Pamiętam gdy Boksiu był mały mieliśmy na podwórku basenik wyporowy, a w nim dmuchany materac. Pewnego razu gdy siedziałam i przyglądałam się harcom Boksia, on nagle przestał się bawić i powoli podszedł do basenu. Jedną łapką leciutko uchylił ściankę baseniku, popatrzył, i oparł też drugą łapkę. Ścianka bardziej się przechyliła, a akurat przy niej pływał materac. Psiak po chwili głębokiego zamyślenia wślizgnął się do basenu (oczywiście rozlewając duuuuużo wody) i wskoczył na materacyk. Leżał na nim i leżał, aż usnął i przez sen zaczął się drapać, wiercić i przewracać z boku na bok, aż nagle CHLUP i prosto do wody (której na szczęście było tyle, że sięgała mu do szyi). Spacerował tak sobie z 5 minut, po czym zaczął gryźć basen bo nie mógł z niego wyjść, a ja go szybko wyjęłam, żeby cokolwiek zamiast samego dna zostało.
Pamiętam też zdarzenie z późnego wieczoru, gdy mój pies zaczął polować na nietoperze. Wtedy latały dość nisko, około 1,5/2 m nad ziemią. One zaczęły przelatywać obok stawu, a Dżeki skakał i próbował je złapać. Świetnie wyglądał widok średniej wielkości psa skaczącego na wysokość metra. Wyglądał jak jakiś kot polujący na ptaszki.
Pozdrawiam
Iza