Jump to content
Dogomania

Gioco

Members
  • Posts

    2169
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Gioco

  1. Bardzo spóźnione ale szczere życzonka dłuuugich lat z Alą i wszystkimi dla Ozzulka :smile:
  2. Wczoraj miałaby 14 urodziny. Już trochę się pozbieraliśmy, choć Aga popłakuje czasem. TZ który przeżył bardzo mocno odejście Gi do tej pory odmawia drobiu - za bardzo jeszcze pamięta jak cieszył się gdy po operacji wcinała tylko gotowanego kuraka i tylko od Niego. Wszystko szło dobrze, rano tylko pochrząkiwała, po południu przyjechała lekarka, też zaniepokojona - może jakaś infekcja po odstawieniu antybiotyku, podrażniona tchawica po wziewnej narkozie? Zadecydowała, że jedziemy pod tlen i zrobimy przy okazji zdjęcie. Tchawicę zatykał guz wielkości jajka kurzego, 6 dni wcześniej tam go nie było. Mieliśmy rano pojechać znów pod tlen i decyzję co dalej? Nie było dalej. Zdążyliśmy wejść do domu i odeszła z nami i naszymi psami po 5 minutach. Pochowaliśmy Ją z Marysią, u Rodziców w ogrodzie - zawsze były razem, urodzone tego samego dnia choć po innych rodzicach. Teraz też są.
  3. GIGI L'AMOROSSO Cymelia 01.06.2001. - 05.05.2015.
  4. Ślicznie dziękujemy :-) Zoperowaliśmy się w środę, zgodnie z planem. Gi ma wycięte guzy na listwach mlecznych, jest wysterylizowana (nareszcie) i ma wyrwane wszystkie zęby, które u 14 latki były tylko źródłem bakterii. Anestezjolog/kardiolog pogratulował mi suki w tak doskonałej kondycji i zdrowym sercu. Podobnie jak nasza Pani doktor, stwierdził, że Gi może dociągnąć i 20 lat. Mieliśmy kryzys w drugiej dobie ale rybki do jedzenia pobudziły Gi i już jest ok. Je, chodzi na spacery, ma humor i wybrzydza. Udało się, krótko mówiąc.
  5. Gi już po operacji.
  6. A teraz czekamy na telefon od Pani dr, który ma potwierdzić środę jako dzień kolejnego etapu walki z guzami Gi. Byliśmy dziś się pokazać i trzeba ciąć, przy okazji wysterylizować a Gi otrzyma szansę dożycia i 20 lat. Decyzja była jedna...
  7. Innej opcji nie ma ;-) Dionizy starzeje się, robi się czasem drażliwy i warczy, podgryza i dyscyplinuje Yorczyce. Któregoś dnia gdy Areta siknęła na święty dywan TZta a ja to zauważyłam i pokrzyczałam na moczozbrodniarkę, Dionizy także się przyłączył do wymiaru sprawiedliwości. Areta miała otwarte wyjście na balkon, gdzie siknąć mogą i o tym wiedzą ale przejść 3 m było za daleko. Oczywiście zwiała jak tylko zauważyła, ze widzę i krzyczę ale Dyz zakonotował przestępstwo. Normalnie, przed wyjściem na przepisowy spacer Areta z Dyziem uskuteczniają walkę niedźwiadków. Tego dnia Dyź został zaczepiony łapą lecz nie oddał. Z obrzydzeniem odwrócił głowę w drugą stronę i zignorował Aretę. A ogólnie to jedziemy w tym roku na wakacje do Karpacza. Psy jadą do Spa u mojego Taty a my nareszcie na stacjonarny urlop. Znając życie i tak będziemy się włóczyć. Choć zapowiedziałam, że 10 km to max, który mogę dziennie zrobić siedząc za kierownicą. Ale i w Karpaczu jest gdzie łazić. Już Aga znalazła ścieżkę edukacyjną, na której znajdują się budki dla Jej ukochanych nietoperzy i mamy na nią wybrać się pod wieczór. Cieszę się podobnie jak Aga. To będzie mój pierwszy, od wielu lat, spokojny z rożnych względów urlop.
  8. 6 lat z Dyziem, w chwilach dobrych i złych. Minęło szybko. Mimo wszystko. Wydarzyło się wiele, dobrego i złego. Nigdy na Dyziu i tej jedynej, prawdziwej, bo psiej, przyjaźni i miłości nigdy się nie zawiodłam. Wydaje mi się, że ze wzajemnością. Mam też nadzieję, że przed nami jeszcze wiele...
  9. 10 kwietnia 2009 roku był Wielki Piątek. Tego dnia przywiozłam Z Kociego Świata w Nasielsku Dionizego, który wyglądał tak: 10 kwietnia 2015 r. też jest piątek i Dionizy, po 6 latach wygląda tak:
  10. Smerf: I Słoneczko/Vectrunia, które zastępuje Maleństwo:
  11. Rokisław: Nikitella:
  12. Dziumak: Jego Plaskata Mość Dionizy:
  13. Króliś: Wciąż w doskonałej formie Gigi: Jasio:
  14. Bubas: Bubas z Lulką czyli Królisiem czyli Aretką:
  15. Z okazji wiosny zaglądamy i się pokazujemy: Plenerkowo: Tusia:
  16. Dziękujemy :-) Udało mi się. Nie obyło się bez mojego uruchomienia... w końcu, przerzucania się z upartym dyrektorem art. ustaw, przepisów i pyskówki. Ale postawiłam na swoim i moja Mama pierwszy raz od czwartku się uśmiechnęła. Mam już akt zgonu, o 16 będę mieć glejt od katabasa zezwalający na mszę żałobną w innej parafii i pozostaje kwestia terminu. Przez upartego idiotę dyrektora prawie tydzień poniewierania tej kruszyny zamiast pozwolenia Jej na godny pochówek. Nic to. Grunt, że absurd przegrał.
  17. Czas już na Maleństwo jest najwyższy. Wprawdzie jeszcze Tata prowadził ze mną dyskusję w temacie, że skoro silnik chodzi i ma moc to może panewki trzeba wymienić, zrobić szlif głowic, etc. to i On w końcu zrozumiał, że już się pożegnałam, kupiłam nowe auto (wracam do Opli) i czekam na lawetę. Styka. Maleństwo w grudniu skończyło 16 lat, ostatnie 4 ciężko pracując. Pójdzie w ręce mojego kuzyna, blacharza, który je odrestauruje więc jeszcze pożyje na godziwej emeryturze wyjeżdżając przysłowiowo "w niedzielę do kościoła". W czwartek umarła moja Babcia. Miała 88 lat i cały zbiór chorób. Od piątku walczę o odstąpienie od sekcji, która jest wyznaczona na jutrzejsze popołudnie. Dyrektor szpitala, w piątek, zasłonił się ustawą i przepisem, że odeszła przed 12 godzinami pobytu w szpitalu a zwolnić z sekcji może prokurator. Udałam się więc dziś, z założenia na straconej pozycji, do prokuratury i... szpital nie zawiadomił ich o fakcie konieczności sekcji. Wróciłam więc do Pana dyrektora i poprosiłam o numer zgłoszenia w prokuraturze. Okazało się, że wykluczyli udział osób trzecich i nie zgłosili, więc jeśli ordynator oddziału się zgodzi to odstąpią. O 12:10 ordynatora już na oddziale dziś nie było, będzie jutro o 9. Przy okazji przeczytałam sobie papiery - o sekcję wnioskował dyrektor... śmiem przypuszczać, że do jutra decyzja się zmieni na moją korzyść, tym bardziej, że zbieram podpisy świadków iż Babcia bała się i nie chciała sekcji. Kur... zapiał i zaśpiewał, co za hieny. Zamiast dać spokój rodzinie zmuszają do kombinacji i szukania furtek w przepisach, które sami naginają. Dziś pod gabinetem dyrektora spotkałam córkę i męża sąsiadki - odeszła w weekend, na ty samym oddziale i ta sama zabawa. Jak mi się jutro uda uzyskać odstąpienie to sprzedam Im sposób ale poważnie się zastanowię, czy dyrektorowi koło tyłka nie zrobię. Guzki u Myszy mamy wycięte w ubiegły wtorek - goi się ślicznie i tu już ok. Agi kolano - ma guzek na skutek zbyt szybkiego wzrostu, guzek nie jest groźny i zniknie w przeciągu roku. Zwolnienie z wf do końca roku, oszczędzanie nogi. Czyli tu też ogarnięte, pod kontrolą i też ok. A może być tylko lepiej.
  18. 16 lutego 2015 r. zaufany warsztat stwierdził zgon Maleństwa: wszystko kiedyś się kończy, zaś ta strata jest dla mnie wyjątkowo dotkliwa... na zakup, sprowadzenie i tyle lat wspólnego życia i radości namówił i przekonał mnie Adam. Maleństwo wygląda ładnie, niestety silnik się skończył. Sentyment sentymentem ale kupno, przełożenie i ponowne uzbrojenie silnika już mi się nie opłaca. W przyszłym tygodniu przyjedzie laweta i zabierze Maleństwo. Za 1,5 tygodnia odbiorę nowy samochód. Będzie to już tylko samochód...
  19. Bubas opadła z futra:
  20. Teraz to Plaskatość imprezuje na mnie. Stęsknił się i musi nadrobić. Ogólnie im starszy tym większy z niego pieszczoch i leniuch. We wtorek, jak się Smerfa na tych schodach rąbnęła, znaczy jak Jej tulup schodowy upadkiem się zakończył, to pojechaliśmy na pogotowie. Tam zrobiono Jej fotkę i nawet USG celem znalezienia źródełka z wodą. Skąd woda od razu? Pojęcia nie mam ale lekarzem nie jestem. Zalecenia: kule, w przeciągu tygodnia kontrola u ortopedy, nie stawać na nodze. No to w środę, olewając obowiązki zarabiania pieniążków na podatki, zabrałam się za szukanie ortopedy. Znalazłam, na NFZ, ortopeda dziecięcy, prywatna klinika o rzut beretem od nas a zapisy przez stronkę, potwierdzenie mailem. Czekałam sobie więc cierpliwie całe 24 godz. i w czwartek dzwonię. Telefon w tejże klinice dla pacjentów NFZ zajęty non stop od 8 do 16. To sobie na komercyjną rejestrację zadzwoniłam, gdzie miły Pan usiłował mnie przekonać, że bez stronkę to zarejestrować się nie da. Zapytał w końcu kogoś i wyszło na to, że mam lepsze wiadomości niż pracownik, bo faktycznie, od dwóch dni da się. Ale dlaczego nie mam potwierdzenia? Jeżeli do piątku nie dojdzie to mam znów dzwonić, na komercyjny numer i wszystkiego się dowiem. No to w piątek dzwonię i faktycznie się dowiedziałam, że zapraszają Agę na wizytę komercyjną za 270 zł. I tu nie wytrzymałam, zapytałam Pana czy się aby czasem z głupim przez ścianę nie macał? Podziękowałam uprzejmie i stwierdziłam, że wolę Agę wciągnąć do lecznicy gdzie ja mam abonament dla siebie. Jeden telefon do opiekuna korporacyjnego i jako właściciel firmy musiałam podać jedynie datę od kiedy Aga ma prywatne lecznictwo, z dostępem do całej diagnostyki, bezpłatną rehabilitacją za całe 149 zł miesięcznie. Tylko po jaką cholerę od lat płacę podwójną składkę zdrowotną? Bo płacę i dodatkowo abonament w prywatnej lecznicy...
  21. Zaś czym była ta kulka widoczna na USG? Nie wie nikt. Fakt jest faktem bębenek jest solidny i można się domacać... ciąży Pro Planowej. No bo my chcieliśmy zdrowe te szczeniaczki mieć i od miesiąca była karma puppy dla małych psów. Zdarzały się w przeszłości puste krycia ale nie z takim hukiem. York jest bestią specyficzną, nigdy z yorkiem człowiek się nie nudzi i uczy się przez całe życie z nimi. Ot i tyle. Grunt, że Aga szczęśliwa a i z Jej nogą temat wyjaśniony. Szlag mnie trafił na polowanie na ortopedów z NFZ i od poniedziałku Dzidzia ma abonament w prywatnym lecznictwie, wizytę na wtorek i też już mogę odetchnąć. Jego Plaskatość już wczoraj rozpoczął imprezowanie w ostatni weekend karnawału:
×
×
  • Create New...