z jednej strony że ten problem szydłowieckich bezdomniaków został w końcu upubliczniony.
nie chce mi sie jednak nawet mysleć jak "szanowne władze" - przed wyborami zresztą - mogą na to zareagować.
Sami zresztą widzicie jak zareagował Powiatowy Insp. Weterynarii - zabroniła Wam łapać te psy znieczulica.
W szydłowcu nie ma co liczyć na pomoc osób których obowiązkiem powinna być opieka nad zwierzetami.
Dam wam przykład
- kilka dobrych lat temu dokarmiałam systematycznie psa - mieszaniec owczarka - a że wtedy byłam na tzw. "utrzymaniu rodziców" to guzik miałam do gadania - i tak wynosiłam po kryjomu jedzenie z domu.
pewnego dnia przyszedł jak zwykle - ale... nawet jak to wspominam płakać mi się chce - całą tylną łapę miał jakby obdartą ze skóry - albo samochód go potracił, albo inne psy go pogryzły.
schowałam go na podwórku - jakby to nazwać - w tzw. "komórce", koce jakies wyciągnęłam.
nie miałam pojęcia co robić - w koncu sie odważyłam i powiedziałam mamie - nie obeszło się bez "opierdzielania" co ja wyrabiam - ale że ona tez kocha psy to w końcu zmiękła. zadzwoniłyśmy po znajomego weterynarza - dał mu jakies zastrzyki - I TU POCHWAŁA - ZA DARMO.
W tym czasie na wysypisku były 3 klatki dla psów - pies został tam wywieziony - gdyż ponoć miał być stamtąd wywieziony do schroniska.
codziennie jeżdziłam tam z garnczkiem karmy z kluskami dla psów
Boże - tam była tragedia - jak przyjeżdzałam te wszystkie psy rzucały sie na to jedzenie.
brud, odchody, Straszne. nie wiem kto tym psom miał zapewnić jedzenie - wiem że ten stróż też kombinował dla nich jedzenie.
po tygodnia "mojego"psa już nie było - został uśpiony - weterynarz poszedł na łatwiznę - po co leczyć, szukać wsparcia - lepiej uśpić.
nawet nie chcę wiedzieć co się stało z pozostałymi.
obawiam się żeby to nie spotkało obecnie "szydłowieckich bezdomniaków"