-
Posts
150 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Neredie
-
A może mi pomożecie? Potrzebuję pomysły na przydomek dla teriera pszenicznego, 1- lub 2- członowego, z ang., irlandzkiego lub też nic nie znaczące najlepiej opisujące ich cechy takie jak kolor złoty, lub pszeniczny (ew. miodowy), miękkość (włosa), fale, loki (struktura sierści). Z góry dziękuję :)
-
[quote name='Sasni']Mój pies jak był w tym wieku też się ślinił podczas jazdy samochodem. Jeździłam z ręcznikiem na kolanach i z wielkim zapasem chusteczek. Jemu to przeszło jak miał kolo 6-7miesięcy. Ślinienie zamieniło się w dyszenie, gdy jedziemy dłużej niż pół godziny - wet mówił, że przyczyną może być to, że mu niedobrze, że jadąc gdzieś 'w trasę' jedzie się szybciej niż po mieście, auto z klimatyzacją, więc na pewno nie jest mu za gorąco.[/QUOTE] Samochód stoi na parkingu pod blokiem i przechodzimy obok praktycznie na każdym spacerze, wtedy się zatrzymuje i zastanawia czy pójść dalej. Dorosły pies jeździ z nami wszędzie tam gdzie szczeniak, on wręcz uwielbia podróże i zawsze zachowuje sie spokojnie, to niestety do głowki Tyci nie bardzo przemawia. Ale mam nadzieję, że to problem stricte szczenięcy i z wiekiem faktycznie jej przejdzie :)
-
[quote name='justika']Wiem co przeżywasz, bo moja Shila ma lęk lokomocyjny i chorobę lokomocyjną odkąd wzięłam ją ze schroniska. Jeżdzimy często, do parku, w góry, nad jezioro, ale niestety zawsze jest to dla niej straszne przeżycie. Tak samo jak psiunia autorki wątku, Shila ślini się odkąd wejdzie do samochodu a potem niestety wymiotuje. Widać po niej,że źle się w nim czuje. Próbowałam Aviomarinu, używałam Dappa w spray, teraz została mi już tylko Cerenia. Autorce proponuję spróbować z Dappem, na większość psów działa rozluźniająco i uspokająco. Szczeniak jest młody, może wystarczy mu tylko "pomoc". Na moja sunię nie podziałało prawie wcale niestety. Cerenia to tabletka, która, ja tłumaczył mi weterynarz działa w mózgu w taki sposób, że hamuje wymioty. Niestety pies, który wymiotuje w samochodzie, kojarzy sobie potem, że przejażdżka=wymioty i samopoczucie i jest jeszcze bardziej zdenerwowany i wystraszony. Życzę powodzenia, wiem jaki to problem. Zawsze po przejażdżce i wymiotach Shili mam wyrzuty,że musiała jechać, bo ona potem przez parę godzin leży i odpoczywa, a wcześniej wypija 3 miski wody, taka czuje się wyczerpana i odwodniona.[/QUOTE] [B] [/B] [INDENT] Mnie też proponowano zastosować Cerenię i jeśli nie będę miała wyjścia, to z niej skorzystam, ale w ulotce jest śmieszna rzecz napisana, mianowicie WSKAZANIA Do zapobiegania wymiotom powodowanym przez chorobę lokomocyjną DZIAŁANIA NIEPOŻĄDANE Cerenia nie ma działania uspokajającego i psy cierpiące z powodu choroby lokomocyjnej mogą wykazywać objawy mdłości podczas podróży, takie jak nadmierne ślinienie i letarg. Te objawy występują chwilowo i powinny zaniknąć kiedy zakończy się podróż. Hihi [IMG]http://www.dogomania.images/smilies/icon_biggrin.gif[/IMG] Ale z dappem faktycznie mogę spróbować [IMG]http://www.dogomania.images/smilies/icon_smile.gif[/IMG] Dziekuję [/INDENT]
-
Mnie też proponowano zastosować Cerenię i jeśli nie będę miała wyjścia, to z niej skorzystam, ale w ulotce jest śmieszna rzecz napisana, mianowicie WSKAZANIA Do zapobiegania wymiotom powodowanym przez chorobę lokomocyjną DZIAŁANIA NIEPOŻĄDANE Cerenia nie ma działania uspokajającego i psy cierpiące z powodu choroby lokomocyjnej mogą wykazywać objawy mdłości podczas podróży, takie jak nadmierne ślinienie i letarg. Te objawy występują chwilowo i powinny zaniknąć kiedy zakończy się podróż. Hihi :D Ale z dappem faktycznie mogę spróbować :) Dziekuję
-
No troszkę dłuższe, ale max 2 km, na działkę, gdzie psy bawią się ze sobą ze 2 h :)
-
[quote name='Pies Pustyni']Szkoda tylko,ze z Twojego posta wynika wieksza troska o wyglad siersci niz psia glowe.[/QUOTE] Ty tak to zinterpretowałaś i też szkoda. Troska o psychikę mojego psa jest nie mniejsza od jego wyglądu, ja tak rozumuje pełną nad nim opiekę. Ale dziękuję za Twoje rady.
-
Jestem nowym użytkownikiem, ale mam kilka problemów z moim psem, z którymi może Wy pomożecie mi sie uporać. Tycia to 4 mies terier pszeniczny, kupiony z hodowli w Szwecji. Jest karmiona gotową karmą z różnymi dodatkami typu surowizna, warzywa. W domu jest jeszcze drugi, dorosły pies- mieszaniec ON z belgijskim, podporzadkowany nawet jej. Mieszkam w bloku, na spacery wychodzimy kilka razy dziennie, zawsze jest jeden lub dwa dluższe, w czasie którego mogą się wybiegać na polu. Nie śpi w łóżku, zna podstawowe komendy, ogolnie jak na teriera to sie nawet slucha, ale jest kilka spraw, ktorymi zdecydowalam sie z Wami podzielic. Otóż moja Tycia nie dość że siusia w domu, mimo że chwilę temu była na dworze i tam też się załatwiała, to robi jeszcze kupę i to z premedytacją czeka az wrócimy do domu, by pobiec szybciutko i nasrajdolić na środku pokoju. Od jakiegoś czasu staram się spacerować z nią na tyle długo, by w końcu nie wytrzymała i zrobiła ją na dworze, wtedy ją chwale i wracamy do domu, ale potrafi to i ze 30 min potrwać, szczególnie na rannym spacerze. Oczywiście siusiała też na posłania, z tymże nie na swoje, a na Lampusia, z czego nie bardzo byłam zadowolona, bo musiałam z nich zrezygnować a to duży pies i nie wygodnie mu spać na twardej podłodze, robia mu się już małe rany na modzelach :/ które czasem nawet podkrwawiać potrafią [IMG]http://picsrv**********/images/smiles/icon_sad.gif[/IMG] Chyba najważniejsza sprawa to okropny LĘK (bo już nie choroba chyba) LOKOMOCYJNY. Ona zaczyna się ślinić na sam widok samochodu, patrzy tępo aż my się zapakujemy, potem z wielkim oporem daje się sama zapakować, po czym potrafi wydalić z siebie ze 3 litry śliny... Gdy podróż będzie trwała 3h, ona się przez te 3h będzie ślinić. Przestaję jak już absolutnie nie ma czym się ślinić, wtedy najczęściej następuje rzyg i idzie spać.. Dodam, że podróżuje zawsze z pustym żołądkiem, żeby przypadkiem żadnych dodatkowych sensacji nie spowodować. Zupełnie nie wiem czym jest to spowodowane, bo żadnych przykrych sytuacji związanych z samochodem nie miała odkąd ją mamy, jedyne co może przychodzić mi do głowy, to ta całodobowa podróż ze Szwecji do domu, ale wtedy się o dziwo nie śliniła, przespała w sumie cała podróż.. Leki na chorobę lokomocyjna niestety na nią nie działają, a problem jest tym większy, ze po takiej podróży jest całkowicie mokra, nawet tylne nóżki ma zaślinione [IMG]http://picsrv**********/images/smiles/icon_surprised.gif[/IMG] nie wspominając o przednich, całej mordce, piersi i brzuchu. W takich warunkach ciężko dowieźć ją na jakąkolwiek wystawę w warunkach nadających się do pokazania. Muszę kminić jakiś kranik z wodą w ubikacji i to na miejscu samej wystawy, bo potrafi doprowadzić sie do opłakanego stanu w przeciągu 3 min [IMG]http://picsrv**********/images/smiles/icon_sad.gif[/IMG] Dopóki jest mała i włożenie jej do zlewu nie nastręcza jakichś większych problemów, o tyle gdy dorośnie, to problem stanie się poważniejszy, choć mam niewielką nadzieję, że po prostu z tego wyrośnie! Lampo też nie lubił jeździć środkami lokomocji gdy był mały, nie raz wymiotował, teraz jest pierwszorzędnym podróżnikiem, ale on się tak obrzydliwie NIE ŚLINIŁ! I stąd moje pytanie, czy którykolwiek z Waszych psów również miewało tego typu problemy, czy niestety jestem w tej sprawie osamotniona? I czy ktoś zna może na to jakiś sposób? Sama próbowałam krótkich przejażdżek, zakończonych zabawą (w sumie wszystkie podróż po ich zakończeniu były dla niej przyjemne) coby ją przyzwyczaić. U weta nie spotkała ją żadna przykrość, wszystkie weterynaryjne czynności wykonywałam sama w domu, samochodów na ulicy jakoś specjalnie się nie boi, tzn kuli na chwilkę ogonek jak jakaś cieżarówa przejedzie obok, ale w sumie to wszystko, nic na nią nie natrąbiło, nie potrąciło, nie nakrzyczało.. Już nie wiem..
-
Witam. Przeczytalam caly watek i mysle, ze moglabym rzucic troche inne swiatlo na cala sprawe Soni. Nie bede niczego ukrywac, jestem pracownikiem tej, zdaje mi sie oczernianej tu troche kliniki i Sonie, a takze jej opiekunki znam dosc dobrze. Mysle, ze jako osoba niejako zainteresowana, a takze naoczny swiadek bede mogla powiedziec kilka zdan. Ale moze od poczatku. Sonia trafila do nas w niezbyt dobrym stanie, byla wychudzona, miala koltuny i do tego okropne zapalenie skory, ktore obiawialo sie ropiejacymi, saczacymi i okropnie swedzacymi zmianami na jej pupie. Osobiscie pierwszego dnia ogolilam zmiany jak i okolice, a nastepnie pieczolowicie je wyczyscilam. Nie bede zaglebiac sie w szczegoly, ale toaleta byla obszerna i wykonana jak najlepiej sie da przy uzyciu powszechnie stosowanego srodka odkazajacego. Kolejne toalety byly wykonywane codziennie przynajmniej 3 razy, az do calkowitego zagojenia sie ran... Przez pewien czas, na poczatku, Sonia przebywala w szpitalu, gdzie opieke sprawuja lekarze a takze wykwalifikowani technicy weterynarii. Wszystkie przebywajace tam zwierzeta traktujemy [bez przesady] jak wlasne. Jesli nie chca jesc- karmimy z reki, czasem, jesli jest taka potrzeba, nawet co 2-3 godziny, w nocy rowniez; wyprowadzamy na spacer conajmniej 3 razy w ciagu dnia, jesli sa zbyt slabe- leza na dry-bedach, poslaniach, ktore zapobiegaja zamoczeniu sie cialka; w wolnych chwilach czeszemy, kapiemy i glaszczemy, robimy wszystko, by przebywajace tam stworki czuly sie DOBRZE. Ale wrocmy do Soni, z reka na sercu moge powiedziec, ze byla szczegolnym pacjentem i taka tez opieke nad nia sprawowalismy. Byla kilkuktornie kapana, czesana, miala obciete pazurki i wyczyszczone uszka. W wolnych chwilach bawilismy sie z nia galgankiem w przeciaganego... A to wszystko dlatego, ze przebywala u nas tak dlugo, wszyscy oddali jej czesc swego serca. Gdy okazalo sie, ze Sonia zostanie z nami dluzej, przenieslismy ja na hotel, gdzie boksy sa CODZIENNIE dezynfekowane, a psy wyprowadzane na spacery przez pracownikow. Chcialabym w tym miejscu sprostowac jedna sprawe- boksy z betonowym wlazem, dwuczesciowe, przeznaczone sa TYLKO dla psow agresywnych, ktorych nawet wlasciele nie sa pewni i przewaznie od razu zaznaczaja, zeby lepiej nie wyciagac do nich reki... Dlatego nie rozumiem ogromu oburzenia w jednym z poprzednich postow, jakoby wszystkie psy mialy w nich siedziec i tylko w ten sposob zalatwiac swoje potrzeby fizjologoczne. Sonia moze i w takim przebywala, ale podyktowane to bylo najprawdopodobneij tym, ze sa one WIEKSZE od pozostalych, ale na spacery wychodzila na smyczy na trawe, jak kazdy normalny piebo ja tam s. Co do brudu i syfu, to bzdura, nie zamierzam nawet tego komentowac. Wszystkie "psie awarie" [spowodwowane czesto stresem po rozlace z wlasciecielem] sa NA BIEZACA sprzatane i wierzcie lub nie, ale zadne zwierze we wlasnych odchodach tam nie lezy... Karmione sa wysokiej jakosci sucha karma, lub tez mokra, jesli nie przejawiaja ochoty na kulki. Rowniez z reki, jesli jest taki wymog... Gdy tylko pojawily sie klopoty ze zdrowiem Soni, rekacja byla natychmiastowa, po kontakcie z opiekunkami, ktore bywaly u niej codziennie, zostaly wykonane badania krwi, a pozniej rowniez USG u na prawde dobrego radiologa... Wiem, ze jest latwo oceniac decyzje lekarza, jego diagnozy i sposob leczenia juz po tym co sie stalo, ale chcialam zapytac, z calym szacunkiem, czemu wypowiadaja sie tu ludzie, ktorzy psa nie widzieli na oczy nawet sekundke...? To NIE HOTEL nakarmil Sonie przed USG, [informacje na temat wizyty sa tam przekazywane conajmniej dzien wczesniej i nie ma bata by przez pracownika hotelu to badanie sie nie odbylo], tylko wlasnie opiekunki, ktore na kazdym spacerze pakowaly w psa pol kilograma roznego rodzaju kosteczek, ciasteczek i innyh przysmakow... Pamietam, jak wsiekli na nie wtedy bylismy... Kiedy w koncu sie odbylo, lekarz, ktory zajmuje sie tym cale zycie, jednoznacznie stwierdzil, ze ropomacicza nie ma... I NIE BYLO GO DO KONCA ZYCIA SONI. Stwierdzil jedynie zapalenie pecherza, z ktorego mogly byc takie objawy jak przy poczatkach ropomacicza, a ktore natomiast LECZYLISMY antybiotykami i lekami wspomagajacymi uklad moczowy. Chyba nie wszyscy jednak wiedza, ze jakiekolwiek zapalenia u starszego psa lecza sie dlugo, a tym samym bakterie dosc szybko sie na antyniotyki uodparniaja. Pominiety zostal tu dosc wazny fakt, ze w momencie, gdy antyniotyk do tej pory podawany [stosowany z wyboru przy zapaleniach ukladu moczowego] okazal sie zbyt slaby, zrobilismy wymaz z pochwy i zmienilismy leczenie, ale na to trzeba bylo czasu...[na efekt kazdej antybiotykoterapii potrzeba conajmniej kilku dni]. Opiekunki zaczely slabo z nami wspolpracowac, trudno bylo sie do nich dodzwonic, kazda decyzja musiala czekac nawet kilka dni. Teraz wiem, ze mialy metlik w glowach i wybor: sluchac lekarza, czy ludzi, ktorzy i moze kochaja zwierzeta, ale sa osobami udzielajacymi sie przewaznie tylko na forum... Kiedy w koncu Sonia zostala zoperowana, glownie na prosbe opiekunek i w celu zrewidowania narzadow jamy brzusznej, a przede wszystkim pecherza i macicy, zadnej ropy, wody, wydzieliny, czy tez innej substancji NIE BYLO, sama macica byla lekko rozpulchniona, co jest normalne u starszych psow... Sonia odeszla ze wzgledu na ogolny zly stan ukladow, ktore w jej wieku nie mogly dzialac sprawnie, dolaczyla sie niewydolnosc krazeniowo- oddechowa [do tego miala slabe sere, na ktorego stan tez dostawala leki] i to dalo taki efekt. Obrzeki, dusznosc, az w koncu podjeta przez opiekunke decyzja o EUTANAZJI. Tak, tak, nie dalismy jej cierpiec, jak tylko stan sie bardzo pogorszyl, skontaktowalismy sie z pania S. i to bylo najlepsze wyjscie. Co do kosztow jakie poniosly wlascicielki... no niestety jestesmy prywatna klinika, a nie schroniskiem, nie mamy zadnych dotacji z budzetu miasta. Pies mial opiekunow, a Sonia przebywala tu bardzo dlugo... To byl duzy pies, lekow nie szczedzilismy, bo jedynym naszym celem bylo wyprowadzic ja z tego stanu. Wiem, ze na pewno jakis rabat byl. Czytajac posty z drugiej strony monitora mozna odniesc mylne wrazenie, ze klinika na Stefczyka to miejsce cierpienia i smierci zwierzat. Bardzo mnie to boli, osobe na codzien tam pracujaca i wiedzaca ile pracy i wysilku wklada sie w leczenie przypadkow czasem beznadzienych... To tyle co moglam napisac na temat Soni, ktora byla milym psem, choc niejednokrotnie dajacym sie we znaki swoja szczekliwoscia :P Ale takiej opieki, jaka miala ona zycze, kazdemu psu przebywajacemu w szpitalu dla zwierzat... Co do kaszlu kenelowego, ktorego jakoby zrodlem bylismy. Ehhh... Powiem tylko tyle, ze przywleczony zostal przez psa, ktorego wlascieciel zarzekal sie, ze byl szczepiony, a tak nie bylo. Ksiazeczke oczywiscie "zgubil". Nie MOGLISMY odmowic przyjecia psa na hotel, tylko z powodu braku ksiazeczki i dowodu wszystkich szczepien. Jednakze jak tylko zachorowalo wiecej zwierzat ZABLOKOWANE zostaly przyjecia nowych psow, a na hotelu zostala przeprowadzona GRUNTOWNA DEZYNFEKCJA. Takie ryzyko istnieje w kazdym hotelu, a nieszczepione zwierze oddaje sie tam tylko na wlasna odpowiedzialnosc i o tym informawany jest kazdy wlasciel psa czy kota. Restrykcje co do szczepien, sa teraz duzo wieksze... Ale podobna sytuacja moze zaistniec wszedzie. Nie wiem czy moj wywod rzucil na sprawe Soni troche inne swiatlo, mam taka nadzieje. Chialabym tylko, by nie wszyscy oceniali klinike na Stefczyka po kliku postach na ogolnopolskim forum dla zwierzat, bo jest to co najmniej dziecinne. Pamietajcie, ze psy nie zyja wiecznie, lekarze sa tylko ludzmi, ZAWSZE i WSZEDZIE diagnoza moze byc zla i leczenie nie trafione. Ale na pewno nie bylo tak w przypadku Soni. Dziekuje i pozdrawiam. "Stefczykowiec"