Jump to content
Dogomania

martini-ka

Members
  • Posts

    83
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by martini-ka

  1. Super, że działa strona pani Agnieszki, bo jakiś czas temu nie wchodziła. Na pewno skorzystamy, bo na wyjazd nie ma teraz szans - Połówek już po urlopie, a możliwość odpłatnej konsultacji przez telefon/internet bardzo by nam pasowała. Nito, Tuśka już na szczęście nie wymiotuje, ale preparat warto zapamiętać - znasz może dokładną nazwę?, natomiast na temat białkomoczu wet. nawet się nie zająknął:shake: nie rozumiem dlaczego... Nic to, za jakiś czas powtórzymy wszelkie badania i wyślemy do pani doktor, wolałabym nie podawać tego leku na białkomocz na własną rękę, tym bardziej, że Tuśka wciąż jest bardzo słaba... Ale warto wiedzieć, że coś takiego jest. Za dużo leków na watrobę? Ale on nam tak kazał... Że niby każdy z nich działa na coś innego i dlatego tyle ich trzeba... [URL]http://www.dobra-apteka.pl/index.php?page=produkt&prodid=8931&katid=137[/URL] znalazłam takie coś, ciekawe, czy można podawać to psiakom...
  2. Dobry wieczór, pozdrawiam w imieniu [B]Tusiowieckiej[/B]:multi: Żyje i miewa się całkiem nieźle, o dziwo... Tamta fatalna środa,w którą dojrzeliśmy do uśpienia, okazała się w pewnym sensie przełomem. Tego samego dnia bowiem, późnym wieczorem siedzieliśmy z Połówkiem w drugim pokoju - załamani i zapłakani okrutnie. Znienacka usłyszeliśmy znajome stukanie pazurków na kafelkach w przedpokoju. Wyobraźcie sobie - [B]Toto [/B]powróciła do życia! Wtedy dopiero załapałam w czym rzecz, niech żyje refleks i ci, co go nie posiadają:razz: - Te 3 kroplówki pod rząd zadziałały jak typowy detoks, stąd ta słabość, drgawki, itd. Wcześniej dostawała jedną, góra dwie pod rząd, dlatego nie zrozumieliśmy reakcji organizmu... Nastąpiły potem 3 genialne dni, potem znowu osłabienie, a w następnym tygodniu był znowu krytyczny piątek; na tyle fatalny, że po południu rozważaliśmy wyjazd do weta, wiadomo po co:shake: Wyszło nam bowiem, że mała jest za słaba, żeby znieść dalej kroplówki - dostała znowu trzy (środa 2, czwartek 1) w piątek padała, w sobotę jakby lepiej i znowu dostała trzy (2 sobota, 1 niedziela). Ogólnie zrobiliśmy przed środowymi (08.07.09) kroplówkami dokładniejsze badania - dzięki Ci, [B][I]NITO123 [/I][/B]kochana:modla:! Wyniki takie sobie, delikatnie rzecz ujmując: [B]mocznik[/B] - 144 (podwyższył się ze 125), [B]kreatynina[/B]- 3,1 (spadła z 4,48), jonogram w.g weta bardzo przyzwoity, badania moczu też ( poza białkiem 25 mg/dl i glukozą 50 mg/dl, ale to nie cukrzyca, bo już się wystraszyłam, glukoza we krwi w normie), natomiast kiepskie wyniki wątroby: [B]ALT[/B]- 249 i [B]AST[/B]- 65,1, mimo że niespełna miesiac wcześniej miała niemal idealne - wet. Uważa, że mocznik uszkodził wątrobę, która częściowo przejęła funkcje nerek ( Toto dostaje w związku z tym 2xdz. Hepatil, 1x Heporegen i 1x Esentiale Forte). Waga 4,550, więc już tak mocno nie spadała, na szczęście... Kiepskie wyniki krwi - anemia, ale co się dziwić, skoro psizna straciła w niespełna miesiac prawie 1/3 wagi:puppydog: Wiecie, dziwny jest ten nasz wet... Przesympatyczny człowiek ogólnie, wiedzę z pewnością ma, tak jak i podejście do zwierzaków, ale na sugestię podania w zastrzyku witamin (choćby żelaza, na Boga, albo wit. B) skrzywił się, jakby dając do zrozumienia, że to na nic. Nie odpuściłam - to może choć w tabletkach? Wiecie, jak była odpowiedź ?! A co to da, skoro jej organizm wszystko przepuszcza ( zważywszy na białko i glukozę w moczu) i nic z wartości odżywczych nie zatrzymuje... Zacisnęłam zęby, wyszliśmy z Połówkiem, odwiedziliśmy aptekę, kupiliśmy to wątrobowe, przeraziliśmy się wielkością i ilością tychże (razem z Rubenalem 2x dziennie robi się ztego niezły zestaw, caramba!) i z desperacji wpadłam na pomysł robienia soku z: buraków, marchwi, selera i pietruszki, serwuję to psiźnie codziennie, 2 tydzień wlewając przemocą po trochę do pysia ( dziennie jakieś 40-50 ml). Aaaa... zapomniałabym wieś jest wieś i mocnych na to nie ma:2gunfire: Kobiecina w naszym wiejskim laboratotium o kreatyninie w moczu nie słyszała nigdy w życiu i nie dała się przekonać, że można to oznaczac nie tylko we krwi. Ponieważ lekarz chce nas widziec za 3 tygodnie na dokładnych badaniach, zawieziemy mocz gdzie indziej. Reasumując: od czasu tej podwójnej serii Toto powoli, powoli jakby się stabilizuje, odpukać. W ubiegły piątek nie udało się już podać jej kroplówki dożylnie (biedne łapeczki), wieć zasugerowałam niesmiało, żeby może jednak podskórnie... Podał, pokazał jak i ogólnie sprawiał wrażenie zszokowanego, że zwierzyna w całkiem niezłym stanie technicznym ( wcześniej jak nas widział we drzwiach, to bladł coraz bardziej, rozluźniał się dopiero, jak słyszał, ze my po kroplówkę, i optymistycznie stwierdził, że w takim razie widzi nas za 3 tygodnie, czyli chyba zaczął jej w końcu dawać jakieś szanse) Dziś dostała 3 kroplówkę podskórną piątek, niedziela i dziś, wet. w sumie uznał, że starczy jej co 3 dzień spokojnie, wiec kolejną dostanie dopiero w piątek), nie jest to tak dla niej stresujące, trwa o wiele, wiele krócej i powiem Wam, ze psizna całkiem nieźle się prezentuje:Dog_run:Nie jest to może olimpijska forma i pewnie już takiej nie będzie, ale zważywszy na fakt, że nie byłam pewna, czy uda jej się przeżyć choćby do połowy lipca - jest nieźle) Karmię ją 5 razy dziennie, w odstępach 2-3 godzinnych, razem z jedzonkiem podaję tabletki, dostaje codziennie soczek warzywny i codziennie [COLOR=darkgreen][U][B](CUD!)[/B][/U][/COLOR] sama też sobie coś podjada, bo wcześniej z trudem wpychałam w nią 1/4 tego, co teraz zjada na raz, a były dni, że nawet i to zwracała). Z cała pewnoscią już nie chudnie, wręcz myślę, że powoli przybiera wbrew opinii weta, że będzie tak chudła aż padnie, był to jednak skutek niedożywienia a nie choroby) Jest w miarę ożywiona, wszystko ją ciekawi, jest rozluźniona, zrelaksowana, spokojnie śpi, przyłazi się tulić, bryka dostojnie za kijem w parku, pyskuje na konkurencję; słowem - wróciły jej wszystkie wcześniejsze odruchy, których nie widzieliśmy... Boże mój, prawie półtora miesiąca. Rany jakby wreszcie zaczęły się goić. Wet. z ogromnym zdumieniem uznał, że chyba jednak "jakoś" nerki jeszcze pracują i patrzy na mnie jakbym wyciagnęła królika z cylindra... A Połówek uznał, że to po prostu nasza opieka i miłość postawiły małą trochę na nogi. Jestem wdzięczna losowi, naprawdę. Choćby za to, że malutka mogła poczuć, że jest dla nas tak ważna, jak my byliśmy zawsze dla niej - przez długi czas była zdezorientowana, wystraszona z wiecznie podkulonym ogonkiem ( to ciągłe jeżdżenie do weta, te wyjazdy do rodziców i z powrotem, bo bliżej od nich do lecznicy), a teraz - pełen relaks... Połówek specjalnie dla niej przedłużył sobie urlop o tydzień, a kiedy ostatnio przyjechał po tygodniu pracy, prawie się rozpłakał ze szczęścia, bo malutka wreszcie wyskoczyła do niego jak wcześniej - ze szczekaniem, merdaniem ogonka i piruecikami... Jeszcze trochę z nami będzie... A wiecie, co jest w tym najdziwniejsze? Że gdy tylko zaczynaliśmy płakać i rozważać, ze chyba jednak trzeba będzie, bo tak się męczy, bo nie mamy prawa, bo już nie kontaktuje, ona się za każdym razem podnosiła i przychodziła - jakby chciała powiedzieć - jeszcze tu jestem, nie rezygnujcie ze mnie... Jeszcze z nami jest...
  3. Nie jestem zła ani rozgoryczona. Daję jej czas, bo na to zasłużyła - ból pochodził głównie od bardzo mocnego wyciskania ran (rozległych, niestety), od kłucia i wenflonu, który "załatwił" jej wszystkie łapki. Dziś zabraliśmy ją na trochę do parku - była szczęśliwa, Teraz śpi - bardzo,bardzo spokojnie.
  4. [FONT=Arial][SIZE=2]Dziękuję, kochana, za namiar i podpowiedź. [/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]Jest coraz gorzej. Po podaniu dziś rano części kroplówki musieliśmy usunąć wenflon, tak strasznie ją bolało - samo podawanie było dla niej traumą, od wczoraj nie wie nawet, jak ma usiąść na tej łapce:-(. Boli ją już prawie każdy nasz dotyk, wystarcza gest w kierunku tyłu czy boków, żeby płakała. Słabnie niemal z godziny na godzinę, kroplówki już nie pomagają - dostała 3 i nic, a nawet jakby coraz gorzej, w ranach od wczoraj gromadzi się brud w dużo większej ilości. Na dworze się zatacza, może tylko leżeć. Nadal nie je, zwraca - wczoraj wieczorem chyba ze dwa razy, dziś rano nawet podczas podawania kroplówki. Wygląda na to, że poniedziałek był z tego tygodnia najlepszy...[/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]Podjęliśmy decyzję o zakończeniu leczenia. Weterynarz miał rację - w jej sytuacji ratuje ją jedynie przeszczep nerek. Damy jej jeszcze dwa, trzy dni, żeby odpoczęła od bólu i pożegnała się ze starymi miejscami, potem zawieziemy do lecznicy - o ile jeszcze zdążymy, Połówek uważa, że w jej stanie może odejść w każdej chwili. Teraz jakby się nieco uspokoiła, chyba głównie dlatego, że już jej nie męczymy zabiegami, karmieniem na siłę i tym wszystkim, co sprawiało jej tyle bólu:-( Kiedy jej powiedziałam, że już więcej nie będziemy - odetchnęła głęboko i jakby z ulgą... Była bardzo wdzięczna za usunięcie wenflonu. Rany przepłuczę jej dopiero wtedy, kiedy zauważę, że bardzo jej to przeszkadza. Zaglądam do niej, w najlepszym razie uchyla nieco oczka i leciutko wzdycha, ale jest teraz bardzo spokojna, zrelaksowana... Wie, że koniec blisko, ale jest chyba tak tym wszystkim wyczerpana, że chce już tylko spokoju.[/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]To będzie pewnie najgorszy dzień w naszym życiu, ale muszę to zrobić. Dla niej, mojej małej kochanej dziewczynki.[/SIZE][/FONT]
  5. Ja to nawet trovetu nie widziałam. Dopiero z tego forum się dowiedziałam o istnieniu w/w, jak i o innych rzeczach:cool1: Pomysł fajny, ale że Tuśka generalnie nie je sama nic, to nie ma różnicy, czym ją będę napychać:shake: I to głównie jest dla mnie oznaką choroby, bo nigdy wcześniej nie miała problemu z jedzeniem... Próbuję się skontaktować z doktor Neską, ale z marnym rezultatem. Pisałam juz 2 x razy maile na adres kliniki [EMAIL="muhsam@wpl.pl"]muhsam@wpl.pl[/EMAIL] ( obiecali, ze przekażą), ale pewnie zajęta, a dzwonić mi głupio, tym bardziej, że w tamtym tygodniu telefon był wyłączony na głucho... albo tez nie widzi ratunku...
  6. [quote name='mala_czarna'] Piszesz wcześniej o przeszczepie nerek - może się mylę, ale w Polsce chyba tego typu operacji się nie wykonuje. Możliwe jest dializowanie, ale też nie w każdej klinice.[/quote] Nie mylisz się. Tak odpowiedział mi weterynarz, gdy spytałam, co jeszcze mozna zrobić. Przeszczep nerek - padła odpowiedź. Chyba machnął na nas ręką, jest miły, fachowy i życzliwy psiakom, ale najwyraźniej nie wierzy, że można coś jeszcze zrobić.
  7. ale się rozpisałam... Piszę o tym Rubenalu, bo odnosze wrażenie, ze to może byc dobry pomysł dla chorego psa. Zbyt krótko go wprawdzie stosuję, ale mam wrażenie, ze jesli czyjś piesek nie ma choroby mocno zaawansowanej, to może mu to pomóc. To w sumie nowość na rynku, niewiele o nim znalazłam, lekarz mówił, że podaje to dopiero 3 psom, tamte dwa podobno mają się nieźle, więc chyba warto wziać go pod uwagę. Rozważałam dołączenie Ipakitine ( ma inny skład i odrobinę inne zdania niż Rubenal), ale lekarz kręci nosem, żeby "nie przedobrzyć". Mnie chodzi o to, że Rubenal skupia się na kreatyninie, a Ipakitine bardziej na moczniku i miałam zamiar potraktować to jedynie jako dodtaek, w mniejszej dawce niż przewiduje ulotka... jak myślicie, warto dodać do leczenia? W ogole jak tak przeglądałam ten watek, to widzę, ze podajecie psom rózne rzeczy, o kotrych nasz lekarz milczy, nie ma mowy o niczym na wzmocnienie, o furosemidzie, o witaminach... Na moją prośbę, ze może trzeba podać coś przeciwwymiotnego, też kręcił nosem i nie podał, uważa, że to pogarsza sprawę, podobnie jak jakiekolwiek dodatkowe leki... Gdyby komuś się coś nasunęło - jakiś pomysł, uwaga, bedę wdzieczna za wszelkie wskazówki...
  8. [FONT=Arial]Moja mała sunia, [B][I]Toto[/I][/B]. Mieszaniec, ma 11 lat. [/FONT] [FONT=Arial][/FONT] [FONT=Arial]25 maja br została dotkliwie pogryziona przez innego, dużego psa. Konieczna była operacja i zastosowanie półtorej dawki narkozy z powodu dużych obrażeń (oderwany płat skóry na grzbiecie, rozerwana pachwina prawej tylnej łapy, uszkodzona otrzewna). Dnia 30.05.09. zrobiono wyniki krwi, poniewaz pies zwracał nawet wodą, nie chciał jeść i słabł z godziny na godzinę. Wyniki: KOSMOS:crazyeye:: mocznik 487,1R mg/dL(norma - 20-45), kreatynina 8,8 H mg/dL (norma - 1.0 -1.7) Podawano kroplówki przez 4 dni. Przez cały czas rany płukano Rivanolem. Po dwóch dniach, podczas których pies funkcjonował niemal normalnie (jadł, pił, załatwiał się, chodził na spacery - wynik krwi z 05.06.09.- mocznik 78,60, kreatynina 1,4) okazało sie, że Rivanol nagromadził się w dużej ilości w dolnej części brzuszka, tuż pod rozerwaną łapką, tworząc ogromny, bolesny guz ( 06.06.09)- nie było odpływu i wdał się stan zapalny, pies ponownie bardzo osłabł. Następnego dnia weterynarz wycisnął brud z ran, podał antybiotyk z nadzieją, że nagromadzony Rivanol da się wymasować, bez rezultatu. Dnia 09.06.09. zrobiono kolejne wyniki - mocznik 109,2, kreatynina 2,5. - podano kroplówkę. Następnego dnia zrobiono nacięcie w prawej tylnej łapie i udrożniono przepływ, ponownie kroplówka. 13.06.09. ponowna analiza krwi: mocznik 72,7H, kreatynina 2.3. Ponieważ piesek ponownie zaczął zwracać (brak łaknienia, wręcz wstręt do jedzenia) ponownie podawano kroplówkę przez 3 dni, od 15.06.09. Przez ten czas normalnie piła, ale bardzo niechętnie jadła, karmiłam ją nieco na siłę, przez dwa popołudnia sama od niechcenia coś skubnęła. Od 19.06.09. ponownie zaczęła zwracać, najpierw niegroźnie, jednak 21.06.09 zwróciła już 4 razy. Rano zrobiła jednak kupkę, bo coś tam udawało się w nią wepchnąć, dwa dni wcześniej dostała czopek. Wyniki z 22.06.09: mocznik 76,3, kreatynina 5.0. kroplówki przez 3 dni, potem wyniki. Lekarz uważa, że poziom kreatyniny nie daje jej wielkich szans, bo nerki nie pracują, i w zasadzie jest już bezradny. Rozkłada ręce. Mówił o przeszczepie nerek. Czy można coś jeszcze zrobić?[/FONT] [SIZE=2][/SIZE] [FONT=Arial][SIZE=2]Teraz, po przemyśleniach, rozmowach z Połówkiem i analizie wczesniejszych zachowań dochodzę do wniosku, że cierpiała na niewydolność nerek od dłuższego czasu. Wypadek i podana narkoza mogły być jedynie katalizatorem przyspieszającym rozwój choroby. [/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2][/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]Ma ewidentnie problemy z jedzeniem: poza kilka dniami na początku choroby, kiedy sama trochę jadła, trzeba ją karmić na siłę. Zagląda do miski z chrupkami, zagląda za innym jedzeniem, ale jakby ją odrzucał sam zapach. Nigdy wcześniej tego nie było. Teraz wreszcie jakby odzyskiwała siły, jest ciekawska, zagląda wszędzie, chodzi z nami na spacery i ma duże łaknienie na wodę, za jedzeniem dalej nie tęskni. [/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2][/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]Opuchlizna zeszła niemal całkowicie, rany nadal są płukane 2 razy dziennie znacznie już minejszą ilością Rivanolu. Zastanawiam sie, czy problemy z żąładkiem nie sa spowodowane także i tym, że pies zlizywał Rivanol, wysysał z drenów razem z ropą, itd. Ponieważ sam Rivanol zawiera w sobie kwas borowy, przyszło mi na mysl, czy pies się nie zatruł, niektóre objawy pasują właśnie do przedawkowania kwasem borowym - drgawki, wymioty, osłabienie, jadłowstręt. Czy jest to możliwe? Kwas borowy wpływa także na pracę nerek, mógł zasuszyć wręcz lub uszkodzić błony żołądka. Dopiero od dwóch tygodni po każdym przepłukiwaniu Rivanolem pies jest spłukiwany czystą wodą. [/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2][/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]Nie miała badanego moczu, ani robionych żadnych prześwietleń. Lekarz mówi o uszkodzeniu kłębuszków nerkowych. Bardzo nam pomógł i nas wspierał, ale jego mozliwości chyba się już wyczerpały. Zastanawiają Go skoki poziomu kreatyniny, nie wie już, co ma o tym myśleć. [/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2][/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]Co jeszcze możemy zrobić? Wyniki badań wątroby z 05.06.09 - ALT - 13,9 IU/L (norma 3-50), AST -23,3 ocenił na przyzwoite. Sprawdził też poziom glukozy i mówi, że jak na pieska, który mało je poziom jest dość wysoki, ale w normie (120). Ma też zgęstniałą krew, na 2 dzień bywają problemy z ponownym podaniem kroplówki. Nie wiem, czy stało się to przez wypadek, czy miała już wczesniej tak wyskoką krzepliwość, nigdy wcześniej nie robiłam jej żadnych wyników. Teraz ma już pokłute całe łapki. Nadal ją płuczemy, tylko rzadziej - rany wreszcie się zasklepiają, wychodzi coraz mniej brudu, już ją to tak nie boli. [/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2][/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]Jak możemy jej pomóc? Czy nasza dziewczynka ma jeszcze szanse? [/SIZE][/FONT][FONT=Arial][SIZE=2] Przed wypadkiem ważyła 6,400 kg, w tamtym tygodniu waga wskazywała 5,600 kg. Lekarz mówił, że dla psa jej wielkości to norma i nic złego się nie dzieje. Wczoraj jednak waga wskazywała 4700 ( w ubiegłą środę 5100) i powiem Wam, ze faktycznie widać i czuć różnicę:-( Wet. uważa, że to ucieczka białka z organizmu, dlatego pies tak schudł i będzie coraz gorzej:shake:. Ja się pocieszam, że po prostu bardzo niewiele jadła ( o ile w ogóle...) Jak sprawdziłam w miarce (kubek) ile powinna jeść dziennie tego Renala, to mi włos się zjeżył - nie zjada nawet 1/4 dawki - stąd może to chudnięcie...[/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2][/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]W tamtym tygodniu miała dwie kroplówki, poniedziałek i wtorek, w środę nie udało się podać 3, na własne ryzyko kupiłam Rubenal75 (lekraz mówił mi wczesniej o tym leku, ale uważał, ze pies powinien jeść sam, zeby móc mu to podawać) ja jednak karmię Tusię na siłę i tak samo podaję lek...[/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]wyniki z wczoraj: kreatynina - 4,48, mocznik 125,3 - nie za dobrze, tyle że na 6 dzień od ostatniej kroplówki...Chyba to skutek owego Rubenal, że podchodzi poziom nieco wolniej - wczesniej już na po dwóch, trzech dniach zaczynały się kłopoty.[/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][/FONT] [FONT=Arial]Tusia nadal (odpukać!) nie zwraca, ale i sama nie je i szczerze mówiąc, gdyby nie wyniki czarno na białym trudno uwierzyć, że jest chora.. Inna sprawa, że jest osłabiona utratą wagi i ta ciągła koniecznością przepłukiwania Riavanolem i wyciskania brudu z ran( bardzo ją to męczy i stresuje:-().[/FONT] [FONT=Arial][/FONT] [FONT=Arial]Zdecydowaliśmy, że od wczoraj znów podajemy kroplówki - 1x 250 ml dziennie, jak długo się da - obu wenflon utrzymał się w łapce, bo wczoraj udało się wet. wkłuć w ostatnią wolną łapkę, w dodatku tę chorą... Chcemy podawać jak najdłużej, bo może wreszcie zagoją sie jej rany, to tak koszmarnie długo trwa, a jeszcze dzień, dwa po odstawieniu kroplowki jakoś brudu mniej, a potem znowu zaczyna się gromadzić- błędne koło... No i to chyba jedyny sposób, zeby podleczyć nieco nadwątlone żyły, bo naprawdę - nie ma się gdzie wkłuwać:-( [/FONT] [FONT=Arial][/FONT] [FONT=Arial]Rubenal podaję 2x dziennie, rano i wieczorem - chyba dość dobrze go znosi, pytanie, na ile preparat jest w stanie zatrzymać wzrost parametrów, a na ile tylko spowolnić. Zaraz po tamtych dwoch kroplówkach nie robiliśmy wyników, więc nie wiemy, czy spowodowały spadek kretyniny i Rubenal spowalniał wzrost, czy parametry były jakie były i lek trzymał je wciąż na tym samym poziomie. Sądząc po tym, że ostatnie dwa dni było nieco więcej brudu w ranach, chyba ta 1 opcja.[/FONT] [FONT=Arial][/FONT] [FONT=Arial]Jak myślicie, warto zrobić jeszcze jakieś wyniki? Moczu choćby? Teraz chyba będą mało miarodajne, skoro przyjmuje kroplówki, ale może warto? Wet skupia sie podczas badania krwi jedynie na dwóch parametrach - moczniku i kreatyninie, a może powinnam zwrócić uwagę jeszcze na coś innego... [/FONT] [FONT=Arial][/FONT] [FONT=Arial]A USG? Też jakoś milczy na ten temat - może szkoda męczyć psa - dla niej to duży stres...samo karmienie jest męczące - Toto nigdy nie była do niczego przymuszana.[/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]Jako jedzonko podaję jej rozwodnione chrupki Renal zmieszane z puszką na pastę, bo tylko tam moge jej podać - łyżeczką nie nakarmię, bo pluje, sprawdza się jedynie obsmarowywanie tym ozorka i podniebienia. Do tego odrobina siemienia lnianego ( od dziś podaję jej do tego po kapsułce oleju z wiesiołka na przemian z Vitalenem (kwasy Omega 3 i takie tam) - jedno rano, drugie wieczorem ) Ilośc jedzonka śladowa tak naprawdę - 3 spodeczki dziennie, dziś chce zwiększyć do 4 - ta waga mnie przeraża:crazyeye: Ale wet. coś kręcił głową, że karmienie nic nie da - ja się łudzę, ze to tylko strata przez zwracanie długotrwałe i minimalne ilości jedzenia, wczęsniej nie karmiłam jej zbyt upracie - lekrza przekonywał, ze sama zacznie jesć, więc czekałam... A kiedy zwracała, karmienie nie miało sensu...[/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2][/SIZE][/FONT] Wiecej pytań niż odpowiedzi i mnóstwo łez:-( Nasz mały wierny przyjaciel, zawsze z nami... [FONT=Arial][SIZE=2][/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2][/SIZE][/FONT]
×
×
  • Create New...