yashica
Members-
Posts
76 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by yashica
-
Kudłaty Dżibi z Boguszyc - teraz Piksel JUŻ W NOWYM DOMKU
yashica replied to leni356's topic in Już w nowym domu
trzymam kciuki za psiaka!oby obserwator si nie wycofał!na co ,po cichu,liczę!powodzenia psinko! -
i co z maluszkami?jak teraz wyglądają ich losy?jeśli dobrze pamiętam to reszta szczeniaczków ma już zapewnione domy?
-
Śliczna jest Kiki,na prawdę.zdj.widziałam już wczoraj na stronie Wiosny. chciałabym ją przygarnąć,ale niestety rodzice nie chcą o tym słyszeć. gdyby nie ta pieprzona mgr to juz bym mieszkała oddzielnie i kto wie?może z Kiki własnie?
-
Przytulaśna Zimka "mały lisek" już w domu stałym! :-)
yashica replied to mikag's topic in Już w nowym domu
śliczny maluch!czy ktoś się nią teraz opiekuje? -
To już niemal tydzień... Zastnawiałam się dziś-jak może wyglądać Tęczowy Most...Psie niebo.Z drugiej jednak strony całkowicie podpisuje się pod puentą wiersza "Dokąd idą psy,gdy odchodzą...". Znalazłam jedno zdjęcie,które jest zarazem pewnego rodzaju moją wizją TM. Zdjęcie zostało zrobione jesienią ubiegłego roku. To były nasze ulubione miejsca do spacerowania...Figa uwielbiała trawę,drzewa i liście. Nie wiem czy prawidłowo dodam moje zdj. tu,dlatego w razie "w"podaję również linka: Imageshack - figg1of100m http://img142.imageshack.us/img142/351/figg1of100m.jpg pozdrawiam Was kochani!
-
Golden Retriever Cezarek odszedł :((
yashica replied to mika281's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
bardzo współczuje odejścia Przyjaciela. to była chyba gwałtowna śmierć? doskonale Cię rozumiem. ja niemal tydzień temu straciłam Figę,moją kochaną Przyjaciółkę...wiem,co czujesz:( -
piąty dzień... zakończył się niewłaściwie. byłam spokojna,ból nie ustępuje,ale tłumię go-myślę o dobrych chwilach.oglądam zdj.Figi i filmiki,gdzie jesteśmy razem- to tak jakby była ze mną nadal... rozmawiałam z moim ex... i znowu-wszystko wróciło. jestem taka rozżalona...czuję,że nie mam nikogo,żadnego przyjaciela na dobre i na złe.moja ukochana Przyjaciółka odeszła...nie mam do kogo się wtulić,ani wypłakać. czuje się samotna.nie wiem co zrobić z tą pustką. ech i tak boli ,ze ex się bawi,a mnie ma w d...sądziłam,że natrafiłam na odpowiedniego człowieka.
-
Bella była wspaniałym psiakiem. i miała szczęście,że byliście z nią.kochaliście ją...!pięknie. mam nadzieję,że nasze psiaki teraz wspólnie się bawią za Tęczowym Mostem.
-
Znaleziony przy drodze - koło Brzegu Opolskiego
yashica replied to AnetaA's topic in Już w nowym domu
co z psiakiem?jak wyglądaja jego losy teraz? -
Cudowna *MOLLY* specjalnej troski - Pojechała do wspaniałegp DOMKU!!
yashica replied to fizia's topic in Już w nowym domu
tylko żeby Was nie skasowali Ci specjalisci za radę;/ w KK są weterynarze,ktorzy rzadaja 15zl za poradę. dla mnie to skandal... nie przebrnelam przez cały wątek ,więc mogę coś pominąc-ale może tak z Molly pojechac do Wroclawia? -
trzymam kciuki za psiaka!śliczny futrzak!oby miał dom!
-
minęła 2:22... to już 4dni...;(
-
ogromnie się cieszę że psiaki znalazły dom!takich ludzi jest niewielu-wielkie brawa dla Was kochani za pomoc!jesteście świetni i niech Wam się dobrze wiedzie! całuję psiaki w zimne nochalki!
-
dzięki za zrozumienie! fakt,temat jest świeży- rana bolesna. powiem szczerze,że nie wyobrażam sobie życia bez psiaka. nie powinno się porównywać psiaków,szukac podobieństwa-fakt,ale to chyba nieuniknione. muszę liczyć się ze zdaniem rodziców. w końcu jeszcze z nimi mieszkam i nie jestem niezależna finansowo.ech... powiem Wam,że mieszkanie nie było jeszcze nigdy tak puste. dziś pomogłam jednej psince. byłam na spacerze i przechodziłam koło psiaka,który swój pysio zablokował między szczeliną w płocie. śliczna psiunia-tylko nieufna. pomogłam jej,a ona odwdzięczyła mi się radosnym szczekiem,masą całusów i psim uśmiechem. to takie podbudowujące:) co do zdj.to moja Figunia. Miała wówczas 8lat,czyli zdj.robione 2lata temu,ale od tamtej pory nic się nie zmieniła.
-
myślami jestem z Tobą i Psotunią! mam nadzieję,że nasze psiaki są już zdrowe i szczęsliwe!
-
dziękuję za odpowiedzi. to takie wspaniałe,że są ludzie,którzy myślą podobnie... dziękuję,że jesteście,kochani! tydzień temu Figunia była z nami ,na ostatniej w swoim psim życiu, wyprawie nad jezioro. była taka szczęśliwa.nic nie przepowiadało,że odejdzie tak szybko,za szybko... wszyscy nadal płaczemy.ja staram się mniej płakać,bo wierzę,że teraz jest już jej lepiej... na podłodze znajduję jeszcze jej sierść... ciesze się z tych znalezisk,a jednocześnie przykro mi,że od wczoraj nie słyszę już jej łapek tuptających po podłodze. mój tato-nigdy nie miewa snów,a jeśli już je ma-to ich nie pamięta. dziś obudził się mocno wzruszony. śniła mu się Figa.szczęsliwa, machająca ogonem,szczekająca.obok niej był inny pies,z którym się bawiła. niestety obraz drugiego psiaka był mocno niewyraźny i nie wiemy kto to mógł być... Figa biegała z innym psem i bawiła się. Przybiegła do taty kilka razy i szczekała. Była szczęśliwa. Tato mówi,że czuł jej ciepły oddech na jego dłoni! może to znak?może faktycznie istnieje psi raj lub TM? a może to podświadoma praca mózgu...nie wiem. mnie się nie śniła,odkąd odeszła.a wierzcie mi,że gdy żyła- zawsze,codziennie była moim kompanem w snach.nie wiem co o tym uważać. może się obraziła?czy to brzmi idiotycznie? wczoraj przeglądałam zdj.psiaków ze schroniska. szukałam podobieństw do Figi. znalazłam psinki wyglądem przypominające Figulę i od razu było mi lżej. to nie tak,że szukam na gwałt nowego psa.to byłoby nielojalne wobec Figi.tak jakby nic dla nas nie znaczyła.a to nie tak! traktuję to jako formę terapii...dobrze jest widzieć w innych psach cząstkę najlepszego przyjaciela,z którym spędziło się ponad 10lat. na Dogomanii znalazłam także psinkę,która -podobnie jak Figa- jest w połowie czarnym spanielem. Hm,ale wiecie- wiem,że takiej drugiej jak Figa już nie będzie:( chciałabym umieścić zdj. Figi na forum. czy jest to możliwe?a jesli tak,to w jaki sposób? pozdrawiam Was...i czekam na odp. lżej mi wiedząc,że jesteście.dziękuję!
-
może mogłabym jakoś pomóc w znalezienie jej domu,hm?mieszkam w opolskim.tak jak piszę-jest urocza,taka mała diablica na moje oko:)i tak podobna do Figi...:( to chyba byłoby nielojalne wobec mojej psinki,gdybyśmy przygarneli pod dach Molly.sama juz nie wiem. mam dwadzieścia parę lat ,ale jestem uzalezniona od woli rodziców. wszyscy mocno przezywamy rozstanie z Figą...dziś mija tydzien,gdy razem jeszcze bryklaiśmy nad jeziorkiem..:(
-
więc jak ma na imię psinka?Kiki czy Molly?wiecie- może to znak,bo psinka jest b.podobna do mojej Figulki,która odeszła 5.8.br.... kiedy na nią patrzę to płaczę z radości-bo widzę w niej Figę... chciałabym ją przygarnąc do domu.ale może jest za wcześnie... wciąż widzę wszędzie Figę... mamie się bardzo podoba,ale rodzice nie chcą na razie psiaka.nie wiem co robić... tęsknie za Figą,ale i szybciej serduszko mi zabiło,gdy patrzę na tą sunię... gdzie ona dokladniej się znajduje? możliwe że przyjadę,jeśli to możliwe? bije się z myślami.nie wiem co robić...podskórnie czuję,że to psiak dla nas nie tylko ze względu na podobieństwo do Figi.
-
śliczna ta mała!:) i co?chętny się zdeklarował? mała ma już dom?
-
w takich chwilach nie iwme co napisać... przezywam ten sam ból.w nocy z 4/5sierpnia odeszła moja ukochana psica-moje Szczęscie,Skarb i zarazem tak jakby siostra,bo nie mam rodzeństwa.była ze mną 10lat i umarła w męczarniach. nagle-bez zapowiedzi. rozumiem Twój smutek,bardzo. jeśli będziesz chciała z kimś porozmawiać,popłakać -daj znać.ściskam mocno!
-
Golden Retriever Cezarek odszedł :((
yashica replied to mika281's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
doskonale wiem co czujesz...kiedyś przeczytałam,że długośc życia psa nie liczy się,liczy się ciepło i szczęscie,jakie otrzyma od włascicieli. mam nadzieje,że i moja Figa bryka już z Twoim Cezarem i że,gdy na nas przyjdzie czas-to i one po nas wyjdą. Może onie były ostatnie wspólnie spędzone chwile? -
dziękuję... trzeba,ale jak będzie teraz to życie wyglądało?nie widzę tego.na prawdę. przepraszam za literówki,bo być może się pojawiły wcześniej,ale to ze zdenerwowania.mam nadzieję,ze mi wybaczycie.
-
Gdy wracaliśmy do auta...Lkearz powiedział nam ,że jesteśmy dobrymi ludźmi. że rzadko się zdarzają tacy właściciele. ale wiecie co?ja mam do siebie żal. może mogłam dla niej zrobić coś jeszcze?może trzeba było czekać.ale ona na tym stole- już się nie ruszała.miałam wrażenie,że chciała odejść. Bożej ak mi bez niej cięzko...Nie umiem nawet sie ubrac. ciagle o niej myślę... słyszę...boje się,że może to była zła decyzja o jej uspieniu...
-
Figa,miała dziesięć lat i siedem miesięcy. Do ostatnich minut swojego zycia była śliczną,kochaną psicą. Była mieszańcem- mama spanielka,ojciec nn. Piszę do Was bo jest mi ogromnie ciężko...Odeszła w nocy z 4/5 sierpnia br. Umarła w moim objęciach... W domu jest cisza.nie ma nikogo. slyszę jej pazurki,które uderzają o podłogę. jej oddech,gdy spała... wszędzie ją widzę i bardzo potrzebuję komuś opowiedzieć co się stało z moim Szczęsciem. O jej istnieniu dowiedziałam się dzięki znajomej rodziców. W pobliskiej miejscowości na świat przyszły szczenięta ślicznej Spanielki o imieniu Mira. miałam wówczas 12 lat i bardzo chciałam mieć pieska. Tęsknota za psim futerkiem była tym większa,że rok wcześniej odeszła od nas jamniczka- Funia. chorowała na dyskopatię. mój tato,który ogromnie był z nią związany, przez 1,5roku walczył o jej zdrowie. pies siedział na posłaniu. była smutna i nie mogła już chodzić. tato brał ją na dwór, robił takie kółeczka na tylne łapki-coś w rodzaju wózka. przewijał ją, karmił. ani przez chwilę nie dał jej odczuć,że jest ciężarem. ale ,niestety,pies był schorowany na tyle,ze nie mogla z nami już jechać na wakacje.rodzice powiedzieli mi,że oodadzą ją na 2tyg.do psiego hotelu. tAk też zrobili. gdy wrocilismy-rodzice powtarzali mi,że Funia czuje się dobrze i jest jej dobrze,tam gdzie jest. ciągle powtarzali mi,że jest w hotelu i pojedziemy nw następnym tyg.po nią.tygodnie mijały,a Funia nie wracała...w końcu powiedzieli mi,że jej serduszko nie wytrzymało i że umarła-w śnie. dopiero 2lata temu dowiedziałam się,ze było z nia juz tak źle,ze postanowili jej skrócic męki.ból istniał,choc był mniejszy-z racji,ze była z nami już Figa. mijały tygodnie. gdy dowiedziałam się o szczeniakach-bardzo chcialam mieć jednego z nich. rodzice początkowo nie chcieli w ogole o tym slyszec,ale zblizaly się moje urodziny,a moim zyczeniem był nowy piesek. to był marzec,dokładnie 6marca. zaledwie 3dni po moich urodzinach.taka zimowa,leniwa niedziela.po kościele postanowiliśmy pojechać do tej miejscowosci i "tylko zobaczyć"psiaki. padał deszcz ze śniegiem. było szaro. na podwórzu domu ówczensych włascicieli Figi stała suczka- śliczny spaniel,czarno-podpalany. myślałam,że to ona- moja psinka. własciwiele przyjechali do domu ,duzym żołtym autem dostawczym. poczekaliśmy chwilę i zapukaliśmy do drzwi. nie muszę chyba tłumaczyć ogromnego zdziwienia włascieli Miry,gdy zapytaliśmy o psiaki. Kobieta odpowiedziała nam,że została jedna sierotka. nagle wybiegła-tak jakby wiedziała,że o niej mowa. Od razu do mnie podbiegła,merdała długim ogonem,była nieco dzika-ale bardzo przymilska. zaczęłam ją przytulać-można powiedzieć,że już od tamtej pory byłysmy nierozłączne. zapłacilismy za Figę i udaliśmy się do auta,gdzie nieco wystraszona siedziała na moich kolanach i wygladała przez okno. Muszę Wam powiedzieć jak wyglądała,gdy była mała. Wyglądem przypominała rottwailera. miala krótki psyio, śmieszne kręcone wąsy i takie długie rzęsy,ktore do końca jej dni pozostały długaśne. pierwszą noc spędziła z moim tatą. który początkowo był sceptycznie do niej nastawiony,bo wciąż myślał o Funi. wziął ją jednak do łóżka- bo małą piszczała. najpewniej się bała. pamiętam wszystko... od uczenia jej aby nie siusiała na dywan, po znaleziska typu- pogryzione buty. pamiętam jej pierwsze choroby,pierwszą cieczkę i nasze pierwsze wspólne podróze. była dla mnie jak sioistra. może dla Was to głupio brzmi,ale tak też ją traktowałam i wierzę,że ona mnie podobnie. nie mam sioistry,jestem niestety jedynaczką,więc całe moje uczucia przelałam na Figę. to były cudowne lata... na prawdę to było coś wspaniałego. pamiętam,gdy moja sroka kochana połozyła się mi na piersiach- bo czuła że zbliża się mój atak(chorowałam na serce). takich sytuacji było multum! mogłabym o niej pisac bez końca... a jak wyglądał jej koniec?zaczęła chorować w 2007roku. wtedy pojechalismy do kliniki weterynaryjnej pana Firlika w Opolu i muszę przyznac że wtedy jej pomogli!miała chore korzonki,wątrobe...ale wyszła z tego. niestety w lutym br. zaczęła się b.dziwnie zachowywać. podczas jednego z zimowych spacerów- buszując w śniegu(kochała to!)nagle zaczeła się telepać. mój tato,ktory akurat z nią był szybko pojechał z nią podownie do kliniki,gdzie była stąłym pacjentem. powiedzieli wówczas-że może to przez cieczkę,może osłabienie i zbadali cukier.miała b.niski... jeżdzilismy z nia co tydzień.badalismy cukier- lekarze doszli do wniosku,że to hipoglikemia. zwodizli nas,ze to pewnie przez horomny i abysmy wstrzymali sie jeszcze 3miesiace.a gdyby miala napady to nalezy podawac jej glukozę.tak tez robilismy.spacery były coraz krótsze,a my zawsze mielismy ze soba cukierki lub miod. w kwietniu tez bylismy- niepokoiła nas ignorancja lekarzy,ale ufalismy im-w koncu to najlepsza klinika w województwie,podobno... Figula dostawała od nas Hepatil-abu wzmocnic wątrobe oraz witaminy.wolno chodziła.bywała smutna,ale zawsze do nas się tulila,ba!nawet dbała o nasze dobre samopoczucie- zabawiajac nas. na początku lipca wyjechaliśmy,jak zawsze wspolnie, na wakacje nad morze.była taka żywa!taka pełna zycia.drgawki nadal były,ale nie przypominaly padaczki. wszystko zmienilo sie,gdy wrocilismy. w ubiegla niedziele Figa miała wstrząs,wygladem przypominal padaczkę. byłam przy niej,a gdy sie ocknela podalam jej cukier. pojechalismy ponownie do Opola,do kliniki.dostala zastrzyk i tabletki na serce-lekarz wykryl u niej wadę serca. była spokojniejsza...w poniedzialek ,rano- psiak mnie obudzil swoim wyciem,skowytem. siedziała przerazona w przedpokoju i wyła. przerazilam sie,ze coś ją boli-drzała,złapałam ja i uspokajalam. obiecałam,ze będzie dobrze!obiecalam jej to!;( od rauz pojehcalismy do wet. nikt nasn ie chcial przyjac-wszyscy w terenie albo mieli urlopy,wioecp ojehcalismy do Opola.znowu do tej kliniki. tam lekarz zbadal jej jame brzuszna- zrobil usg,bo miala wzdety ,ogromny.miała podejrzenie wodobrzusza,ale na szczescie wody w nim nie bylo.wplucach rowniez nie,co mogloby wskazywac na niewydolnosc lewej komory...dali jej zastrzyk. potem był kolejny atak-na oczach weterynarza.Figa byla przerazona jakby gdzies pedzila. lekarz stwierdizl,ze to padaczka neurologiczna.przepisal leki.kupilismy je od razu podalismy jeszcze w aucie,ale w drodze powrotnej Figa znowu wyla-zachowywala sie dziwnie była oszołomiona. wrocilismy sie-zaproponowali abysmy ja zostawili na dobę. nie zgodziłam się-ogromnie się o nią bałam. dostała więc relunium,przepraszam nie pamietam jak to się piszę...w kazdym razie zastrzyk na uspokojenie. spała-spała tak do 15 następnego dnia. przytulala się,ale była otępiala.o 15 wyszłam z nia na spacer.niechetnie chodzila. chwiała się na łapkach i zanurzała pysio w trawę.kochała to. o17 rozpoczęly sie ataki-były coraz silniejsze.piana toczyła sie z pysia, trzepalo nia na kazda strone.dzwonilismy do lekarza i mowilismy mu o jej stanie-kazal zwiekszyc dawke.zrobilismy to. i czekalismy-lekarz twierdzil ze one sie musza wchlonac w ciagu 48h...trzymałam ją w ramionach i nie pozwalalm jej chodzic,bo obijala sie głową o sciany,meble... potem miała napad-ale chciala jesc.szukala jedzenia wszędzie.dostala 2misiki kurczaka z ryzem i marchewka-musiala miec diete bo miala biegunke-nie wiem skad,od kilku dni. dalismy jej leki na biegunke,w koncu gorzej sie wchlania lek ,gdy ma sie problemy trawienne.ale nie poskutkowalo... do 1 w nocy pies cierpial.nie wiedziala cos sie dzieje. napady byly coraz częstsze. pojechalismy do lekarza.lezala na moich kolanach i drzala, była w torsjach.płakala a ja razem z nią błagając by nie odchodzila.nagle przestala oddychac- wystraszylam sie.ale po chwili odzyla i wpadla w histerie. cała drogę przeryczelismy w aucie,a Figa ostatkiem sił płakała. całowała mja po psyiu,obiecałam,ze jej pomoge.rozumiecie!?obiecalm jej! gdy przykjechalismy lekarz stwierdzil ze to koniec. ze psiak sie bardzo męczy,ze nie mozna jej pomoc.bo najprawdopodobniej ma w mozgu guza,ktory nagle rozrósl się...i uciska na nerwy. przez cała drogę do Opola Figa płakała,ale gdy połozylismy ja na stole u weta-zamilkła.nagle... nie wiem..moze cuzla ze odchodzi?była w amoku. długo z nia sie zegnałam. nadal nie mogę przestac o niej myslec.ciagle ja slysze i widze ten pysio,taki spokojny,dziwnie spokojny tuz przed smiercia.lekrz podal jej narkoze,a nastepnie drugi zastrzyk-ten ostateczny.trzymałam ja.calowalam i dziękowałam ze była,ze zawsze będzie w moim sercu. Figa to najlepsze co mi sie w zyciu trafilo...to ona ze mną przechodzila z okresu dziecinstwa do dojrzewania,do wczesnej doroslosci.ze mną zdała maturę,zdała na studia i obroniła pracę dyplomową. trzymałam ją do ostatniego momentu,aż jej ciało ostygło. to takie straszne...czulam jak jej serduszko przestalo bić... wyłam z bolu. nie moge tego opisac. nie wiem jak dlaej zyc.nie wiem. nie mam teraz nikogo ,zkim moglabym porozmawiac.ludzie mysla ze jestem nienormalna-ze "ty tylko pies".ale wiecie co?mam wrazenie,ze Figa myslala czasem,ze tez jest człowiekiem.byla wspaniała. w domu mam jej zdjecia.ucielam kępek jej sierci i waham-sprawdzam czy jeszcze nią pachnie. w ostatnich chwilach nie wytrzymywala. zaczela oddawac mimowolnie mocz,ktory chciala pic!a potem kał...wtedy uswiadomilam sobie,ze bardzo cierpi. ale mam do siebie żal... obiecałam jej że z tego wyjdzie.zawiodłam...nie wiem cyz mnie czula,gdy odchodzila.była nieprzytomna. pisnela tylko,gdyu lekarz podawał jej ostatni zastrzyk.czy ja bolalo? błagam kochani- co ja mam zrobic? Figa odeszła równy miesiąc po tym,jak mnie zostawil narzecozny-przez telefon.tez 4 lipca... zostawil mnie-mowiac ze juz mnie nie kocha tak jak kiedys,ze najwazniejsze sa w zyciu pieniadze i on chce teraz spieprzyc z tego kraju i sie dorobic.mielsimy wyjechac razem.mielismy mieszkac razem... moj świat się zawalil.wiem ze powinnam wyjsc do ludzi,ale wierzcie mi-po prostu nie chce., budze sie rano i ja slysze,szukam po domu. martwie się gdzie teraz jest.jej cialo zostalo w klinice. zostalo skremowane,ale nie wiem gdzie leza jej prochy!;( nie wzielismy jej-rodzice nie chcieli bo w naszej okolic pod mieszkania podchodza lisy- balis się ze moga wyweszyc jej cialo... a ja mam żal. do siebie,do weterynarzy i do Boga...dlaczego pozwala na to,ze odchodzą nagle wszyscy,ktorych kocham?dlaczego!?rok tmeu umarła nagle moja kochana babcia,w tym roku Figa,ktora była najlepszym co mnie w zyciu spotkała no i moj były... czuje się okropnie.