zazdroszczę wam tej łagodności u pekińczyków.. ja miałam pekińczyka (zdechł przez kleszcza :placz:), na którego niektórzy mówili, że jest glupi a on po prostu był wredny. mnie nigdy nie ugryzł , chociaż warczał, a reszte rodziny gryzł. ale nigdy bez powodu. nei było można np zabierac mu jedzenia sprzed nosa. oo nie. ani dotykać go nogami. teraz tak sobie o tym myślę, że chyba po prostu go rozpuściliśmy i pozwolilismy mu robic to na co ma ochote. nasz błąd.