-
Posts
68 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by abaporu
-
Okropne to, ale człowiek szybciej się zmobilizuje, by opisać kłopot, niż że jest gites :) Już jakiś czas temu miałam sygnały, żeby coś skrobnąć lub choć zdjęcia zamieścić, więc spełniam tę prośbę w okolicznościach trochu "au", mianowicie właśnie wróciłyśmy z Nanko od weta, gdzie ucinaliśmy jej jednego pazura u lewej tylnej nogi. :roll: Rozwaliła go sobie w sobotę na spacerze do tak zwanego mięsa, ale końcówka szpona nadal się trzymała, odpaść sama nie chciała, i to taki odchylający się zadzior, co ją urażał w owe mięcho, gdy chodziła. Nie dała sobie tego uciąć domowym przemysłem (namowy i podchody trwały większość niedzieli, skończyło się obrażeniem się suni na nas do tego stopnia, że na nasz widok siadała tyłem w kącie). Musieliśmy iść do weta. Pani wetka wykazała się zimną krwią i chlasnęła pazura jednym sprawnym ruchem cążków. Krew nieco chlupnęła, ale już w drodze do domu (z 200 m, pokuśtykałyśmy do najbliższego możliwego weta) Nanko szła lepiej, w domu spożyła kawał żwacza i odrobinę ciasta (wiem, wiem... Ale tak musiało być), i teraz śpi obok mnie, całkiem spokojnie. Mam nadzieję, że do przysłowiowego wesela się zagoi. Poza przypadkiem pazura Nanko ma się dobrze i nie sprawia żadnych kłopotów. Czasem oszczeka jakiegoś owczarka lub goldena tudzież labradora. Niekiedy przetrąci "gie" na spacerze. A spacerować uwielbia i gdy tylko się da chodzimy na dalekie spacery wzdłuż Wisły - lub jeździmy za Wawę. Lub jeździmy do Kazimierza Dolnego, do moich rodziców. Ale tam jest niebezpiecznie. Ostatnio, gdy stamtąd wracaliśmy, i nie było wiadomo, czy nas bus (taki mały, nie normalny duży autobus) zabierze z psem, mój Tata chodził za Nanko i co chwilę jej do ucha szeptał "To nic, nie bój się, nie zostaniesz na przystanku, jak Cię zostawią, ja Cię zabiorę tutaj i będziemy sobie mieszkać razem... Nic się nie bój...". :lol: A teraz zdjęcia - całkiem świeże, z pobytu w Kazimierzu w maju. 1. Tutaj ja się rozmarzam miłośnie, a Nanko tylko obserwuje coś w oddali, celem oddalenia się w tamtym kierunku w tej samej sekundzie, w której zwolnię uścisk [URL="http://img39.imageshack.us/my.php?image=asiananomaj09.jpg"][IMG]http://img39.imageshack.us/img39/9458/asiananomaj09.jpg[/IMG][/URL] 2. Natomiast tutaj Nano usiłuje wyzwolić mnie z mąk ortodontycznych jednym celnym ciosem czaszki w żuchwę. Dla zainteresowanych - ten sposób zdejmowania aparatu stałego nie jest godny polecenia. Skuteczność działania: 0. Bolesność zabiegu: 10 (w skali do 5). [URL="http://img200.imageshack.us/my.php?image=asiananoskokmaj09.jpg"][IMG]http://img200.imageshack.us/img200/8028/asiananoskokmaj09.jpg[/IMG][/URL] 3. Tego zaś nie da się opisać inaczej, niż okrzykiem "O Mamo! Supernano!". Ewentualnie pojawia się pytanie "Hm.., czy ten pies ma takie krótkie nogi?" :lol: A to jest zupełnie normalne zjawisko - tak zazwyczaj wygląda nasz pies na spacerach. Nie widać mu nóg - dobrze jak psa widać w ogóle. A momentami można usłyszeć, jak przełamuje barierę dźwięku i wtedy roznosi się swąd osmalonego futra. [URL="http://img7.imageshack.us/my.php?image=supernano.jpg"][IMG]http://img7.imageshack.us/img7/3279/supernano.jpg[/IMG][/URL]
-
Dakar - Makabra za nami-gdzie jest kosc? MA SWÓJ DOM!!! :)
abaporu replied to Aleksandra_B's topic in Już w nowym domu
[quote name='jayo']A dzisiejsza zmiana opatrunku wywolala u nas wszystkich okrzyk .... RADOSCI !!!! [SIZE=3][B]Kosc pokryla sie ziarnina w ciagu tygodnia w calosci !!!!!!!!!!!!!!!!![/B][/SIZE] :loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu: Czyli wszystko wskazuje na to, ze nie bedzie konieczny przeszczep ! [/quote] O matko, ale super !!! :multi: Przy tak koszmarnym wyjściowym stanie, taka wieść to jakby odnaleźć kamień filozoficzny, i teraz już tylko złotooooo, złotooooo :) Dzięki jayo za podsumowanie, widzę tam znajome osoby, którym podsyłałam linki do wątku Dakara. W ogóle, widzę tam całą masę kochanych osób !! :loveu: -
Nanko ma nieduże oczka, ale potrafi je "wyczeszczać" jak ją coś ekscytuje, oj potrafi :lol: Dzięki za rady, myślę, że będzie się trzeba na coś zdecydować, żeby dziewczyna trochę popracowała ;)
-
Koniec tułaczki... Zeusek w Swoim Domku !!! :)
abaporu replied to Szczurosława's topic in Już w nowym domu
[SIZE=5][B]Wspaniale !!! [/B][/SIZE]:multi: -
Dakar - Makabra za nami-gdzie jest kosc? MA SWÓJ DOM!!! :)
abaporu replied to Aleksandra_B's topic in Już w nowym domu
[quote name='maja602']Moja propozycja dotyczyła 10,00zł, bo dychę każdy wygospodaruję. Jeżeli ktoś ma życzenie dać troszkę więcej, to ja uważam, że nie ma przeciwwskazań. Wręcz przeciwnie jestem ZA .[/quote] No pewnie, niech każdy da, ile może wygospodarować. [B]Dycha jest super[/B], jak ktoś może więcej, to wspaniale. Mój wkład, zgodnie z deklaracją, właśnie poszedł - nie skorzystałam z przelewów online, ale w normalnym przelewie jest w tytule "dla Dakara / Iksińskiego", mam nadzieję, że tak też będzie klarownie. [SIZE=3][B]Dakar, trzymaj się piesku !! [/B][/SIZE] -
Uoj, żebyś ją widziała w ruchu... Mi też wszystko plus moja wetka mówią to samo - agility :) Ja się natomiast obawiam o swoją nieagility, hehe :eviltong: A tak serio, pewnie z wiosną popróbujemy - słowo byłej "zuszki" :lol:
-
Ponoć papryki nie powinnam dawać za dużo (Wetka "oszczegała" - bo skórki). Dajemy więc symbolicznie (bo Miś dostaje ciupeńkę - inaczej drapie nas po nogach, próbując wskrobać się na stół) i bez skóry, podobnie jak jabłko. Marchewka nadal pycha (choć chyba trochu mamy po niej sraczki, ale muszę jeszcze poobserwować). Odkryłam kliker !! Temu, kto przerobił dziecięce "cykadki", ew. kapsle od frugo, na to cudo - stokrotne dzięki. Dostaliśmy supermegagłośny kliker od ciotki slapcio. Po krótkim wcielaniu w życie nauk Dziadka Pawłowa w celu nadania klikerowi znaczenia, już sam kliker, nie mówiąc o jego donośnym klik-klik, wywołuje u Nano ślinotok i zaawansowaną ekscytacje objawiającą się wytrzeszczem oczu, napięciem wszystkich mięśni i cichymi popiskami. Od niedawna uczymy się "zostaw", docelowo by unikać frykasów polegiwających w krzaczkach nad Wisłą i gdzie indziej. Trening przebiega na parówce, która podobnie jak pasztetówka jest mrocznym przedmiotem pożądania Nano. Aktualny etap - po komendzie "zostaw", plasterek parówki umieszczony na ziemi tuż pod nosem Nanko jest obserwowany intensywnie za pomocą oczu, które w tym trybie ukryte są w ciele tylko w jakichś 15 procentach, oraz wwąchiwana za pomoca nosa o ruchliwości młodego pisklaka - ale nie zostaje pożarta. Wiwat kliker!! Niech żyje !!! Slapcio - dziękujemy za ten urodzinowy superprezent !! :loveu: Najnowsze nanofoty: 1. Gdy zobaczyłam tę minę śpiącej Nanko, dostałam takiego ataku śmiechu, że psina się prawie wybudziła z tej swojej narkolepsjo-katatonii. Jeśli zastanawiacie się, czy kanapa była potem zaśliniona, to od razu odpowiadam - taaaaak !! :lol: [U][URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img9.imageshack.us/img9/858/nankospismll.jpg[/IMG][/URL] [/U] 2. Robię się tak dobrze wychowana, że już nawet niekiedy chadzam w gości ! Na zdjęciu - na kanapie u znajomej mojej pańci. Proszę zwrócić uwagę na świetną kompozycję kolorystyczną - czerwień kapy oraz post-świątecznej poduszki podkreślają moją fantastyczną cerę. [U][URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img530.imageshack.us/img530/1040/nanouasi.jpg[/IMG][/URL] [/U] [URL="http://g.imageshack.us/img12/nanouasi.jpg/1/"][IMG]http://img12.imageshack.us/img12/nanouasi.jpg/1/w1167.png[/IMG][/URL] [URL="http://g.imageshack.us/img26/nankospismll.jpg/1/"] [/URL]
-
Dakar - Makabra za nami-gdzie jest kosc? MA SWÓJ DOM!!! :)
abaporu replied to Aleksandra_B's topic in Już w nowym domu
Co za kochany pies ! Tyle wycierpiał, a nadal się uśmiecha... :) Oby jego łapka wygoiła się jak najlepiej - opcji amputacji w ogóle nie dopuszczam do myśli (sio!). Wskoczyła mi na konto pensja, to przeleję trochu na chłopaka ! -
Jak wiadomo, o ciężkich i krwawych rzeczach pisze się "lepiej" (nawet i w dobrej wierze - by coś zdziałać na ten przykład), dlatego na tym wątku cicho :) Zamelduję pokrótce, że u nas wszystko okej, Nanko coraz bardziej się adaptuje, już nawet szczekanie jej trochę przeszło - da się ją poprosić o trzymanie buzi na kłódkę i tylko burczenie na inne pieski - a niektórym sama odpuszcza. Da się zauważyć korelację ujemną darcia pyska z ilością psów, jakie poznała bliżej i z którymi się kumpluje. Im ich więcej, tym mniej szczekoli na widok psów. Nie znosimy kagańca ! Mamy taki miękki, szmaciano-siateczkowy, jako ta mgiełka, symboliczny zaprawdę. Zakładamy go w komunikacji miejskiej, by regulaminowi stało się zadość. Pies - szczęśliwy bo wie, że idzie na spacer - w jednej chwili zamienia się w ciężko opóźnionego w rozwoju (zapomina, jak się nazywa, patrzy przez nas, a nie na nas) i w dodatku z przykurczem szyi (ściąga pysk do klatki, uszy do tyłu kładzie). Dobrze, że po chwili jej to otępienie trochę mija - a już zupełnie znika, gdy zdejmiemy kaganiec po wyjściu z busa. Zastanawiam się, czy mogło jej się coś kiedyś z udziałem kagańca stać / dziać złego... ? Staramy się jej ten kaganiec osłodzić jak możemy - a to ciasteczko, a to głaski. Ale cały czas reaguje tak samo. Misia Fretkę nadal kocha miłością wielką, a Miś ją... Hm, nadal nie wykorkował na serce, gdy się w jego kierunku Nanko rzuca, więc chyba nie jest źle ;) Bawią się czasem na posłaniu Nano (Miś ryje w kocach, Nano go obserwuje i też podrzuca koc pyskiem) lub na naszym posłaniu (analogicznie), co sprawia, że czasem ciężko odróżnić jedno posłanie od drugiego :) Miś, który podjada czasem kawałek jabłka (tylko słodkie lubi), marchewki lub papryki (bez skóry) naucza Nano jedzenia takich frykasów. Jabłko i marchew już wchodzą, papryka nie znalazła uznania w jej oczach. Pozdrawiamy !
-
Dakar - Makabra za nami-gdzie jest kosc? MA SWÓJ DOM!!! :)
abaporu replied to Aleksandra_B's topic in Już w nowym domu
Trzymamy kciuki, łapy i łapki za Dakara, i rozsyłamy wątek do kogo się da. Czekamy na wieści o stanie zdrowia psinki oraz o stanie kasy na jego leczenie :) -
Dakar - Makabra za nami-gdzie jest kosc? MA SWÓJ DOM!!! :)
abaporu replied to Aleksandra_B's topic in Już w nowym domu
Trochę wpłaciłam, mój facet też właśnie dał znać, że wysłał, mam nadzieję, że więcej osób wrzuci do puli na leczenie choć po parę złotych i uda się uratować Xsińskiego łapkę lub choć dobrze go z tego wyprowadzić ! jayo, dawaj w miarę rozwoju sytuacji znać co się z psiakiem dzieje -
Wrzucam kilka fotek z naszego pobytu w Kazimierzu dwa tygodnie temu. Zapoznanie Nano z "ciotkami" przebiegło nieco hałaśliwie, ale na neutralnym terenie, więc do domu wchodziły już względnie pogodzone. Następnego dnia rano pojechaliśmy z wszystkimi psami na plażę nad Wisłą, i tam przełamano ostatnie lody :) 1. Na Miejskich Polach w Kazimierzu: [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img522.imageshack.us/img522/6784/nanonov08kw2.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://g.imageshack.us/img522/nanonov08kw2.jpg/1/"][IMG]http://img522.imageshack.us/img522/nanonov08kw2.jpg/1/w775.png[/IMG][/URL] 2. Plaża nieopodal Krowiej Wyspy koło Męćmierza (kazimierscy bywalcy będą wiedzieli co i jak, a niebywalców bardzo zachęcam do przyjazdu. Piknie tu!) [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img389.imageshack.us/img389/6574/asiananodec08dk7.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://g.imageshack.us/img389/asiananodec08dk7.jpg/1/"][IMG]http://img389.imageshack.us/img389/asiananodec08dk7.jpg/1/w1024.png[/IMG][/URL] 3. Zgraja na plaży nadwiślańskiej, w Kazimierzu. Po prawej moja Mama z Myszką, po lewej ja z Nano, a w środku Malutki (córka Myszki), próbująca podjąć decyzję, do której kliki ma dołączyć. [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img185.imageshack.us/img185/7412/plazanov08li3.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://g.imageshack.us/img185/plazanov08li3.jpg/1/"][IMG]http://img185.imageshack.us/img185/plazanov08li3.jpg/1/w778.png[/IMG][/URL] 4. A tu - ups - na kanapie, z jeżem (ex naszej fretki). [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img360.imageshack.us/img360/1800/nanospiminivd6.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://g.imageshack.us/img360/nanospiminivd6.jpg/1/"][IMG]http://img360.imageshack.us/img360/nanospiminivd6.jpg/1/w778.png[/IMG][/URL]
-
Slapcio, dziękujemy za wizytę i za rady treningowe :loveu: "Siad" już opanowany perfekcyjnie, stosujemy przy jedzeniu, wdrażamy przy przechodzeniu przez światła. "Chodź" już całkiem działa, chociaż dużym (przynajmniej "sonicznie" dużym) [B]problemem są inne psy[/B]. Jak już są blisko i drugi wlasciciel nie panikuje, to psiury się zapoznają i jest okej. Jednak z daleka każdy pies to osobnik do obszczekania i jadowienia się na. W zależności od rozmiaru i koloru, szczekanie jest symboliczne i Nano daje się zachęcić do iścia w inną stronę i nie odwracania się co trzy kroki w kierunku tamtego psa, lub też Jadowite 1, 2, a w skrajnych przypadkach - Jadowite 3, co objawia się darciem mordy na cały regulator, przypadaniem do ziemi na rozkraczonych łapach i wyskokami w górę tudzież wypadami w przód, i słowo daję, niemal słyszę jak artykułowane jest "Chodź no tu (epitet), a rozerwę Cię na krwawe paski". Ciężko ją wtedy z tego wyciągnąć i zachęcić do zmiany trasy. Jadowi się na maksa, nie reaguje na karcenie, które zwykle przynosi efekt. [B]Macie może jakieś rady, jak opanować takiego psiura[/B]? To w sumie na razie główny nasz problem. Mam wrażenie, że odrobinę już zelżał - pierwsze dłuższe spacery to było szczek za szczekiem, teraz co któremuś (zwykle małym i jasnym) psu odpuszcza. Mam nadzieję, że to takie schroniskowe znaczenie tereniu dzwiękiem, które minie, ale możę mogę to jakos przyspieszyć? W ten weekend jedziemy do rodziców do Kazimierza Dln., pozać Nano z trzema sukami rodziców - trzymajcie za nas kciuki :) Z Misiem nadal okej, czasem Nano zbyt nachalna - usiłuje go budzić, jak spi, albo zbyt natarczywie napiera na niego (chce go wąchać po tyłku, pacnąć łapą, lub dotknąć pyskiem - a Miś nie zawsze sobie tego życzy w tym samym momencie), gdy sobie łażą obydwoje. Wtedy Miś wydaje ostry "skrzek" i odskakuje. Zwykle jednak Nano po prostu go obserwuje, a to Misiowi nie przeszkadza - nie ukrywa się przed nią, robi swoje, a czasem nawet ją zaczepia.
-
Wykryłam wątek Dalmy / Nano na dogomanii - zapraszamy tamże: http://www.dogomania.pl/forum/f28/prosba-o-ogloszenia-wsparcie-finansowe-dalma-piekna-suczka-z-kruszewa-118343/
-
Cześć wszystkim, ujawniamy się. Strasznie to forum obszerne, ja sie nie przekopuję przez całe, dopiero teraz się zorientowałam (zorientowano mnie), żebym dała tu znać o losach psinki we wlaściwym miejscu. O Dalmie (aktualnie - [B]Nano[/B]) pisałam w innym wątku - wątku naszej suńki Kraksy ([URL]http://www.dogomania.pl/forum/f78/kraksa-odeszla-120729/#post10896401[/URL]), o wzięciu Nano jest przy końcu. Są tam też meldunki z pierwszych dni, oraz z kontaktu z naszym freciszonem, Misiem. Przeniosę się z wszelkimi infosami tutaj, ale zachęcam do zajrzenia także tam w wolnej chwili. Generalnie sunia juz sie zaadaptowała, z fretka są na tym samym terenie i choc trochę mamy czasem "stresa", to jest okej. Czasem Nano troche za bardzo chce Misia pogonić, dopaść, bawić się - a on ma swoje rytmy, w ciągu dnia dużo sobie spi i niekoniecznie chce, zeby jakiś pies szarpał łapą i zębami jego kontenerek (Miś chodzi po mieszkaniu swobodnie, w sypialni ma otwartą klatke z jedzeniem i piciem oraz hamakiem, oraz transporterek, też otwarty, w którym sypia zakopany w jakiś moherowy sweterek i inne szmatki). A Nano czasem jest nachalna, chce go obudzić, idzie tam, leży, wpatruje się w transporterek, jak wpatrywanie nic nie daje, to popycha go pyskiem i dalej czeka. Jak to nic nie daje, to zaczepia lapą. Jeśli nadal nic, to wsadza glowę w otwór/wejście i usiłuje wyciągać Misia szmatki. I tak to - wtedy muszę ja odizolować, tzn., zamknąć drzwi do sypialni. W nocy też zamykamy, żeby nie było jakiejś draki. Ale jak jestem / jesteśmy w domu, to łażą sobie razem, nawet czasem sie już podbawiaja, tzn. Miś ryje w kocu na posłaniu Nano, ona sie przygląda, albo ryje z drugiej strony, żeby go znaleźć. Gdy się przemieszcza spokojnie, to ona go śledzi krok w krok, gorzej, gdy Miś sie przestraszy i trochę podbiegnie, albo jest brany na ręce - wtedy Nano się rzuca w jego kierunku - bez kłapania zębiskami, ale chce go jakby "przyprzeć" do muru, żeby nie zniknął. Jednak nigdy nie próbowała go ugryźć. Jesteśmy dość optymistyczni, choć nadal ostrożni - boimy sie jakiegoś głupiego wypadku. Poza tym, Nano już po sterylce, wczoraj poszłyśmy na spacer "przypadkiem" w kierunku lecznicy na Tatarkiewicza i tam dr Monika Batog jednym ruchem wyciągneła jej szwy. Przy okazji ją zaszczepiłam na zakaźne, wścieklizna za 2 tygodnie (o ile nie byla szczepiona w schronisku, ale tego się może dowiem), a za miesiąc powtórka zakaźnych. W drodze powrotnej zrobiłam test autobusowy. Suka miała lekki opór przed wsiądnięciem do niskopodłogowca, ale jej pomogłam i jazda przebiegla już spokojnie. To dla mnie duży plus, bo nie mamy samochodu i pies musi umieć się przemieszczać komunikacją miejską, pociagiem, etc. Nano bardzo dobrze zniosła sterylkę - gdyby nie to, że ja ją ograniczałam w ruchu w kilka dni po operacji, ona chciałaby biegać i skakać. Od kilku dni robiłyśmy już dłuższe spacery, bo ona ma bardzo dużo energii i jest ciekawa otoczenia. Widać po niej, że pies "nieuczony", nie zna podstawowych komend, nawet takich, co to pies sie zwykle uczy w domu "przypadkiem", ale wdrażamy szkolenie, i już zaczyna łapać niektóre kwestie, zwłaszcza, jeśli w grę wchodzi psi herbatnik/drops ;) Jest juz bardzo zadomowiona - chyba od pierwszego dnia (zeszly czwartek), gdy przywieźliśmy ja dzień po zabiegu) poczula że tu jest coś w rodzaju domu, bo gdy chciałam ją wyprowadzić na nocny/wieczorny spacer, nie chciała w ogóle iść i wracała pod drzwi. A jaka byla radość, gdy wróciłyśmy ze spaceru ! Od tego dnia już nie ma problemu z wychodzeniem, bo wie, że wróci. Nie było tez do tej pory problemu z zostawaniem bez nas w domu. Ja troche pracuje czasem w domu, ale też wychodze, pory nieregularne, czasem nie ma mnie krotko, czasem dłużej. Nic nie zniszczyła do tej pory. Ostatnio zaczęła troche gryźć rzeczy po Misiu - na przykład jakieś jego pudełko tekturowe ze szmatką wywlokła spod łóżka, i obgryzla mu brzegi. Zaczęła mu podbierać zabawki (różne male misie, pileczkę tenisową, jakieś pudełeczka ktorymi on sie bawi) i odbywa się cyrkulacja - Nano wykrada zabawki i przynosi na legowisko, Miś przychodzi, i zabiera swoje rzeczy, wynosi je tam, gdzie mają być według misiowego porządku, czyli w szafie. Kradnie mi też czasem klapki, ale nie gryzie ich, tylko wynosi na posłanie. To chyba tyle na razie, trzymajcie kciuki, żeby porozumienie Misiowo-Nanowe trwało dalej i żeby ta wątla na razie przyjaźń rozwijała się w trwały związek :) W przyszlym tygodniu planujemy jechać do moich rodziców, do Kazimierza Dln., gdzie są aktualnie trzy suki, żeby zapoznać z nimi Nano. Ona jest dość szczekliwa - niestety - choć często zaakceptuje danego psa, gdy sie zbliży, to z daleka "pruje" pyska tak, że aż oddech traci. Będziemy się oduczać - mam nadzieję, skutecznie. Tak czy inaczej, będzie musiała się zaprzyjaźnić z tamtymi suniami u rodziców, bo to będzie jej miejsce wakacyjne / naszowyjazdowe :) Jak tylko porobimy dziewczynie jakieś zdjecia u nas (na razie chodziła w nieprzystojnym kocyku zabezpieczajacym szwy), ma parę zdjeć komórką, ale żadnych sensownych - to zamieszczę je tutaj dla Was. Pozdrawiamy ! Aśka (człek), Fred (człek), Miś (fret) i Nano (psiur) Warszawa - Gocław
-
Slapcio, w jakim sensie "wariackie"?
-
Nanulko jest kochana, coraz bardziej się przyzwyczaja, chyba nie zeżre Misia - dziś mój partner podstawił jej Misia pod nos "na zagryzienie". Ja wykonałam dziki wrzask, salto ze stania przez plecy w kierunku kuchni, obiegłam pokój i wróciłam ślizgiem drugim wejściem do korytarza, gdzie rozgrywała się następująca scena. Wcale nie była to wizualizowana przeze mnie w czasie salta i biegu krwawa jatka, tylko Nano liżąca Misia po pyszczku, i Miś, który spokojnym krokiem, po polizaniu, udał sie do łazienki zażyć tusz (lubi wskakiwać do brodzika gdy jest mokry po prysznicu). Nano za nim, a potem pobiegli razem (Miś na czele) do dużego pokoju, gdzie Miś profilaktycznie ukrył się w szafie, z której wyglądał przez przesunięte drzwi, i tak się oglądali. Potem Miś wyskoczył z szafy i zaczął zakopywać się w kocu leżącym na posłaniu Nano, Nano go odkopywała. Jest bardzo zainteresowana, ale nie wygląda na chętną do spożycia Misia w postaci tatara. Nie było krwi, nie było warkotów. Nie jest źle ! :) A za Kraksikiem tęsknimy... :-(
-
Bejbe, jeśli tylko się spotkamy, to z pewnością :) A okoliczności z gatunku rozmaitych się kumulują, nie? :cool3:
-
Pewnie, że napiszemy od czasu do czasu. Nano ma się dobrze, już bardzo chciałaby na dalsze spacerki, ale jeszcze ją oszczędzam. Sterylka to w końcu całkiem spory zabieg i dużo szwów. Ale goi się jak "na psie", szewki ładne. Trochę tylko się za bardzo zaczynamy interesować ewentualnością lizania i drapania, bo swędzi ! Piąta doba.. Było pierwsze spotkanie z Misiem. Miś (trzymany na kolanach) został polizany po głowie, Nano została trzepnięta pazurem po nosie i na razie na tym poprzestaliśmy. Nie było piany na pysku(ach), nie było kłapania paszczęką. Miś na wszelki wypadek zagazował otoczenie. Może da się na tyle przyzwyczaić do siebie stworki, że będą razem funkcjonować na tym samym obszarze?
-
Kraks nigdy nie zostanie zapomniany - brakuje jej nam każdego dnia. To były tylko - ale i aż - dwa miesiące. Wierzę, że warto ratować - choć nam się nie udało. Może popełniliśmy jakieś błędy, może nie. Nie do końca jesteśmy pogodzeni z takim odejściem Kraksika, ale nie możemy już nic zmienić, nie cofniemy czasu. Choć był to okres niesłychanie spalający, to dał nam też bardzo dużo - poznaliśmy swoje możliwości i swoje ograniczenia. Dowiedzieliśmy się też, że powstałe dla Kraksy miejsce, nie może się zmarnować. Nie jest to zastępowanie - Kraksy nie da się zastąpić. Jest to kolej rzeczy. Od czwartku 19 listopada jest u nas Nano. To sunia do tej pory pod opieką Psich Adopcji / Stowarzyszenia "Niczyje". Całe swoje życie w schronisku, mamy nadzieję, że teraz zostanie z nami. Stowarzyszenie na Rzecz Bezpańskich Zwierząt Niczyje Nie mamy jeszcze zdjęć Nano (dawniej Dalmy - ale nie reaguje na to imię, dlatego szybko je zmieniamy), stąd link to jej zdjęć w "Niczyich". A piszę o tym w wątku Kaksika dlatego, że gdyby nie ona, nie wiedzielibyśmy, że możemy dać psu dom, którego on potrzebuje...
-
jusstyna85, dzięki za podniesienie wątku i cieszę się, że już się znalazł tymczas dla "suńki" ;) Mam nadzieję, że znajdzie się szybciutko ktoś, kto weźmie psinkę do siebie na dłużej, a może nawet się w psiaku zakocha i to już na zawsze? Tak jak ja w Kraksie, która miała być początkowo tylko na chwilkę, na leczenie, a okazało się, że została z nami do końca swojego - niestety króciutkiego - życia. Warto !
-
Nasze wspólne chwile w Kazimierzu Dolnym, długi weekend 8 - 11 listopada 2008. Szczęśliwi ludzie, szczęśliwy pies. Żegnaj, kochana ! http://img390.imageshack.us/img390/9097/k4list08go3.jpg http://img390.imageshack.us/img390/5481/k1list08fq3.jpg maksymalna ilość zdjęć w poście to 5.
-
Własnie rozliczyłam się z Kliniką Bemowo - za hospitalizację i ... zajęcie się Kraksiulą po jej odejściu. Już wczoraj nie płakałam, ale teraz znowu ryczę :placz: Kraksa była tak bardzo moim psem - ale była z nami za krótko. Nie mogę uwierzyć, że jeszcze w weekend chodziliśmy z nią po plaży nad Wisłą i po kazimierskich wąwozach. I była wesoła, szczęśliwa.. I my byliśmy razem z nią. I wciąż widzę, jak jedziemy autobusem na Bemowo, Kraksik siedzi pomiędzy moimi kolanami, i to przysypia, to patrzymy sobie w oczy. I choć wiem, że za jakiś czas będę pamiętać tylko te dobre chwile, to teraz wracają mi głównie te ostatnie, okropne wspomnienia Kraksika wstrząsanego drgawkami :( A w sercu dziura w kształcie psa. Jestem psią osobą - wychowałam się z psami, nie wyobrażam sobie życia bez psa. Nie chciałam brać pieska do małego mieszkania w bloku w Warszawie, ale teraz wiem, że nawet i taki dom może być dobry dla zwierzaka. Nie jestem jeszcze w stanie przejrzeć informacji na forum o pieskach szukających domu. Ale w moim domu chyba już powstało miejsce na drugiego obok Misia zwierzaka... Dziękujemy Wszystkim za wsparcie i ciepłe słowa!
-
Wczoraj wieczorem Kraksa odeszła. Około południa miała mielografię z wkłucia lędźwiowego, niestety z komplikacjami. W trakcie podawania kontrastu dostała silnych skurczy mięśni, nie można było podać całej dawki kontrastu, a zaraz po zabiegu miała bardzo poważne drgawki, których nie udało się aż do popołudnia wyciszyć farmakologicznie. Choć drgawki ustąpiły po paru godzinach, sunia nie odzyskała przytomności a wieczorem dostała zapaści, reanimacja się nie powiodła. Zrobione wczoraj przed samym zabiegiem badania (powtórne rtg na miejscu, badania odruchów) wykazały, że Kraksa miała dużo bardziej uszkodzony kręgosłup (w więcej niż jednym miejscu) niż to wynikało z wcześniejszych badań i zdjęć, mielografia miała pomóc namierzyć te uszkodzenia i ocenić ich skalę. A zakończyła jej życie :-( Wybaczcie ten suchy, medyczny język, tak tylko mogę na razie o tym pisać..
-
W środę mamy mielografię, o g. 11:00, w klinice na Powstańców Śląskich. Badanie zrobi dr Persona, do Sterny była długa kolejka i dalekie terminy. Dzięki Slapcio za ofertę odebrania nas wieczorem. Rano zatelepiemy się jakoś autobusem z naszego Gocławia, ale powrót busem byłby raczej niemożliwy po pełnej narkozie, więc ślemy buziaki, Slapciu :loveu: Trzymajcie kciuki za pomyślny wynik badania Kraksiuli - oby dało się potem przeprowadzić sensowna operację. A na długi weekend jedziemy do Kazimierza - z Misiem, Kraksiem, oraz my dwa. Taki "lelaks" przed ciągiem dalszym zmagań. I Wam życzymy udanego długiego weekendu ! :)