-
Posts
62 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Hessa
-
Te smycze z DS zdecydowanie nie są dla większych i zrywnych psów ;) Ja wymieniłam na juliusa, bo już mnie ręce bolały.
-
Sjette, chyba w ogóle nie rozumiesz czemu te psy na fimliku "szarpią się na smyczy" i jak wygląda szkolenie takiego psa... Ja mogę tylko powiedzieć, że nie robię ipo, ale tropienie i też mi pies "szarpie się" na smyczy, a raczej lince i jeszcze celowo jest zachęcany do tego, żeby gonić za człowiekiem - bo na tym polega szkolenie. A na spacerze sobie drepcze i wącha kwiatki. Bo wtedy już nie ma zabawy i nie gania przypadkowych przechodniów. Żeby było śmieszniej, nawet biegających ludzi nie gania. Mimo że to szczeniak to jakoś potrafi już odróżnić dwie sytuacje - jedna, gdy nakładam szelki i tropimy, a druga - cała reszta czasu. Tropimy w różnych miejscach, więc nie ma skojarzenia z jednym miejscem, ale ma skojarzenie ze sprzętem, całym rytuałem przed samym tropieniem oraz komendą.
-
Sjette, mówiłaś, że nie interesujesz się zbytnio szkoleniem, więc nie wiem skąd bierzesz informacje, że szkolenie obronne przekłada się na atakowanie postronnych osób... To jest sport jak każdy inny, frisbowy pies nie kradnie talerzy w domu, agilitowy nie skacze po ławkach w parku. Te psy wiedzą kiedy zaczyna się, a kiedy kończy zabawa. W życiu nie widziałam żadnych danych ani nawet nie słyszałam plotek, że psy po ipo atakują ludzi. Tu nie ma przed czym się bronić, bo jak ktoś siedzi w sporcie to wie jak to wygląda.
-
Nie wiem na jakie szkolenie kiedyś chodziłaś albo jakie obserwowałaś, ale nie zazdroszczę. Na pewno ten opis pokazuje, że nie było fajne. Ja widziałam takie jakieś 12 lat temu.
-
Sjette, jacy szkoleniowcy "twierdza ze wlasnie nauka komend czy sztuczek jest rozwiazaniem". I czego rozwiązaniem? Bo bez konkretów to można bez końca przerzucać się takimi zdaniami. Ktoś coś gdzieś tam... A to twierdzenie być może miało brzmieć "nauka komend i sztuczek pomaga zbudować tzw. więź, dzięki czemu ma się lepszy kontakt z psem i łatwiej rozwiązać ewentualne problemy". I z tym się zgodzę, odkąd zaczęłam coś robić z psem to jest zupełnie inna relacja. Już niejednokrotnie nasłuchałam się różnych rzeczy, które ktoś niby twierdzi, a potem się okazywało, że stworzyła się plota, bo ktoś inny coś przekręcił, coś źle zrozumiał, coś dodał od siebie. Jasne, że więź można zbudować bez nauki sztuczek, sportu itp. Ale bez jaj, co można robić z psem, który jest po prostu stworzony do pracy? I tu też bez przesady w drugą stronę, to nie znaczy, że jak kupimy owczarka czy bordera to trzeba poświęcić mu cały dzień. Bo tak to faktycznie prosta droga do stworzenia psiego adhd. To że pies został tak wyhodowany, że musi coś robić, nie znaczy że człowiek musi z nim ciągle coś robić. Sory, ale ideałów nie ma, są psy, które trzeba mocniej lub słabiej zachęcać do pracy, a są takie, które trzeba mniej lub bardziej intensywnie uczyć odpoczynku. I to leży w rękach właściciela. Jak nie uczy psa odpoczynku tylko go nakręca, to efekty są jakie są.
-
Jeśli martwisz się czy psu czegoś nie brakuje to polecam zrobić choćby podstawowe badanie krwi. Dorosłemu dawałam to, co akurat trafiło się w sklepach i miał bardzo dobre wyniki. Szczeniak niestety ma bardzo przekroczony fosfor i musi być na samym mięsie. Warzyw w ogóle nie daję i psy żyją ;)
-
Trochę nie tędy droga - zamęczyć szczeniaka to nie będzie podgryzał i w ogóle będzie grzeczny, bo padnięty. To jest szczeniak, więc mam nadzieję, że to wymęczenie to nie jest fundowanie mu kilku godzin intensywnych biegów i zabaw. Raz, że bałabym się o jego zdrowie, a dwa, o swoje zdrowie. Bo przy aktywnym psie często jest tak, że im więcej dasz, tym więcej weźmie. Ja wolę szczeniaka trochę zanudzić codziennym trybem życia niż rzucić w wir kilkugodzinnych zabaw i obudzić się z ręką w nocniku, bo pies z czasem chce więcej i więcej, a mi doby już nie starcza. Nie mówiąc o tym, że w rezultacie pies nie potrafi tak banalnej czynności jak odpoczynek. To co najbardziej męczy psa to myślenie i węszenie. Więc celowałabym właśnie w tego rodzaju zabawy.
-
A dla mnie jest na miejscu, jeśli ktoś patrzy na nieposłuszeństwo szczeniaka przez pryzmat chęci dominacji. Dla mnie pierwszy post nie brzmiał optymistycznie i zachęcam faktycznie zasięgnąć wiedzy u jakiegoś szkoleniowca, który nie szkoli według teorii dominacji, żeby nie patrzeć na psa jak na rywala.
-
Też bym polecała wizytę u jakiegoś dobrego szkoleniowca. Bo życie z psem w przekonaniu, że każdy jego sprzeciw to próba przejęcia władzy w stadzie, nie skończy się dobrze ani dla psa ani dla domowników. Też mam szczeniaka owczarka i to jest zupełnie normalne, że używa zębów gdy np. chcę go odsunąć od czegoś. Łapie zębami bo tak poznaje świat, zachęca do zabawy, poza tym gryzienie przynosi ulgę podczas wymiany zębów itd. Pies nie ma rąk, żeby Cię złapać za rękę i wyciągnąć na dwór. Teraz już to powoli mija, ale tak, miałam całe pogryzione i podrapane ręce. I nie, nie jestem zdominowana :) To jest szczeniak, nie dorosły pies. Ma napady głupawki, a nie wściekłości, rozpiera go energia i tyle.
-
Ja też nie wiem. A dlatego, że, jak już pisałam, nie wiem jaki cel ma mieć taka zabawa. Bo jak ma szukać tylko zabawek, to czemu nie, można nagradzać znalezioną zabawką. Jak nie chcesz robić na poważnie, to można samemu kombinować i próbować. A jak kiedyś jednak będziesz chciała na poważnie to może będzie trudno, a pewnie nie obędzie się bez zmiany komend. Jak ktoś chce mieć psa i do przeszukiwania i do tropienia, to zazwyczaj nie uczy się tego w jednym czasie, czyli najpierw nauka jednego a dopiero potem drugiego.
-
Jowita, najpierw usiądź i zastanów się, co chcesz w ogóle robić z psem i jaki cel ma mieć to co robisz. Bo rewirowanie/przeszukiwanie a tropienie to dwie różne rzeczy. Szukanie zabawki a konkretnego zapachu to też co innego. Z Twoich postów w ogóle nie jestem w stanie wywnioskować co konkretnie robisz. Zanim zacznie się pracować z psem, trzeba usiąść i pomyśleć jak, dlaczego, po co. Chyba, że świadomie robi się po łebkach, byle jak bez ładu i składu. Ale skoro piszesz, że robisz poważnie to wnioskuję, że to musi mieć ręcę i nogi. Nie sądzę, by ktoś nauczył się tropienia i szeroko pojętej pracy węchowej przez internet, więc warto znaleźć kogoś na miejscu, choćby z podstawową wiedzą.
-
Ludzie uprawiający sport to grupa jak każda inna. Znajdą się tacy, co odnoszą duże sukcesy, a zawsze zapewnią psu długi spacer nawet kosztem treningu. A są i tacy, co wystartują raz w zerówce, a na co dzień mają straszne parcie na ciągłe szlifowanie elementów, nie patrząc w tym wszystkim na psa. Nie da się wszystkich wrzucić do jednego worka. Ale często jest tak, że przesadne ambicje hamuje pies coraz mniej skory do treningów. I wtedy już raczej nici z sukcesów.
-
Nie bardzo rozumiem pytań - co to znaczy,że zaniedbuje? Jakieś przykłady? A co do przesad to jeszcze mniej rozumiem. Albo jakiś sport się lubi albo nie, jak wprowadzają nowe ćwiczenia do obi, to patrzę na nie w kategorii jak to zrobić, jak nauczyć psa, a nie że wymyślili jakąś głupotę. To samo i w agility, ktoś układa torek a my mamy wymyślić jak najszybciej go pokonać, nie rozkminiać czy to aby nie za skomplikowane, że może w jednym zakręcie pies się nie wyrobi itp. Nie wiem czemu patrzeć na to w kategoriach przesady. Gdybym miała kiedykolwiek takie wątpliwości co do ćwiczeń, to bym robiła rally a nie obi.
-
Jak ktoś podejdzie i pyta, to odpowiadam, a nie olewam albo mówię: "co mnie to obchodzi?". Podobnie ja stosuję mowę ludzką i proszę o zawołanie psa, w odpowiedzi mam właśnie postawę - co mnie to obchodzi. I to jest cywilizowane według Ciebie. Jeśli ktoś mnie nagle, od tyłu zaczepi nachalnie na ulicy, a pisząc nachalnie mam na myśli jakiś kontakt fizyczny, to tak, niektórzy w odruchu walną po pysku i się wystraszą. A Ty wyskoczysz ze swoim: "ale to tylko zabawa" albo "ludzi pani nie lubi czy co?" ;)
-
klaki91, wiesz, czasami warto spojrzeć poza własnego psa. Jak będziesz miała psa lękliwego albo chorego to wtedy może zrozumiesz czemu osobom w tym wątku zależy na tym, żeby właściciele zwracali uwagę na to, co robią ich psy.
-
Przykład z dzieckiem na rolkach jest akurat fajny - bo wygląda na to, że Spike mówi o przypadkowym wypadku, gdy dziecko wjeżdża w kogoś, bo nie umie jeździć i okej, zdarza się. Ja i pewnie większość innych osób mówi o sytuacji, gdy takie dziecko wjeżdża w ciebie Spike parokrotnie, nieprzypadkowo, a rodzic się patrzy i nic z tym nie robi - i co, fajnie? A może nie zwrócisz uwagi, bo to przecież przestrzeń publiczna i wszystko wolno każdemu? Jest duża przepaść między agresją a dyskomfortem. Nie mam psa agresywnego i nie będzie jatki jak jakiś pies do nas podbiegnie, ale chce żeby na spacerze czuł się komfortowo, bo to spacer i staram się mu to zapewnić. Tak samo jak ja nie zaczepiam wszystkich obcych osób na ulicy, mimo że jestem istotą społeczną, to też nie chcę by wszystkie psy zaczepiały mojego.
-
O, ciekawe, a w czym miała rację? Bo tak swoją drogą, to nie, nie mam problemowego psa. Mam psa starego, który chce świętego spokoju i to sygnalizuje. Niestety inni mają to gdzieś, zarówno psy jak i ludzie.
-
Z tego co zrozumiałam Spike ma głównie takie zastrzeżenia: I szczerze, nie wiem o co chodzi. Właśnie wróciłam ze spaceru, wielki molosowaty pies w odwróconej kolczatce na szyi biegnie do moich psów. Mówię do kobiety "czy może pani zawołać psa?" - gdzie tu wyższość, gburowatość i zjechanie kogoś? W zamian dostałam "ale on jest naprawde przyjazny". I skończyło się na spięciu i po co? Czy tak trudno było psa zawołać? Ja nie zdążę w te sekundy, zanim pies dobiegnie, powiedzieć "ale mój nie lubi innych" i to na tyle szybko, żeby kobieta zdążyła zareagować i odwołać. No fizycznie się nie da przy tak małej odległości. Mi też się zdarzają wtopy, raz w lesie do mnie facet krzyknął czy mogę swojego psa zawołać, okazało się że też ma psa, którego nie widziałam przez krzaki. I w pierwszym odruchu zawołałam, a potem przeprosiłam. I to jest dla mnie normalne.
-
To, że pies jest na smyczy nie oznacza, że jest izolowany. Ja wolę zabrać psa na spacer ze znajomymi, z psami które znam, niż z obcymi. A po drugie, to że jest na smyczy nie oznacza, że jest agresywny do innych. Akurat mój starszy 13-letni pies miał bardzo dużo bezsmyczowych kontaktów. W rezultacie dziś już ma po dziurki w nosie tych kontaktów i woli biegać sam, nie lubi natrętów i tyle, daje do zrozumienia, że pieski mają się od niego odczepić bo nie będzie się bawił. A poza tym ma chory kręgosłup i każde spotkanie z jakimś napalonym labradorem skaczącym mu po plecach może się dla niego źle skończyć. Samo gwałtowne odwracanie się bo jakiś natręt przyczepił się do tyłka, jest dla niego dyskomfortem, bo zwyczajnie może się przewrócić. Więc chodzi na smyczy i naiwnie mam nadzieję, że inni zrozumieją że to oznacza, że nie chcę niekontrolowanych zabaw z przygodnie napotkanymi psami. Niestety zaczynam tracić nadzieję, czytając posty Spike'a bo to oznacza, że inni ludzie, nie znając mojego psa, mają prawo decydować o tym czy się bawi i z kim się bawi. Już nie raz jakiś pies go przewrócił, ale obcych ludzi to nie obchodzi, że pies ma jakieś zdrowotne problemy. Bo to przecież tylko mój problem, szkoda tylko że według Spike'a nie mam prawa w przestrzeni publicznej na ochronę własnego psa przed takimi bolesnymi upadkami.
-
? A z jakiej paki? Ja nie podchodzę do obcych ludzi na ulicy, nie obejmuję za szyję i nie klepię ich przyjaźnie po plecach jakbym znała od dwudziestu lat. Tak samo bym chciała, żeby jakiś obcy pies nie podbiegał do mojego psa który jest na smyczy i nie zaczynał się z nim bawić. Najlepiej biegając wokół mnie tak, żeby mi pies wyrywał ręce na tej smyczy próbując się uwolnić od natręta. Chyba nie dostrzegasz o co chodzi. NIkt nie ma prawa do takich interakcji, bo zwyczajnie są jakieś zasady kultury. Można sobie powiedzieć dzień dobry i tyle. Czemu Ty masz decydować czy mój pies będzie się bawił z Twoim czy nie? Masz jakieś większe prawa czy co?
-
Spike1975, wystarczy, że Twój nieagresywny, biegający luzem pies podbiegnie do kogoś kto ma dwa psy na smyczy i zacznie się z nimi bawić - bardzo przyjemne dla tej osoby z dwoma psami, prawda? Albo podbiegnie do kogoś kto ma psa bojącego się innych i potrzebuje przestrzeni. Albo cokolwiek innego. Pies biegający luzem nie musi być agresywny żeby przeszkadzał. Mi takie przyjazne, podbiegające psy przeszkadzają, a takich jest pełno w blokowiskach.
-
Przy takich kryteriach ja w ogóle nie mam pomysłu, bo wiele ras jest aktywnych. Wytrzymanie dnia bez wysiłku - jak dla mnie da się ze znakomitą większością, o ile pies będzie do tego przyzwyczajony a nie wyciągany na treningi dzień w dzień przez miesiące a potem nagle dzień z 5-minutowymi spacerkami. Podróżowanie, spacery, bieganie - kwestia nauczenia psa. Głaskanie - kwestia bardzo indywidualna, nie znam żadnej rasy lubiącej głaskanie. W ogóle do jakiego sportu ma być pies? Bo jak już ma się sprecyzowane plany sportowe, to łatwiej wybrać rasę, która do tego sportu najlepiej się nadaje.
-
Jasne, racja, to wymaga wysiłku. Inna sprawa, że wiele psów zaczynających mantrailing to nie szczeniaczki, a kilkuletnie psy i mają już za sobą jakieś szkolenie, jakiś inny sport. Jak zaczyna się ze szczeniakiem i od początku uczy samodzielności to zupełnie inna bajka. Z kolei a propos łączenia dyscyplin, mój starszy, tropiący pies w treningu obi nigdy nie miał problemów z ćwiczeniem z patyczkami.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
A nie mantrailing przypadkiem? W sumie to jest w tym ziarno prawdy - jak na tropienie przychodzi pies, który trenuje agility i napotyka jakieś trudności, nie jest pewny, to pierwsze co robi to staje w miejscu i się patrzy na właściciela. Ale nie jest tak, że nie nadaje się do tropienia, tylko że trzeba go przestawić na inny rodzaj pracy, bo dla niego naturalne jest czekanie na sygnał właściciela, że o tamtą przeszkodę biegniemy. I tak, też słyszałam historie, że psy tropieniowe nie uczy się posłuszeńśtwa, żeby nie ukierunkowywać ich na człowieka i wspieranie się na nim w trudnych sytuacjach - i słyszałam to od instruktorów mantrailingu z zagranicy ;)
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
A co to znaczy, że musi być skupiony na swoim przewodniku? W ratownictwie, kiedy pies przeszukuje, to pracuje w dużej odległości od przewodnika. Więc musi być w jakimś stopniu samodzielny a nie przyklejony do człowieka. Naprawdę nie da się wyraźnie postawić granicy, że u psów sportowych jest tak, a u pracujących inaczej. Już nie mówiąc o definicji, co to znaczy pies sportowy a co pies pracujący.