Jump to content
Dogomania

Senga_sk

Members
  • Posts

    32
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Senga_sk

  1. Majka - właściwie nie wiem czemu, Tztowi sie spodobalo a to jego sucz:diabloti: Borgis - od misia.... był taki wiersz czy motto w książce... Borgis et miszka jedno znaczit... Fiona - bo popatrzyliśmy na nia i zgodnie z TZ stwierdziliśmy ze jest paskudna więc musiala byc Fiona:diabloti:
  2. Kilka lat temu - mieszkala z nami jeszcze nasza sp rottweilerka. Suczka zdecydowanie pewna siebie i nie wykazujaca lekow. Spokojna i nieszczekliwa. Od kilku miesiecy mieszkalismy w nowym mieszkaniu. Uklad : przedpokoj w prostokacie, na jednym krotszym koncu pokoj, na drugim lazienka, tuz obok lazienki, na dluzszym boku kuchnia. Stalismy w kuchni i zawolalismy psice do nas... Podeszla na ok 1m do lazienki i zaczela warczec (drzwi byly otwarte). WYjrzelismy zkuchni, wolalismy sucz do siebie i nic... trzesla sie i warczala caly czas patrzac na lazienke. Kly obnazone, sucz wyraznie wsciekla a jednoczesnie przestraszona. W koncu na bardzo zdecydowane polecenie z naszej strony PRZECZOLGALA sie do kuchni - caly czas patrzac na lazienke i warczac. Do dzis nie wiemy o co wtedy chodzilo, wiecej sie to nie powtorzylo juz.
  3. Z sytuacji mile zaskakujacych... Jakis czas temu kiedy potfor dopiero do nas trafil i nie znalismy totalnie jego zachowan wyszlam na spacer. TZ do sklepu - ja pod sklepem. pies obok mnie, spokojny bo w zasiegu wzroku nei ma innych psow - pelna sielanka. Generalnie ludzie nas omijali lekkim łukiem ale co tam, przyzwyczaiłam sie bo nie pierwszy rottweiler w domu. Idzie 2 panów - jeden sie potyka i polecial w naszym kierunku. Nie wywalil sie i zatrzymał jakieś pół metra od nas. I tu pies sie poczuł i wyskoczył do owego Pana. (mial wtedy ok 10 miesięcy - trafił do nas tydzień wcześniej) Efekt - Pan stojacy napiety jak struna a pies tez stojący i opierajacy mu lapy na ramionach:cool3: Ja bliska ataku serca. TZ bliski ataku serca bo właśnie wyszedł ze sklepu na tą scene. Zatrzymujący sie lludzie z niezbyt miłymi minami. Ściągam psa z Pana, przepraszam jak mogę i umiem najmilej, tłumaczę ze to że tamto... i szok... Pan z przemiłym uśmiechem stwierdza że w ogole nie ma o czym mówić, ze rottek to pies obronny i miał prawo zareagować i ze to w sumie jego wina bo na nas poleciał. I w ogole że to młodziak i ma prawo do złego ocenienia sytuacji. Rozstalismy sie w miłej atmosferze po półgodzinnej pogawędce. PS c nie zmeinia faktu że mogło dojść do nieszcześcia i byłaby to nasza wina:/
  4. Coz... jako wlascicielka 2 rottweilerow zazwyczaj nei spotykam sie z awanturami , raczej faktycznie ludzie nas omijaja... moje psy zawsze sa na smyczy, chyba ze jestemy w miejscu odludnym, gdzi nie ma innych psow (do ludzi sa super przyjazne). Natomiast doprowadza nas do szalu wrecz wlasnie puszczanie luzem czy niemoznosc zlapania psa mimo prosb. Suka nie zaczepia, ale sprowokowana nie da sobie wejsc na glowe, Natomiast pies zostal wziety jako 11 miesieczny, niezsocjalizowany no i c oz... nie lubi psow, bardzo nie lubi:roll: Naprawde malo jest ludzi ktorzy na nasz widok i mimo prosb lapia swoje i mijamy sie spokojnie. Sytuacja sprzed jakichs 2 miesiecy. Ide z samym samcem. Z daleka widze pania z kundelkiem +- do kolan. Niestety moj pies tez go widzi:roll: Przesuwamy sie pod sama sciane bloku, pies pomiedzy mna a blokiem i idziemy starajac sie jak najszybciej ominac ujadajacego kundelka... gdy jestesmy jakies 2 m przed nimi okazuje sie ze piesio jest na flexie. i laduje prawie na nas. Ja jeszcze krocej swojego i staram sie go uspokoic - jednoczesnie proszac pan ia zeby zabrfala swojego i dala nam przejsc... piesio ujada i skacze, moj coraz bardziej zdenerwowany... Pani rozkosznie mowi ze jej nie gryzie i najwyzej sie pobawia. Ja sie ruszyc nei moge psa wlasnego wyzej, jej jeszcze bardziej na nas skacze moj sie wscieka... ja do pani zeby zabrala, Pani do mnie ze jakas dziwna jestem bo nie pozwalam sie bawic pieskom. No i ja bylam chamska bo nie wytrzymalam:oops: Malo grzecznie i kulturalnie powiedzialam ze ma minute zeby zabrc od nas psa, a potem ja swojemu pozwole sie pobawic... jej psem. Tyle ze ona juz nie bedzie miala z kim na spacery wychodzic. (czywiscie nie puscilabym mojego potfora, ale....) Dopiero to dotarlo ale ile jeszcze sie nasluchalam od sadystek jak juz odchodzilismy:shake:
×
×
  • Create New...