-
Posts
313 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by teacherka
-
Dzień psychicznego "spokoju" i strach wraca. Co, jak nerki nie dadzą rady? Arka wygląda trochę lepiej, ale jeszcze drży. Nie cały czas, ale jednak dość czesto. Duzo śpi. NIE JE SAMA:shake: Odebrałam dzisiaj wiele życzeń urodzinowych. WSZYSTKIE ODDAŁAM SUNI!!!! Karmię Ją strzykawką, podaje leki i kroplówki. I zerkam, co chwilę. A w poniedzialek do pracy. Zosia, jakie wieści?
-
[B]Zosia, jak się dzisiaj czujesz?[/B] My "płuczemy" nereczki.
-
Niestety "mój" weterynarz nie jest moim kolegą, chociaż bardzo bym chciała. Razem z żoną (też weterynarz) są dobrymi ludźmi. Może kiedyś los postawi nas na swojej koleżeńskiej drodze. Myślę o Zosi. I chyba po raz pierwszy nie płaczę.
-
[FONT=Times New Roman][SIZE=3]Jestem.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Trochę „uspokojona”. Nie znajduję innego słowa. Po badaniach „wiem”, co się dzieje. Nawaliły nerki. Jest to raczej ostry stan a nie przewlekły. Czyli jest szansa, że się cofnie.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Mam ją mocno filtrować, dawać lekarstwa. Wszystko mi lekarz rozpisał! Lekarstwa i płyny [B]dostarczył do ręki[/B]![/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Niezależnie od wszystkiego [B]będę Mu wdzięczna do końca życia[/B]. Wdzięczna za to, [B]że mnie nie zostawił samej sobie w bólu[/B]. Że [B]przyjeżdża do suni codziennie[/B]. Czasem parę razy dziennie.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Że jak nie męża to wsiada w swój samochód i [B]jest za parę minut[/B]! Że [B]sam dzwoni z domu[/B] i pyta i jak na froncie? Rana pooperacyjna jest śliczna! Można powiedzieć, że sama operacja to prawie historia. Żadnego zaczerwienia! I bólu chyba też nie ma. Jest słabiutka i „podtruta” mocznikiem. Teraz go wypłukujemy![/SIZE][/FONT] [I]"i teraz julek sobie pluje w brodę, że nie wyciął połowy sledziony i śródoperacyjnie nie sprawdzał"[/I] Czyli "Wielcy" czasem nie są wielcy! [B]Zosia dojdzie do siebe[/B], ale szkoda utraty zdrowego organu. Jak dobrze chwilę odetchnąć, choć noc nadchodzi! Cytuję: "W biologii nie ma nic pewnego";)
-
[FONT=Times New Roman][SIZE=3]No i minęła noc. Kurczaki ja w nocy odchodzę od zmysłów. Rano jakoś wraca nadzieja.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Ale psina dalej otępiała i drga jej całe ciałko. Żal patrzeć, jak „podskakuje” główka.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Strach mnie zżera. [/SIZE][/FONT]
-
[FONT=Times New Roman][SIZE=3]Moja kochana sunia słabnie. Widziałam w oczach lekarza, że jest źle. Cały dzień przesypia. Wygląda wtedy na „zdrową”. Małe spacerki, pojedyncze chwile szczęścia i znowu wymioty. Dzisiaj wieczorem 1 i 2 razy nocy. Wieczorem Aurunia przypomina nie wiem jak to określić. Psa, który prawie nie kontaktuje. Patrzy prawie w 1 punkt. Nie chce leżeć, chodzić nie może. Dosłownie leje się przez ręce. Siedzi tak i prawie nie reaguje aż tak osłabnie, że pada i leży znowu patrząc w 1 punkt. Teraz zasnęła Jest 1:10. Jak co noc będę czuwała do rana. Rano zmieni mnie mama. Jak chciałam ją przytulić odwraca główkę. Ona chyba już nie chce. Chyba Ją nie boli. Nie jęczy, ale zachowuje się jak nieobecna duchem. Żadne pieszczoty nie działają. Ani słowne ani fizyczne. Patrzę w Jej oczka i błagam o odpowiedź: Sunia, co mam zrobić? Wszyscy w domu śpią. Ona też. Przeczytałam wątek tych, co podjęli decyzję o uśpieniu i naprawdę ich rozumiem. Wiem jednak , że z Aurunią umrze i coś we mnie. Nawet nie mogę tego powiedzieć głośno. Nie chcę straszyć córek i dręczyć mamy. Dlaczego to tak boli? Jutro badanie krwi i może będzie dobrze. Strach mnie przytłacza. Coraz trudniej wykonywać mi codzienne czynności. Wiem, że to bluźnierstwo. Ale czuję, że nie chcę bez Niej żyć! A przecież mam dla kogo! Dopada mnie histeria![/SIZE][/FONT]
-
[FONT=Times New Roman][SIZE=3]Jesteśmy po drugim karmieniu. A po operacji „obiad w strzykawce” [B]SAMA[/B] wzięła małe kawałeczki parówki. Jednak tydzień od decyzji minie w czwartek.[/SIZE][/FONT]
-
[FONT=Times New Roman][SIZE=3]Witajcie![/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3] [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Wczoraj byłyśmy na „proszonym obiedzie” u Pana Weterynarza, czyli było karmienie na siłę strzykaweczką i poszły 4 porcje. Nie zwymiotowała! Jest trochę inna. Jakaś przymulona i czasami się trzęsie, jak staruszka. Ale dzisiaj „pogoniła” listonosza i przeskoczyła (o zgrozo) mały płotek, bo chciała nasiusiać przy suchych kwiatkach. Dzisiaj karmiłam ją sama i poszło. Nawet bez większego trudu, ale mały przymusik był. Bardzo dużo śpi. Teraz też.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Dzisiaj minie tydzień od decyzji NIE USYPIAMY.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Uściski dla psiaczków.[/SIZE][/FONT]
-
Kroplówki (różne) to ona ma codziennie, bo nie je od środy. Jeszcze przed operacją. O avatarze to raczej pisałam z technicznego punktu widzenia.
-
No nie wiem, ale avatar ciągle mni znika.
-
Trochę znowu się martiwę, bo sunia nic nie chce jeść. Podtykam takie rzeczy, za które by wcześniej "zagryzła". No nic lekarz pomoże mi ją nakarmić. Właśnie gotuję kleik z kurczaczkiem. Zosia trzymaj się!
-
Szczyt szczęścia. Aura SAMA [B]przewróciła się na plecki[/B] i spała w najlepsze. Nawet trochę [B]pochrapywała[/B]. Gdybym nie wiedziała, co i jak powiedziałabym, że jest w njlepszym zdrowiu. Rana (na zewnątrz) pięknie się goi. A Zosi wysyłam moje pragnienie, aby było wszystko dobrze. Tak, jak u mojej suni. Może los się nie pogniewa, że chwalę dzień przed zachodem słońca. A tak naprawdę będzie, co mam być. Myślę, że życie już zdecydowało. Ja jestem dobrej myśli. Widziałam z godziny na godzinę, jak uchodzi z niej życie. Teraz z każdą godziną jest dużo lepiej. :Dog_run::Dog_run:
-
Muszę Wam coś powiedzieć. Był przed chwilą Pan z gazowni. A moja Aura, która prawie wczoraj nie podnosiła głowy [B]obszczekała go[/B], jak cholera! A kiedyś się złościłam, jak szczekała:shake:
-
Zawsze wiedziałam, że Ją kocham, ale to, co czułam i czuję teraz w tych momentach grozy zdumaiło nawet mnie. Moja mama zapytała mnie dzisiaj czy jak Ona kiedyś umrze to będę też tak rozpaczać? Teraz robi obiadek, bo ja pilnuję suni, czyli patrzę, jak śpi:oops:. A weterynarz jest ze mną i sunią w stałym kontakcie. [B]Dzisiaj rozmawialiśmy już 3 razy!!![/B]
-
[FONT=Times New Roman][SIZE=3]Sunia wygląda dużo lepiej i nawet trochę chodzi po mieszkaniu. :multi:Podejmujemy pierwsze próby jedzenia. :loveu:Spałyśmy w nocy dość długo. Obie na podłodze. Jestem dobrej myśli.;)[/SIZE][/FONT]
-
[B]Długo dzisiaj rozmawiałam z weterynarzem.[/B] O wielu tematach naszej rozmowy nie napiszę na forum, bo myślę, że "wyrok" już zapadł. Przykro mi, bo chyba rozpętałam lawinę krytyki. Nie chciałam, aby ktoś cierpiał z powodu ostrej wymiany poglądów, jak mi się wydaje jednak ludzi nie związanych z weterynarią zawodowo. Ja jestem laikiem i o raku śledziony to nawet wcześniej nie słyszałałam. Teraz powinnam chyba pisać o argumentach lekarza, które przedstawił, ale po co. Zajrzę do Was od czasu do czasu i powiem co u suni, zobaczę, co u innych piesków. A Arka jest słaba, nawet bardzo, ale mimo to wygląda inaczej. Nie jęczy, nie piszczy. I mam nadzieję, że nie obrażę nikogo, alę będę już pisać tylko, co u suni. Pozdrawiam Od jutra jestem na zwolnieniu (na córcię;)).
-
[FONT=Times New Roman][SIZE=3]Powiem tak:[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Człowiek w bólu chwyta się wszystkiego. Tak trafiłam na to forum. Rzeczywiście sama przez moment zgłupiałam na temat tych rakowych badań. Ale ktoś kto przez moment widział Pana Michała przy pracy lub z nim rozmawiał naprawdę NIE MA PRAWA o nic Go oskarżać. [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Moja Aurusia jest mi bliska, jak moje własne dziecko a powierzam jej los w ręce tego lekarza przez WIELKIE L bez cienia strachu. Wierzymy MU w 100%. Dlaczego? Trzeba spojrzeć w oczy człowieka. Jego emanują miłością do zwierząt i szacunkiem do ich właścicieli.[/SIZE][/FONT] [B][SIZE=3][FONT=Times New Roman]Dziękujemy Panie Michale.[/FONT][/SIZE][/B] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Aura jest chora i dzisiaj zrozumiałam, ze szanse są małe, ale są. Zrobimy, co trzeba, aby ten czas, który jej pozostał przeżyła godnie. Proszę wszystkim FORUMOWICZÓW: Dzielmy się doświadczeniami, ale na nikogo nie oceniajmy.[/SIZE][/FONT]
-
Guz poszedł do "śmieci":oops:. Przykłam sobie, że jeżeli rak zaatakuje mocno ponownie to pozwolę jej odejść:shake:. Ale coś mi mówi, że będzie OK.:roll:
-
[FONT=Times New Roman][SIZE=3]Pierwsza noc za nami. Trudno powiedzieć, że noc, bo spania nie było. Do 4:20 leciała krew. No nie leciała a kaaapaaałaaa. I trzeba było ją cały czas trzymać za łapkę, bo inaczej nie kapało nic.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Mieliśmy się zmieniać a siedział przy nie mąż. Cały czas! Wiedziałam, że ją kocha, ale to jak się Nią teraz opiekuje (i przed operacją) zdumiało mnie samą a jesteśmy małżeństwem prawie 18 lat.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Wracając do guza to był obrzydliwy!!! Wyglądał, jak (sama nie wiem, co) może jak duży ziemniak tylko bordowy i mięsisty. Przekroił go nawet i w środku przypominał mięsistą wiśnię. Taki guz jest bardzo wrażliwy. Lekko naciskał palcem a guz „pluł” swoją zawartością.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Zapytałam o badanie guza. Powiedział. Można, ale, po co? W 90 % jest złośliwy i tak go traktujmy. Szanse na przeżycie ocenił 50/50. Dzisiaj już był. Dostała antybiotyk i przeciwbólowy. O 15:00 następna porcja zastrzyków. Jest bardzo słaba, ale wygląda inaczej. Dla mnie wróciła do życia. Pytałam o lekarstwa. Na raka (konkretnie nie ma). Co dalej? Na bieżąco będę się przekonywała.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]I będę z tymi, co kochają zwierzęta.[/SIZE][/FONT]
-
Aurunia już w domku. Słabiutka, ale jakby wygląda lepiej. Lekarz pokazał mi ten guz. Więcej potem, teraz lecę pilnować kroplówki z krwią. Dziękuję Wszystkim za wsparcie. Są jeszcze dobrzy ludzie.
-
Mam za pół godziny odebrać Aurusię i w domu ma się kończyć podawanie krwi. Jezu a jak coś się stanie? Jest późno i moeże wet chce iść spać. Szkoda, że ta krew nie zostanie podana u niego.
-
Wiem, że krew dostała. Była bardzo słaba. Będziemy z mężem robili dyżury. A jak po takiej operacji pies się załatwia (chyba piesio nie może chodzić)?
-
Boże jeszcze przed 24 mamy odebrać suczkę do domu! Czy to nie za wcześnie?
-
Boże właśnie był telefon. Dostałam 2 min na decyzję usypiać czy operować i leczyć. 1/5 guza się rozlała, ale gołym okiem nie widać przerzutów na dzień dzisiejszy. Na dwoje babka wróżyła! Słowa lekarza: Jaka decyzja? I znów burza, natłok myśli. Co robić? Mąż, córki RATOWAĆ! TAK WIĘC OPERACJA TRWA. Miałam podejmować decyzję o uśpieniu, jeśli podczas operacji gołym lekarskim okiem będzie widać przerzuty, a nie widać. Teraz znowu się zastanawiamy czy to dobra decyzja dla psa? Czy nie jesteśmy egoistami?
-
Jednak godzina W przesunęła się na 18. Zawiozłam moją niunię a lekarz widząc jak oboje z mężem płaczemy zabrał, jak sam powiedział, naszą KRÓLEWNĘ prawie od razu. Powiedział: "Proszę nie płakać niedługo pani ją zobaczy. Jest 20:30. Nie było telefonu z pytaniem: Usypiać? To dobry znak, ale boję się jeszcze cieszyć. I czekamy! A jak jadłam kanapkę to się rozglądałam, kiedy sunia przybiegnie po kęsik. Dom jest taki pusty. A mamy jeszcze królika, świnkę morską i rybki (i dwie córki).