-
Posts
83 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by karolajn
-
mam nadzieję, chociaż np. w weekend rąbałam drewno, Elza ukradła patyczek i poszła pokazać Demonowi. świetnie się bawiły, i to Demon jej go non stop wyrywał, i uciekał:) aż w końcu się położył i zaczął go gryźć, Elza też naprzeciwko niego i warnkęła lekko od razu jej oddał, bez gadania. także zabawkami się dzielą, chociaż wszystkie pochowałam na wszelki wypadek. dziś dostały butelkę i też było grzecznie. za to od kilku dni, jest mały problem przy wychodzeniu. Demon umie otwierać klamkę, więc gdy wychodzą na noc, zamykamy na zamek. właściwie zawsze zamykamy jak tylko wychodzi, bo on sobie je zwyczajnie otwiera. w nocy skacze na drzwi, chociaż od kiedy nie reagujemy już prawie nie. za to Elza uznaje to za świetną zabawę i skacze na niego, a jak nie reaguje to go zaczyna podgryzać po nogach, wiesza się na karku, albo ciągnie za uszy, aż Demon piszczy(ma zapalenie). powtarza się to coraz częściej, Elza wręcz się juz z nami nie wita, bo jest zajęta podgryzaniem mu tylnich łap. nie podoba mi się to, bo nie wiem czy to zwykła chęć zabawy. a zabawy są coraz ostrzejsze, chodzą po sobie nawzajem, targają się za uszy, tarzają po ziemi. co prawda wciąż machają ogonami. Demon czasami po prostu chce uciec do domu, a jak jestem na dworze biegają zazwyczaj wokół mnie. mam nawet czasami wrażenie, że Elza się próbuje tą zabawą popisać. zaczęła znowu gonić koty, chociaż dawało się już ją odwołać, i reagowała na to. co to rozdzielania przy zabawie - właśnie mam problem. jak je wołam - to ok, przychodzą - pobawić się bliżej. zazwyczaj odciągam Elze, bo to ona prowouje Demona do zabawy i każe jej usiąść, często trzeba użyć smakołyka(nie słucha się przy Demonie, tzn. jak jemu macham smaczkiem nad głową, żeby usiadł, to ona też chce, mimo, że wcześniej reagowała na znak optyczny i powiedzenie komendy nawet szeptem w domu i w ogrodzie) i wtey przychodzi wygłodniały Demon i też chce, a skoro on już jest obok, to znów go zaczepia. a Demon hm... jak do nas przyszedł to nic nie umiał, póki co uczymy się podstaw, czyli siad, leżeć, do mnie i aportowanie, a ma już 3 lata, więc idzie dość opornie. potrafi skoczyć do smakołyka nad głową zamiast usiąść, w ogóle jak widzi psie jedzenie(karmę albo ciasteczka) to jest strasznie ruchliwy,aż się skręca, za to miska znika w ciągu kilku sekund - niestety chyba nigdy w życiu nie był najedzony... mimo to jak się bawią i Elza jest zbyt napastliwa to właśnie każe im usiąść, nie wiem czy dobrze robię... Elzie trudno wysiedzieć, a nawet jak wysiedzi i znowu się bawią to znów jest "nakręcona", także - jak ją uspokoić...?
-
od niecałego miesiąca mam 2 psa ze schroniska, jest wielki i niestety mało wychowany. dostaliśmy jego kolczatkę, która jest za duża. jakoś zdała egzamin, jak musiałam jechać do weterynarza, ale mam wrażenie, że jakby się postarał to by się z niej uwolnił. poza tym nie chce, żeby chodził na kolczatce. obroża zaciskowa też odpada, bo próbowałam chodzić na odwróconej kolczatce - niestety, nie daję rady. o zwykłej obroży na razie też nie ma mowy, bo to pies, który ma naprawdę dużo siły. już 2 razy mnie przewrócił, chociaż na szczęście nie uciekł, a sprawdził, czemu pani leży na ziemi. próbowałam go też wyprowadzić na starej kolczatce Elzy, w kilka chwil trzepnął tak głową, że kolczatka się odpięła i zaczął gonitwę z psem sąsiadów, więc nie było mowy o odwołaniu. akurat przyszedł sąsiad i Demon zaczął go obszczekiwać. myślałam, że umrę, jakoś go zwabiłam, złapałam za 2, zwykła obrożę i kroczek po kroczku do domu, do nogi i smakołyki. bo właśnie na "do nogi" trochę reaguję. tak więc na razie chodzimy po ogrodzie i trenujemy do nogi. jakiś czas temu wyślizgnął się tacie za posesję, i właśnie też biegał z tym psem... akurat wtedy przyszedł jak tylko go zawołałam, ale jak już zapięłam go na smycz to po kilku minutach wylądowałam na ziemi. dlatego myślę, że najtrudniejsze będzie wyjście z domu i minięcie tej posesji z psem, który go najwidoczniej denerwuje. wcześniej nie było tego problemu, ale zazwyczaj prowadzi go mój chłopak, a Demon ma jakieś "upodobanie" do facetów. jak szliśmy do weterynarza to się na niego oglądał, pilnował się, chodził ładnie, chociaż też ciągnął, mimo, że widział go na oczy może 3 raz. no i mieszkam na wsi, na każdej prawie posesji jest pies, czasem taki, który agresywnie szczeka, wcześniej przechodziliśmy na 2 stronę ulicy i było w miarę spokojnie. nie chcę, żeby dalej chodził na kolczatce, zastanawiam się na halti, ale nie wiem czy to będzie rozwiązanie moich problemów i na ile on za jakiśtam, może długi czas, będzie mógł chodzić na smyczy lub lince? bo o puszczaniu nie ma mowy - lubi szczekać na ludzi, i bronić "terenu" nawet poza posesją, o czym się dzisiaj przekonałam - przynajmniej na razie. nie wiem, czy szelki dałyby radę, bo tak jak piszę - on ma tyle siły, że nie tyle co ciągnie jak ciągnik, ile po prostu ja ląduję na ziemi, a piesek nade mną i się zastanawia o co chodzi. proszę o rady.
-
sytuacja się trochę uspokoiła,zaczęły się nawet bawić w zapasy i ganianie :) co na początku uznałam, za walke na serio, bo Demon strasznie ryczy w trakcie zabawy:) cieszę się, bo wcześniej tylko się chował w kącie, albo uciekał do mnie. Elza niestety ostrzegała tylko za pierwszym razem, a później już tylko skakała do niego z zębami, parę razy ją złapałam na "grożeniu" mu wzrokiem, ale to też trwa tylko ułamek sekundy. oczywiście zwróciłam jej uwagę. przy karmieniu z ręki też grzecznie czekają, bez względu na co to jest. awantura zaczyna się na dobrą sprawę, jak żarcie stoi na szafce gdzieś, a Elzie się strasznie nie podoba, że Demon jest wyższy i nos na tej szafce stawia. ale staramy się na bierząco chować jedzenie, a przy robieniu kanapek, albo obiadu też już na szczęście nie ma problemów. byliśmy z Demonem u weta i okazało się, że ma zapalenie uszu oraz oczu, a lekarstw nie da się inaczej jak odwracając uwagę żarciem(do oczyszczania wet użył śr.uspokajających, bo nie dało się go utrzymać) - Elza siada sobie obok i nie protestuje(ale myślę, że byłaby awantura gdyby saszetka ze smakami leżała sobie na fotelu beze mnie,lub mamy). na razie to Elza jest wyżej, u nas, chociaż mam obawy, że Demon się w końcu wkurzy, że taka gówniara nim rządzi, nie dość, że mniejsza, to jeszcze półroczna. ale on z kolei jest kastratem. zobaczymy. bardzo dziękuję za rady:)
-
mam 2 duże psy, dorosłe - Elza jest u nas od szczeniaczka i ma 1,5 roku, Demona niedawno adoptowaliśmy i ma 3 lata. oba oczywiście załatwiają się w ogródku, ale powoli ilość kup z 2 dużych piesów mnie trochę przerasta i zastanawiam się czy da się dorosłego psa nauczyć załatwiać się poza posesją? oczywiście sprzątam to regularnie, ale ostatnio jest tak, że jak wstaję to jest ciemno i jak wracam do domu - również, i w efekcie w weekend zbieram kilka dobrych wiaderek kupek. dodatkowo Demon obsikuje drzewa, zdarza mu się kucnąć, ale obsikanie drzewka to pokusa nie odparcia dla niego. jest oczywiście kastrowany, ale nie wiem jak nauczyć go kucać. zastanawiam się też czy nie karmić psów po przyjściu z pracy, a później wyprowadzać, ale nie wiem czy mogą tyle czasu być bez jedzenia. obecnie jedzą 2-3 razy dziennie, czyli rano, po przyjściu z pracy i kolacja, w porze naszego obiadu, jeśli bardzo "żebrzą". pomożecie?
-
zapalenie-nie da sobie dotknąć uszu - jak go uspokoić?
karolajn replied to karolajn's topic in Laryngologia
wczoraj w końcu pojechaliśmy pociągiem. nie obyło się bez przygód, bo chciał się przywitać z panią w kasie biletowej i wskoczyć do okienka :), na szczęście pani była pozytywnie nastawiona do psów i tylko się smiała, a później bał się wyskoczyć z pociągu jak wracaliśmy. niestety nie udało nam się Demona unieruchomić, i weterynarz powiedział wprost, że to nie ma sensu, bo więcej pewnie do lecznicy nie wejdzie i jutro jedziemy na czyszczenie ucha i badania, niestety, z użyciem farmakologii. -
psiury już rozumieją "wyjdź" z kuchni, chociaż się czołgają trochę bliżej, jak tylko się odwrócę :evil_lol: niestety dziś była kolejna wojna, bo czesałam elze nie zauważyłam, że Demon się skradał za mną z tyłu i chciał powąchać saszetkę - Elza warknęła. od razu ją skarciłam, mówiąc bardzo stanowczo - ELZA, NIE ! Demona odsunęłam, a saszetke ze smakołykami położyłam na komodzie obok. do końca czesania siedziała grzecznie jak nigdy. później wyczesałam Demona, odeszłam i się zaczęło obwąchiwanie komody i w ułamku sekundy Elza najpierw na niego warknęła i już chciała skoczyć, ale byłam przy niej i ją złapałam. tym razem krzyknęłam "nie", co zazwyczaj skutkuje, ale się nie uspokoiła, więc wyprowadziłam ją do pokoju. dostała burę, bo zadowolona z siebie machała ogonem, że z sytuacji wyszła zwycięsko. Demon, z kolei, chyba się już zaakceptował, bo wcale nie kulił się potulnie, tylko stanął tak trochę na sztywnych łapach i lekko zęby pokazał. nawrzeszczałam trochę na nie, oba patrzyły na mnie przepraszająco, a Elza wręcz łaziła ze wzrokiem wlepionym we mnie. kompletnie nie wiem co robić w takich sytuacjach, jeśli to by się powtórzyło? co prawda, chyba już się "przeprosiły", bo przed chwilą obwąchały się oba pod ogonami i rozeszły w swoją stronę. zapomniałam napisać, że jak Elza była szczeniaczkiem, to na spacerze ze spanielem koleżanki pokłóciły się właśnie o żarcie. ni z tego, ni z owego się na nią rzucił, to ogólnie jest strasznie niezrównoważony pies. później jej już w ogóle nie tolerował, a koleżance i jej mamie nie pozwalał się nawet do Elzy zbliżyć. myślę, że to zapamiętała. kolejnym problemem jest to, że Elza strasznie się narzuca, żeby się z Demonem bawić. wystarczy, że on przebiegnie kawałek, ona za nim - robi susy wokół niego, szczeka, podszczypuje uszy i łapki. on to znosił ze stoickim spokojem, a jak zobaczył mnie na horyzoncie to uciekał i się chował za mną, a ja Elze przytrzymuje nim sie nie uspokoi. okazało się jednak, że Demon ma chore uszy - Elza nie reaguje nawet na popiskiwania jak go zaboli. w ostatnich dniach Demon wykazuje trochę większą chęć zabawy, czyli czasem na nią ryknie po psiemu i się "siłują" na szczęki, ale po chwili już nie i Demon odchodzi. a Elza nie przestaje go "zaczepiać". po tej dzisiejszej akcji boję się, że teraz mogą wyniknąć jakieś spory i to z kolei ze strony Demona.
-
zapalenie-nie da sobie dotknąć uszu - jak go uspokoić?
karolajn replied to karolajn's topic in Laryngologia
mam dicortineff-vet i gentamincin-vet, ale nie wiem czy powinnam stosować cokolwiek bez porady lekarza, bo oba zawierają antybiotyki. udało mi się przed chwilą zajrzeć do 1 ucha, rodzinnie go karmiliśmy, i ucho jest zaczerwienione i strasznie brudne taką jakby brązową zaschniętą ropą. do weta postaram się iść jak najszybciej, czy wymaz jest zawsze konieczny? ile mniej-więcej będę musiała czekać na wyniki? czy ewentualnie mogę zrobić go sama i zanieść do lecznicy? -
a czy jamnik jest starszy? Elza miała do czynienia tylko ze starszymi maluszkami, i próbowała się bawić, robiła susy, ale jamniczka się trochę bała i szczekała, więc Elze przywołałyśmy do porządku. weścik za to od razu ją obszczekał, z takim zacięciem, że siedziała 2 kroki od niego i nie wiedziała o co chodzi. nie wiem jakby to było z młodszym psem, a zwłaszcza szczeniaczkiem.... :roll:
-
mam straszny problem. adoptowałam psa pare dni temu. wydaje mi się, że ma zapalenie uszu - strasznie nimi trzepie, drapie się. schyla głowę, jak chcę go pogłaskać - na początku myślałam, że był bity, ale teraz wydaje mi się, że po prostu bolą go te uszy i stara się, żeby go nie urazić. mam już transport do weta, bo niestety trzeba podjechać samochodem, ale dopiero na sobotę. próbowałam do ucha zajrzeć, i oczyścić coś chociaż tym wacikiem z oliwką, ale to po prostu niemożliwe. to mix leonbergera lub kaukaza - kawał psa. świetnie znosi zabiegi pielęgnacyjne, dał sobie opatrzyć łapę, bez problemu, grzecznie daję się czesać, można mu zaglądać w zęby - ale ucha nie da sobie dotknąć - muszą go strasznie boleć. od razu ucieka, a jak go złapię za obrożę to się wyrywa strasznie... udało mi się trochę odchylić ucho, ale nie za dużo zobaczyłam, jest chyba czerwone. nie wiem co robić i nie wiem co będzie u weterynarza na badaniu, przecież musi pobrać wymaz, a później pewnie dostaniemy coś do zakraplania ucha.
-
witam, kilka dni temu adoptowałam psa - rasy nieokreślonej, chyba mix leonbergera i kaukaza - był wystawiony jako leonek, ale w książeczce ma owczarek kaukaski. jest ogromny. pies jest chyba po przejściach - boi się krzyków, zamieszania, czasem gwałtownych ruchów. jest spokojny, ale kompletnie chyba nigdy nie szkolony. nie zna nawet podstawowych komend. czasami trudno go opanować, jak się przestraszy - to duży pies. wydaje mi się, że jest trochę,hm, zagubiony w tym wszystkim. w domu od szczeniaka jest sunia w typie niufa. suczka długo była jedyna w domu, ale większość psów akceptuje - zarówno sąsiadów, znajomych, oraz te na posesjach, jak wychodzimy na spacer - wręcz się do nich garnie. jako jedyny pies w domu - jest trochę rozpieszczona, zwłaszcza przez moją mamę, która dzieli się z nią jedzonkiem. jak przyjechał Demon, była chyba lekko w szoku - sięga mu pod pachę - nigdy nie miała do czynienia z psem większym od siebie. trochę się go bała. ale po akiejś chwili juz zapraszała go do zabawy, ale Demon nie za bardzo reagował - zwiedział mieszkanie i ogród, jak nie poskutkowało to... zaczęła lekkie próby dominacji - włażenie mu na plecy itp. pies nie reagował. żyją na ogół w zgodzie, problem pojawia się w kuchni. .... Elzie nie podoba się konkurencja do żarcia, już pierwszego dnia, usłyszałam powarkiwania z kuchni - na szafce stało mięso. to samo przy obiedzie - jak tylko Demon pojawił się w kuchni. oczywiście skarciłam Elzę - głośnym "nie" i przestała. karmiłam je do tej pory razem - michy po moich obu stronach, ja pośrodku - w razie czego kontroluję, jak jedno drugiemu coś chcę podeżreć, czekam aż michy będą puste i je zabieram- nic się nie działo... dzisiaj rano obudził mnie hałas - mama karmiła psy w kuchni - Elza warczała na Demona, chciała dla siebie obie miski od mamy i do żadnej nie chciała mu dać dojść, a później się na niego rzuciła - mama jakoś opanowała sytuację. później w kuchni było warczenie jak robiłam śniadanie, Demon machał ogonem, ale wydaje mi się, że też cośtam zamruczał. przed chwilą tata wszedł do domu, i - Elza przy witaniu ugryzła Demona w ucho. przy obu wyskokach Elzy mnie osobiście nie było, ale wydaje mi się, że jest zazdrosna o mamę, i o kuchnię, bo wie, że tutaj się dostaje i jest dużo dobrych rzeczy. sama nie wiem, co z tym teraz zrobić. psy za niedługo będą zostawać razem same na kilka godzin i jeśli z tego wyniknie jakiś poważniejszy psi konflikt to nie wiem jak to będzie. bo na razie awantury są tylko przez żarcie, problem w tym, że nie tylko przy jedzeniu, ale też w kuchni jak robimy jedzenie lub jemy. dlatego mam pytanie co mogę zrobić ? dodam, że w kuchni nie ma drzwi, nie mogę ich zamknąć i mieć problemu z głowy, nie wiem za bardzo ich nauczyć , żeby w kuchni nie przebywały w ogóle. czy po sterylizacji suczki może się coś zmienić? Demon jest oczywiście wykastrowany. proszę o pomoc
-
witam, chciałabym się dowiedzieć, czy wszystkie psy po kastracji sikają jak suczka tzn. "kucają"? chodzi mi głównie o niepodsikiwanie drzewek w ogrodzie. parę godzin temu przybył do nas adoptowany kastracik, i podsikuje wszystkie drzewa po kolei... jest oczywiście kastrowany. podobno zaczynał już załatwiać "jak dziewczynka", więc nie wiem - napewno jest trochę zestresowany zmianą miejsca i długą podróżą...? da się jakoś nauczyć psa, żeby nie podsikiwał drzewk?
-
witam, 1. mieliśmy kiedyś jamniorka długowłosego standard - właśnie z tej hodowli. odszedł niestety w maju 2008 roku. wtedy o 2 jamniorze nie było mowy, ale minął już rok i zastanawiamy się czy w niedalekiej przyszłości nie sprawić sobie kolejnego, tym razem dziewczynki - Frani, po naszym zmarłym jamniku. Jego imię rodowodowe, a raczej metryczkowe, bo rodowodu nigdy nie wyrobiliśmy to - Franko z Różanego Ogrodu. chcielibyśmy podobnego, ale o tej hodowli nie ma nic w internecie. Piesek urodził się w 97 roku, więc dość dawno. Ciekawa jestem, czy ma ktoś informacje na temat tej hodowli i co się z nią właściwie stało, a może ktoś ma lub miał jamniorka z tej hodowli....? o ile pamiętam mieściła się gdzieś pod WWA. 2. my w miedzyczasie kupiliśmy nowofundlandkę, jutro zamieszka z nami również Leonberger z adopcji, czyli mamy w domu 2 duże psy. Nowofundlandka toleruje małe pieski, dobrze się z nimi dogaduje - miała kontkat z kilkoma małymi kundelkami - bardzo ładnie się bawiły, weścikiem, którego znaleźliśmy i jamniczką mojej cioci - te 2 ostatnie ją zdominowały i na głowę sobie nie dały wejść...chociaż Elza próbowała się z nimi bawić :) o tyle, że oba były dużo starsze. nie wiem jak by było z małym jamniczkiem. o ile pamiętam - większość dużych psów na podwórku to byli dla niego wrogowie nr 1, chociaż miał też jednego kumpla ONka. dlatego zastanawiam się czy dla jamniora 2 duże psy w domu nie byłyby zagrożeniem. np. podczas zabawy. Franuś w moim domu był zawsze jeden, a na spacerach na ogół bawił się tym z małymi pieskami, dlatego nie do końca jestem pewna czy to dobry pomysł. jestem ciekawa jakie Wy macie doświadczenia? czy da się w jakiś sposób przygotować? mamy już 1 Panią na oku, która ma podobne jamniczki do naszeo Franeczka, i której cała jamnicza rodzinka jest przecudowna, będziemy rozważać też adopcję, tylko czy dorosły jamniś pogodzi się z obecnością 2 olbrzymów?
-
na lince chodzimy oczywiście dalej, i komenda "chodź" została zamieniona na "do mnie", zaraz jak zakupiliśmy linke, bo dopiero wtedy zauważyłam, że jakaś reakcja na to "chodź" jest, ale nie przychodzi do mnie. więc jest "chodź do mnie" lub "do mnie":) wczoraj wiatr otworzył bramę, a ja wypuściłam psa i zauważyłam, że jest otoworzona dopiero przez okno, więc w kapciach wyszłam biegać po polach, pies akurat cośtam sobie obwąchiwał i chyba nie zauważył:) ale jak dopadłam bramy to ona - fru na wolność. robiło się już trochę ciemno, więc wołałam ją i ... przyszła, na jakąśtam odległość, znalazłam smakołyk w kieszeni i macham jej przed nosem, podeszła na jakiś metr i się zastanawiała, jak zrobiłam krok w jej str to tylko pomachała mi ogonem, i skoczyła w 2 stronę z radością obszczekiwać bernardynke sąsiadów. w końcu mijając ją biegiem w inną stronę, ona za mną, i na szczęście sąsiad szedł i mi ją złapał - do obcego podejdzie zawsze się przywitać. dlatego napisałam tutaj, bo myślałam, że chociaż trochę złapała z naszych spacerów. trudno - będziemy dalej ćwiczyć zgodnie z tymi radami. przyznam, że była zaniedbywana na początku, jako szczeniak - przedtem mieliśmy jamnika, którego byliśmy oczkiem w głowie i mama , która z nią wtedy najczęściej wychodziła stwierdziła, że skoro się piluje to niech się piesek wybiega i niech chodzi bez smyczy - i do pewnego czasu, było ok, jak to szczeniak - nie spuszczała nas z oka. jak miała pół roku przeprowadziliśmy się na wieś, w taką okolice, że jest dużo pól i prawie nie jeżdżą samochody. później zaczęła rosnąć, ciągnęła strasznie na smyczy i dla świętego spokoju biegała sobie - bo trudno szarpać się z kilkudziesięcioma kg(nowofundland). stąd teraz te problemy. na początku myślałam, że jest po prostu niewybiegana, ale później wzieliśmy 2 psa i latały ze sobą dzień i noc, bawiąc się. na spacerach ciągle było to samo - nawet jak szczenior już latał bez smyczy ona ciągle była na lince i tak już zostało - nawet do wody wchodzi na lince. a ja strasznie panikuję jak ona tak sobie lata, zdarzało mi się go przywołać i szybkim ruchem przypiąć, bo np. jechał samochód, albo na horyzoncie pojawił się inny pies(nawet po to, żeby skrócić linke, bo na siłe staram się tego nie robić) - więc pewnie to też moja wina - że pies zastanawia się, czy ma przyjść. postaram się więcej nagradzać i dłużej się cieszyć. przeczytałam jeszcze kilka wątków na temat uciekania i mam pytanie: jak pies jest na lince, to wołamy go i wszystkimi możliwymi sposobami zwabiamy go do siebie - ok, a jak w ogóle nie reaguje, bo sobie cośtam wącha(co robi ciągle, 90% spaceru spędza z nosem przy ziemi), albo widzi pieska - to co? ja wtedy lekko napinam smycz, a czasem zdarza mi się delikatnie pociągnąć - może tutaj robie błąd ?? aha: dodam jeszcze, że przez jakiś czas próbowałam także z klikierem, ale było strasznie niewygodnie na spacerach, w obu rękach smycz, czasem też smakołyk trzeba było pokazać... to samo z komendami - 2 ręką gestykuluje, bo zwróciłam uwagę, że czasem tego co powiem - nie do końca ogarnia, a jak patrzy na rękę to od razu wie o co chodzi.
-
witam, mój pies też ucieka - tzn. po spuszczeniu biegnie na oślep za zapachem, lub w stronę jakiś zabudowań do innych piesków, lub przechodzących ludzi. czasami działa zwrócenie uwagi na siebie i bieg w 2 stronę, ale później trudno ją złapać - chyba skojarzyła, że jak ktoś ją łapie za obrożę to znaczy, że wolności koniec. czasem da się ją zwabić smakołykiem, ale zazwyczaj kończy się na tym, że biegnie drogą i łapią ją jacyś sąsiedzi, lub ja - podstępem. to jest 1 problem - bo nawet jak uda mi się wywołać sunię to ona się czai i zastanawia się jak wziąść smakołyk, żeby jej nie złapać. kompletnie nie wiem co robić w takich sytuacjach... a 2 to... nie zawsze podczas spaceru jest zainteresowana jakimkolwiek żarciem, mimo, że na ogół zrobi dla niego wszystko. od jakiegoś mniej-więcej pół roku chodzimy więc na lince, no, i ... są jakieśtam postępy, ale pies wie swoje, więc próby spuszczenia jej kończyły się raczej niedobrze. staram się utrzymywać kontakt z psem podczas spaceru, cały czas do niej gadam, wciąż chwalę, jak przyjdzie, albo ładnie chodzi na smyczy( z tym też mamy problem, ale już dużo mniejszy - zdarza jej się ciągnąć). w domu zawsze jest chwalona jak przyjdzie, czasem bawimy się też "w chowanego", bo tak nam polecił wet, żeby wyrobić psu nawyk szukania mnie. ale Elza spuszczona ze smyczy - często bywa głucha i ślepa na mnie, w ogóle nie reaguje. myślałam , że linka coś da, ale postępy są niestety bardzo małe. może coś źle robię, sama już nie wiem.... dodam jeszcze, że pies ma ponad półtora roku, widać, że dorosła, nagle zaczęła wykonywać ładnie komendy, na które była zupełnie głucha, dopóki się ją nie przekupiło smakołykiem. tylko wciąż to przywołanie na spacerze - w domu i w ogrodzie - działa zawsze, na spacerze - prawie w ogóle.
-
chciałam zauważyć, że mało kto kupując rodowodowe-rasowe zwierzę bierze pod uwagę tylko i wyłącznie jego charakter, wygląd też, a czasem głównie wygląd się liczy. gdyby ludzie nie zwracali na to uwagi, schroniska byłoby prawie puste, a i nikt nie kupowałby psów rasowych. taka jest prawda, moim zdaniem. spaniele, terrierki z ogonami wyglądają ładnie, właściwie wszystkie psy. ale np. briard bez kopiowanych uszu, przynajmniej moim zdaniem traci swój charakter... i chyba żadna selekcja hodowlana ich naturalnie nie postawi, chociaż nie znam się na tym. jeśli czyimś marzeniem jest kopiowany pies, to ja nie rozumiem dlaczego nie. jeśli kupuje psa za tysiąc czy 2 tysiące, w hodowli, a to często jest równowartość miesięcznych zarobków, bo to było JEGO MARZENIE. a jeśli hodowca odmówi kopiowania i zacznie narzucać jakieś chore umowy pozwalające na odebranie właścielowi jego psa to ktoś pójdzie do pseudo, skopjuje na lewo i będzie zadowlony mając wymarzonego kundelka w typie rasy. a tak właściwie to po co rozmnażamy psy? przecież poród, czasem przez cesarkę, też boli sukę. po co przeprowadzać jakiekolwiek zabiegi chirurgiczne? po co ratować psa nieuleczalnie chorego, kalekiego i po co go męczyć, jeśli może go to boleć? i skąd wszyscy wiedzą, że pies nie chce mieć kopiowanych uszu? może właśnie przeszkadzają mu te zwisające ... nikt się psa nie spyta. moim zdaniem to jakaś zbiorowa histeria. chociaż nigdy nie miałam kopiowanego psa i raczej nie będę mieć to uważam, że lepszy jest taki zabieg wykonany legalnie, gdzie pieska się usypia lub chociaż znieczula, niż partaczenie na lewo. co do udziałów w wystawach to może mam pewne wątpliwości. skoro Zachodnie wystawy są zamknięte dla takich psów, to jak stwierdzić czy dany osobnik jest rzeczywiście taki wybitny by uzyskać hodowlanke i przekazywać swoje geny dalej, skoro ma tak małe pole do popisu?
-
ja znalazłam takie ozdobne [url=http://www.bazardekoracji.pl/cat-pol-1188895439-OZDOBY-klamerki.html]OZDOBY | klamerki | Swarovski, koraliki, pasmanteria, dodatki do scrapbookingu, artykuły krawieckie - sklep BazarDekoracji.pl[/url] no i tutaj takie zwykłe plastikowe, w różnych kolorach i rozmiarach [url=http://www.niteczka.com.pl/sklep/index.php?cPath=33]niteczka.com.pl - pasmanteria internetowa niteczka.com.pl - pasmanteria internetowa <b>KLAMRY I ZAPIĘCIA</b>[/url] ktoś coś stąd testował? bo zastanawiam się czy nie zamówić, tylko czy pies tego nie rozepnie...?
-
PSEUDOHODOWLA ONKÓW-dramat i syf??Ok.Sochaczewa!
karolajn replied to martucha's topic in Owczarek niemiecki
witam, niestety przez własną głupotę też mam pieska z tej hodowli... pisałam już zresztą o tym ( [URL]http://www.dogomania.pl/forum/f1148/malenki-onek-boi-sie-nawet-domownikow-140320/[/URL] ), bo kiedy mała do nas przyjechała bała się wszystkiego, jest o niebo lepiej i okazała się przemiłym psiakiem, powoli dochodzi do siebie... wita sie przez pół godziny jak tylko wracam do domu, i nie odstępuje mnie na krok w ogrodzie. nie jestem pewna czy chodzi konkretnie o tą hodowlę, ale mogę jutro sprawdzić w książeczce. napewno był to Juliopol i również powitał nas poooootężny pan, a później synek i 2 szczeniaczki. ogłoszenie mama znalazła na allegro. moja książeczka była wporządku, mam nawet "pieczątkę" hodowli. w samochodzie pies jechał grzecznie na kolanach, ale kiedy z niego wyszła... koszmar. w ogóle nie chciała do nas podejść, kuliła uszy przy lekko podniesionym głosie, gwałtownych ruchach itp. hodowca twierdził, że psy karmi mięsem, bo ma blisko masarnię, ale u weta okazało się, że jest lekko "krzywy" - niedobór witamin, które dostaje, ale nie wiadomo jaki będzie tego finał. kiedy tam byłam w maju było chyba 9 psów. 8 po dwa w czterech kojcach(za stodołą) i 1 na podwórku. kojce - powiedzmy, że w normie, ale małe, psy w miarę wyczesane. w stodole mieszkanie dla szczeniaczków, na zewnątrz ogrodzone płotkiem, a tam trochę dużo kupek. przy kojcach ogrodzony kawałek pseudotrawnika, nie koszonego chyba nigdy. pan powiedział, że psy są wypuszczane, ale chwilowo boi się kleszczy. dalej nieduży wybieg z klepiskiem, a tam kilka szczeniaków i buda. tak to mniej-więcej wyglądało, w maju, chociaż nie wiem, czy to na pewno o tą hodowlę chodzi ( [url]http://ale.gratka.pl/ogloszenie/1976883_owczarek_niemiecki_owczarki_niemiecki.html[/url] ). żałuje, że nie wpadłam na ten wątek wcześniej, chociaż z drugiej strony - Roma jest u nas dopiero 2 miesiące, umierałam ze strachu co będzie dalej, jak tylko u nas się pojawiła, a ja już nie wyobrażam sobie bez niej życia. jeśli mogę coś pomóc w tej sprawie, to jestem do dyspozycji -
może i to sprawia zwierzęciu ból, ale są sytuacje, kiedy kolczatka jest niezbędna. moja nowofundlandka nosiła kolczatke przez jakiś czs, bo po prostu nie dało się jej utrzymać, zwłaszcza na krótkiej smyczy. teraz chodzi na lince + zwykła obroża, i jest w miarę ok. tylko, że ja mieszkam na wsi, nie mam samochodów, tylu zapachów, ludzi, w sumie innych psów i moja niufka nie jest agresywna. ostatnio jadąc do weta stwierdziłam, że dość dobrze chodzi na smyczy, będziemy samochodem i w sumie nie potrzeba, a pies przeciągnął mnie po całej ulicy ciągnąc do każdego kąta, przechodniów, dla świętego spokoju przeszłam się z nim do końca ulicy i z powrotem, żeby mógł wszystko obwąchać - i tak bym go nie utrzymała w miejscu. cieszyłam się, że w ogóle udało mi się ustać na nogach i żałowałam, że kolczatki jednak nie wzięłam, bo co by się stało gdyby pies wyrwał mi smycz i poleciał w siną dal, w miasto, którego nie zna, i w którym jest pełno rozpędzonych samochodów? później przez tydzień ledwo ruszałam ręką mój pies również miał zwyczaj gonienia za pociągami, też chodziliśmy sobie ładnie grzecznie w obroży, mimo, że potrafił sobie stanąć na dwóch łapach i sapać na tej obroży - jakoś udało mi się go utrzymać. ale pewnego razu szarpnął tak mocno, że wyrwał mi smycz z ręki(przy okazji wyłamując 2 palce) i fru przez całą długość peronu, obok pędzącego pociągu, szczęście, że udało mi się go złapać, bo nie wiem co by mogło się stać. teraz ganianie pociągów, czy ciągnięcie do niego zdarza się naprawdę rzadko, ale dla bezpieczeństwa na stację chodzę ZAWSZE w kolczatce. uważam, że czasem dla dobra psa kolczatki trzeba użyć, bo spacer mógłby się po prostu skończyć tragicznie. oczywiście trzeba psa szkolić, próbować uczyć itp i NIE dla kolczatki dla psów małych i średnich, które nie maja aż tyle siły by właściciela przewrócić, a później cieszyć się wolnością. często to jest pójście na łatwiznę, bo nie trzeba się męczyć. i zastanawiam się nad tym całym halti... dużo osób tutaj to chwali, ale skoro to nie działa na takiej samej zasadzie jak kolczatka to czy po zdjęciu halti pies nie będzie ciągnąć znów?
-
może szczenięca wersja śmierci łóżeczkowej, tak jak u niemowląt - zdarza się to bardzo rzadko, że zdrowe dzieci umierają bez żadnych powodów. ostatnio na jakimś forum czytałam, że coś takiego zdarzyło się w jakiejś hodowli, nie pamiętam dokładnie, ale chyba było to nowofundlandy, a sekcja pieska nic nie wykazała.
-
mam podobny problem, i też interesuje mnie strona prawna. jakieś 2 posesje dalej wzdłuż drogi, którą chodzimy na spacery są 2 agresywne psy. wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że ogrodzenie nie jest do końca szczelne, co jakiś metr w ogrodzeniu nie ma sztachety(sztafety?) i psy są w stanie włożyć w nie pyski. mój nowofundland z daleka obszczekuję tą posesję, bo już chyba jeden za szczeniaka go zadrapał. ale mam małego ONka, i ostatnio byłam z nimi na spacerze. przypięłam małego smyczą do linki niufki i przechodząc obok tej posesji zaczęła obszczekiwać 2 agresywne psy, nie zdążyłam jej przyciągnąć, a już jeden z nich miał w pysku jej łapę. chłopak próbował ją wyrwać, i w końcu mu się udało, ja zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi, wyszedł właściciel, ale byłam tak zdenerwowana i w takim szoku, że nawet nie zauważyłam czy coś mówi. co jak co, napewno nie awanturował się. całe szczęście nic sie nie stało - łapa prawie cała i zdrowa, jest tylko skaleczenie, nic złamanego ani naderwanego, ale zastanawiam się jak by to wyglądało od str prawnej, gdyby sytuacja się powtórzyła i jednak moje psy jakoś by ucierpiały. bo z 1 str moja wina, bo nie ogarnęłam moich psów w porę, a z 2 str - te odstępy w ogrodzeniu, przez które te psy wystawiają pyski i nawet te 2,3 cm to już jest poza posesją...
-
czyli jednak zastrzyk antykoncepcyjny to nie jest zbyt dobry pomysł... możecie mi jeszcze powiedzieć jakie[B] badania[/B] powinnam zrobić nowofundlandce przed sterylką i ile to ewentualnie może dodatkowo kosztować? (usg, ekg i co jeszcze?) trochę się boję... niedawno się przeprowadziłam, wcześniej mieszkałam w Warszawie, a tutaj nie mam żadnej zaufanej kliniki, a nie chcę weryfikować umiejętności weta na własnym psie, a 40km droga dla psa po operacji to nie jest dobry pomysł. a może poszukać lekarza ze specjalizacją....? tylko jaką?
-
słyszałam jeszcze o zastrzykach antykoncepcyjnych, i się zastanawiam. mieszkamy na wsi i latają sobie tutaj luzem różne pieski, więc podczas cieczki o spacerach nie ma mowy, właściwie cały dzień niufke bunkrujemy w domu, bo małe pieski potrafią się przecisnąc między podmurówką, a płotem, a te duże nie daj Boże przeskoczyć, więc maaaaaskaaaaakra:roll: a możecie mi powiedzieć jak wyglądaja najbliższe dni po tym zabiegu...? co ile te zastrzyki, ile mniej-więcej do zdjęcia szwów...? i jeszcze jedno pytanie: czy to prawda, że suczka przed sterylką powinna mieć 1 raz szczeniaki? to się w ogóle jakoś ma 1 do 2?
-
maleńki ONek - boi się nawet domowników!!
karolajn replied to karolajn's topic in Owczarek niemiecki
kasa nie była "gruba", bo gdyby była to nie zastanawiałabym się nad wyborem domowa czy zarejestrowana hodowla.:roll: myślę, że handlarz na czysto zarobił nie więcej niż 100zł odliczając szczepienia, odrobaczanie i opieke weterynaryjną. -
maleńki ONek - boi się nawet domowników!!
karolajn replied to karolajn's topic in Owczarek niemiecki
oczekiwałam odpowiedzi na moje pytania, a nie udowadniania mi tego jak strasznie jestem nieodpowiedzialna, bo oddałam psa z adopcji i, że nie mam już zaufania do takich psów, bo ważniejsze dla mnie jest bezpieczeństwo moich zwierzaków. straciłam ukochanego kocura i niestety trudno mieć pretensje do wolontariuszy, ludzi, którzy psem się zajmowali i go szkolili czy wreszcie do samego psa, albo kogokolwiek innego. nie chciałam szczeniaka ze schroniska, bo nie wiedziałabym co z niego w przyszłości wyrośnie, a chciałam mieć psa w typie rasy, przynajmniej mieć pojęcie o tym, jak będzie wyglądał później i czy moja suczka go nie stratuje podczas zabawy. :roll: chociaż nie jestem pewna w 100%, że to będzie ONek to jednak myślę, że właściciel nie chowałby przed nami prawdziwych rodziców, skoro w kojcach siedziało 8 dorosłych, ładnych ONków, czy może raczej w typie ONków, bo nie wszystkie były rodowodowe. i nie oceniłam całokształtu zachowań psów tylko stwierdziłam fakty, jakie zauważyłam - żaden z psów nie był agresywny czy lękliwy w stosunku do mnie czy rodziców. PS. poniżej 1000 zł czyli ile? zresztą, wybacz, ale moje finanse to moja sprawa - ja w ciągu tygodnia nie znalazłam namiarów na szczeniaki w mojej okolicy w odpowiadającej mi cenie, bo podróże niestety też kosztują, i zabierają czas. zresztą nie zamierzam się tłumaczyć i usprawiedliwiać. napisałam wszystko co miałam napisać. adopcja nie wyszła, a nie chce szczeniaka nie wiedząc jak będzie chociaz przypuszczalnie wyglądać jak już dorośnie. nie rozumiem tez zarzutów pt. schronisko zasili kolejny ONek, albo 'kup sobie pluszaka', bo są co najmniej dziwne i nie na miejscu. pytam na forum miłośników psów jak się zachowywac wobec mojego, bo nie wiem, a dostaję w odpowiedzi rady na temat oszczędzania na psa z hodowli albo ochrony domu. nie wszyscy mają nawet tego tysia na koncie, chwilowo, i nie wszyscy mają czas za kilka,kilkanaście miesięcy siedzieć z małym psem w domu i go pilnować, bo może są osobami pracującymi. a może nie mogą zostawić samej w domu nudzącej sie nowofundlandki za miesiąc na nie wiadomo ile, bo nie mam określonych godzin w pracy i akurat może mnie nie być. jeśli to jest odpowiedź miłośników psów na moje pytania to bardzo dziękuję. a do szkoleniowca i tak się wybieram i miałam to w planach, tylko, że to dodatkowe koszty i kupując psa z hodowli chwilowo napewno nie byłoby mnie na to stać. poza tym - czy mam gwarancję, że pies z hodowli będzie bezproblemowy, zawsze zdrowy? chyba nie. co nie znaczy, że próbuję kogos przekonać, że kupowanie psów bez rodowodu jest dobre, słuszne, tym bardziej nie szukałam tutaj tego potwierdzenia. pozdrawiam -
maleńki ONek - boi się nawet domowników!!
karolajn replied to karolajn's topic in Owczarek niemiecki
[quote name='karjo2']Jak widac nie ma problemu, zeby sobie nabytki wymieniac. Poza tym, jaka masz gwarancje, ze ten kundelek nie wyrosnie na psa "za kolano". No i pewnie, ze nie podpowiedziano Ci szczeniora, skoro szukalas doroslego, z podstawami wychowania, duzego psa. Wystarczylo odezwac sie do np. wolontariuszy z Palucha - oferowali pomoc, zmienic oczekiwania w topiku, za to wydalas kilka stow na nie wiadomo co, ciekawe ile pojdzie na wyprowadzanie kundelka na prosta i czy wtedy bedzie stac :angryy:. Czy po prostu w pobliskim schronie przybedzie nastepny "onek"... bo takiego psa szukałam - dorosłego. zresztą kontaktowałam się z fundacją zajmującą się adopcjami, oprócz założenia wątku tutaj i to oni mi pomogli w znalezeniu psa. a stało się to co się stało i zdecydowałam się nie ryzykować po raz 2. gwarancję mam dużo większą, nawet jeśli nie 100%, że wyrośnie, to co ma wyrosnąć, bo byłam na miejscu i widziałam rodziców. nie zauważyłam też, aby byli agresywni, czy lękliwi wobec mnie i rodziców(obcych ludzi).... to, że wybrałam źle, nie znaczy, że traktuję zwierzęta jak rzeczy. od dziecka mam psy i koty, wśród nich równiez znajde ze shroniska i podrzucone koty. to, że jest problem, nie znaczy, że chcę się go pozbyć. :crazyeye: więc nie przesadzaj.