-
Posts
2181 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Kika9004
-
schronisko Canis w Kruszewie- prawie 400 psów szuka domu-pomóż!
Kika9004 replied to esperanza's topic in Już w nowym domu
No to zaczynamy maraton :) Byłam w schronisku, pierwszy raz :) i oczywiście pobłądziłam. Myślałam, że ja mieszkam na wsi, ale to przez co przejeżdżałam sprawiło, że pokochałam moją CYWILIZOWANĄ wieś :). Tam nawet nie ma nazw miejscowości :mad:. Wracałam inną drogą, pobłądziłam w Lipiance i Dzbeninie, ale jestem w domu :). Dałam radę. Nawet nie wiecie jak się ucieszyłam widząc w Korczakach MZKę :evil_lol:. 1.[B] LOVER[/B] ok. 8 miesięcy [IMG]https://lh4.googleusercontent.com/-y_jTYfZd8fQ/T8ILo9Ui5JI/AAAAAAAAA6Y/P88dQewqC0s/s640/DSCN6269.jpg[/IMG] [IMG]https://lh3.googleusercontent.com/-_tHQ_AFEg1M/T8ILoK4gTlI/AAAAAAAAA6U/bUX8-wPW7Hs/s512/DSCN6270.jpg[/IMG] [IMG]https://lh6.googleusercontent.com/-Ol8ZyIPiWXI/T8ILqK4vKXI/AAAAAAAAA6k/IVwuXotJ0-4/s640/DSCN6284.jpg[/IMG] [IMG]https://lh3.googleusercontent.com/-sr51weJaprg/T8IL4yFJgrI/AAAAAAAAA6s/5eZs__lsHic/s640/DSCN6285.jpg[/IMG] Jest to młodziutki, bardzo przyjazny i sympatyczny samiec. Wesolutki malec. Zdjęcia nie oddają jego urody. Trzeba go zacząć szybko ogłaszać! Bardzo adopcyjny. -
W jakim wieku najlepiej ciachać asta??
-
Gratuluję awansu :) Mój psiak chłodzi się z stawie, ale dziś wypompowałyśmy z niego wodę, więc będzie problem :)
-
schronisko Canis w Kruszewie- prawie 400 psów szuka domu-pomóż!
Kika9004 replied to esperanza's topic in Już w nowym domu
Postaram się podjechać do schroniska w niedzielę, nic nie obiecuję, zadzwonię jeszcze do pani Wiesi, czy mogę ją pomęczyć :) *** Do zmiany na stronie: 1) PSY NICZYJE - FINa trzeba przenieść niestety do POŻEGNANIA, odszedł od nas 20 kwietnia :-( -
Pytanie laika o charakter amstaffa
Kika9004 replied to Stach's topic in American Staffordshire Terrier
Wiesz, problemem nie jest to, że pies będąc u weterynarza czy w jakimkolwiek innym miejscu czuje się niepewnie, czy wręcz się boi. Fakt, że przy np. dziwnych dźwiękach troszkę się boi, ale pracujemy nad tym. Wykonujemy polecenia typu siad, podczas gdy w tle pracują maszyny na budowie. Woland będąc u weterynarza cieszy się, że może obcować z innym człowiekiem. Tak się cieszy, że dość bardzo często się zapomina. Cieszy się całym ciałem. Wije się, podszczekuje i chce skakać na ludzi. Staram się go oswajać z nowymi miejscami, ludźmi, sytuacjami. To co zdarzyło się u weta było dla mnie nowością. Nigdy wcześniej mój pies tak źle się nie zachowywał. Raczej staram się je uczyć spokoju, jestem przeciwna mówienia do psów podniesionym głosem, tak jak mówi się do dzieci, przez co psiaki raczej stają się spokojne. Myślę, że częściowo wina leży po stronie wetki, która właśnie tak się z nim przywitała i jak ten tak się wił to go głaskała. Trochę dziwne, bo później sama przyznała że tego trzeba unikać (nie powiedziała tego odnośnie swojego zachowania). Wyprosiła mnie z gabinetu bo chyba się nie zrozumiałyśmy. Postawiła go na stole i ten zaczął się kręcić. Mogła poprosić mnie bym go przytrzymała. Ja stałam jak głupia, bo myślałam, że na razie nic nie robi, że chce się przygotować do zastrzyku i nic tu do roboty dla mnie. Później spróbowałam go przytrzymać, ale się nie dało, bo nie chciałam robić tego na siłę. W sumie powinna dać mi chwilkę czasu i myślę, że gdybym skarciła go słownie to by się opamiętał, bo skupił na mnie, a nie na wetce. Choć teraz to tylko gdybanie, przynajmniej nauka na przyszłość. Co do zamykania w innym pomieszczeniu to też mnie to troszkę zdziwiło. Wcześniej jak ktoś zamykał psy jak przychodziłam do niego do domu to raczej się wściekałam: 1) nie mogłam oblukać jego psów :), 2) raczej wywoływało to wśród tych psów frustrację, czasem wręcz agresję, nigdy uspokojenie. Co do kompetencji wetki, to jest ona z polecenia bardzo szanowanej przeze mnie osoby, która dobrze zna się na psach (wiem co piszę!), więc stwierdziłam, że jej zaufam. Mam z tym problem, bo ciężko mi przekazać moje "dziecko" komuś obcemu i całkowicie mu zaufać! W moim mieście weterynarzy jest dużo, ale jak na razie u żadnego na dłużej nie zostałam. Widzę u Wolanda pozytywne efekty pracy. Zanim się z nim przywitam każę mu usiąść i dopiero możemy się przywitać. Nie pozwalam mu na siebie skakać, choć czasami jak się nakręci to ciężko :). Co do ludzi obcych to musimy jeszcze duuużo pracować :). Muszę zabrać go na miasto i pojeździć z nim komunikacją miejską, zobaczymy co wtedy :). Co do rasy, to matka amstaff, ojciec NN. Choć Woland nie jest bardzo typowym rasowcem, to zdaje mi się że wykazuje cechy typowo terierowate. Bardzo dziękuję za Twoją obecność tutaj i za cenne rady, to bardzo rozjaśniło mi patrzenie na tę sprawę :) i uporządkowało wiedzę. Wiesz, zastanawiam się cały czas czy w przyszłości zdecydowałabym się jeszcze na teriera. Mam mieszane uczucia :). Choć z drugiej strony przy każdym następnym, spokojniejszym psem mogłoby być dziwnie :), Woland to 11 kg pozytywnej energii :). -
[quote name='dagaa111']ja co chwilę mam takie sytuacje, że jakiś pies podlatuje do mojego, a właściciel buczy pod nosem, że pies nie chce do niego przyjść. Czasem niektórzy to mówią takim tonem, jakby to była moja wina, że ich pies biegnie za moim. Skoro pies nie słucha to się go trzyma na smyczy, jak dla mnie logiczne, ale chyba nie dla wszystkich[/QUOTE] Tak, to prawda :). To zawsze my- właściciele innych psów jesteśmy najgorsi, i ci źli.
-
Mój śpioszek: :loveu: [IMG]https://fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash4/389701_312389962165349_100001830421401_766743_1891471569_n.jpg[/IMG] Czytamy: [IMG]https://fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn1/523157_312385752165770_100001830421401_766736_1186520812_n.jpg[/IMG] :lol::lol::lol::lol:
-
W sumie świetna rada, tak przetestować potencjalnych przyszłych TZtów :) Ja jeszcze poszukująca więc jak najbardziej wezmę to sobie do serca :). Odnośnie szczeniaczka na DT, to wiem o którym mówisz, bo czytałam coś ostatnio na Fundacji AST o nich :). Gratuluję i TZa i podjętej decyzji :).
-
Niektórzy właściciele są na prawdę dziwni! Wczoraj podbiegło do mnie jakieś takie małe coś :) takie pinczerkowate i zaczęło wąchać się z moim szczeniorem. A właścicielka naburmuszona, coś tam mamrocze pod nosem, zła że psiak jej nie słucha. Złapała za obrożę, podpięła smycz i odeszła (?). Dziwna jakaś, chyba zła na mnie, że dałam obwąchiwać się psiakom.
-
Bardzo mi przykro, trzymaj się cieplutko. Myślę, że pomysł na drugiego psiaka to dobry pomysł, zawsze choć troszkę weselej.
-
Nigdy nie jest łatwo poradzić sobie z utratą przyjaciela. Współczuję bardzo i rozumiem ból po stracie. Moja sunia też ma 12 lat i troszkę boję się, że kiedyś jej zabraknie, a przecież jest "od zawsze". O tych dwóch latach słyszę już nie pierwszy raz, że po tym okresie pies się trochę uspokaja. Mam nadzieje, że tak będzie i w naszym przypadku. Myślę, że ta energiczność daje nam się we znaki własnie szczególnie przez tę zmianę z molosów na teriera :). Jestem jednak zadowolona z mojego małego szatanka, lubię psiaki z charakterem, a miłość do molosów wyniosłam z domu, gdzie zawsze były jakieś bernardyny, czy dogi :D. Mama wraz z ósemką rodzeństwa ma dom :)
-
O cztery dni młodsza od mojego maleństwa :eviltong: Ślicznotka, niech się dobrze chowa :loveu:
-
Gratuluję i po ciuchu troszkę zazdroszczę :)
-
Dziękuje :) Woland faktycznie z wyglądu jest do zjedzenia, lecz charakter iście diabelski. Wczoraj byliśmy u naszej Pani weterynarz na szczepieniach. Wzięła go na stół i chciała przytrzymać, a ten w tango. Kręcił się w kółko podgryzał, skakał, wiercił się niesamowicie. Nigdy tak źle się nie zachowywał. Na nic nie reagował. Wetka wyprosiła mnie z gabinetu i sama zdjęła go na podłogę i przytrzymała nogami, lecz i to nie dawało efektów. Gdy ta wbiła mu igłę to ten znów w taniec i kręcił się z igłą zwisającą ze skóry, nie fajny widok. Tak parę razy. Psiak jest troszeczkę nadaktywny (w końcu terier) i tak właśnie zachowuje się przy obcych. W domu jest OK, wypracowaliśmy pewne zasady. Niestety mamy problem jeśli chodzi o kontakty z obcymi, bo Woland wpada w euforię :shake: i trudno nad nim zapanować.
-
Tak, Sara była w sile wieku :(. Jak rozmawiałam ze swoją wetką to powiedziała, że na naszym terenie panuje taka linia bernardynów u których padaczka występuje bardzo często. Ona sama bardzo często jeździ do takich wypadków i rzadko udaje się wyprowadzić psa z drgawek :-(.
-
[quote name='Bewarka']Śliczny malec :loveu: Sara też była :loveu: mam nadzieję, że już masz się lepiej. Nie jestem pewna czy wszystkie zdjęcia mi się włączają...ale już czekam na nowe, reszty zwierzyńca i dorastającego Wolanda ;)[/QUOTE] Witamy pierwszego gościa :). Już jest lepiej, duużo lepiej. Od kiedy jest Woland to znów zawitała radość do naszego domu. To taki nasz mały terapeuta :loveu:. Zdjęcia powinny się pojawiać w miarę regularnie :p.
-
[IMG]https://lh3.googleusercontent.com/-WkaneWM0uAc/S_bTxBqcQyI/AAAAAAAAAcE/lrivwBromhU/s640/DSCN1805.jpg[/IMG][CENTER] [COLOR=#ff0000][FONT=comic sans ms][SIZE=4][B]Z A P R A S Z A M Y [/B][/SIZE][/FONT][/COLOR]:multi::multi::multi: [SIZE=3][FONT=comic sans ms][I][B]Świta Wolanda zawitała do Polski [/B][/I][/FONT][/SIZE]:loveu:[/CENTER]
-
[IMG]https://lh3.googleusercontent.com/-Mr2bwdAZAmM/T6yyusiw4XI/AAAAAAAAA5k/2NAdhFDSjuc/s640/DSC00716.JPG[/IMG] [IMG]https://lh5.googleusercontent.com/-lPuKHx4DLyo/T6yyv1ChYVI/AAAAAAAAA6E/BkYPF1IrDSE/s512/DSC00717.JPG[/IMG] *** [B]Oprócz ludzkiej rodzinki i Wolanda mieszka razem z nami: cztery kury, królik, chomik, (niepoliczalne) rybki, kot Juliusz i Suńka:[/B] 12-letnia suczka w typie pinczerka (?) [IMG]https://lh5.googleusercontent.com/-htglywaEeJk/SH38F6CQXRI/AAAAAAAAAEg/9VNe0LIB19E/s640/S5002180.JPG[/IMG] [IMG]https://lh6.googleusercontent.com/-QdpeOWaLNrw/SH38ceSH0sI/AAAAAAAAAEo/o4eXxMe7tq0/s640/S5002182.JPG[/IMG] [IMG]https://lh4.googleusercontent.com/-lJGPPwyYy7o/S_bTOjFDE0I/AAAAAAAAAbs/JrIPTbil_ak/s640/DSCN1797.jpg[/IMG]
-
[IMG]https://lh6.googleusercontent.com/-0X0T6TpA11M/T6yyT-TCCQI/AAAAAAAAA44/C6ptnRPfEOo/s640/DSC00709.JPG[/IMG] [IMG]https://lh4.googleusercontent.com/-g7yMaWr-ILA/T6yyb3VUOUI/AAAAAAAAA5E/gn0fQiyJwiw/s640/DSC00710.JPG[/IMG] [IMG]https://lh5.googleusercontent.com/-gRhdY_RIRrA/T6yykUUPLCI/AAAAAAAAA5M/mfQjEqoJoyQ/s640/DSC00713.JPG[/IMG] [IMG]https://lh4.googleusercontent.com/-_-ZJTpGEtL4/T6yymcGqorI/AAAAAAAAA5Y/2FFZPBrE_X4/s640/DSC00714.JPG[/IMG] [IMG]https://lh5.googleusercontent.com/-rTXNchR0nTM/T6yymbwbXeI/AAAAAAAAA5U/t-LhC0kwnkY/s640/DSC00715.JPG[/IMG]
-
[IMG]https://lh6.googleusercontent.com/-ra593iImTP8/T3gagxGaOpI/AAAAAAAAA4Q/6TkpEvqPxao/s640/wolandzik5.jpg[/IMG] *** [B]A tutaj po pierwszej kąpieli w naszym stawie, który jest dopiero w trakcie budowy [/B];) [IMG]https://lh4.googleusercontent.com/-12-Mawlj2SY/T6yyAnsB_MI/AAAAAAAAA4c/uUvt7PQW4IQ/s640/DSC00701.JPG[/IMG] [IMG]https://lh3.googleusercontent.com/-qMU_wMBA9IU/T6yyChfM49I/AAAAAAAAA4k/NrD5oumzip8/s640/DSC00702.JPG[/IMG] [IMG]https://lh5.googleusercontent.com/-FYz85NNIPVw/T6yyCukOqdI/AAAAAAAAA4o/Ecwua0i4bNg/s640/DSC00703.JPG[/IMG][IMG]https://lh6.googleusercontent.com/-aLNBiA-objg/T6yyS82m3uI/AAAAAAAAA40/Yhqzk2TCM94/s640/DSC00708.JPG[/IMG]
-
[B]A teraz moje maleństwo: [/B] Jeszcze w fundacji: [IMG]https://fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-snc7/419932_342453109138407_160854910631562_1068059_395200893_n.jpg[/IMG] [B]W tym miejscu chciałabym bardzo podziękować osobom bez których ta adopcja nie doszłaby do skutku. Forumowej MaDi i reszcie kochanego towarzystwa, które zaopiekowało się maleństwami i mamą szczeniaczków. Podziękowania dla Pani, która przywiozła szczylka do Warszawy, skąd mogłam go odebrać. Bardzo, bardzo dziękuję. Dzięki wam w tej chwili leży obok mnie bardzo ważna dla mnie istotka, serduszko u moich stóp :loveu:[/B]. Dostał imię bohatera jednej z moich ulubionych lektur, a mianowicie z MISTRZA I MAŁGORZATY Bułhakowa :loveu: Psiak nazywa się [B]WOLAND[/B]. (dla niewtajemniczonych to imię szatana który przybywa do Moskwy robić rewolucję i jedną wielką imprezkę :lol: ) Po przybycie do mnie: [IMG]https://lh5.googleusercontent.com/-Ja9-zW8Z4Es/T3gaYKaMuyI/AAAAAAAAA3w/MxdVIOruMDA/s640/wolandzik.jpg[/IMG] [IMG]https://lh4.googleusercontent.com/-6ZWxpz2i7no/T3gaYz8kB1I/AAAAAAAAA30/oorKG4P7Emo/s640/wolandzik1.jpg[/IMG] [IMG]https://lh3.googleusercontent.com/-7VyPB78fcFk/T3gaZQDJw4I/AAAAAAAAA38/7J5recAqJ6s/s640/wolandzik3.jpg[/IMG] [IMG]https://lh4.googleusercontent.com/-hlP8QdYSZyY/T3gadJeTRXI/AAAAAAAAA4I/iGbJhpIvE6k/s640/wolandzik4.jpg[/IMG]
-
Tym razem zdecydowaliśmy się na TTB lub jakiegoś molosa. Ewentualnie w grę wchodził kolejny (by był już trzeci) bernardyn. Zdecydowałyśmy się na amstaffa (choć przyznam szczerze, że bardziej zaintrygował nas ich wygląd, była to mało przemyślana decyzja) po przeczytaniu tego ogłoszenia: [B]LUBELSKA STRAŻ OCHRONY ZWIERZĄT:[/B] [QUOTE][COLOR=#000000][FONT=Tahoma]Późnym wieczorem otrzymaliśmy informację o 11 miesięcznej suni i jej 9 szczeniętach, przyniesionych do kliniki w celu podania eutanazji. [/FONT][/COLOR] [COLOR=#000000][FONT=Tahoma]Nieodpowiedzialna, młoda dziewczyna zrzekła się praw do całej gromadki. [/FONT][/COLOR][COLOR=#000000][FONT=Tahoma]Cztery szczenięta zostały pod opieką naszej Fundacji, kolejne cztery wraz z mamą trafiły pod skrzydła Psa Na Zakręcie.[/FONT][/COLOR][/QUOTE] postanowiłyśmy BIERZEMY :multi::multi::multi: [B]A teraz fotki: MAMA - ABI[/B] [IMG]http://lsoz.org/images/Abi.jpg[/IMG] [IMG]https://fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-snc7/421833_342446852472366_160854910631562_1068042_1562256608_n.jpg[/IMG] [IMG]https://fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash4/419791_342448419138876_160854910631562_1068049_31172494_n.jpg[/IMG] [IMG]https://fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-snc7/427086_342449805805404_160854910631562_1068053_638210711_n.jpg[/IMG] [IMG]https://fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash4/426033_342446112472440_160854910631562_1068037_762970199_n.jpg[/IMG]
-
[COLOR=#000000][FONT=Verdana]Dnia 3 marca odeszła moja przyjaciółka. Moja 4-letnia Sara. To tekst opublikowany przeze mnie na swiatchartow.net: [QUOTE]Sara jest, ... była wspaniałą psinką (choć te słowo nie odzwierciedla jej ogromu). Od małego wykazywała silny, dominujący charakter. Podobało mi się to, lubię wyzwania. Systematyczna praca pozwoliła mi wychować bardzo karnego psa. Niestety pracowałam z nią sama, więc słuchała tylko mnie. Charakter miała iście bernardyński: spokojna, miła, kochająca wszystkich ludzi. Znała podstawowe komendy choć wykonywała je tylko gdy byłyśmy same, bo rozpraszała ją obecność innych. Na spacerze zachowywała się idealnie, szła tuż obok mojej nogi lub krok za mną, do czasu, aż nie zauważyła innego człowieka [/QUOTE][/FONT][/COLOR][QUOTE][IMG]http://www.swiatchartow.net/images/smiles/001.gif[/IMG][COLOR=#000000][FONT=Verdana] . Uważała wtedy, że koniecznie musi się z nim przywitać, podejść i wyprosić głaskanie. Część ludzi się jej bała, nie miała w końcu małych gabarytów, a widok wielkiego psa ciągnącego na smyczy swoją ducha winną właścicielkę nie napawał optymizmem. Druga część reagowała uśmiechem i często ochoczo klepali Sarę po barkach i gładzili po pyszczku. Odwdzięczała się rytualnym biciem się (nie rzadko i mnie) ogonem po ciele (przyzwyczaiłam się do częstych siniaków na kolanach). Miała też wady. Dla przykładu polowała na kury. Miałam z tym ogromny problem, gdyż potrafiła otwierać drzwi do kurnika. Jednak jakoś sobie radziłyśmy. Nie tolerowała także innych suk. Psy mogły być, ale suki ... NIE. Jaka pani taki pies, mówią... ja też lepiej dogaduję się z facetami. Psy tolerowała, ale one często nie tolerowały jej. Bardzo ciężko było mi znaleźć dla niej towarzysza zabaw, który choć na dłużej chciał bawić się w przepychanki z 60kilową koleżanką. Gdy nie radziłam sobie z problemami brałam ją na spacery do lasu, puszczałam luzem a sama często siadałam na skraju drużki i płakałam. Zawsze wiedziała czy potrzebuję by w danym momencie podeszła do mnie i się łasiła, czy akurat chcę by zostawiła mnie w spokoju. Złoty pies, choć często klęłam na jej ciężką do pielęgnacji sierść. Mimo to kochałam tego psiaka. Dziś rano posprzątałam jej ładniutko w kojcu, pobawiłam się z nią na podwórku jej ulubioną zabawką (piłka na sznurku; uwielbiała się nią przeciągać). Zdziwiło mnie jedynie że zostawiła na piłce niewielkie ślady krwi. Pomyślałam, że to z braku witamin i zaplanowałam kupić jej jakieś witaminki będąc przy okazji u weterynarza. Nie myślałam, że będę miała okazję odwiedzić to miejsce tak szybko. Po wszystkim zamknęłam ją znów w kojcu by móc wypuścić kury (korzystają z podwórka na zmianę z psami). Po obiedzie przypomniałam sobie, że muszę wyłączyć pompkę od wody, którą włączyłam rano. Automatycznie wyjrzałam przez okno patrząc co Sara porabia. Stała tyłem do mnie, trzęsła się. Pierwsza myśl: kura wpadła do kojca i ta właśnie ją morduje. Zbiegłam najszybciej jak to było możliwe po drodze chwytając buty. Gdy dobiegłam na miejsce, Sara powoli dreptała w moją stronę mając drgawki. Pierwszy raz widziałam drgawki u psa. Nie wiedziałam co mam zrobić. Czułam się cholernie bezsilna. Kazałam jej się położyć, próbowałam uspokoić. Nie pomagało, ale nie wyglądało to jakoś bardzo groźnie. Zostawiłam ją i zadzwoniłam do najbliższego weterynarza (to taki wiejski wet) by poprosić go by przyjechał jak najszybciej. Wet: „Trzeba przenieść psa w ciepłe miejsce i poczekać, drgawki powinny niedługo ustąpić. Proszę podać wody. Za godzinkę, dwie wszystko powinno wrócić do normy. To pewnie nerwowe.” Z pomocą kolegi (sama bym nie dała rady) przeniosłam Sarę do letniej kuchni i położyłam na tapczanie. Czekałam kilka minut, ale jej stan się pogarszał. Padaczka, nic innego jak padaczka. Znów telefon, ale tym razem do „mojej” wetki. „Cholera. To bernardyn, tak? Trzeba jej jak najszybciej podać leki przeciw drgawkowe. Ale trzeba zrobić to jak najszybciej, bo u tych psów takie sprawy zwykle źle się kończą. Ja niestety nie mogę dojechać.” Telefon, tym razem do weta wiejskiego (mieszka ode mnie 3 km): „Padaczka? Cholera, ja nawet nie mam takich leków. Trzeba zgłosić to do weterynarza z miasta.” Do miasta mam 10 km i byłam wtedy akurat bez samochodu. Wet z miasta by nie dojechał, u nas nie ma takich praktyk. Dzwonię do mamy, już na skraju wyczerpania nerwowego, ze stresu sama czuję jak moje mięśnie drgają. [/FONT][/COLOR] [COLOR=#000000][FONT=Verdana]- Mamo, Sara ma atak padaczki, nie wiem co mam robić. Trzeba podać jej leki, a najbliższy wet takich nie ma. Trzeba jechać z nią do miasta. [/FONT][/COLOR] [COLOR=#000000][FONT=Verdana]- Zaraz przyjadę. [/FONT][/COLOR] [COLOR=#000000][FONT=Verdana]Mama wyjeżdża z miejscowości oddalonej o 30 km od domu. Stan Sary pogarsza się, a ja nie mogę nic zrobić. Jestem przy niej i cały czas mówię, że jest silną dziewczynką i da radę. Tak minęła godzina od rozpoczęcia ataku do przywiezienia jej do gabinetu weterynaryjnego w mieście. Szybko dostaje pierwsze leki i kroplówkę. Weterynarz uprzedza nas, że rokowania są złe. Ja jednak wierzę, że się uda. Rozpoznanie. „Czy mogła coś zjeść co by jej zaszkodziło? Farby, czy inne tego typu rzeczy?” „Nie” „Jakiś uraz, wypadek, nikt jej nie uderzył?” „Nie” „Czy zachowywała się dziwnie w ostatnim czasie?” „Nie” „W takim razie jedyne co mi przychodzi na myśl to guz w mózgu, ale trzeba by było zrobić dodatkowe badania.” Sara dostaje kolejne to serie leków, glukozę, kroplówki... Udało się jedynie zbić temperaturę, nadal ma małe drgawki, wszystkie mięśnie napięte. Widzę po lekarce jak przecząco kręci głową i ciągle powtarza „O Boże, o Boże”. Ciągle notuje co podaje i w jakich ilościach, w międzyczasie zakłada też kartę, pyta o moje dane. Sarze poprawia się, ale nieznacznie. „Po takich dawkach leków ta poprawa nie jest satysfakcjonująca” mówi. Siedzę cicho nie spuszczając wzroku z psa, nie mogę już nawet płakać. „To ostatnia dawka leku jaką mogę podać, jeśli to nie pomoże to niestety nic już nie pomoże.” Sara zaczyna mrużyć oczy, to zły znak. Poprawia się troszkę, to znów ma skurcze. Weterynarz odłącza kroplówkę, każe obserwować. Już tylko tyle możemy. Po jakichś dwudziestu minutach moja mama zaczyna rozmowę o uśpieniu psa, wet ją popiera. Wiem, że czekają aż ja o to poproszę, w końcu to mój pies. Waham się, wołam jeszcze Sarę, ale już nie reaguje, jest na wpółprzytomna. „Proszę ją uśpić.” Mówię, choć w gardle mam pełno łez. „Może lepiej by Pani wyszła, to nie będzie przyjemne.” „Chcę zostać”. Dosłownie po wtłoczeniu ostatniej kropelki płynu do jej krwiobiegu zasypia. Odbyło się to wszystko bardzo szybko, czuje, że nie zdążyłam do końca się pożegnać, że przez łzy nie mogłam wydusić z siebie ani słowa by powiedzieć by czekała na mnie po drugiej stronie. Zasnęła na zawsze. [/FONT][/COLOR] [COLOR=#000000][FONT=Verdana]W maju 2008 roku przywiózł mi ją brat Konrad. „Ładnego ci psiaka wybrałem, prawda?” zawsze pytał. „Ładnego” odpowiadałam. I tu zaczynał się śmiać „wziąłem pierwszego z brzegu.” Faktycznie Sara z całego miotu była najładniejsza. Lubiła Konrada bardzo, ze wzajemnością. Nie przeszkadzało jej, gdy przychodził do niej w mundurze, czy pod wpływem alkoholu. Dla niej ważne było, że przychodzi. Konrad zmarł rok temu (1 marca) w wieku 31 lat. Dziś była zaplanowana msza w jego intencji. „Konrad zabrał ją do siebie.” [/FONT][/COLOR] [COLOR=#000000][FONT=Verdana]Przepraszam, że nieskładnie piszę, ale piszę targana emocjami. [/FONT][/COLOR][/QUOTE] [IMG]https://lh5.googleusercontent.com/-AHjSP7JqV-c/S_bTofZV-LI/AAAAAAAAAcA/W-4oabUKEh4/s512/DSCN1803.jpg[/IMG] [IMG]https://lh3.googleusercontent.com/-3tME4L7zTdA/S_bUZozO82I/AAAAAAAAAcY/lkbFSTQTmQw/s512/DSCN1833.jpg[/IMG] [IMG]https://lh3.googleusercontent.com/-aIDTzZGEr1o/S_bTIIgUBII/AAAAAAAAAbo/fmlz9TAla2Y/s640/DSCN1795.jpg[/IMG] [B]SARA - 03.05.2008-03.03.2012 [*] [/B] *** Ciężko `było mi się pozbierać po tej bardzo tragicznej sytuacji. Nie chciałam wziąć nowego psa. Myślałam, że to za wcześnie, ze to nie fair wobec Sary. Jednak stwierdziłyśmy z mamą, że nowy psiak wprowadzi troszkę słońca w nasze ciemne progi. I tak się stało. Wspomniałam tu historię Sary by nie zginęły w natłoku wydarzeń i pracy wspomnienia. To taki jej pomnik. Takie [I]non omnis moriar.[/I]