-
Posts
83 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by martini-ka
-
[quote name='Nita123']martini-ka, a może coś na wzmocnienie odporności niż antybiotyk.[/QUOTE] Dzień dobry wieczór, Niteczko:-) Betamox to konieczność - przed jego podaniem miała klopoty z łykaniem, "grało" jej troszkę w gardle przy oddychaniu, kichała maniacko i ciekło z noska. Teraz już lepiej po drugim zastrzyku, ale wet. zalecił jeszcze ze trzy - Tuśka kiepsko znosi chlapę. Na odporność bierze ludzki betaglukan, ale dopiero od kilku dni, więc jeszcze za wcześnie na namacalny sukces;-) W styczniu brała przez 10 dni Scanomune i efekt nas zadziwił: znikł był guz, który miała od baaardzo dawna na brzuszku i który znienacka zaczął rosnąć jakiś czas temu w niepokojąco szybkim tempie. Nie przeszkadzał jej, nie bolał, ale nas przyprawiał o mdłości... No i po scanomune przeminał z wiatrem - słowo honoru, śladu po nim nie zostalo... Cuda, panie, cuda...
-
No i masz, zapomniałabym, po co przyszłam;-) Czy znacie jakiś syropik, który można podawać psiźnie z pnn? Toto lepiej znosiła te upiorne mrozy niż obecną chlapę, caramba - wilgoci nadmiernej nie tolerowała nigdy! Podaję jej Betamox w zastrzyku co drugi dzień, ale nie wiem, czy to wystarczy...
-
Jakoś inaczej to forum wygląda; widać - dawno mnie tu nie było;-) Widzę, że temat Furosemidu mocno dzieli. Wiem, że dr Neska podchodzi do niego bez entuzjazmu, jeśli aplikowanie dotyczy jedynie sprawy nerek, mój wet, do którego Tusia chadza, też kręci nosem. Z własnego doswiadczenia: 25 września tamtego roku Tusiowiecka miała wypalanego nadziąślaka i czyszczony kamień. Do kroplówki po narkozie dodano właśnie furosemid... i nie zniosła tego najlepiej. Wylała, owszem, niczym Ganges i Nil razem wzięte, ale za parę dni zapadła na zapalenie dróg moczowych i zaostrzenie niewydolności nerek (parametry moczu takie, że oczy nam wyszły na wierzch:-/ prawie skali zabrakło) Długo się po tym zbierała. 100 % pewnosci, że właśnie od Furosemidu zachorowała nie mam, ale na zabieg jechała w świetnej formie...
-
Witam, czy ktoś może zna ten preparat, miał z nim do czynienia? [URL]https://www.mksklep.pl/bloomingcleanserherbalmultiblend250ml-p-2944.html[/URL] U nas jako tako, jednak bez rewelacji. Niestety, poza kłopotami z nerkami okazało się, że Tusia musi mieć usunięty nadziąślak. Wcześniej podejrzewałm, że to po prostu kłopoty z ząbkami i stąd opuchlizna na dziąśle, ale nie. Prześwietlenie wykazało bardzo dobry stan uzębienia, jak stwierdziła pani doktor. Zabieg za nami od półtora tygodnia i psizna nadal coś nie może dojść do siebie:shake: Niby była narkoza wziewna i 'głupi jaś' przed zabiegiem w zmniejszonej dawce, po wszystkim dostała 100 ml kroplówki z Furosemidem, a nadal jest jakoś tak nie bardzo... Dodatkowo straszliwie podziurawili jej łapki, bo ma już kupę zrostów i nie mogli się wkłuć, w związku z czym musimy teraz jeszcze odczekać z badaniami (Annomariolu, rozumiem Cię doskonale, dla Tuśki każdorazowe pobieranie krwi to trauma, tyle już ma zrostów na łapinach...) I niestety - Tuśka marznie. Fakt, że jeszcze u nas nie grzeją i w domu jak w psiarni, ale nigdy wcześniej tego nie było. Domyślam się, że to azotemia, przed zabiegiem poziom kreatyniny był wprawdzie nieznacznie podwyższony - 1,84, ale jaki ma teraz, ciężko zgadnąć. Nadal też nie odzyskała swojej dawnej wagi, brakuje jej jakiś kilogram, tyle że wet twierdzi, że wcześniej miała nadwagę. Wygląda na to, że trzeba psu zakupić sweterek:razz:
-
Można też będac na tej stronie zapisać ją do ulubionych
-
Dżizas Maria Rokita...Saganko, jakżesz Ty TO robisz????? U nas tyle, że znienacka w badaniach wysoki poziom mocznika - 193, dziwne o tyle, ze w innym laboratorium tego samego dnia, przez tę samą osobę krew pobrana, i poziom 147... Cuda, cuda... Dr Neska uznała rzecz za zagadkową, ale i za przypadkową, skoro morfologia naprawdę coraz lepsza, waga wraca, a i sama psizna wróciła już na tron (czytaj - z właściwym sobie wdziękiem włazi nam na głowy:cool3:), przypuszcza, że może to być rezultat pęknięcia wrzodu, co zważywszy na kłopoty z jedzeniem, zwracanie, odbijanie i takie tam(ostatnimi dniami jakby mniej a nawet - wcale, sądziłam, że to skutek podawania sody w wodzie,a być może wrzód zasycha po pęknięciu), a także na przedwypadkowe kłopociki (Połowek uświadomił, ze i przed wypadkiem miewała już kłopoty z jedzeniem kręciła nosem na wiele rzeczy i np. rzucała sie na chrupki, i to dopiero wieczorem/nocą) jest to bardzo prawdopodobne. I mocno mnie przeraziło, bo z tego, co wiem - pękniecie wrzodu bywa bardzo niebezpieczne i bolesne, a po psiźnie... ani śladu, że coś, gdzieś... Jakim cudem mogłam to przegapić??? Czy wrzody też mogą być różne? Mamy brać omeprazol, gdzieś tu ktoś cos pisał, jeśli dobrze pamiętam... muszę poszukać:razz: Aaaa... kretaynina 1,8, futerko ma już miękkie jak kot:crazyeye:chyba nawet przed wypadkiem takiego nie miała Nito, pytałam mojego weta o odkłaczanie, radził, zeby lepiej nie [B]Albo[/B] droga...:shake:
-
A spytam, Nito, przy okazji - pewnie masz rację, tyle że niunia tak nie lubi łykania tabletek:shake: Tak się zastanawiam: środki na odkłaczanie, Tusiowieckiej znów leci futerko, zwłaszcza puch, łyka to i się ksztusi, przy jej ciągle jeszcze wrażliwym żołądku to kłopot, ale czy można je podawać? Przy tej ilości leków...No i przy nerkach, które dopiero dochodzą do jakiej takiej normy...
-
wyniki super! A co do wątroby, dr Neska polecała Sylimarol, ja do tego dorzucam Essentiale Forte ( wyciskam z opakowania i mieszam z jedzonkiem), w naszym przypadku pomogło, a też miała psizna pewnego razu smętne wskaźniki wątroby...
-
[URL="http://www.nerkiwet.com/"]nerkiwet.com - Aktualności[/URL] Coś więcej...? Pani Agnieszka nie jest oczywiście cudotwórcą, ale z tego, co zauważyłam i doczytałam, bardzo często zdarza się, że dopiero Ona prawidłowo diagnozuje psie dolegliwości - podobnie było w moim przypadku, a jak się zapewne domyślasz, dobra diagnoza jest podstawą sukcesu... Zatem warto zasięgnąć porady...
-
Jest taka pani weterynarz - Agnieszka Neska-Suszyńska, zajmuje się właśnie nerkami i jeśli prześlesz Jej te wyniki, to może zgodzi się coś doradzić? Czy psiunia miała robione wyniki krwi? To chyba też ważne. Sugeruję zrobienie takich wyników+ mocznik i kreatynina i razem z wynikami moczu (wcześniejszymi także), oraz opisem ewentualnych objawów (może pies choruje na coś od dłuższego czasu, dziwnie sie zachowuje, itp.?) przesłać pod ten adres: [url=http://www.nerkiwet.com/pages/kontakt.php]nerkiwet.com - Kontakt[/url] Warto wcześniej poczytać zasady współpracy, bo pani Agnieszka jest osobą naprawdę zapracowaną, no i pamiętać o najważniejszym:"[B][U]Konsultacja wyników badań[/U] przez Internet/telefon ma jedynie charakter pomocniczy.[/B] W wypadku takiej konsultacji, należy przesłać posiadane wyniki badań drogą mailową." to ze strony pani Agnieszki: [url=http://www.nerkiwet.com/]nerkiwet.com - Aktualności[/url] Ze swej strony mogę tylko powiedzieć, że mnie bardzo pomogła. [B]BARDZO! [/B]Podejrzewam, że gdyby nie Jej rady, Toto nie miałaby szans na przeżycie, a stan był w pewnym momencie krytyczny...
-
Wyobrażam sobie, jak musi być ciężko Wam obu...:shake: Trzymajcie się! To pewnie marna pociecha, ale spędziłyście razem jeszcze pięc miesięcy - to naprawdę dużo... Może uda się jeszcze trochę? pozdrawiam
-
super:multi:
-
Sitko do herbaty obklejone folią aluminiową - w naszym przypadku sprawdza się nieźle przy łapaniu moczu
-
To może być jeszcze coś innego - Połówek uważnie obserwował weta przy ostatniej wizycie i doszedł do wniosku, że wychodzi On z założenia: pomóc zwierzakowi doraźnie, dalej ogoniasty powinien radzić sobie sam, jeśli nie -doopa zbita...;) Wyniki Tuśki takie sobie, na co wpływ miał zapewne fakt, że nie były wykonywane na czczo (tak wyszło, caramba: wet. wbrew wcześniejszym deklaracjom, że pracuje światek, piątek i niedziela uprzedził znienacka, że w sobotę cyrk zamknięty, więc robiliśmy wyniki w piątek po południu), no i po przerwie kroplówkowej (ostatnia w poniedziałek). Dr Neska napisała mi jednak, że Ona jest z wyników zadowolona: najbardziej z kreatyniny - 1,83 ( z wcześniejszych 3,1)- jest najlepszym wskaźnikiem pracy i zdrowienia nerek mocznik -117, szału nie ma, ale i tak lepiej niż przy ostatnich badaniach (144). Pani Agnieszka składa wynik częściowo na karb tego, że psizna nie była na czczo, podobnie wystąpienie lipemii i leukocytów wątroba wreszcie w normie - góra dr Neska:multi: Nasz wet. nakazał 3 różne specyfiki, jak się okazuje - można się obejść spokojnie sylimarolem Anemia nadal jest, cóż - utrata 1/3 wagi skutki mieć musi, niestety... I tak cieszę się jak wioskowy przygłup bateryjką - Tuśka przybrała 25 deko i waży 4,800 kg Jonogram jako tako Mocz nie wygląda za dobrze (glukoza -300- kosmos, we krwi w normie)ale na to dr Neska ratunku nie widzi - trzeba czekać, aż się nerki zregenerują - trudno i darmo... Tusia pije i siusia jak smok regularnie co 3 godziny- nawet yyy... o 3-4 rano, więc możecie sobie resztę dośpiewać:cool3: Ale podobno przy ostrej niewydolności tak jest własnie przy powolnym wyłażeniu z choroby. Modlę się tylko, żeby powstałe uszkodzenia nie były już na stałe... Aaa.. zapomniałabym - pH -7. Z 5 sprzed dwóch tygodni to naprawdę nieźle. Rada pani Agnieszki z sodą i famidyną okazały się strzałem w 10, dzięki temu Tuśka normalnie je i wróciła do wieczornego pustoszenia miski z chrupek. W ogóle tak między nami mówiąc - wygląda i czuje się znacznie lepiej niż wskazywałyby wyniki, nie wiem jak to możliwe... Dobrym pomysłem okazało się też podpowiedziane przez dr Neskę mieszanie 1:3 wody utlenionej z Rivanolem - pozbyłyśmy się wreszcie ropy, można było ograniczyć znacznie i ilość płynów do płukania, i zabieg z dwóch do jednego; w sytuacji Tusi to naprawdę zmiana na lepsze. Mowię Wam: powolutku, sukcesywnie i małymi kroczkami, ale psizna do przodu...Tfu, tfu... na psa urok...
-
Byłam wczoraj po karmę u swojego weta i odnieśliśmy z Połówkiem wrażenie, że do przyjętego przez nas sposobu leczenia Toto podchodzi niezwykle sceptycznie - jakby uważał, że lada dzień będzie po psie... Nie mówiąc już o tym, że nie wierzy w diagnozę dr Neski... Nawet jak mu powiedziałam, że w powtórnym badaniu moczu nie było już białka i leukocytów i psizna czuje sie naprawdę nieźle, to patrzył na nas z niedowierzaniem:shake: Trochę zbił mnie tym z tropu, bo skoro sam wcześniej na wszelkie pytania, co dalej i jak ratować, wzruszał tylko bezradnie ramionami i nie widział ratunku, to chyba mieliśmy prawo szukać pomocy gdzie indziej? Grobowym tonem stwierdził jedynie, że wyniki krwi "pokażą całą prawdę", na co Połówek odparł, że raczej nie mogą być złe, skoro pies funkcjonuje niemal jak przed wypadkiem... Badania w następną sobotę, trochę się obawiam, ale i jestem ciekawa - co powie, jeśli wyjdą w miarę przyzwoicie?
-
Podaję cały czas Lakcid, wg. zaleceń pani doktor zresztą:razz: Ale czy to wystarczy... Zwłaszcza przy tej kwasicy...
-
Dzień dobry, Mam się nie przejmować glukozą, dr Neska uważa, że spadnie powoli i w końcu zaniknie, gdy już nerki zaczną się regenerować - czyli rozumiem z tego, że obstaje przy ostrej niewydolności nerek. Oby! Natomiast psizna ma kiepskie pH moczu - 5, wg. pani Agnieszki zdecydowanie za niskie, a ponieważ w poprzednich wynikach było to samo, uznała to za kwasicę metaboliczną. Alusal 5g - 1/4 tabletki dziennie rozkruszona do jedzenia (trochę mam pietra, bo wg/ ulotki ostra nn jest przeciwskazaniem do podawania, ale cóż zrobić...) Soda oczyszczona (!) - 1/4 łyżeczki od herbaty, rozłożone na kilka posiłków w ciągu dnia Nadal jeszcze Cerenia przez 2-3 dni i Famidyna Martwi mnie ta kwasica - nie wiem czy to skutek kłopotów z nerkami czy przyczyna jest inna, no i czy zniknie przy normalizacji pracy nerek... Nie jestem bowiem pewna, jak długo można bezkarnie podawać Alusal i sodę... Aha, i mam się przyzwyczaić do dłuższego podawania antybiotyku, ale czy to nie jest tak, że w pewnym momencie organizm przestanie na niego reagować? I że "wyjałowi" się z tzw. dobrej flory...
-
Nawiązując do wcześniejszego postu: dr Neska ma jednak intuicję! Odebrałam dziś badania moczu Tuśki i wygląda na to, że potwierdziły się przeczucia pani Agnieszki - białka w moczu już nie ma, nie uwzględniono także osadu moczu (leukocytów, nabłonków i innych tam bakerii) co - jak uświadomiła mnie miła pani w laboratorium - oznacza, że po prostu ich nie stwierdzono. Czyli już te kilka dni brania (niespełna tydzień) antybiotyku, nawet jeśli to był tylko słabszy Betamox, przyniosło efekt. A to z kolei oznacza, że Toto najwyraźniej nie ma białkomoczu, co sugerowal nasz wet. Natomiast nadal występuje w moczu glukoza, i to w znacznie wyższej liczbie niż wcześniej - czyżby choroba się nasilała (cukrzyca to raczej nie jest, we krwi glukoza była w normie)??? Stan Toto zdaje się temu przeczyć...Połówek uważa wręcz, że psizna prezentuje się technicznie coraz lepiej, tylko samodzielne jedzenie nadal szwankuje, chyba dalej coś nie tak z przewodem pokarmowym. Podaję cerenię w tabletkach, famidynę -pomaga o tyle, że nie zwraca, nie cofa się jej pokarm, nie ulewa, ale i apetytu nie przybywa. Ki diabeł? Przesłałam wyniki do dr Neski, obaczym, cóż Ona na nie...
-
Próba rokowania przy obecnym stanie Toto jest dość... karkołomnym przedsięwzięciem... Niemniej dr Neska dała mi sporo do myślenia (przy okazji: rzeczywiście jest bardzo komunikatywną osobą, spokojną i życzliwą, to się czuje - nawet przez telefon, tu ukłon w stronę Nity, która przekonała mnie do kontaktu). Według Jej ostrożnej diagnozy wysoki poziom glukozy w moczu może, choć nie musi, świadczyć o ostrej niewydolności nerek, zaś białko może mieć (co jest bardzo prawdopodobne) ścisły związek z rozległymi i wciąż 'paprzącymi' się ranami u psizny. Stąd wstrzymujemy się na razie z podawaniem Enarenalu do kolejnych wyników moczu, choć uprzedziłam, że te mogą być kiepskie, bo dopiero od kilku dni podaję antybiotyk. Innymi słowy - rany mogą być główną przyczyną złego stanu zdrowia i pogłębiać kłopoty nerek. Czyli koło zamknięte: niewydolność nerek kiepsko wpływa na gojenie się ran, rany fatalnie działają na funkcje nerek:wallbash: I dlatego, wbrew opinii i protestom mojego weta, podaję od paru dni antybiotyk - teraz Betamox, ale dziś odbieram Enroxil, polecony przez dr Neskę. Osłonowo Lacid. Powoli dochodzę do wniosku, że gdybym przeforsowała podawanie antybiotyku kilka tygodni wcześniej, być może Tusia pozbyłaby się wreszcie tych ran:shake: To samo dotyczy środkow przeciwwymiotnych, na które mój wet. także się nie zgadzał, a dzięki którym nie byłoby takiej utraty wagi... Dr Neska przekonała mnie, że w tym wypadku zmniejszają uczucie dyskomfortu, zgagi i innych nudności u piesy - coś w tym zdecydowanie jest: Toto wprawdzie nadal niechętnie sięga po coś sama, ale jednak sięga, a gdy ją nakarmię, nie zdarza się jej już odbijanie, cofanie pokarmu czy wręcz jego ulewanie; łatwiej przełyka, nie ma już takich oporów przed jedzeniem. Dostaje teraz Famidynę (można też Famogast), no i nadal w użyciu siemię lniane. Jutro podam jej w kroplówce Cerenię. Rozumiem oczywiście opory mojego weta i obawę, że wszystkie te leki mogą źle wpływać na nerki, ale doszłam do wniosku, że jeszcze gorzej wpływa na nie głodzenie delikwenta, a już całkiem kiepsko - niegojące się od dwóch miesięcy (!) rany. Uważam też, że systematyczne kroplówki podskórne na tyle przepłukują Tuśkę, że można leki wprowadzić. Toto nadal czuje się nieźle i prawdę powiedziawszy jest to dla mnie najważniejszy argument do wcielenia w życie rad pani Agnieszki:razz: HOWGH! Aaa... przypomniało mi się - po czym poznać nadciśnienie u psa? Ciepły znienacka łepek i uszy, np. po dłuższym leżakowaniu...? Powiedzcie coś na ten temat. Nigdzie w okolicy nie ma nikt urządzeń do pomiaru ciśnienia u piesków, a w obliczu prawdopodobieństwa podawania Tusi Enarenalu kwestia mnie dość mocno zajmuje... I jak, kurde blade, zmierzyć psu ciśnienie aparatmi dla ludzi????
-
[quote name='mala_czarna']Jeśli chodzi o podawanie cerenii w płynie to możesz zrobić to niezależnie od kroplówki (czyli zastrzyk podskórny), ale lepiej dodać już ją do płyny w kroplówce, bo cerenia szczypie.[/quote] Szczypie... dobrze wiedzieć, chyba rozłożę 1 kroplówkę na kilka dni. Dzięki!
-
Dr. Neska zasugerowała podawanie domięśniowo żelaza raz w tygodniu - nie odważylam się... Poproszę weta przy następnej wizycie - niech to jednak zrobi fachowiec. I tak po poczytaniu o tych ropieniach nieszczęsnych jestem w strachu - Tusia nadal ma te nieszczęsne rany, wyciskane i przemywane dzień w dzień Rivanolem, nie wyobrażam sobie dodatkowego obciążenia dla jej organizmu, nie wspominając już o bólu i stresie, jaki jej te zabiegi sprawiają...:-(
-
[quote name='mala_czarna']Jak Ci się nie będzie chciało, lub też nie będziesz miała czasu parzyć siemienia, możesz też osłonowo podawać ulgastran, z tym, że jest to lek na receptę.[/quote] Idę na łatwiznę i nie parzę;) Codziennie wieczorem zalewam łyżeczkę odrobiną wody (przegotowanej lub mineralnej), na rano mam gotowy kleik, który przeciskam przez gazę, żeby pozbyć się łupinek i dodaję do jedzenia...
-
W tabletkach, powiadasz... Może błąd zatem, że zamówiłam w płynie, chciałam psiźnie oszczędzić kolejnej pastylki do łykania i żołądek, bo tyle ich już bierze... Wcale się nie rozchodzi, spływa na dół i znika po dobrych kilku godzinach ( Tuśka mocno schudła, więc skóra praktycznie na niej wisi, zwałszcza w okolicach szyi i karku). A poruszać czy obracać igłą, jak to robił wet. trochę się boję - nie mam wprawy i tak panikuję za kazdym razem, kiedy unosze jej fałd skóry, zeby wbić igłę:shake:
-
Zapomniałabym - szczerze doradzam [B]siemię lniane[/B], Tuśka dostawała przez tydzień i skutkowało. Wróciłam dziś do niego po tygodniu przerwy i już widzę efekt - nic się nie ulewa. Zatem sława siemienia jako dobrego środka osłonowego na przewód pokarmowy i żołądek jest w pelni uzasadniona:razz:
-
Pytanie mam, takie trochę z innej parafii - jak często przydarzają się ropienie przy podawaniu kroplowek podskórnych? Jest to rzecz nieunikniona czy czymś uwarunkowana - higiena, źle wprowadzona igła? A może zbyt częste podawanie/kłucie? Pytam, bo od tamtego tygodnia podaję Tuśce kroplówki samodzielnie i nie mam jeszcze wprawy ani wiedzy, na co powinnam zwrócić baczniejszą uwagę; kwestia jest dla mnie o tyle istotna, że kroplowek dożylnych nie ma za bardzo jak podawać, pozostają zatem podskórne no i nie chciałabym czegoś przegapić... I drugie przy okazji... W piątek mam do odebrania Cerenię (dałam się przekonać dr Nesce, że jednak trzeba, do tego doszła famidyna, choć też z oporami - dużo, kurczę średnio opieczone, tej chemii, ale chyba jednak pani Agnieszka ma rację, że sam apetyt nie wróci, a owe "cofnięcia" i ulewanie się posiłków wskazują na kłopoty przewodu pokarmowego od mocznika), mogę podawać ją podskórnie samą czy tylko z kroplówką? Kupiłam Intravit i daję z kroplówką 2x tygodniowo, bo gdzieś tu wyczytałam, że tak nie boli, nie znalazłam natomiast nic o Cerenii. Dr. Neska sugeruje podawanie przez kilka dni z rzędu, ale z kolei kroplówki podaję tylko co 3 dzień, bo nie ma potrzeby częściej.