Witajcie
Jestem tu nowa i porosze o poradę.
Wczoraj zmarł mi kochany pięciodniowy szczeniaczek rasy beagle.
Urodził sie w czwartek.suczka dopiero po kilkunastu godzinach urodziła kolejnego malucha bez przednich łapek.Oczywiscie urodził sie martwy.Ten ,który przezył po dwóch dniach przestał ssać i był bardzo zimny.
Weternarz podał mu glukoze i kofeine i zalecił dokarmianie.
Po zastrzykach czuł sie lepiej ale nadal był zimny mimo dogrzewania.
W nocy strasznie piszczał.Na drugi dzień nie chciał juz ssac butelki ,miałam wrazenie ,ze odruch ssania mu zanikł.
Podawałam pokarm przez strzykawkę ale pił juz niechętnie.Był bardzo słabiutki leżał jak nieżywy.
Dostał kolejny zastrzyk po ,którym ożwił sie troszkę.Następnego dnia wyglądał juz lepiej ale nie miał apetytu.Podawałm mu pokarm przez strzykawkę według zaleceń lekarza.Był zimny i znów piszczał.Zjadł niewiele a brzuszek miał ogromny.Aż wkońcu w nocy zdechł.
Dzis ja strasznie cierpię i zastanawiam sie co zrobiłam zle.
Czy moze od początku juz był słaby i nie miał szans na przezycie.
Mam nadzieje ,ze go nie przekarmiłam.W tym dniu ,kiedy zmarł jadł tylko trzy razy przez cały dzień po 3 ml.
Tyle nabierałam do strzykawki ale i tak duzo wypluwał.
Przy suce nie jadł nic ,był praktycznie odwodniony,zimny i nie ruszał sie wogóle.
Ożywiał sie tylko po zastrzykach.
Prosze powiedzcie ,czy to moja wina.