betbet może długo nie goszczę na forum i nie mam aż tylu postów co Ty, ale chciałabym zauważyć, że te czyny są jednak zdecydowanie ważniejsze!Szczerze nawet nie zwróciłabym na to uwagi... trochę mija się z celem to co piszesz, bo mowa jest o zupełnie innej kwestii
-
Martens zazdroszczę że psiak nie potrafi wchodzić na łózko. Nasza robiła wielki rozbieg i jak udało sie raz teraz się udaje zawsze. Nie ważne czy wskoczy na głowę mojemu śpiącemu juz mężowi, taka sytuacja miała miejsce wczoraj:lol::lol: najwazniejszy był efekt. Uwielbia też robić nura za rozłozone łożko i gryźć kabelki:roll: Iwona77 ściery próbowałam a w zasadzie gazetki, tylko szkoda że zawsze ląduje w jej pyszczku. Żałuję że psica nie mogła zostac dziś doszczepiona, bo nawet na spacerek nie możemy pójść. Myślę że troszkę by jej to pomogło
-
Zatanawia mnie fakt, jakie będa kiedy już uzyskają tytuł lekarza weterynarii. Nie życzę nikomu żeby do nich trafił z pupilem, masakra. Zero empatii:angryy::angryy:
-
No i się wk...łam:-/ znaczy sie zdenerwowałam. Jak tak można? Zastanawia mnie fakt po co im ten kierunek studiów?Ja marzyłam o tym żeby być0 weterynarzem, ale za duzo zdrowia by mnie to kosztowało. Jak zobaczyłam te foty jestem zbulwersowana. Kobiety i takie sadystki!Liczę że będą leżały w stanie podobnym jak na zdjęciu tylko po stronie tego biednego stworzenia... wrrrr!
-
Oj tak, piłka to jest to. Sunia od początku chętnie ją aportuje i rzeczywiście rozładowuje jej energię. Dziękuję za rady! Jestem dobrej myśli, że damy sobie z tym wszystkim radę :)
-
Pomimo iż moja sunia nie żyje już od marca 2008 roku, chciałam napisać parę słów. Być może wyda Wam się to śmieszne, głupie... może ktoś pomyśli że przesada bo to w końcu "tylko pies", ale nie dla mnie. Może kiedy napiszę o tym będzie mi odrobinę lżej. Sara była z nami 13 lat wzięta była ze schroniska w Celestynowie. Nie przez nas ale jej losy były bardzo zawiłe. Kiedy trafiła do nas miałam 7 -8 lat. Wziął ja "mój wuj" ale w związku z tym że im się nie spodobała chciał ja odwieść do schronu. Na co my nie pozwoliliśmy. Namówiliśmy rodziców i tak sunia została u nas. To było cudownych 13 lat. Sunia dawała nam mnóstwo radości i ciepła. Az w końcu nas opuściła zostawiając straszliwą pustkę. Pustką którą zdecydowaliśmy się zapełnić pomagając kolejnemu psiakowi. Tak trafiła do nas Azunia. Sunia również z celestynowskiego schronu. Chuda,biegała luzem z innymi psami. Walczyła o każdy kęs, bala się ludzi. Ale od razu zawładnęła naszymi sercami. Była taka- nasza...Mięliśmy straszny dylemat bo najchętniej zabrałabym ze schronu wszystkie... Azunia była z nami zdecydowanie za krótko :-( Była wspaniałym psem, przyjacielem. Z wylęknionego chuderlaka który za mną chodził nie odstępując na krok, zamieniła sie w cudowna psię o wielkim kochającym sercu. Uwielbiała dzieci, kochała wszystkich którzy przychodzili do nas. Pocieszała nas w chwilach zwątpienia, witała kiedy wracaliśmy do domu, zapominając o swojej psiej masie:) wygłupiała się, udawała kota wchodząc na złożone kanapy kładła się na zagłówku i wylegiwała się na słoneczku, pomimo że jej waga kocia nie była:roll:, cierpiała na chorobę lokomocyjną. Ale żeby zachować czystość w aucie, kiedy było jej źle sama wkładała mordkę do woreczka. Dała nam z siebie to co dać mogła wielką psią miłość i oddanie... Tym wszystkim cieszyliśmy się tylko do marca 2008 roku. Kiedy moje szczęście zachorowało. Byłam przerażona kiedy ją zobaczyłam. Opuchnięta, osowiała...ale nadal tak bardzo pragnęła z nami być. Nie miała siły ale i tak starała się nie odstępować nas na krok, przynajmniej puki jeszcze była w stanie. Od razu był weterynarz, leczenie...walczyła. Podejrzenie- brak konkretnej diagnozy:angryy: Kazano nam czekać. W zwiazku z tym że jeden wet ją prowadził, nie chcieliśmy mieszać, a powinniśmy! Kazano nam czekać na operację: poniedzialek 3 marzec 2008r. W sobote było gorzej. Moje szczęście nic już nie jadło, nie chciało wstać,znów lekarz wizyta domowa, sterydy... W nocy z soboty na niedzielę szukaliśmy weta, ale niestety nikt nam nie chciał pomóc. Chciałam ulżyć jej w cierpieniu, moja psia byla juz prawie bez kontaktu. Nie wiedziałam co robić jak jej pomóc. Choć zrobiłabym wtedy wszystko. W niedziele rano kolejna wizyta domowa, wet dal jej jakieś leki i kazał czekać na poniedziałek. na wyznaczony termin operacji...ten termin wlókł się prawie tydzień( znów to cholerne czekanie). Nic nie dało się przyspieszyć bo mieszkaliśmy w miasteczku gdzie niestety nie ma fachowej pomocy- teraz to wiem:-( Azunia zaczęła wymiotować krwią, załamałam się totalnie. Siedziałam przy niej płakałam, dawałam jej pic strzykawką. Totalna bezradność i ból...czułam jak się to skończy:-( Głaskałam ja była już wyziębiona, pojękiwała. Siedziałam z nią do 3 w nocy. Dałam jej misia, przykryłam kocykiem. Musiałam się przespać. Wstałam a moja sunia ostatnimi siłami zerwała się z posłanka i starała się na chwiejnych łapkach pójść za mną:-( Zaniosłam ja na posłanko i powiedziałam jej"Słonko zaczekaj chwilkę, już niedługo nie będziesz tak cierpiała, nic nie będzie Cię już bolało, obiecuję Ci" , pogłaskalam i poszłam sie położyć. Pojękiwala nadal aż w końcu zasnęła, po 6 obudziła mnie ten straszliwy dźwięk. Obudziłam sie krzycząc"Aza" pobiegłam do niej przerażona a ona właśnie odeszła. Moje kochane maleństwo... śpij spokojnie!Teraz wiem że nic Cię nie boli, jest w końcu tak jak Ci obiecałam. Choć mnie boli serce i ogromne poczucie winy że nie zrobiłam wszystkiego, że może mogłam zrobić więcej niz wtedy mi sie wydawało. Strasznie za Tobą tęsknię do dziś! Brak Twojego psiego ciepła, merdającego ogonka, tak brak mi tego przytulenia się do Ciebie w chwilach zwątpienia kiedy odchodziły wszystkie smutki. Chciałabym dodać że niestety czas nie goi ran, nie zapomina się... ja kochałam moje psy, były częścią mojej rodziny. Każdy indywidualny i niezastapiony... Odejście Azy było dla całej mojej rodziny wielkim ciosem. Niestety do dziś u rodziców nie ma psa, a każde wspomnienie Azy kończy się łzami i to nam zostało po niej. Teraz biega z Sarą za TM... Całe piękno przyjaźni człowieczo- psiej oddaje wiersz p. B. Borzymowskiej "To tylko pies" "To tylko pies, tak mówisz tylko pies... a ja ci powiem że pies to często jest więcej niż człowiek on nie ma duszy, mówisz... popatrz jeszcze raz psia dusza większa jest od psa i kiedy się uśmiechasz do niej ona się huśta na ogonie a kiedy się pożegnać trzeba i psu czas iść do psiego nieba to niedaleko pies wyrusza przecież przy tobie jest psie niebo z tobą zostanie jego dusza" Sara Aza Moje psie szczęścia...
-
Sunia ma ponad 2 miesiące.Wydaje mi się że jest troszkę zazdrosna, kiedy wygłupiam się z córcią psia pcha mi się na kolana i mocno wpycha główkę, tylko żeby się nią interesować :) Najbardziej martwi mnie fakt jej stawiania na swoim. Co do gryzienia zastanawia mnie czy nie jest taka rozdrażniona przez chorobę skórną. Dziś okazało się że Mała ma prawdopodobnie nużeńca, podejrzewaliśmy alergię ale szybciutko zrobiły jej się łyse placki wokół oczek :shake:
-
Witam. Mam pytanko, przed chwila okazało się że nasza Suzi (2 miesiące) ma prawdopodobnie nużeńca.Choć nie wykonano jej żadnych badań :-/ Dostała maść, jak nie pomoże to dostanie zastrzyki, aczkolwiek wet bała się, bo jeszcze Suzi jest za młoda i nie wiedziała jak zareaguje. Niestety Mała nie mogła zostać doszczepiona na nosówkę, czym tez się martwię. Czytałam, o nużeńcu psim i podobno człowiek się nim nie zarazi. Czy to prawda, bo strasznie boję się o swoją córcię?
-
Witam! To mój pierwszy post na forum. Mam problem jak w temacie. Standardowy choć nie do końca. Od ponad miesiąca posiadamy szczeniaka, mixa spaniela. Właściwie bardzo chcieliśmy mieć psa, choć nie koniecznie już. W lutym urodziła nam się córeczka, piesek miał się u nas pojawić za jakieś 3 lata. Ale przypadkiem trafił się wcześniej, bo właścicielka miała dylemat a nie chcieliśmy żeby sunia trafiła do schronu. Nie narzekałam bo zarówno ja jak i mój mąż od dziecka wychowywani byliśmy ze zwierzakami. Moje obje sunie były ze schroniska, jedna malusia parotygodniowa druga ok. czteromiesięczna- najukochańsza na świecie! Ale tu zaczynają się schody. Obecna psica jest nieznośna! Nie pamiętam żeby moje psy takie były. Suzi, bo tak ma na imię roznosi nam mieszkanie. Zaczęło się od gryzienia nogawek, na słowo"nie" psica się odszczekiwała. Aczkolwiek pomimo wszystko nie dawaliśmy za wygraną. Niestety do chwili obecnej "nie" jest obszczekiwane i absolutnie do psa nie trafia!:shake: Kolejny problem- GRYZIENIE. Gryzie po rękach, drapie. Dosłownie nie można się od niej opędzić, jeszcze my to pół biedy. Boję się o córeczkę. Niedługo zacznie stawać, chodzić a od psa się nie odegna. My sami nie jesteśmy w stanie. Kolejny problem łączy się po części z pierwszym. Do psa nie trafia słowo "nie", "nie wolno", "zostaw". Jest strasznie uparta. Postawi na swoim i nie ma przepuść. Kładziemy się do łóżka a jej nie można zgonić. Z ręką na sercu była taka sytuacja że z łóżka była zganiana a w zasadzie znoszona ok 30x po czym jak bumerang wracała. Już sama nie wiem co mam z nią robić. Jestem załamana i czuję się totalnie bezsilna. Nie chcę żeby psia wzięła nad nami kontrolę. Boje się,że ze zmęczenia puszczą nam nerwy. A najbardziej boję się o moją córcię bo jak psica się nie zmieni to w domu będzie tragedia. Poradźcie mi co mam robić, jak sobie z psią poradzić. Wierzcie mi na gryzienie próbowałam już wielu sposobów. Od ignorowania i rezygnacji z zabaw, poprzez podawanie zabawek, pięści w mordce(która też była zapalczywie gryziona), palca pod jęzorem itd. nic nie działa a sunia gryzie obecnie do krwi... Gryzie kable, meble- po mimo środka odstraszającego w sprayu. Strasznie chcieliśmy jej pomóc a powoli wyprowadza nas z równowagi. Spokojna jest jedynie kiedy się przebudzi, wtedy chce być głaskana, no i kiedy któreś z nas wraca do domu inaczej nawet nie można jej dotknąć. Bardzo proszę o rady. Pozdrawiam!