-
Posts
520 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by oalela
-
hihi, tak jak mówię, jest duże prawdopodobieństwo, że moja pamięć mnie zawodzi :) nie strasz mnie kochana, bo mi się taki baleronik szykuje w najbliższej przyszłości : ) : ) głaski dla Twojej suczorki : )
-
Co ja takiego zrobiłem... ? :( Fargo-Filipek MA DOM :):)
oalela replied to ostatniaszansa's topic in Już w nowym domu
Prześliczny łobuz : ) Pozwoliłam sobie ulepić mu banerek : ) [URL="http://www.dogomania.pl/threads/202676-Co-ja-takiego-zrobi%C5%82em-%C5%BCe-mnie-porzucono-%21-%28"][IMG]http://www.imagic.pl/files/21985/filipek.jpg[/IMG][/URL] -
Ponieważ nie przewidziano w dziale ortopedia miejsca na spondylozę, a problem dotyczy {chyba} przede wszystkim starszych psiaków, zakładam temat w dziale geriatria. Ludzkie dolegliwości z kręgosłupem leczy się za pomocą różnego rodzaju ćwiczeń. Mam w rodzinie babeczkę, która ma kręgosłup w tak złym stanie, że nie kwalifikuje się już na jakąkolwiek operację, a ze względu na żołądek nie bardzo może dziobać leki. Jedyne co stawia ją na nogi to właśnie fizjoterapia. Konie z problemami kręgosłupowymi też wyciąga się za pomocą odpowiednich ćwiczeń. Generalnie rozmawiałam jak do tej pory z jednym wetem na ten temat. Niestety nie miał zielonego pojęcia o takiej problematyce. Zdecydowałam się na zastosowanie jednego ćwiczenia zaczerpniętego z treningu końskiego u swojej spondylostycznej Piesy. Od delikatnego dotknięcia w brzuszek (ma łaskotki hihi) podnosi grzbiet - uaktywniając mięśnie brzucha. Robimy takie 3-4 króciutkie podniesienia dziennie, a czasem zapominamy : ) i nie robimy nic. No i jest sukces - dość szybko przestała chodzić z odgiętym w dół grzbietem i nosi się znów prosto, co niewątpliwie jest fajne. Strasznie chciałabym poprawić jej umięśnienie zadka, bo poleciała z mięśni i widać, że czasem ma problem ze stabilnością. Końskie doświadczenia wskazywałyby na to, że trzeba włazić pod górkę (ale już broń boże z górki). Prawda, kiedyś zostawiłam ją u matuli na 2 tyg - 2 piętro 4 razy dziennie w górę i - niestety - w dół. Wróciła silniejsza. Mimo wszystko boję się zacząć łazić z nią po schodach. W końcu efekt długoterminowy może być odmienny od oczekiwanego i nie zaryzykuję jej zdrowia, tylko dlatego, że mi się wydaje, że powinno działać. Może mieliście do czynienia z taką problematyką? Albo znacie wetów, którzy są w stanie udzielić jakichś rzetelnych informacji w tym zakresie? Albo sami macie jakieś doświadczenia w prowadzeniu psów ze spondylozą?
-
Kurcze, albo pamięć mnie zawodzi (nie wykluczam), albo te szwy, które wklejacie wyglądają... trochę niefajnie...
-
Moja młodsza Psica miała problem z chorobą lokomocyjną. Najpierw zaczynała się ślinić, czasem już na przystanku, potem zaczynały się wymioty, czasem kilkukrotnie w czasie trzygodzinnej podróży. Nasza wetka dała nam dwa zalecenia. Po pierwsze - zero karmienia przed podróżą. Po drugie - sedalin. W tej chwili już nie pamiętam jak wyglądało dawkowanie, ale regularnie zmniejszałam jej dawkę przed każdą podróżą, aż doszliśmy do zera. Nie znaczy to, że problem ustał, po prostu częstotliwość zmniejszyła się na tyle, że dało się coś z tym robić dalej : ) No i wtedy zaczęła być przyzwyczajana do podróży. Najpierw były to 15minutowe rundy autobusem {to był gwarantowany czas podróży bez pawia}, potem coraz dłuższe, już samochodem, z naciskiem na "do fajnego miejsca" {do lasu na spacer, do psich kolegów w stajni, itp}. W tej chwili jest w stanie jechać z nami w 8 godzinną podróż bez żadnych "wypadków" - ale nadal pod dwoma warunkami - po pierwsze - bez wcześniejszego karmienia, po drugie - na krętej drodze trzeba jechać dość powoli - inaczej coś się może przydarzyć.
-
[quote name='sleepingbyday'] [B]oalela - [/B]super! kamień z serca, nie :-)? [/QUOTE] Prawda! Strasznie się bałam, że dostanę telefon, że nie operują, bo płuca zajęte, albo nie usuwają, bo są przerzuty, albo coś podobnego... Teraz tylko stres związany z okresem pooperacyjnym. Chociaż ostatnią operację (co prawda bez porównania lżejszą) przechodziliśmy jak panna miała 14 lat i doszła do siebie w oka mgnieniu. Trzy dni po operacji ganiałam za nią po lesie, bo odpaliła wrotki i poszła na przebieżkę, a że głucha jest duszka jak ściana, to nie miałam wyjścia - musiałam gonić i łapać w locie za ogon ; ) Więc staram się być dobrej myśli.
-
No i już po śledzionie. Dziękujemy ślicznie za kciuki : ) Na szczęście nie było przerzutów, tylko 3 paskudne guzy na śledzionie. Oczywiście wysyłamy toto na badanie histopatologiczne. Mam teraz nadzieję, że uda nam się przeżyć bez komplikacji ponarkozowych.[B] Martens[/B] u nas jeden guz przylegał do wątroby, przez co była powiększona i wytworzył się w niej stan zapalny. I do tego wyszły podwyższone próby wątrobowe, ale akurat nie wiem czy to bezpośrednia korelacja. Guz nie koniecznie widoczny jest na USG. U nas poważnie pod uwagę był brany krwiaczek.
-
Sterylizacja rocznej suni - PROBLEM ZŁOŻONY.
oalela replied to ciemnaczekolada's topic in Sterylizacja
Toteż dzielimy się [B]doświadczeniami [/B]i przemyśleniami. I dla mnie - w świetle [B]moich doświadczeń[/B], o których napisałam na początku wątku - najistotniejsze jest zminimalizowanie ryzyka raka sutka. I z mojej strony sprawa "za i przeciw" jest zamknięta. [BTW w USG Psicy przed zabiegiem wyszły nam zmiany na śledzionie mogące wskazywać na raka : ( i niestety - również zmiany zwyrodnieniowe wątroby - choć żadnych prochów długoterminowo nie dziobaliśmy.] -
Dołączam do Was :( Robiliśmy naszej seniorce USG przed usunięciem guzków listwy mlecznej - ot tak, żeby sprawdzić czy wszystko git przed poważnym zabiegiem. Bez szczególnych podejrzeń. Niestety, dr Marciński wypatrzył zmiany na śledzionie, które mogą, ale nie muszą, wskazywać na nowotwór - 4 cm deformacja, na szczęście echogeniczna. W piątek idziemy na stół. Trzymajcie za nas kciuki, oby się okazało, że to tylko krwiaczek... :(
-
Sterylizacja rocznej suni - PROBLEM ZŁOŻONY.
oalela replied to ciemnaczekolada's topic in Sterylizacja
To nie ach i och tylko twarda statystyka :diabloti: -
Sterylizacja rocznej suni - PROBLEM ZŁOŻONY.
oalela replied to ciemnaczekolada's topic in Sterylizacja
Ano :(, więc sama wiesz... :( -
A ja mam pytanie do osób znających schronisko od początków jego działania. Z czystej ciekawości. Czy problem trwał od początku istnienia schroniska, czy po prostu Pani W. osunęła się w chorobę? Bo oglądając ten reportaż miałam wrażenie, że siły umysłowe Pani W. pozostawiają wiele do życzenia, a przecież kiedyś z niej była sensowna babka. Pamiętam jakiś wywiad z nią widziany w telewizorze 100 lat temu. Może ona, słabo poczytalna, jest "wygodna" dla kogoś, kto kręci sobie na schronisku jakieś lody [oczywiście tak sobie tylko spekuluję, nie mam żadnej wiedzy na temat schroniska]
-
Sterylizacja rocznej suni - PROBLEM ZŁOŻONY.
oalela replied to ciemnaczekolada's topic in Sterylizacja
Mam nadzieję, że uda Ci się pokonać obawy. Ja sama walczyłam ze sobą, w związku z zabiegiem, o którym pisałam. Czasem to nie jest łatwe, wziąć całą odpowiedzialność na bary i mierzyć się potem z konsekwencjami. Nie możemy zapytać piesa: no to co wolisz, operujemy raka teraz, czy czekamy, w końcu jest jakaś tam szansa, że nie będzie złośliwy, co wolisz? Chcesz się wysterylizować, pożyć dłużej (tak, tak, moja szesnastka wszystkich wprawia w osłupienie swoim świetnym stanem ogólnym) i zdrowiej, czy wolisz ryzyko i wyładowania hormonalne ;) Taki nasz los Pańć i Pańciów ;), żeby zracjonalizować i podjąć decyzję najlepszą dla piesa. Wg mnie podstawa to dobry, doświadczony chirurg. Moja matula, która pracowała w ludzkim szpitalu zawsze mówiła - niejako z doświadczenia, a raczej obserwacji różnych przypadków - że chirurdzy dzielą się na dwie grupy. Na takich, którzy operują szybko i precyzyjnie, a pacjent w dzień po operacji staje na nogi, i na papraków, którzy nie mają talentu i mimo, że nie popełniają drastycznych błędów, to zawsze coś się paprze po ich robocie - tak jak prawdopodobnie było w przypadku Twojej Kici. BTW w dziale onkologia, pod wszystko o usunięciu listwy mlecznej, są wstawione fotki jak wygląda rana pooperacyjna po usunięciu listwy. Warto rzucić okiem, żeby wyrobić sobie opinię : ) -
[quote name='cedra']muuka: Guzki guzkom nierowne. Jedne moga byc zlosliwe, inne nie. Natomiast nie dowiesz sie tego dopoki ich nie usuniesz i nie oddasz do badnia histopatlogicznego. Tylko takie badnie daje 100% pewnosc. Usunac naraz mozna tylko jedna listwe. Jednak jesli guzki sa tylko na pojedynczych sutkach to nie usuwa sie calej listwy a poszczegolne sutki. Sa pewne zasady, niektore guzki nalezy usuwac parami itd, ale czesto mozna zrobic mniejsze ciecia i nie usuwac niepotrzebnie calej listwy. [/QUOTE] [B]Cedra [/B]chciałabym zapytać o to usuwanie kawałkami. Ostatnio w rozmowie z onkologiem dostałam info, że generalnie guzki usuwane "pojedynczo" mają tendencję do ponownego pojawiania się na nie zajętych dotąd fragmentach i generalnie powinno się usunąć całość. Nie dopytałam jednak, czy to "pojedynczo" odnosi się do usuwania fragmentów listwy, czy do jakichś dziwnych praktyk wyłuskiwania guzów. Pytam bo jestem "przed" i generalnie trapi mnie nowy problem - usunięcie tylko fragmentów listwy na których mamy guzy kontra wycięcie wszystkich fragmentów listwy jakie zostały. Boję się, że decydując się na "fragmentaryczność", problem znów pojawi się za jakiś czas, a nasze 16 lat, to chyba już ostatni dzwonek na operacje.
-
Sterylizacja rocznej suni - PROBLEM ZŁOŻONY.
oalela replied to ciemnaczekolada's topic in Sterylizacja
[B]ciemnaczekolada [/B]moim zdaniem miałaś wielkiego pecha w doborze weta. Znajdź tym razem dobrego lekarza ze złotymi rękami (takiego co to pies się po jego robocie goi w oka mgnieniu :lol:), na pewno ktoś z Wrocka poradzi Ci do kogo się udać, i nie stresuj się wcale. Moja jedna Psica jest bardzo operacyjna i - szczerze - nie pamiętam ile razy była już na stole operacyjnym. Nigdy nie zdarzyły się nam żadne powikłania - odpukać (bo znów przed nami kolejna operacja). Najważniejszym argumentem jakim chciałabym się z Tobą podzielić - z powodu sytuacji w jakiej się w tej chwili znajduję - jest ten: im późniejsza sterylizacja, tym większe ryzyko guza sutka w późniejszym życiu suczki. Innymi słowy - jeżeli nie odważysz się teraz, możesz narazić Psicę na dużo gorsze ryzyko (usunięcie listwy mlecznej to szew prawie od gardła do tyłka, i to x 2). I nie jest to takie mało prawdopodobne biorąc pod uwagę, że ryzyko nowotworu sutka przy braku sterylizacji po pierwszej cieczce to ok. 20 proc., ale przy drugiej - to już około 50 proc. I im późniejsza sterylizacja (lub jej brak), tym ryzyko wzrasta. A teraz zaświadczę przykładem: Moja Piesa została wysterylizowana w wieku 10 lat. Jak skończyła ok. 13 lat zaczęły się problemy z guzkami. Teraz ma lat 16 i szykuje nam się kolejna operacja - na zostawionych poprzednio fragmentach listwy znów urosły guzki. I nawet nie wiesz, jak bardzo bardzo żałuję, że kiedyś sterylizacja nie była normą, bo kroić psa za jego młodu to bezpieczne i relaksujące przeżycie w porównaniu z operacją 16-latka. Swoją Drugą Psicę ciachałam od razu, za młodu, czym prędzej, i nawet mi nie przeszło przez myśl, żeby robić jakiś unik. Podsumowując, możesz wskoczyć do działu weterynaria, rozpytać się ludzi kto jest dobrym lekarzem i gdzie warto iść z suczką i ciachać. I dać znać jak poszło. Wszyscy będziemy trzymać za Was kciuki :) -
[B]Taya[/B], dzięki dzięki! Dasz mi znać, gdzie operowałaś, może być priv? Generalnie to mam dwie lecznice wytypowane, w jednej chirurg ma złote ręce (ale listwy w całości nie usunął :() I wziewnej nie robią W drugiej - kompetencyjne mistrzostwo świata - ale wziewnej też nie robią :( I nigdy nie kroiłam tam żadnego psa, więc nie wiem, czy ręce złote... Wolałabym kroić tam gdzie znam i ufam, choroba, ale chyba ta kwestia rodzaju narkozy jest dość kluczowa w takim wieku, prawda?
-
Słuchajcie, mam naprawdę niezły zonk. Moja suczka byla krojona juz kilkakrotnie - regularnie od czasu jak skończyła 11 lat, taki problemowy model mi się trafł : ) Miała też usuwane listwy mleczne z powodu guzków, ale - ciekawostka! - z jakiegoś powodu lekarz nie usunął jej całych listew, a tylko "zaguzione" fragmenty. Wtedy jakoś mi się nie wydało to istotne. Dziewczynka się ładnie zagoiła, bardzo szybko doszła do siebie, zapomniałam o sprawie w try miga. Teraz się zastanawiam czemu nie wycięto tego wszystkiego od razu, a zastanawiam się, bo na pozostawionych fragmentach pojawiły się nowe cholerstwa : (. Na razie są malusie i nowiusie. Nie wahałabym się z cięciem ani sekundy, gdyby nie to, że stuknie nam 16 lat za miesiąc... Piesa jest naprawdę w świetnej kondycji, śmiga jak petarda : ). Od strony nawalającej mechaniki stwierdzono jedynie szum zastawkowy, który karmimy metazydyną. No i we wczorajszych badaniach krwi wyszły nam podwyższone próby wątrobowe. Ale lekarz twierdzi, że po pierwsze nie dużo, a po drugie w takim wieku to i tak luks. No i teraz zonk. Gdzieś czytałam, ze operacja na 16letnim psie to eleganckie uśpienie. Jedna Pani dr. zripostowała, że brak operacji, to nieeleganckie uśpienie. Inna stwierdziła, że granica bezpiecznego wieku do krojenia to 15 lat, a potem jest 90procentowa "strata" w trakcie zabiegu. Z wrażenia nie zapytałam, czy te 15 lat to dotyczy raczej owaczarka niemieckiego czy może pudelka : ) Ale generalnie nie jest mi wcale nie do śmiechu. Nie chcę tracić Piesy, chcę żeby żyła jak najdłużej i jak najlepiej. Jeżeli macie jakieś doświadczenia z operacji na starczym psu, znacie jakieś renomowane opinie na ten temat - podzielcie się ze mną PLIZ
-
:( choroba, nie doczytałam, nie ma to jak mieć dobry refleks ;) Mam nadzieję, że sunia oswoi się z Salo i po jakimś czasie jej złapanie stanie się prostsze.
-
A nie dało by się złapać jej "na szczeniaka"? Skoro przyszła na podwórko - nie dałoby się jej skusić do podejścia jej własnym szczeniakiem albo umieścić go w jakimś miejscu, które dałoby się zatrzasnąć, gdyby suczka weszła do środka? Może masz jakieś gospodarcze zabudowania Salo?
-
Mogę na dobry początek jednorazowo zaoferować swój pogwiazdkowy plon - 150 zeta - mam nadzieję, że coś pomoże na start :oops:
-
panele na podłogach a dysplazja w przyszłości ???
oalela replied to amber_Dorota's topic in Ortopedia
[quote name='amber_Dorota']usłyszałam dzisiaj że jak się nie ma w domu dywanów to szczeniak nie ma podparcia kiedy siedzi i skutkuje to dysplazją stawów w przyszłości. co o tym myślicie? bo ja biję się z myślami. nie mam w domu ani kawałka dywanu (przyczyna- jestem alergikiem, kurz gromadzący się w dywanach mnie "zabija") cały dzień obserwuję moją Fionkę czy się rozjeżdża jak siedzi i czasem tak jest. chociaż głównie siedzi na boczku tak śmiesznie i wtedy jest stabilnie. poza tym ona mało kiedy siedzi bo głównie biega za zabawkami, chodzi po mieszkaniu albo po dworzu albo śpi. siedzi głównie w kuchni jak czeka na jedzenie... czy ktoś słyszał taką teorię?? czy to prawda?? bo trochę mnie to zmartwiło :-([/QUOTE] Kurcze, miałam podobny dylemat, tyle, że zamiast szczeniaka ustawiałam rozwiązania w mieszkaniu pod starszą piesę z problemami kręgosłupowymi. Koniec końców położyłam podłogę korkową... piesa się nie ślizga, nie tupie też pazurami (korek raczej delikatnie szeleści niż puka), podłoga ma te same zalety co podłoga z paneli, a nie ma jej wad. No i jest ładna :P Niestety nie byłam taka sprytna z podłogą w kuchni/łazience/przedpokoju i machnęłam szkliwiony gres. Ma-sa-kra. Piesa ma problemy z rozruchem, więc po dłuższym chłodzeniu na płytkach nieraz gramoli się po tej podłodze aż serce boli. Jak postanowi szybciej zapitalać (a co, szesnastolatki też potrafią fruwać!) to widać, że wkłada maks energii w to, żeby zachować równowagę i nie porozjeżdżać się we wszystkie strony świata. Tak sobie myślę, że to dopiero musi być obciążające dla narządów ruchu. Teraz planuję naturalne cotto, żeby miał fakturkę i dawało lepsze opracie łapom, albo coś ala. Mam za to inny dylemat, którego rozwiązania nie mogę wymóźdżyć. Przeprowadzam się do mieszkania z tarasem po schodkach. Już się cieszę na myśl, że piesy będą mialy na własność ala podwóreczko. Boję się, że od łażenia w tę i nazad posypie mi się resztka mojego psa. Próbował ktoś obejść problem schodków? Jakiś trap o bardziej lagodnym spadku byłby bardziej przyjazny choremu spondylotycznemu psu? Czy lepiej z cięzkim sercem, ale na twardo odciąć piesę od możliwości gibania w tą i spowrotem o schodkach? Jak myślicie? -
Powiem ci jak ja rozwiązywałam problem z zazdrością o jedzenie. Sytuacja była inna o tyle, że Duża-rezydentka miała w d... bronienie żarełka, ale dla świeżo adoptowanej suńki-Małej była to kwestia życia i śmierci. Przez pewien okres psy główną cześć posiłków dostawały ode mnie z łapy. Wydawałam komendę siad, panny siadały naprzeciwko obok siebie i na imienne wezwanie podejmowały porcję z ręki podtykanej pod nochal. Trwało to trochę, ale w tej chwili wchłaniają żarełko z misek, które stoją obok siebie i jedynie jak jedna skończy i naprasza się drugiej, druga odwarkuje się, ale na zasadzie "weź się odpieprz od mojej miski". Takie warknięcia się pojawiają przy innych sytuacjach, ale trzeba odróżnić agresję od komunikacji (nie oddam ci misia, nie kładź się koło mnie itp) Jednocześnie starałam się wzmacniać hierarchię, którą uznałam za bardziej stosowną - rezydentka jako pies starszy, większy i ułożony miała stać wyżej w hierarchii, więc jej jako pierwszej dawałam jedzenie, ją pierwszą głaskałam itp. (ale zaraz potem drugą sunię - wszystko po równo) Po ustaleniu kto jest szefem, przyszedł czas na dzikie zabawy, które kończyły się tym, że mała suczka uciekała i chowała się za mną. Często były to zabawy wymuszane przez Dużą. Kiedyś wsadziłam łapy między dziewczyny i przekonałam się boleśnie, że Duża okłada Małą zębami. Nie interweniowałam, natomiast nie dawałam zaczepiać małej, jeżeli uciekała i chroniła się pod moją opieką (stanowcze nie, albo odwrócenie uwagi Dużej aportem, o ile sytuacja pozwalała). Pełne poukładanie stosunków zajęło im pół roku. Upłynęlo następne pół roku, i zaczął się wielki frendszip i wyraźnie widać, że dziewczyny są w jednej bandzie :)