na moim osiedlu, w bloku obok mieszkał bardzo "miły" pan ze swoim cudym spanielowatym szczeniaczkiem, ktory jak to szczeniaczek cieszył sie do wszystich.... i nic nie miałabym przeciwko, gdyby nie cudowna teoria owego pana..
tj mialam dwa duze psy ok 30-40 kg, przy blokach zawsze na smyczy, przy nodze, grzeczne bydlatka.. a mily pan i jego radosny podlotek zawsze luzem...teoria pana byla taka ze jego maly szczeniaczek nikomu krzywdy nie zrobi, a masz pani dwa mordercy to sie teraz martw...
a moja suka po ukonczeniu 2 lat juz nie byla tak pozytywnie nastawiona na obce szczeniaczki jak kiedys...wiec musialam sie gimnastykowac by ta mala kupka radochy nie podbiegla zbyt blisko:mad:
a mily pan za kazdym razem napuszczal na nas szczeniaczka...az mi nerwy nie wytrzymaly :diabloti:
pewnego dni poszlam na spacer z sama suka, na smyczy i w kagancu:evil_lol:
pokrecilam sie w okolicy, po chwili pojawil sie mily pan ze szczeniaczkiem
i standardowo zaczal wcielac w zycie swoja teorie...
a ja..noc coz... jakos tak smycz mi sie wyslizla... :diabloti:suka poleciala :mad:
tragicznego konca nie bedzie, rozlewu krwi tez brak,
sunia zrobila dwa szturmujace susy w kierynku malolata, wystarczylo ... a ile pisku narobil szczeniaczek ...a mily pan...
a mily pan mija nas z daleka z pieskiem na raczkach albo szleeczkach
....jak milo :)
szkoda gadac