Jump to content
Dogomania

Cieplutkaa.

Members
  • Posts

    1546
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Cieplutkaa.

  1. Można wiedzieć, ile kosztowało Cię takie specjalne zamówienie? ;)
  2. - Agencik, Piesku! [*] :-(:-( [CENTER][IMG]http://i865.photobucket.com/albums/ab214/cieputka/Agencik.jpg?t=1285089454[/IMG][/CENTER]
  3. A ja uznałam, że Mojce kupię obrożę 4 cm. Mamy smycz 3 i wydaje mi się za cienka. Mam nadzieję, że 19 na wystawie w Łodzi coś będzie. ;)
  4. Mój Małpiszon ze mną zawsze chodzi w szelkach, z resztą rodziny (o ile to się zdarzy) raczej w obroży. Myślę, że 2,5 cm zginie na Chesterze, ja jestem przekonana, że nawet na Lare bylyby za wąskie. Krówa to ja bym w 4 widziała. Tak mi się te obroże podobają: [URL]http://i36.servimg.com/u/f36/13/36/53/45/ob_bra10.jpg[/URL] [URL]http://i36.servimg.com/u/f36/13/36/53/45/ob_pur11.jpg[/URL] ale 5 cm to jest o wiele za dużo. :shake: Nie wiecie, czy gdzieś jeszcze mogłabym znaleźć równie ciekawe połączenia kolorystyczne, ale cieńsze? Agnes, a mogłabys pokazać mi zdjęcie Azy w 4 cm? : )
  5. Ja tutaj w sumie tylko podglądam. Mój biedny pies ma tylko jedne szelki, obrożę i smycz zwykłą + automatyczną, oj chyba niedostatecznie o nią dbam. : D Ale mam plan i na pewno zakupię jeszcze jakąś obrożę.. Pewnie 3 cm, brałabym 4, ale boję się, że będzie zbyt toporona. Chociaż 2 to taki cienki paseczek na Larce, więc nie wiem. Od dawna ubolewam nad tym, że lupine ma do 2,5 cm. Ile oni mają pięknych wzorów. :shake: No i jakieś szelki w jakiś fajnych, kontrastowych kolorach muszę dorwać.
  6. Jak mi sie marzy truskawkowa obroża od taks. Śliczna jest. :loveu: A dla Duffla wzięłabym drugi wzorek : )
  7. Kasiu, Ty tą obrożę Los Ferros masz w purpurze z niebieskim? Bo na tym zdjęciu, które zamieściłaś bardziej czerwień przypomina. A jak jest w świetle dziennym? Bardzo mi się ta obroża spodobała. Ile to jest cm? Można wiedzieć jaki był jej koszt?
  8. nie chwalcie się, tylko zdjęcia wstawiajcie. ; p
  9. Cieplutkaa.

    Fiodorek.

    Słodziuchna Klucha była z Fiodorka. :loveu: Ale urok niewątpliwie pozostał mu do dziś. I Ziut jaki rozkoszny. : )) Zdjęcia z Chorwacji wspaniałe, niektóre widoki tak dobrze mi znane. Nic tylko zapomnieć się we własnych wspomnieniach i wrócić w tamte miejsca. Kraj cudowny, urzekł mnie i to bardzo.
  10. [CENTER]:diabloti:[/CENTER] [IMG]http://lh3.ggpht.com/_WtBeCAh1jUA/TGUaMRHQI0I/AAAAAAAAALE/5qlQHrl5tUA/s720/nowiusienkie%20094.JPG[/IMG] [IMG]http://lh4.ggpht.com/_WtBeCAh1jUA/TGUaLF827GI/AAAAAAAAALA/4O1267liDCo/s720/nowiusienkie%20080.JPG[/IMG] Cieszcie się ;)
  11. [CENTER][IMG]http://lh5.ggpht.com/_WtBeCAh1jUA/TGUZgBJLLvI/AAAAAAAAAJ8/irMME8zI7eU/s720/nowiusienkie%20055.JPG[/IMG] [IMG]http://lh4.ggpht.com/_WtBeCAh1jUA/TGUZlNdCfrI/AAAAAAAAAKE/-aVo_Fsq5Qc/s720/nowiusienkie%20057.JPG[/IMG] :diabloti: [IMG]http://lh3.ggpht.com/_WtBeCAh1jUA/TGUZoOtpziI/AAAAAAAAAKI/vi56mNaU_vU/s720/nowiusienkie%20058.JPG[/IMG] [IMG]http://lh4.ggpht.com/_WtBeCAh1jUA/TGUZ0i70rzI/AAAAAAAAAKY/n3XpZCnHQyA/s720/nowiusienkie%20062.JPG[/IMG] [IMG]http://lh3.ggpht.com/_WtBeCAh1jUA/TGUZ4nuH3rI/AAAAAAAAAKg/voaJrc8wh9E/s720/nowiusienkie%20066.JPG[/IMG][/CENTER]
  12. [CENTER][IMG]http://lh5.ggpht.com/_WtBeCAh1jUA/TGUZIbh-tvI/AAAAAAAAAJQ/NUljpSklbZo/s720/nowiusienkie%20033.JPG[/IMG] [IMG]http://lh5.ggpht.com/_WtBeCAh1jUA/TGUZKFknt0I/AAAAAAAAAJU/dreRE3IBHVY/s720/nowiusienkie%20034.JPG[/IMG] [IMG]http://lh3.ggpht.com/_WtBeCAh1jUA/TGUZQ53GSWI/AAAAAAAAAJk/E-iQCW_frTg/s720/nowiusienkie%20049.JPG[/IMG] [IMG]http://lh6.ggpht.com/_WtBeCAh1jUA/TGUZXlQGteI/AAAAAAAAAJw/Cq3jzktDyEo/s720/nowiusienkie%20052.JPG[/IMG] ]:-> [IMG]http://lh5.ggpht.com/_WtBeCAh1jUA/TGUZbSHSiuI/AAAAAAAAAJ0/6op6j3thUnk/s720/nowiusienkie%20053.JPG[/IMG][/CENTER]
  13. [quote name='olekg89']HEj. Przeczytałem historie i odechciało mi sie iść z młodym na spacer :P wezme se Czarka do ochrony. Moja matka kiedyś wracała z parkingu i też lazł za nią jakiś typ.Puściła mi smsa ,żebym wziął psy i wyszedł.Koleś zobaczył galopującego czarka i momentalnie zawrócił. Innym razem ,za jakąś babką szedł taki żulowaty typ.Podłączyłem sie do nich ,bo widać było ,że kobieta wystraszona i koleś udawał ,że skręca w śmietnik potem znów za nią szedł.Podszedłem do niej i odprowadziłem z psami pod klatke.Typ był baaardzo zawiedziony... Ci ludzie to mają napi..... w głowach...[/QUOTE] Z ostatnim zdaniem zgodzę się w 100 procentach. Teraz trzeba bardzo uważać, bo niestety wszędzie znajdą się tacy ludzie. Kobieta miała szczęście, że byłeś w pobliżu, w ogóle to bardzo miłe kiedy ktoś bezinteresownie pomaga. [quote name='Obama']No ja swoim życiu miałam wiele takich przygód.Teraz chodzę na spacery z psem bardzo późno,ale nikt mnie nie zaczepia.Czasem cieszę się ze złej sławy rasy mojego psa,bo dzięki temu nawet pijana gównażeria nie zaczepia.:)[/QUOTE] Larę, choć drobna i delikatna ludzie zazwyczaj też mijają szerokim łukiem. Zimą, gdy było już ciemno stałam z koleżanką i rozmawiałyśmy. Nagle podeszło do nas terzch chłopaczków w wieku ok 19-20 lat i zaczęło nas zaczepiać. Jeden powiedział "Jaki fajny pies. Mogę pogłaskać?" na co ja odpowiedziałam, że to nie jest najlepszy pomysł i dokładnie w tym momencie Lara wyszczerzyła zęby, zaczęła szczekać, warczeć, najeżyła sie okropnie. Nie muszę chyba mówić, że panowie uciekli z prędkością światła i tyle ich widziałam. ; ) A jaka dumna z mojej suczy byłam ; D A tak w ogóle to witam nowych gości. ;)
  14. [quote name='Asiaczek']Zdarzenie, na pewno było nieprzyjemne i uważam, że dobrze zrobiłaś dzowniąc i nocując u koleżanki. Ale na przyszłośc zastanów się, jakim cudem suka wywinęła się z szelek... No i pogadaj z bratem, może jednak brat tez przypilnowałby domu, jak Rodzice wyjechali... No i jeszcze jedno. W dobie telefonów komórkowych Twoja koleżanka mogła przecież zadzwonić wcześniej do swoich Rodziców i dopytac, czy może nocowac u Ciebie. Opisałaby warunki, co i jak. Są wakacje, troche luzu na pewno ma od Rodziców... A jak planujesz spędzić dzisiajszą noc...? [/QUOTE] Lara potrafi wyswobodzić się z szelek, robi to bardzo rzadko, bo zazwyczaj nie ma ku temu powodów i nie wiem, czemu akurat wtedy tak się stało. Po tym incydencie zaczęłam się zastanawiać, czy może nie zakładać jej szelek i obroży, ale zastanawiam się czy to pomoże? Innych pomysłów nie mam, Bogu dzięki tak jak piszę - nie często spotykamy się z tym problemem, praktycznie w ogóle. Rodzice co jakiś czas jeżdżą do Warszawy, ale tylko na jedną, maksymalnie dwie doby, nie był to żaden dłuższy wyjazd. Dziewczyna brata miała imieniny, więc ten był u niej. Ja zostałam sama, ale bynajmniej nie było mi źle z tego powodu, aż do czasu. No cóż. Miejmy nadzieję, że nic takiego już się nie powtórzy. Z koleżanką planowałyśmy takie spotkanie, ani jedna, ani druga nie brała pod uwagę noclegu, a 21 to jest wg mnie jeszcze przyzwoita godzina i nie widziałam nic złego w wyjściu z domu. [quote name='jonQuilla'][FONT=Georgia][COLOR=olive][B]Oj to nie fajna przygoda i to bardzo. Dobrze że tak się skończyło wszystko a nie inaczej, obecnie strach samotnie łazić po zmroku nawet w miejscach które wydają się być spokojne.[/B][/COLOR][/FONT] [B][FONT=Georgia][COLOR=olive]Trzymaj się i mam nadzieję że coś podobnego nigdy Was już nie spotka :calus: wycałuj Larę [/COLOR][/FONT][/B][/QUOTE] Okolica wydaje się być naprawdę spokojne. Ulice są oświetlkone, nie jest to duże osiedle. Jak to człowiek potrafi się znaleźć w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie, ech. [quote name='Yana']ale miałaś przygodę, nie dziwię się, że się przestraszyłaś... dobrze, że Larze nic sie nie stało...[/QUOTE] Bardzo wystraszyłam się o Larę, co chyba tu nikogo nie zdziwi. Pierwszy raz w życiu byłam w takiej sytuacji, naprawdę strasznie się bałam. Na szczęście nawet włosek z niej nie spadł : ) [quote name='kasia14']Jak to ja mówię, przygody chodzą po ludziach, ważne tylko, żeby się dobrze kończyły ;) A na powroty faktycznie trzeba uważać, ja bardzo często wracam po 23 ale od niedawna staram się zawsze prosić kogoś ze znajomych żeby mnie odprowadził, ewentualnie brata lub kogoś z rodziny żeby po mnie wyszedł kawałek, bo jakoś jak zawsze mi było to obojętne tak teraz nie lubię chodzić sama.... ;)[/QUOTE] Mądre powiedzenie ;) Zazwyczaj też ktoś mnie odprowadza, wtedy ja byłam w tej roli. Aczkolwiek ja przy Larze czuję się bardzo bezpiecznie. Tamtego wieczoru myślę, że podkręcała mnie moja wyobraźnia, zastanawiałam sie co mogłoby się stać, choć może nie było aż tak dużego zagrożenia. A dzisiaj odprowadzałam dokładnie tą samą koleżankę. Było co prawda wcześniej ok 19. Idziemy sobie przy najbardziej ruchliwej, a zresztą głównej ulicy osiedla i nagle.. z odchodzącej uliczki wybiega przepiękny husky. Przeciął szybko drogę o mało nie tracąc przy tym życia. Pobiegł do innej uliczki. Podeszłam tak, chciałam go uspokoić, zatrzymać, ale niestety pies zachowywał się jak obłąkany, miałam wrażenie, że był w szoku, coś go wystraszyło, a ja nie byłam w stanie mu pomóc : ( Psiak pobiegł dalej, straciłam go z oczu. Uznałam, że jedyne co moge zrobić to znaleźć jego właściciela, a więc udałam się na ulicę, z któej wybiegł i zadzwoniłam do pierwszego lepszego domu, pytając się mieszkańca, czy nie wie, gdzie mieszka ten husky. Usłyszałam odpowiedź i podeszłam pod wskazane mieszkanie. Zadzwoniłam i opowiedziałam o zaistniałej sytuacji właścicielce psa. Zaczęła się ubierać, chciała wyjść po niego. Po czym w drzwiach stanął mężczyzna, który spytał się co się stało. Gdy się dowiedzial jego komentarz mnie powalił "No to co, niech sobie biega". Państwo po prostu wypuszczają psa, który potrzebuje się wybiegaś samopas. No szlag mnie trafia, przy takiej ulicy?! oO' Poza tym po co ktoś się decyduja na haszczaka, skoro właśnie widać, jaką dawkę ruchu mu zapewnia. Mimo wszystko państwo wyruszyli na poszukiwania psa, nie wiem jak skończyła się historia, gdyż bardzo się śpieszyłam i nie mogłam z nimi zostać. Jestem raczej dobrej myśli, gdyż pies biegł w kierunku polany i mam nadzieję, że tam nic mu się nie stało. Opuszczę Was od 19, aczkolwiek do tego czasu na pewno wstawię jeszcze jakieś zdjęcia Larki. ; )
  15. Witam wszystkim ;) Opowiem Wam, jaką dzisiaj w nocy miałyśmy przygodę ; o Była u mnie znajoma, około 21 musiała już wracać do domu. Zadała sobie trochę trudu z przyjazdem do mnie, więc postanowiłam ją później odprowadzić chociaż do przystanku. W drodze powrotnej, juz na ostatnim odcinku zauważyłam pewnego mężczyznę, którego nie powiem - wsytraszyłam się. W domu nikogo nie było, rodzice w Warszawie, brat u dziewczyny. Postanowiłam, ze przedłużę sobie spacer, żeby zgubić Pana, który podążał za mną. Niestety, kiedy mój pies zobaczył, że jesteśmy już blisko domu, a skręcamy w inną ulicę zaczął się wyrywać, siadać - chciała już wracać. Byłam mocno poddenerwowana zaistniałą sytuacją, ale to był dopiero początek.Lara.. wyswobodziła się z szelek i chciała pobiec do domu.. ale wystraszyła się auta, które strasznie pędziło, choć to zwykła, osiedlowa droga, po której ludzie jeżdżą powoli. Psina się skuliła tak, że kierowca jej nie zobaczył, albo nie chciał zobaczyć. Moja reakcja była oczywista: ile sił w nogach pobiegłam przed maskę auta, żeby je zatrzymać, ochronić Larę. Już miałam przed oczami widok, jak ten wariat drogowy pozbawia mnie mojego największego szczęścia. :-( Bogu dzięki zatrzymał się.. z 3 centymetry przed nami. Wyobraźcie to sobie! On z początku nawet nie zwalniał, kiedy mnie zobaczył na ulicy, dalej pędził jak szalony. Zresztą po chwili otworzył okno i zaczął krzyczeć, był mocno wkurzony i nie sądze, żeby nasz niedoszły wypadek był tego jedynym powodem. Tak więc cała roztrzęsiona rzuciłam się do furtki od domu. I co widzę. Mojego "Prześladowcę". Zapytał się "A to tutaj Pani mieszka". Ja "Tak, dobranoc." Później zagadywał o Larę, o szelki, ogólnie o psy, a ja już tak chciałam iść i zamknąć się bezpiecznie w domu. Ale kiedy wreszcie udało mi się tam dotrzeć bynajmniej nie czułam się pewnie. Psy na dworze szczekały, Lara kręciła się przy drzwiach, bałam się, że jest tam ten mężczyzna. Nie wytrzymałam, zadzwoniłam do rodziców zrozpaczona, ale co oni mogli zrobić, będąc w Warszawie. Tylko mnie uspokajać. Zaoferowali, że Dziadkow do mnie przyślą, ale nie chciałam ich denerwować, mają słabe zdrowie, było już dość późno, a oni też blisko nie mieszkają. Więc zadzwoniłam do przyjaciółki, chciałam pogadac, ale byłam taka zapłakana i roztrzęsiona. Naprawdę tyle "atrakcji", jak na jeden wieczór. Kochana Monika z rodziną zaoferowali, że przyjadą po mnie.. ale halo, co z psem? Skończyło się tak, że ja, Lara i jej legowisko wylądowałyśmy w domu u Moniki i spędziłyśmy tam całą noc. Jestem jej taka wdzięczna, nie wiem czy bym wytrzymała tyle czasu sama, w dodatku jej tata rozejrzał się po okolicy, upewnił, że nikogo tam nie ma. Uf. Taka ze mnie panikara. Ale myślę, że każdy na moim miejscu by się wystraszył.
  16. Diora gdzie Ty meadow wypatrzyłaś? ; o
  17. Agathee - niebieski na pewno by fajnie wyglądał. Żółty też. A dla Fifki może Moo Cow? :loveu::loveu: Choć jej we wszystkim jest cudnie.
  18. A jeżeli uda Ci się znaleźć dom dla Ruci to chciałabyś kupić nowego psa? Jeśli tak to jakiego? Pytam z czystej ciekawości.
  19. [URL]http://a.imageshack.us/img841/3732/img0791c.jpg[/URL] Magda, ale ze mnie lachona zrobiłaś, mrr. :diabloti: A psina cudowna! Straszny pieszczoch, ciągle wystawiała dupcię do miziania. Aczkolwiek temperamentu haszczaka to jej zdecydowanie nie brakuje. [SIZE=1][COLOR=silver]Miło było znowu przyjść do schroniska. : ) [/COLOR][/SIZE]
  20. Mi też bardzo podobają się te żółte obroże z Red Dingo. Są urocze. :loveu:
  21. Obawiam się, że nasza Weroniczka już tutaj nie zagląda. Cóż miejmy nadzieję, że pies będzie miał już tylko lepiej. Jakby ktoś wiedział co się z Rucią dzieje to niech da znać.
  22. Wiek może miałby tu znaczenie, gdybyśmy rozmawiali z naprawdę małym dzieckiem, ale Weronika ma już 15 lat, a jest osobą kompletnie nieodpowiedzialną. Może już legalnie współżyć, za rok mogłaby wyjść za mąż, założyć rodzinę, za 3 lata będzie pełnoletnia, a więc myślę, że to już najwyższy czas, aby zmierzyć się z brutalną rzeczywistością, bo świat nie jest tak piękny, jak słit komcie na foci. Nie próbuj wzbudzić w nas poczucia winy, pisząc, że robimy z Ciebie potwora tylko przemyśl to co robisz, bo skoro tyle osób odwodzi Cie od tego pomysłu to chyba naprawdę coś jest nie w porządku. Ja mam 14 lat. Rok temu adoptowałam suczkę, która również okazała się psem strachliwym, czasami zachowywała się wręcz agresywnie, lecz rzecz jasna wszystko było na tle lękowym. Życie z nią nie należało do najłatwiejszych. Warczała na ludzi przechodzących obok, zajadle szczekała na gości, bała się samochodów, koni, innych psów, wózków dziecięcych i inwalidzkich.. mogłabym wymieniać bez końca. Niczym nie różnię się od innych dziewczyn w naszym wieku - oczywiste jest więc to, że chciałam wychodzić ze znajomymi, spotkać się z sympatiami, a przy okazji zabierać ze sobą moją przyjaciółkę, którą [U]kocham i kochałam,[/U] jednak sprawa się komplikowała, gdy np Lara uznawała, że palce nie są potrzebne do szczęścia mojemu koledze i ruszała "z atakiem" na niego. Był to chyba jedyny raz, gdy porządnie się przestraszyłam, bo nie wiem co by się stało, gdyby suczka nie była wtedy na smyczy. Tak więc na romantyczne spacerki w jej towarzystwie nie mogłam liczyć. Łatwiej by było oczywiście pozbyć się psa i kupić sobie nowego, modnego, odważnego. Ale w życiu nie można iść na łatwiznę, lecz trzeba stawiać czoła wyzwaniom, a w imię miłości, o której piszesz chyba warto, nie sądzisz? Ja czułam się w obowiązku pomóc mojemu psu i tak też zrobiłam, chociaż było ciężko, a nadal idealnie nie jest. Aczkolwiek trzeba CHCIEĆ, a jak widać Ty takiej potrzeby nie masz. Pomoc mogłabyś uzyskać zewsząd. Wiem co mówię. Sama zgłaszałam się z prośbą o poradę do różnych forumowiczów, czytałam specjalistyczne książki, np "Mój pies się nie boi", oszczędzałam pieniądze na behawiorystę, [U]stosowałam się do jego poleceń[/U]. Moi goście np musieli przejść chrzest na legowisku Lary, gdyz okazało się, że suczce jest wtedy łatwiej zaakceptować obcych. Ja nosiłam przy sobie malutkie piszczałki, którymi rozpraszałam uwagę psa. Tak - jest to monotonne, ale jakoś przeżyłam, także myślę, że i Tobie nic by się nie stało. Miałaś również proponowaną pomoc, dziewczyny chciały pojechać do Ciebie, więc nie musiałabyś wsiadać z psem do żadnego tramwaju, ale skoro mimo tego wszystkiego nadal chcesz oddać psa to jak dla mnie powód jest oczywisty - znudzenie. Przyznaj sama przed sobą, że nie chcesz mieć Ruci (moja ukochana suczka miała tak na imię, cóż), ponieważ nie jest rasowa, nie budzi aż takiego zainteresowania, jak np york, a nie zagłuszaj sumienie jakimiś marnymi wymówkami. Przykro mi, jeżeli Cię tym uraziłam.. Chociaż nie. W cale nie jest mi przykro. Ten pies zasługuje na kogoś lepszego, kogoś kto jej pomoże, bo na tym właśnie polega miłość. Tylko przykre jest to, że tak się nacierpi przy rozstaniu.
  23. to czekamy, czekamy ;)
  24. Ale Ci dobrze bylo. Sama też bym bardzo chciała tam pojechać. Widzę, że tu już sporo osób planuje takowy wyjazd za lat parę. ;)
  25. Dobra.. To kiedy się spotykamy? ; ) Karilka a co to będzie za praca nad agresją? :)
×
×
  • Create New...