Coz... jako wlascicielka 2 rottweilerow zazwyczaj nei spotykam sie z awanturami , raczej faktycznie ludzie nas omijaja... moje psy zawsze sa na smyczy, chyba ze jestemy w miejscu odludnym, gdzi nie ma innych psow (do ludzi sa super przyjazne).
Natomiast doprowadza nas do szalu wrecz wlasnie puszczanie luzem czy niemoznosc zlapania psa mimo prosb.
Suka nie zaczepia, ale sprowokowana nie da sobie wejsc na glowe, Natomiast pies zostal wziety jako 11 miesieczny, niezsocjalizowany no i c oz... nie lubi psow, bardzo nie lubi:roll:
Naprawde malo jest ludzi ktorzy na nasz widok i mimo prosb lapia swoje i mijamy sie spokojnie.
Sytuacja sprzed jakichs 2 miesiecy. Ide z samym samcem. Z daleka widze pania z kundelkiem +- do kolan. Niestety moj pies tez go widzi:roll: Przesuwamy sie pod sama sciane bloku, pies pomiedzy mna a blokiem i idziemy starajac sie jak najszybciej ominac ujadajacego kundelka... gdy jestesmy jakies 2 m przed nimi okazuje sie ze piesio jest na flexie. i laduje prawie na nas.
Ja jeszcze krocej swojego i staram sie go uspokoic - jednoczesnie proszac pan ia zeby zabrfala swojego i dala nam przejsc... piesio ujada i skacze, moj coraz bardziej zdenerwowany...
Pani rozkosznie mowi ze jej nie gryzie i najwyzej sie pobawia. Ja sie ruszyc nei moge psa wlasnego wyzej, jej jeszcze bardziej na nas skacze moj sie wscieka... ja do pani zeby zabrala, Pani do mnie ze jakas dziwna jestem bo nie pozwalam sie bawic pieskom.
No i ja bylam chamska bo nie wytrzymalam:oops:
Malo grzecznie i kulturalnie powiedzialam ze ma minute zeby zabrc od nas psa, a potem ja swojemu pozwole sie pobawic... jej psem. Tyle ze ona juz nie bedzie miala z kim na spacery wychodzic. (czywiscie nie puscilabym mojego potfora, ale....)
Dopiero to dotarlo ale ile jeszcze sie nasluchalam od sadystek jak juz odchodzilismy:shake: