Jump to content
Dogomania

abaporu

Members
  • Posts

    68
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by abaporu

  1. Sorry za tamten początek posta - jakoś dziwnie się zapisało i nie mogę go wywalić. Ale tu jest całość. Slapcio - witamy po powrocie z makaronów ! :) Dr Roman Lechowski to profesor z SGGW, z Katedry Nauk Klinicznych (Kieruje nią, tamże pracuje dr Lenarcik). Szczerze mówiąc, nie wiem czy jest neurologiem... :oops: Przyjmuje w Klinice weterynaryjnej Bemowo Byliśmy u niego wczoraj - tu wielkie podziękowania dla mojej wspaniałej przyjaciółki Bożeny "Kreski" Cicheckiej za zawiezienie nas w te i wewte z Gocławia na Powstańców Śląskich, w godzinach największych korków ! W dużym skrócie - Lechowski uważa, że leczymy objawowo, co nie znaczy, że mamy przerwać oczywiście, skoro myolastan pomaga cewnikować (bo zapewne tak jest - bez niego mogłoby być trudniej wprowadzić cewnik) i wyciskać. Natomiast uważa, że należy sprawdzić możliwość operacyjnego usunięcia przyczyny ucisku. Wobec tego - mielografia, a potem, w zależności od wyniku, ewentualna operacja. Po operacji w ciągu miesiąca powinniśmy wiedzieć, na czym stoimy, a pełna rekonwalescencja (w zależności od stanu wyjściowego) to tak 6 - 8 m-cy. Co powiedział o ogonku? Nie musi to być poprawa stanu nerwów w znaczeniu łączności mózg - ogon. Ruch nasady ogona (jego dalsza część jest niewrażliwa i sparaliżowana) może zachodzić na zasadzie łuku odruchowego, bez kontaktu z ośrodkami wyższymi. Na podobnej zasadzie może się odtworzyć część odruchów związanych z siusianiem i kupkaniem - pies poczuje psią sikalnię i kupkalnię na dworze i odruchowo się załatwi. Jednak, sprawdzenie opcji operacyjnej to to, co Lechowski zalecił. Polecił też lekarza, który mógłby zrobić mielografie i ewentualną operację - dr Jacek Sterna. Mielografię w tej klinice na Bemowie może zrobić także dr Joanna Persona. Wiem wstępnie, że opcje terminowe to środy rano (Persona) i czwartki (termin ustala sam Sterna). Zdecydujemy się na to, teraz tylko pozostaje kwestia terminu - zapewne przyszłotygodniowego, jeśli będzie miejsce, oraz transportu - zwłaszcza powrotnego, bo nie wiadomo, czy suka będzie na głupim jasiu czy w ogólnym znieczuleniu. I tu od razu apel - jeśli ktoś z Warszawiaków wie, że w środę rano / czwartek byłby względnie wolny i mógł nam pomóc z transportem, będziemy bardzo wdzięczni. To tyle na razie, a teraz dzwonię się dowiedzieć więcej o zabiegu i terminach, bo w sumie nie wiem, czy przyszły tydzień to realny termin.
  2. Dr Roman Lechowski to profesor z SGGW, z Katedry Nauk Klinicznych (Kieruje nią, tamże pracuje dr Lenarcik). Szczerze mówiąc, nie wiem czy jest neurologiem... :oops: Przyjmuje w Klinice weterynaryjnej Bemowo ([url=http://www.bemowo-wet.com.pl/index.php?id=onas]Klinika weterynaryjna Bemowo - ca
  3. Hej, generalnie bez wielkich zmian na plus. Samopoczuciowo okej u suni. Jedziemy na 1.5 (minus odrobina) tabl. myolastanu, plus suplementy, reszta odstawiona, bo nieskuteczna. Mieliśmy troche problemów z biegunką po karmie Acana, ale wrociłam do Hillsa i jest okej. Bylo też zapalenie pęcherza, przeleczone i teraz jest ok, a niedługo znów zrobie badania moczu. Z dobrych rzeczy - przy próbach kupkania i siusiania na spacerze Kraksa unosi nieco nasadę ogona i w to unoszenie wgryzamy się na razie jak głodny w skórkę od chleba. Robi to od ponad tygodnia, jeśli robiła wcześniej, to nie zauważyliśmy znaczącego ruchu. Teraz wyraźnie odwodzi ogon od pupki. Natomiast sama nie kupka, nie siusia (a jeśli tak, to kropelki - nigdy po spacerze, a przed wyciskaniem/cewnikowaniem nie jest pusta). Gdy dobrze ustawie dawkę myolastanu, daje się ją wyciskać całkiem sporo, wtedy czasem schodzimy do 1 cewnikowania dziennie, a reszta wyciskana. Zła dawka myolastanu - gdy daje jej mniej (usiluję ustawić dawkę optymalna, i czasem troche obniżam, żeby zobaczyć, czy to, że mogę ją wysikać trochę ręcznie to rozluźnienie zwieracza samoistne, czy tylko lek) nie da się wycisnąć, gdy jest za dużo (równo 1.5 tabl.), pies bardzo źle się czuje i ma zmiany charakterologiczne (paranoja). I tak to leci powolutku. W międzyczasie byliśmy w odwiedzinach u moich rodziców w Kazimierzu - Kraksa bardzo dobrze się dogadała z sukami rodziców (Myszka, jej córka imieniem Malutki aka Diablo oraz Fruzia), więc spokojnie możemy jeździć w odwiedziny. Dziś mamy o 19:30 wizytę u dr Romana Lechowskiego (też z SGGW, dr Lenarcik nas do niego wysłał - pewnie ma już nas dość) na Powstańców Śląskich. Generalnie, chyba wiem co powie (na pewno zostanie użyte słowo "czas"), ale chętnie się pomylę. Trzymajcie kciuki !
  4. Pozdrowienia od Kraksiuka i calej ekipy takoż !:) Tutaj link do kilku fotek (Kraksy, Fretka Misia, i innych) z ostatnich dni - te Kraksiuka to są z zeszłej niedzieli, gdy byliśmy na spacerze w lesie. Misia jest pewnie z tydzień starsze to zdjęcie - ale widać, że kawaler jest w formie niezłej, mimo stresu w postaci Ciotki Kraksy;) (uwaga techniczna - by powrócić do głównego katalogu klikajcie "back"/"wstecz" - zamkniecie fotki zamyka całą stronę) Index of /bida/last
  5. Mam nadzieję, że będą jakieś pomyślne wieści do zakomunikowania. Na razie jest względnie "bezet", poza tym, że nieco zmieniliśmy leczenie. Wczoraj (poniedziałek 20.10) odstawiliśmy Methocarbamol (nie przyniósł spodziewanego rezultatu), nie było już wieczornej dawki. Nadal bierzemy Myolastan (1.5 tabl. dziennie) a dodatkowo zastrzyki z atropiny (8 kresek na 15 kilo wagi), wieczorową porą. Jakie będą rezultaty? Zobaczymy... Na razie nie widzę zmian. Leczymy się też od rana na zapalenie pęcherza i dróg moczowych - bierzemy antybiotyk Enroxil (1/2 tabl. rano). W piątek powtórzymy wczorajsze badanie moczu i zobaczymy, czy kontynuować a-biotyk. A w niedzielę biegaliśmy jak szaleni po lesie - Kraksiuk reaguje już na imię i na "wracaj tu ty cholero, ale już!". Bardzo było fajnie i psiur się spompował tak, że w drodze powrotnej (pekaes, metro i bus miejski) nie walczył nawet z pampersem ;)
  6. [quote name='ocelot']Taa, ciotka wszystko jasne, zwłaszcza, że ja angielskiego nie w ząb:p sorry, zakręcona jestem. Już tłumacze na szybko: Problemem Twojego psa jest złamanie kręgu i zwichnięcie torebki stawowej kręgu krzyżowego, nie ostatniego lędźwiowego (L7). To jest przyczyna symptomów jakie mamy. W tym obszarze jest niewiele nerwów nóg, dlatego normalnie chodzi, ale są nerwy idące do ogona, pęcherza oraz obszaru kroczowego - i te są uszkodzone. Problemem jest zniesienie odruchu wypierania moczu, gdzie brak jest skurczu mięśnia wypieracza moczu - to sprawia, że wyciśnięcie pęcherza jest trudne. W tym przypadku stosowane przez Ciebie leczenie nie przynosi efektu. Nie wiemy, jaki jest zakres zniszczeń, ale to w sumie nie jest teraz ważne, gdyż nerwów i tak nie naprawimy, a jeśli nawet możemy naprawić złamanie, uszkodzenie nerwów jest (może być) nieodwracalne, wtedy rokowania są niedobre. Możesz spróbować leczenia Bethanecolem lub Cisapride - leki te stymulują skurcze mięśnia wypieracza moczu, jednak rokowania są znów niepewne.
  7. Szybki telefon do Lenarcika - Bethanecol nie (lek na inne schorzenia niż u Kraksy), Cisapride do rozważenia, jeszcze sprawdzi. Rozważa też podanie jej atropiny, jeśli zwiększona dawka Myolastanu (aktualnie bierzemy 1,5 tabletki dziennie) nie pomoże do poniedziałku.
  8. Odpowiedź z Brna: Dear Ms.Roszak. Problem of your dog is fracture and luxation of sacral vertebrae and not fracture of L7 (last lumbar vertebra). So it is the reason for all clinical symptoms. In this area there are only few nerves for legs so it is the reason for normal walking, but there are nerves for tail, bladder and perineal area so they are damaged. Problem of bladder is abolish detrusor reflex with absent detrusor contraction and it makes bladder expression difficult. In this case your treatment is uneffective. We don't know range of damage but it's not important in this reason because we can't repair nerves and if we can repair fracture of bones, damage of nerves is irreversible, so the prognosis is hopeless. You can try treatmen with Bethanecol or Cisapride - they can stimulate detrusor contraction, but with uncertain prognosis again. Petr Šrenk, Věra Laptěvová, JAGGY Brno
  9. Podobno psy upodabniają się do swoich właścicieli :lol: Widać ma to po mnie:evil_lol: Zaraz.. a może to było odwrotnie? Tak czy siak - jesteśmy obie pikne :megagrin: Nie tracimy nadziei, że coś się ruszy. A Kraksiuk nigdzie ode mnie (lub od Hanki, mojej Mamy) już nie pójdzie - nasza Ci ona. Howgh.
  10. Hej, radzimy sobie niezgorzej, w sumie rozmaite domowe rutyny w miarę opanowane. Tylko cały czas trochę smutno (i straszno..) , ze w kwestii sikania i kupkania nic się nie poprawia. I obawa, że nie robimy czegoś, co powinno być zrobione. Czekamy na odpowiedź od Petra Śrenka - tak jak napisała slapcio, poprosił o rtg. Opisałam mu też dokładnie historię choroby, leki, etc. Teraz tylko czekać co powie. Jakby ktoś chciał zdjęcia Kraksy (rtg kręgosłupa, miednicy - niestety, nie artystyczne), komuś pokazać, etc - to są one tutaj: http://fred.photos.pl/bida/.kraksa/ (żeby wrócić do katalogu głównego i zobaczyć kolejne zdjęcia, trzeba kliknąć "wstecz" - zamknięcie zdjecia zamknie cały katalog). A tutaj zdjęcie trochę bardziej artystyczne - zrobione "zza winkla", bo babka nie lubi pozować i chyli głowe do ziemi, jak się ją atakuje z aparatem. To jest robione zza mojej nogi (sorry, że przekręcone - obróćta sobie same ;)). http://fredcs.republika.pl/m/IMG_4198.JPG Pozdrawiamy !
  11. No niestety, nie mamy nic dobrego do powiedzenia. Nadal methocarbamol z myolastanem (coraz większa dawka - zero efektu).
  12. Dziękujemy za trzymanie Kcikukow:loveu: Pozdrowienia od Kraksy:
  13. będę obserwowała, tyle że jak podam jej myolastan, to podobno ma też działać osłabiająco na budzącą się (chyba...) perystaltykę jelit Kraksiuli i pracę jej zwieracza :roll: Dr Lenarcik - ewidentnie ucieszony sygnałami budzenia sie do pracy jelit i zwieracza odbytu, potwierdził, że mylostan to trochę osłabi, ale buraczki mają ponoć załatwić sprawę.... Ech, jedno się wspomaga, to drugiemu "bez łeb"...:-(
  14. Ten drugi lek nazywa się Myolastan - też rozluźniający :roll: Cytując z ulotki wskazania: ...objawowe leczenie stanów związanych ze wzmożonym bolesnym napięciem mięśni szkieletowych oraz przykurczów mięśniowych różnego pochodzenia. -w ortopedii i reumatologii: bóle lędźwiowe, rwa kulszowa, rwa barkowa, reumatyczne schorzenia stawów, mialgia, urazy mięśni, czynnościowe przykurcze mięśniowe pourazowe i pooperacyjne, przykurcze mięsniowe psychogenne; -w neurologii: spastyczne przykurcze kończyn pochodzenia mózgowego i rdzeniowego, takie jak spastyczna hemiplegia, spastyczna paraplegia; -jako lek wspomagający w rehabilitacji ruchowej. Eto... Trochę te spastyczne.. podchodzą, ale zwieracz cewki to nie kończyna. :roll: Slapcio świadkiem, że padały z naszej strony pytania, czy kontynuujemy taki tok leczenia i czy jest on aby na pewno najkorzystniejszy. Lenarcik zabił nas wzrokiem i orzekł, że tak, i że czekamy. Dziś mam jej podać 1/4 tabl. mylostanu - ma być nieco po nim ospała, choć nie cały czas śpiąca, więc muszę wycyrkolować dobrą dawkę. Odzyskałam też zdjecia rtg - czy ktoś może wie, gdzie można zrobić skan ze zdjęcia rtg??
  15. I każdy z nich martwi się cewnikiem...ale na pytanie, co innego robić, jeśli z psa nie da się wywałkować siku nawet przy stosunkowo mocnym nacisku - każdy rozkłada ręce i traci mowę... Tak jak napisała slapcio, dziś spróbujemy wydusić coś konkretniejszego z Lenarcika. Nim pobiegnę do moich studentów zamelduję Wam, że Kraksa - poza tym cewnikowaniem, które mnie stresuje na maksa, a które ona znosi dzielnie - nawet już o właściwych porach jakby wie, co się będzie działo i kręci się w pobliżu miejsca, gdzie następują owe męki - czuje się nieźle. Dziarsko biega na spacerki, krótkie, ale częste. Poznaje teren, interesuje się żywo otoczeniem, sąsiadami, ich pieskami. Ostatnio ze szwungiem godnym samolotu odrzutowego pogoniła stado gołębi - na przepisowo rozkraczonych celem zwiększenia przyczepności do podłoża nogach, z głuchym gulgotem w gardle i tak postawionymi do przodu uszami, ze ledwie widziała te gołębie, a na czole wypiętrzyła jej się fałda skóry godna miana Himalajów :lol: Ponadto podskakuje na tylnych odnóżach niby koziołek, gdy wychodzimy na spacery, podbijając mi rękę ze smyczą. Ku mej zgrozie, bo oczyma wyobraźni widzę ten złamany krąg i auuu... Z fretką nadal umiarkowany kontakt, ale Kraksa nie dostaje już dygotu na jego widok - po prostu się "nadmiernie ekscytuje" - i w tej sytuacji także usiłuje demonstrować zdolność chodzenia na tylnych nogach. Gdy frecia wychodzi na swój nocny spacerek z Fredem, a my z Kraksiulą ogarniamy chatę (przewlekamy jej posłanko na czyste, myjemy psu tylek, i takie tam), Kraksa w międzyczasach wpada do sypialni i obwąchuje misiowe rewiry, wytrzeszczajac oczy w nadziei wychynięcia Misia z jakiegoś kąta. Odpręża się psina coraz bardziej i "lelaksuje" - i chyba zaczyna coś ruszać z perystaltyką jelit i kupką. Raz - buraczki działają (tudzież marchewka gotowana tarta z odrobiną siemienia lnianego mielonego). Dwa - obserwuję jakieś nieśmiałe ruchy zwieracza odbytu (tak, często gapię się jej w tyłek i inne takie tam). Trzy - kupale wychodzą coraz dłuższe i częstsze. Może nadinterpretacja to, ale trzymam się tego jak tonący brzytwy. Tyle. Meldunki z wizyty u dr Lenarcika - pewnie slapcio będzie szybsza i coś skrobnie, a ja na pewno obiecuję napisać jutro.
  16. Wiecie, ja tam mogę czekać i czekać, tzn. wolałabym, żeby Kraksiul była szczęśliwa, wysikana, wykupkana samoistnie, ale w razie czego przetrzymam jej wysikiwanie cewnikiem, i kupki tu i ówdzie, ale... Ale nie chce czegoś przegapić :( Jutro jedziemy do Lenarcika znowu, na szczepienia, odebrać rtg oraz... pogadać. Jeśli ktoś ma jakieś pomysły, o co go spytać, na co zwrócić uwagę, dajcie znać. Pozdrawiam wszystkich! I dzięki za wsparcie dla Kraksiuli i dla nas :loveu:
  17. Dzięki wszystkim za wsparcie! Ulvhedinn, Kraksa kupki nie kontroluje, ale nie moczy się sama :( Chyba, zebym zostawila ją niewysikaną cewnikiem na długo długo - dluzej niz to 12 h jakie jej daję pomiędzy męczarniami :( I to jest własnie dziwne - cewka moczowa trzyma, pęcherz nie wyciska. wiem, że neurologiczne rzeczy stają się "rach-ciach", a leczą długo, ale chciałabym przyjąć jak najlepszy tok leczenia. Zalecany przez dr Lenarcika tok leczenia (Methocarbamol) ma swoje plusy (ostatni krąg jest złamany, moze coś uciska? Może jest jakieś przesunięcie? Rozluznienie mięśni kręgosłupa pomoże tu troche, ale...) ma też swoje minusy - nie działamy nic na kwestie nerwowe, np., nerwu błędnego, tak jak to robi Nivalin. Moj drugi wet troche sie tym Methocarbamolem zdziwil, tzn. widzi jakis jego sens, ale sądzi, ze inne podejscie (stymulowanie pęcherza do kurczenia się, plus cewki do rozwierania sie) byloby lepsze. Problem jest taki, ze - o ile dobrze zrozumialam - to wymagaloby dziwnego toku leczenia, bo jedno jest regulowane ukladem sympatycznym, drugie - parasympatycznym, a więc niejako leki dzialalyby przeciwstawnie. Ale moze ja już niczego nie rozumiem :-( Zadzwonie nieco pozniej do Lenarcika, przepytac go czy ten tok leczenia, jaki jest teraz jest optymalny. Niby kazal to kontynuowac, ale... najwyzej mnie objedzie :(
  18. Ja tez miałam nadzieję na przełom jakiś... Nie, nie odebrał całkiem - tylko powiedział, że może jej nie wrócić władza nad pęcherzem...
  19. Nie do końca mam bardzo dobre wieści. Okazalo się, że konsultacja zdjęć rtg Kraksy wykazala złamanie ostatniego kręgu - jednak. Wg Lenarcika - nie jest to operacyjne, można więcej naszkodzić niż pomóc. Leczenie - na razie zostajemy przy tym samym (zmniejszyć ilość pyralginu, próbować wysikiwać "ręcznie", ostatecznie - cewnik [nie daje się jej inaczej niż cewnikiem wysikać od dobrych paru dni]). Za 2 tygodnie mam się do niego odezwać, jeśli będzie "bezet", zmienimy leczenie - jeszcze inny lek (nie podał mi nazwy), o skutku ubocznym takim, że pies jest bardzo senny. Rokowania - jest możliwość, że sunia nie odzyska władzy nad pęcherzem/cewką. Co do kupki - Lenarcik mówi, że to sie poprawi (przypomnę, aktualnie Kraksa ma rozwarty odbyt i brak perystaltyki, kupka wychodzi "samoistnie", wypchnęta kolejnymi jej porcjami). Na razie nie do końca to przyswoiłam, stąd taki krótki tylko i rzeczowy meldunek. Myślę, że bedę musiała jeszcze raz zadzwonić do Doktora (i tak musze jakoś odebrać nasze zdjęcia od niego), może ktoś ma jakieś uwagi, sugestie, na coś zwrócić uwagę? Jakieś pomysły? Doświadczenia? Nie jestem nieoptymistyczna - mam nadzieję, że wersja negatywna nie wejdzie w życie i Kraksa odzyska władzę nad swoim wydalaniem i będzie szczęśliwym pieskiem. Ale chwilowo nie wiem, co można by więcej zrobić... Slapcio - dzięki za wrzucenie fotek:loveu:
  20. Slapcio - dzięki za opis piątkowej wizyty u dr Lenarcika. Ja troche nie wyrabiam na zakrętach i choć jestem przy kompie i w necie, nie miałam chwilki nawet by coś skrobnąć. Generalnie, zamiast Nivalinu bierzemy od soboty (27 wrze) rano (dopiero na 10:00 udalo mi sie sciągnąć lek, ale dr Lenarcik powiedzial, zebym nie popadala w paranoję - choć innymi słowy) Methocarbamol, ktory zmniejsza napięcie mięśni szkieletowych. W poniedzialek skonsultuję z dr Lenarcikiem dalszy ciąg leczenia. Methocarbamol bierzemy, żeby sunię nieco rozluźnić - chodzi o możliwość wysikiwania i wypróżniania się. Poza tym - Aescin (3x1), B compositum (takoż), Pyralgin (1/2 tabl. co 6 h), Furagin (3x1 z jedzeniem), Methocarbamol - 3x1 tabl. Walimy olej parafinowy - strzykaweczką po 3 ml do usteczek, oraz w ciapce z ex-suchej karmy, tartej surowej marchewki, mielonego siemienia lnianego. I buraczki! Suka się trochę wypina na takie mieszanki, ale cośtam podjada (oprócz tego daję jej też normalne -niedomieszane - porcje suchej karmy, nieco tylko namoczonej. Chyba udam sie po Convalescence, wolę jej jeszcze dodawać takie jedzonko (oczywiście, wszystko w odpowiednich małych porcjach). Jeśli chodzi o wydalanie i wysikiwanie, to generalnie jest... w miarę bezet, jeśli chodzi o sikanie (w sumie od czwartku rano nie mogę jej wysikać wyduszaniem i jest cewnikowana - btw. jakby ktoś potrzebował pomocy w cewnikowaniu, jestem już ekspertką. Wsadzam cewnik od pierwszego kopa). Kupkanie - jakby wiecej z niej wylatuje i na pewno nie ma zaparcia (kupki są nieco bardziej miękkie niż wcześniejsze poschroniskowe suchary). Ale - żadnych przełomów w tej materii. I dom wcale nie jest zbytnio zasrany - choć przyznam, trochę u nas teraz podśmierdywa okresami. I trochę jest brudniej, bo nie mamy sily ciągle zamiatać kątów. Ale, walić to. Acha, wczoraj suka rzygnęła sobie - trochę podjadła trawy wczesniej (:roll:). A zaraz potem poleciało calkiem sporo kupy. Dziś apetyt już ok - choć krzywi się na te marchewki i buraki. Dr Lenarcik ma do mnie jutro (poniedzialek, 29 wrze) dzwonić, gdy skonsultuje zdjęcie rtg na SGGW. Mam nadzieję, że powie coś... optymistycznego. Sam wypatrzył na nim w piątek że pies jest pelen kupy (stąd zmiana leczenia, odstawienie Nivalinu) oraz jakieś drobne urazy dolu miednicy - nie do konca wiem, o które kości chodzi, a nie moge spojrzeć na zdjęcie, bo dałam je Lenarcikowi do konsultacji. Jak patrzycie na stojacego psa, to wygląda na to, że ona ma stłuczoną bardzo okolicę nasady ogona - styk ostatniego kregu lędźwiowego i kości krzyżowej - wywoluje to ucisk na nerwy rdzeniowe. Coś tam jest minimalnie "nadkruszone" - ale jak powiedział Lenarcik - tego i tak sie nie będzie operować. Natomiast, to uszkodzenie na styku kręgu lędźwiowego i kości krzyżowej - tzw. zespół końskiego ogona (częste u owczarków niemieckich) jest najprawdopodobniej powodem kłopotów Kraksiuli. Mogę mylić nieco pojęcia - notowałam, ale nie wszystko nadążylam lub nie zrozumialam.. Co z tym dalej - nie wiem na razie. Z tego co czytałam w necie - leczenie nieoperacyjne jest możliwe, ale też to się operuje, w zależności od stanu pacjenta. Mam nadzieję, że coś w poniedzialek ustalimy z wetem. Lenarcik lekko protestuje przeciwko cewnikowaniu, ale suki nie udaje mi sie juz w ogole wysikiwac inaczej. Cewnikuję ją co 12 h - trochę duże odcinki, ale moja wetka poradzila mi, ze tyle wystarczy, by ją "spompować" i pęcherz odpocząl, a częściej - ryzyko zakażenia zwiększa się (na to bierzemy m.in. ten Furagin). To tyle jesli chodzi o przebieg leczenia na dzień dzisiejszy. Natomiast samopoczucie suki jest cora lepsze - poza wczorajszym wieczorem, gdy zwymiotowala (przedtem czuła się widocznie gorzej, potem - ulga i spala słodko), jest niezłe. Na spacerkach podbrykuje, zalotnie podbija rękę, gdy wychodzimy z bloku, wącha kwiatki i obserwuje otoczenie. Zna już mniej więcej teren wokół bloku, w bloku też trafia do windy, do mieszkania. Generalnie, widać, że czuje sie juz w miarę swojsko. A propos przyszłości Kraksy - rozmawiałam tez dziś z moją mamą. Powiedziała, że ją weźmie. Na razie odrzekłam jej, że daję radę i leczę ją, i nie myślę, co będzie dalej. Ale - taka jest prawda - w razie czego jest to rozwiązanie. Jeśli z różnych względów nie dałabym rady mieć Kraksy u siebie (choćby - tchórzofretka. Ponadto - praca,wyjazdy służbowe, etc.), to jest dla niej dobry dom (i to bardzo dobry - mówię to nie tylko dlatego, ze to moja mama, ale dlatego, że mój dom rodzinny jest psi do kwadratu). Z ogródkiem i psim towarzystwem. I tatą na emeryturze, który jest cały czas w domu. Słuchajcie, jestem optymistyczna - Kraksa wydobrzeje. A tak czy inaczej - ma dom. Bardzo chciałabym, żeby mogła u mnie zostać (jestem zakochana...:lol:), a jeśli to nie będzie możliwe - ma już zapewnione inne - dobre - miejsce w uroczym Kazimierzu Dolnym nad Wisłą ;) Pozdrawiam wszystkich i proszę o trzymanie kciuków za sunię i całą naszą ekipę !
  21. [quote name='ocelot']Nie Kraksa nie jest tego przyczyną, przyczyna tu: http://www.dogomania.pl/forum/showpo...postcount=2786 :2gunfire: do sześcianu.
  22. Aescin - dziś skonsultujemy z wetem, faktycznie wczoraj już gonilyśmy w piętkę i nam wylecialo. Od wczoraj Kraksiul nie chciał dać się wydusić z sików - stresowalo mnie to, bo pęcherz powinien być jak najczęściej próżny, by się regenerował, ale też nie chcę jej dusić i mętosić. Po czopku pyralginowym suka lepiej nieco łazi, ale nie było przelomu w postaci przykucu i siknięcia. Dziś, po dwoch spacerach (jeden o 6, drugi koło 10, bo mi się zdawało, ze jakby przykuca w domu, wiec a nuż...), załamałam się i zaczełam przyglądać rysunkom, które moja wetka (za dużo już tych wetów - pewnie Wam się mylą) mi narysowała, w czasie szkolenia z cewnikowania (na sucho, bo suka już była scewnikowana wcześniej. Dostałam też od niej cewnik), po czym - lignokaina na paluch i zakonczenie cewnika, po czym paluch ... wiecie gdzie (Kraksa - "E?"), i dalej, macanko. Od biedy wyczułam to, co na rysunku, no to dalej, wsuwać pod palcem ten cewnik (Kraksa - "E? E?"). Kraksiula usiłowała zwiewać gdzie pieprz rośnie, więc siedziałam za nią na ziemi, z palcem w jej cipce, a stopami trzymałam ją za klatkę, żeby nie uciekła. Za oknem mam budynek Polsatu - jeśli mnie filmowali, to pewnie trafię na jakieś forum zooporno ;) W każdym razie - jak nie siknęło! Nie trafiliśmy do nereczki (jako lekarskie dziecię mam takie wyposażenie kuchni, że się i nerka tam znajdzie), potem dopiero Kraksa się uspokoiła, przytuliła, i napełniłyśmy zgodnie nerkę. Co za ulga - dla Niej, ale i dla mnie... A teraz spawamy na kanapie, spokojnie - ale zaraz będzie poruszenie, bo papu się zacznie szykować. A na to budzimy się z najgłębszego snu o polowaniu na mamuta :lol:
  23. Kraksa to fuksiara, ale przykro, że po niej szlus. Może chwilowo? Mam nadzieję, że nowy kierownik da się urobić...
  24. Uff, własnie dotarliśmy do domu - Slapcio, Kuba, Kraksa i moi. Wiele się nie zmieniło w sumie, a tyle się nadziało, że hej. Ale, po kolei - choć w skrocie, bo padam na pysk. 1. Miałam dziś w planach wizytę u mojego tchórzofretkowego weta (świerzbowiec - długo leczony, teraz była zalecona 3 tyg. przerwa w lekach i mialam zanieść "syfy" z Misia ucha, na przegląd pod kątem obecności pasożyta); 2. Rozmawiając z wetką przed wizytą zapytałam ją mimochodem o Kraksę - bardzo się zainteresowała i zapytała, czy mogę ja w ramach spaceru przyprowadzić. Przyprowadziłam. 3. Wetka zrobiła usg - nie ma nic strasznego, jakieś lekkie podejrzenia, że może być przepuklina na pęcherzu (kolejny wet - neurolog, do ktorego pojechaliśmy potem, ochrzanił mnie, że na usg albo widać, albo nie, nie ma "podejrzeń", ale według mojej pamięci, wetka tak powiedziała). Poza tym, wetka orzekła, że usg nie wykazuje nic niepokojącego, scewnikowała sukę, po czym powiedziała, że pierwszy raz widzi psa, który chodzi, nie ma paraliżu nóg tylnych, a nie sika, i zwieracz odbytu ma półotwarty. Poradzila wizytę u weta neurologa. 4. Parę telefonów później - do tego weta - neurologa (dr Lenarcik z SGGW) oraz w poszukiwaniu kogoś z autem (oczywiście w końcu padlo na Slapcia, która miała możliwość i zgodzila się wraz z Kubą przyjechać), byliśmy w drodze na Różaną 71. 5. Wet opierniczył nas za brak rtg miednicy i odcinka lędzwiowego (nieruchomy ogon, zwiotczały zwieracz odbytu). Kazał zrobić rtg - podał namiary na dwa miejsca. Jedno było czynne do 20, wiec... 6. Jeden telefon później (celem upewnienia się, że faktycznie do 20), byliśmy w drodze. 7. Rtg poszło ok, Kraksiuli nie trzeba było usypiać, dostala głupiego jasia i dala się sfotografować jak modelka (erotyczna), przed sesją opróżniając wdzięcznie pęcherz na stół do zdjęć. 8. Rtg wykazało... że mój pierwszy wet miał "jakby" rację, gdyż kręgosłup i miednica suni jest w porządku. Są jakieś male zmiany - wyrostki - na kręgach, ale to jest coś zastarzałego, pewnie wynikającego z przysłowiowej "bidy", a efekty tego to bóle typu korzonki - nie zaś takie klopoty, jakie Kraksiula ma. Rentgenista zasugerował, że to jakis krwiak, wylew w kanale rdzenia i rzucił, iż "takie rzeczy wchlaniają się 3 - 4 tygodnie". 9. Jutro jedziemy znow do dr Lenarcika, z Kraksą i zdjęciami - zobaczymy, co on powie, może wypatrzy fachowym okiem coś w tych zdjęciach. 10. Kraksa, na polecenie dr Lenarcika, dostała czopek pyralginowy, żeby przestala ją dupka boleć. Za jakąś godzinę pojdziemy na spacer, a potem chyba wszyscy udadzą się na zasłużony wypoczynek. Ciąg dalszy nastąpi... Slapcio, Kuba - dziękujemy za spędzenie z nami tego upojnego wieczora i kawalka nocy ! :loveu:
  25. Ocelot - powiem jej o plazmie, ale ona jest uparta, mowi, ze na naszym starym tv to "g" widać :) Pomoc na odległość, no nie będę wołała że nie, ale chce Ci się iśc na poczte wysyłać pakę z podkładami? ;) Jeśli się uprzesz, to podam Ci adres, ale może wygodniej byłoby Ci przesłać kase za podkłady + znaczki na konto? Tak w ogóle, ludzie, gwoli wyjaśnenia: jakoś sobie radzimy na razie, więc - choć każda pomoc będzie doceniona, oczywiście - nie ma biedy. A jakby była, to zawołam korzystając z tego forum. Jako nauczycielka akademicka nie zarabiam może dużo, ale na zwierzaka zawsze wygrzebię :lol: Jeśli jednak ktoś czuje Wielką Potrzebę Zrobienia Czegoś, to nie pogardzę, docenię i mogę podać konto (chyba najwygodniejsza opcja dla Darczyńcy - chyba, że ktoś mieszka blisko i chce nas odwiedzić. Albo bardzo lubi chodzić na pocztę). Tyle w tej kwestii. Slapcio - super myśl z tą taśmą dwustronną !! Że też ja na to nie wpadłam - choć jak przykleiliśmy do koca normalną taśmą (ta brązowa lśniąca), było ok, ale jak sie przekręcała, to zadarła bok i się odkleiło. Moze te dwustronne mocniejsze :) Co do eksplorowania, to już się zaczęło. Suka chyba troche mniej już obolała, bo zaczyna łazić za nami, zeskakuje z kanapy z własnej woli, lub idąc na spacer (przedtem ją zdejmowaliśmy z kanapy). Dziś wychodziłam z domu ok 10tej, byłyśmy tuż po drugim spacerze, a ona myk z kanapy, gdy zaczęłam gmerać przy zamku by otworzyć drzwi i już stoi przy drzwiach. Serce mi się krajało, no ale.... czasem wyjść muszę, choćby do roboty. Teraz zaraz do niej wracam, to zobaczymy, czy są skutki eksploracji. Miś zamknięty w drugim pokoju, w klatce (bardzo na niego napiera - wczoraj byliśmy razem na spacerze, w dwie osoby, w dwóch przeciwnych kierunkach. Ale jazda windą, wchodzenie razem do domu - bardzo prze w jego kierunku, nie wiem, co to będzie. CZy to tylko zainteresowanie - nie warczy, tylko skiełczy i rzuca się do niego - czy też chęć spożycia? Zobaczymy). Ktoś może ma jakieś rady, jak tu postępować? Nie izolujemy ich zupełnie, pokazujemy jedno drugiemu, Fred trzyma Misia, ja Kraksę, i gładzę ją po głowie, mówię "Kraksa", potem Misia - "Misio" i tak powtarzam. Ale dalej rzuca się w jego kierunku jak opętana (i ciągnie jak diabli, mocno jak na taką anorektyczkę). Rozmiar Kraksy - waży ok 12 kg, myślę, że dupinę ma małą, prędzej L te pieluchy. Acha, wczoraj byliśmy u weta, dał antybiotyk, zastrzyki robimy, psina nadal nie sika sama z siebie - tylko popuszcza lub jest wyduszana. No nic, ale czekamy na poprawę :) Pytałam go o convalescence - powiedział, że już powoli przestawiamy na sucha karmę, ale na razie pół-na-pół, tzn dwie saszetki convalescence, połówka dawki dziennej karmy (Slapcio, mamy już kubeczek do odmierzania tej marki karmy, więc dzięki za propozycję pożyczenia wagi). Wet zaaprobował tę karmę, którą Kraksa dostała od Was w ramach wyprawki, tak więc już po troszku ją podjadamy. Z apetytem godnym wilka po zimie :lol: A porcje skąpe..skąpe. Dostaje też wit. B compositum - pierwszy raz widzę psa, który sam łyka proszka podanego na dłoni... Ten głód, ech - zje wszystko (mam nadzieje, że stąd te rzuty w kierunku Misia, i ze to minie). Cocarboxylaza - wet mówi, że niekoniecznie, bo faktycznie bardzo bolesne, plus wcale nie lepsze od Nivalinu w tym przypadku - dodajemy wit. B compositum do Nivalinu, żeby wzmocnić działanie. A kraksoopór jest bierny - pada na bok, pokłada sie, zwisa, kładzie na plecy (wykryła, że zastrzyki walimy w skórę na szyi / łopatkach, więc fika na plecy i guzik z zastrzyku, trzeba psiura przekręcać i od nowa podchody). Tyle meldunku, teraz biegnę do domu, do zwierzaków:loveu:
×
×
  • Create New...