Bzium
Members-
Posts
105 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Bzium
-
Nie no masz rację.. wzniosłe i patetyczne nie są.. początkowo poczułam się zaatakowana, więc staram się wyjaśnić sprawę.. pewnie przesadza, ale mam zły okres w życiu.. wiec przepraszam i ja..
-
[quote name='KRYSKA_Z']Witaj Bzium! To nie byly kpiny, tylko nie zrozumialam o co Ci wlasciwie chodzi. Wiesz czasami jak ludzie nie moga dalej opiekowac sie psem to szukaja mu innego domu a nawet oddaja do schroniska. I mysle, ze jest to lepsze wyjscie niz pozostawienie psa bez opieki, bez zapewnienia mu dalszego bytu. Pozdrawiam[/quote] No oczywiście, że jest to lepsze wyjście. Tyle, że mój Koks został z moją mamą, gdy ona wyjechała, przeprowadził się parę ulic dalej do moich dziadków - oni nie bardzo mogli się nim zająć, więc byłam na najlepszej drodze by zamieszkał ze mną. Nie wiem czy dziadkowie którzy psa wypieszczą i wykarmią to opcja "bez opieki i zapewnienia dalszego bytu"? Mieliśmy dom, do którego miałam się przenieść parę dni po tym jak dowiedziałam się o zniknięciu. Miałam plany jak będzie nam dobrze razem. Przeprowadzkę zaplanowałam na długi weekend by siedzieć z nim pare dni, zanim go zostawię na parę godzin samego [na czas zajęć] by choć trochę się zaklimatyzował w nowym miejscu. Opcja pies przeprowadza się ze mną jest chyba lepsza niż oddanie go do schroniska, gdzie jako starszy pies nie miałby szans... Dla mnie przecież to byłoby wygodniejsze, koks ze mną na studiach = zrezygnowanie z mieszkania w akademiku, zrezygnowanie z weekendowych wycieczek w góry, z częstych imprez i ogólnie wielu rzeczy przez które zostawałby sam. Ale jak jakaś wycieczka może być ważniejsza? Zdecydowałabym się go oddać jak bys zaczęli przymierać głodem... Już chyba wolałabym zrezygnować ze studiów i wrócić na nie za rok, dwa niż skazać mojego psa na schronisko. Ale tu nie o to mi chodziło. Te wszystkie wydarzenia mialy miejsce dużo po wyborze studiów - a właściwie miejsca studiowania. Przez ten wątek chciałam po prostu się dowiedzieć jak bardzo taki wyjazd i wracanie co 1,5-2 miesiące do domu można podciągnąć pod znęcanie się, jak bardzo go skrzywdziłam? Przy czym pies zostawał z mamą - osobą do której był najbardziej przywiązany [na jej wyjazd za granicę za chlebem wpływu już nie mieliśmy].
-
[URL]http://www.dogomania.pl/forum/f96/ostrowiec-swietokrzyski-zaginal-kundel-135959/#post12156216[/URL] wg takiego kalendarza Po prostu rozważałam swoje czyny i chciałam wiedzieć czy idąc na studia daleko człowiek jest sadystą. Może za późno zaczęłam się nad tym zastanawiać... ale hmmm.. wcześniej ten sadyzm nawet nie przeszedł mi przez myśl. I darowalibyście sobie te kpiny ;/ jakbym psa zabiła lub coś. Tydzień po tygodniu zjeżdżałam do domu. Rozplakatowałam całe miasto, zaczepiałam obcych ludzi [czego nienawidzę robić]. Na ogłoszenia i jeżdżenie z domu na studia, ze studiów do domu, wydałam pieniądze których nie mam ;/ więc tylko nie mówcie mi, że mało zrobiłam i sytuacja mnie może jeszcze ucieszyła "bo problem z głowy". Jakby Koks wytrzymał jeszcze tydzień mieszkałby teraz ze mną we Wrocławiu, wykastrowany w domu z ogrodem, którego szukałam dwa tygodnie codziennie po parę godzin - tak by to jemu było w nim dobrze nie mi.
-
Niedomknięta furtka no i zniknął z podwórka w pogoni za cieczkami (w dniu w którym umawiałam mu kastrację) :-( nie ma go już prawie 2 miesiące, łudzę się, że się znajdzie, ale w gruncie rzeczy w to nie wierzę...
-
Psa obecnie już nie ma ;( Wydaje mi się, że zabieranie go z domu i wywożenie do zupełnie nowego miejsca byłoby gorsze dla niego... Choć miałam tak już zrobić, bo w domu się wszystko skomplikowało i nie za bardzo miał się nim kto zająć. Może lepiej byłoby gdybym poszła na ten sam kierunek, ale bliżej.. to znów by było dla mnie cierpienie psychiczne, bo nie chciałam tam mieszkać, a zjeżdżanie do domu co tydzień byłoby dla mnie masakrą nie z tej ziemi x.x Spotkałam się jeszcze z opinią, że dla psa nie liczy się upływ czasu, a tu i teraz. I nieważne czy wracam co tydzień czy po 1,5 miesiąca. Prawda to?
-
a powiedz mi jeszcze jedno, czy wyjeżdżając na studia do dalekiego miasta mogę nazwać się sadystą? bo tak zostałam nazwana i zastanawia mnie czy bezpodstawnie czy rzeczywiście ma rację ten kto tak twierdzi...
-
a jak tam tegoroczni kandydaci? mogę mówić o nieprzespanych nocach, braku juwenaliów i wszystkich tych okropnościach :razz: bo straszenie jest takie fajne
-
To straszne ten pisk :-(
-
trzeba być zboczonym...
-
A teraz to jest mi przykro, jestem tam aktywnym użytkownikiem i ludzie z którymi zawsze dobrze mi się rozmawiało jadą po mnie, że aż piszczy ;/ jestem hipokrytą bo sama porzuciłam psa wyjeżdżając na studia (został z moją mamą) i udaję obrońcę zwierząt... i jeszcze te teksty "pilnuj czy się sąsiadka z Murzynem nie puściła, bo to też nie będzie mieszaniec". Jak można psa porównywać z człowiekiem pod takim kątem?! A kastracja to barbarzyństwo, bo hamuje instynkty... Nie jestem na nich zła, jest mi przykro to chyba jeszcze gorsze :-( I jeszcze mam takie pytanie: jakie trzeba spełniać warunki aby szczeniaki były rodowodowe (rodowody rodziców wystarczą? musi to być zarejestrowana hodowla? i skąd się ma prawa hodowlane?). Nie znam się na tym, a później łatwo palnąć głupotę/wcisnąć sobie kit..
-
Tak jak w temacie co odbije się gorzej na psiej psychice: - opuszczenie domu na długi czas + b. rzadkie powroty -> może nastąpić rozplecenie więzów? pies nie będzie pamiętał (w tym czasie zostaje z pozostałymi domownikami)? - zostawianie psa na 5 dni w tygodniu i wracanie na weekend jako dobry i kochający pan - jest stały kontakt z psem, ale czy takie częste rozstania nie są bardziej bolesne dla psa?
-
no tak na biologu kolejna dziweczyna pochwaliła się, że niedługo w jej domu zawita 7 yorków ;] no i kpi z moich przekonań, bo przecież rodowod nie jest nikomu do szczescia potrzebny.. (a jej pies go ma ;]) po co ludzie mnożą psy?
-
nazwa forum zagwiazdkowana.. nie mam siły ;/ porażka, wg niektórych rozmnażanie psów w hodowlach, żeby psy rasowe były psami czystej krwi to działania a'la Hitler.. [url]http://www.forum.biolog.pl/tematy74/kiedy-dopuscic-vt12750.htm[/url] na biologu co chwilę ktoś się pyta o kwestie rozmnażania..
-
Rozejrzyjcie się za moim Koksem :( proszę oglądałam zdjęcia na stronie schroniska, dużo nowych psów, jego tam nie ma
-
o matko :angryy: co za idiotka... kotka mojej babci urodziła 3 kociaki, 2 coś zeżarło pierwszej nocy :-( ale chyba babcia w końcu zdecyduje się poddać kotkę zabiegowi :multi:
-
Nie jestem wolontariuszem i teraz tam nie mieszkam. Dobry kontakt w sensie - weterynarz, który jest tam chyba najważniejszym lekarzem jest starym znajomym ojca -> często leczył mojego psa za darmo lub za pół ceny, więc jakby się tam pojawił raczej zwróciłby uwagę. Zawsze lubiłam tę lecznicę. Nie zdawałam sobie sprawy, że tam trafiają nasze ostrowieckie bezdomne psy i do tego mają złe warunki..
-
[quote name='Ulka18']Na maile nt. wirtualnych psów ja odpowiadam, na wszystkie, na ktore znam odpowiedz. Ale czy jest jakis nowy pies w schronisku to nie wiem, kierownik lub pracownicy musza sprawdzic. Stad luka czasowa.[/quote] rozumiem [quote name='Ulka18']Zapewniam Cie Bzium, ze tak jak w polskich szpitalach nikogo nie obchodzi kolejna chora starowinka, tak schronisko jest przyzwyczajone do codziennego przyjmowania psow i nie robi to na nich zadnego wrazenia. Rozmawiaj normalnie, po prostu nie przejmuj sie tonem odpowiedzi. TO TWOJ PIES I GO SZUKASZ.[/quote] Rozumiem tylko jak ktoś zgłasza.. ehh dziś przespałam to dzwonienie przed 7. Więc zdzwonię po południu. Choć teraz wątpię, że tam jest. Na moim wątku zaginieniowym wyczytałam, że zanim pies jedzie do Mielca przechodzi przez Szewne, a z Szewną mamy dobry kontakt.. chyba.. jeszcze dziś dopytam.
-
Maila pisałam już dość dawno, odp na temat wirtualne adopcji dostałam bardzo szybko. Myślałam, że tematem mojego psa też się kierownik przejmie - po co komu kolejny stary pies w schronie? :shake: Droga mailowa wydawała mi się najlepsza - zdjęcia są lepsze niż opis (zresztą opis słowny też dałam dość dokładny - łatwiej coś przeczytać parę razy i zapamiętać niż raz usłyszeć). Widocznie się pomyliłam. Skoro rozmowa telefoniczna może być trudna.. to może jakieś rady jak prowadzić rozmowę? Jest jakaś możliwość dostania zdjęcia jeśli byłby podobny pies czy raczej na to nie liczyć? (nasze miasta dzieli 90km i jeździć na każdy fałszywy alarm.. do tego musiałabym kogoś prosić, bo sama jestem we Wrocławiu) Dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
-
Niestety tak, mojego uciekiniera [url]http://www.dogomania.pl/forum/f96/ostrowiec-swietokrzyski-zaginal-kundel-135959/#post12156216[/url] wspominałam o tym wcześniej. odwiedzam stronę schroniska, pisałam też maila
-
i nie było żadnej "dostawy" psów z Ostrowca?
-
ogłosiłam w necie, powiesiłam ogłoszenia, mieleckie schronisko informowałam. mój wątek o zaginięciu: [url]http://www.dogomania.pl/forum/f96/ostrowiec-swietokrzyski-zaginal-kundel-135959/#post12156216[/url]
-
[quote name='xxxx52']Nie jest tak ,ze po kastracji pies nie bedzie uciekal:shake: Wedlug niektorych wet.najlepiej kastrowac psa do 5 lat.Wtedy psy nie beda juz oznaczac rewiru,nie beda uciekac ,stana sie bardziej spokojne. Po kastracji pies powinien sie wyciszyc tak po pol roku,ale nie kazdemu to dane.[/quote] może nadal będzie uciekał, ale nie będzie się mnożył.. ale wciąż się nie znalazł :-(
-
Ale tłumaczyć warto. Jeśli chodoffczyni nie zrozumie błędu to może ktoś kto przeczyta taką dyskusję (np. ja :P choć ja zawsze miałam kundelki czystej kundelkowatej krwi i nigdy nie chciałam ich rozmnażać). Na szczęście są też osoby, którym chwilę oś wyjaśnisz i rozumieją, że pseudo jest złe. ostatnio dowiedziałam się, że koleżanka z grupy rozmnożyła swojego "Shi-tzu" (ktoś poprosił by pies był reproduktorem :mad:). Po paru moich zdaniach poprosiła o przesłanie jakiś stron na ten temat. Sądzę, że już jest "nasza" (choć pies jest jej mamy i nie wiadomo, czy ta będzie w przyszłości słuchać córki :shake: rodzinę najgorzej do czegoś przekonywać)
-
Od niedawna zaczęłam "zabawę" w tłumaczenie i już nie mam siły :-( Pół roku namawiałam babcię na sterylkę kotki, zgodziła się jak miałam z nią jechać do weta babcia się rozmyśliła, bo kocica sąsiadów zmarła podczas takiego zabiegu. O ile się nie mylę jest kotna, po raz drugi. Ma 2,5 roku :-( Przyjaciółkę próbuję odwieść od rozmnażania swojej suki (dziecko setera i mieszańca wyżła węgierskiego ze spanielem. wyszła ładna mieszanka, ale to już kundel i nikt temu nie zaprzeczy nawet ci którzy nie popierają r=r). Na forach też zaczynam tłumaczyć. Nic. A jako, że studiuję weterynarię to już do końca życia będę tłumaczyć. Ale czy starczy mi sił? :shake: BTW. sama ten problem uświadomiła sobie dzięki jakiemuś forum
-
Ale mam oko. Już na niego wpłaciłam. To przekażcie te 20zł na innego tylko, że teraz pewnie będzie zamieszanie ;p A może jest jakiś bardzo potrzebujący może wymagający sterylki/kastracji nowej budy czy czegoś? Słyszałam, że te z Ostrowca w najgorszym stanie i głównie na swoje ostrowieckie zwracałam uwagę, ale ten jakoś przykuł moją uwagę. Przytulisko w Ostrowcu hmm tylko gdzie ono jest?