Mam 10 tygodniowego foksa. Jest u mnie 3 tygodnie.
Młody jest wesoły, aktywny, wszędzie go pełno. No, ale niestety gryzie po nogach, rękach, jak się nachylić to nie oszczędza nosa, uszu, włosów. Ma zabawki, jakieś kosteczki do gryzienia, szarpaczki. Żadna zabawka nie jest dla niego niestety tak atrakcyjna jak nasze kończyny ;)
Młody wychodzi na spacery 5-6 razy dziennie, za każdym razem jakieś 20 minut, wieczorem 1-1,5h. Ostatni spacer koło północy, pierwszy o 6 rano. Zasypia po każdym spacerze, ale bateryjki włączają mu się po pół godzinie ;) Pies bywa sam w domu max godzinę dziennie.
Ja wiem: to minie. Pracujemy nad tym, jak nas gryzie, dostaje szarpaczka, szarpiemy sobie i jest fajnie. Po czym następuje koniec zabawy i myk: na nasze nogi, uda, ręce. Młody nie jada mebli, kabli, dywanów: tylko nasze końcówki :( Próbujemy dawać mu jedzenie z ręki, etc itd. Niewiele to pomaga.
Problem jest raczej we mnie niż w psie: to ja nie daję rady i wrzeszczę na niego, czasem szturchnę, klepnę. Jest mi z tym bardzo źle, ale mam wrażenie, że dosłownie wyłażę ze skóry. Nie mogę zrobić sobie obiadu (gryzie po nogach), nie mogę go zjeść (to samo), nie mogę się uczyć (to samo), nie mogę położyć się do łózka (to samo). Ubranie się albo założenie butów to jakiś koszmar: jestem cała podrapana i pogryziona i wyglądam jak żul. Nie dam rady bawić się z nim 24/7. Nie wiem skąd mam brać cierpliwość do szczyla. W momencie jak przestajemy się z nim bawić, młody pokazuje dziąsła i wpada w szał, szczeka na nas, rzuca się i łapie za uda. To boli jak chole.a i ja po prostu nie daję rady i reaguję krzykiem. Wczoraj na spacerze po prostu się popłakałam: młody latał bez smyczy: odbiegał ode mnie, po czym ruszał z powrotem i wpijał się w moje nogi. Stałam na polu jak słup soli i nie chcąc gnojka przetrącić po prostu się z bezsilności popłakałam. Chodzę na spacer obładowana szarpakami i nic, echo zainteresowania.
Wiem, wiem, problem jest we mnie. To ja powinnam iść do behawiorysty, nie Pirat. Podpowiedzcie mi skąd brać cierpliwość i co robić. Miałam już psa: teriera walijskiego i nie przypominam sobie, żeby odstawiał takie akcje.
załamka :(:placz::placz::placz: