Jump to content
Dogomania

j3nny

Members
  • Posts

    4177
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by j3nny

  1. :roll: gdyby tylko Lucek byl blizej, to chetnie bym pomogla...
  2. mam nadzieje ze w nowym domu Kubusia wszystko ok
  3. :multi::multi::multi::multi::multi::multi: Małamała dawno nie przeczytałam radośniejszych wieści :modla::modla::modla::modla::modla::modla::modla::modla: dziękuję, że wzięłaś Kubusia!!!
  4. :Cool!::Cool!::Cool!: cudownie!!! czekam na każdą nawet najmniejszą wieść!
  5. łobuz ;) a wygląda tak niewinnie ;D
  6. :shocked!::shocked!::shocked!:
  7. czy Bobik ma wątek? allegro? jakieś ogłoszenia, które można by wydrukować i rozwiesić? w czym jeszcze można pomóc?
  8. :Rose: to wspaniale, cudowne, bardzo budujace, ze jest choc promil takich ludzi lapka dla psiaka :bluepaw:
  9. no Kubuniu, przesyłam pozytywną energię :glaszcze:
  10. podnoszę, może ktoś zauważy :-(
  11. ktos przywiazal ta mala i zostawil miske?
  12. :-( dwa dni mnie tu nie bylo, nie spodziewalam sie takich wiesci Misiu :-(
  13. nie znajdzie sie miejsce w jakims hoteliku?
  14. [quote name='erka']Charly, przeprowadziłam z panią kilka rozmów tel., ostatnią 2,5 godz., wydawała się godna zaufania, tym bardziej, że działa też społecznie na innej niwie. Miałam nawet okazję zobaczyć program interwencyjny z jej udziałem w TV . Ma jeszcze starszą 9-letnia ON-kowata sunię, dla której Xanti miał być towarzyszem po odejściu jej drugiej suczki. Z tego , jak opowiadała o swoich psach , wydawała mi sie osobą, która kocha zwierzaki. Nie sądzę,żeby wizyta przedadopcyjna coś tu mogła wnieść innego, pani sprawiała bardzo dobre wrażenie. Nie wiem, co się mogło stać, jeżeli rzeczywiście , to wszystko sfingowane, może działała pod wpływem tego znajomego weta, może jej powiedział, co będziesz sobie brać taki kłopot na głowę, nie wiem, to wszystko było bardzo szybko, z pewnością nie rozważała tego długo.[/quote] Staram sie zrozumiec ta pania. I nijak nie potrafie. Zalozmy, ze faktycznie kocha zwierzeta. Zalozmy, ze chciala naprawde przygarnac Xantusia. Byla z nim u weterynarza, ktory nagadal jej strasznych rzeczy, wystraszyl, zniechecil. Pomyslala, ze nie da rady z takim psem. Wszystko do tego momentu wyglada ok. Ale potem? Czy osoba odpowiedzialna, ktora kocha zwierzaki, robi cos takiego? Zamiast zadzwonic, powiedziec, ze nie da rady zajac sie chorym psem, ze to ja przerasta, wywozi psa (mniejsza o to czy osobiscie czy nie) na drugi koniec miasta (moze przesadzam, nie znam Warszawy) i wypuszcza na ulicy. ?? rozumie to ktos? Zalozmy jednak, ze naprawde jakims cudem piesek jej sie wyrwal i uciekl tak szybko, ze nie bylo szans go zlapac. Pogonil kota, golebia, cokolwiek. W poblizu ktos strzelil petarda, wystraszyl sie. Ok. Ale czemu nastepnego dnia ukladac historie o zawale? Zeby miec pretekst do nie zabrania psa do siebie? Zeby nie wyszlo na jaw, ze sie go po prostu nie chce? Pokrecone to jest tak maksymalnie, ze nawet kilka wizyt przedadopcyjnych mogloby temu nie zapobiec. Po prostu chyba trzebaby bylo znac ta pania dluzej i lepiej. Zycze Xantiemu szczescia w nastepnym podejsciu, ktore na pewno niedlugo sie nadarzy!
×
×
  • Create New...