Jump to content
Dogomania

Dragonova

Members
  • Posts

    26
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Dragonova

  1. Bywam tu, chociaż nieczęsto. Mam sporo rzeczy na głowie, a mama raczej średnio radzi sobie w internecie. Za to telefonicznie porozmawia chętnie. Co u nas? Byliśmy na AR zrobić rentgen płuc, tchawicy, serca, kręgosłupa i bioder. W poniedziałek pojedziemy na interpretacje tego wyniku do naszej wet, bo niestety sami niewiele z tego rozumiemy. Podobno jest stan zapalny w płucach(płuca były głównym punktem badania, bo od pewnego czasu Kiwi kaszle, nasza wetka podejrzewała zapadnięte oskrzele, ale kazała zrobić to RTG i dobrze - teraz będziemy mogli go leczyć) i jakieś narosty na kręgosłupie(spondyloza?). Serce i cała reszta w porządku. Zapalenie ucha wyleczone, skóra zdrowa, sierść ładnie odrasta i jest mocniejsza. Oczy, jak już chyba pisałam, pozostaną ślepe, ale nie jest to przecież tragedią. A z ciekawostek – Kiwak niesamowicie reaguje na jeże, a tej jesieni było ich w naszych okolicach sporo. Potrafi wytropić jeża z odległości kilkunastu metrów i wyciągnąć go spod sterty liści i gałęzi. Szczególnie ciekawe jest to zważywszy na fakt, że niekiedy Kiwi ma trudności ze znalezieniem kuchni czy własnego kocyka, ale jeża na sporej przestrzeni wytropić potrafi. W ogóle spacery to coś co Kiwak lubi najbardziej, wyciąga mamę na coraz to dalsze wędrówki. Co do kotów to mam wrażenie, że Kiwi czuje się zagubiony. Kot sąsiadów łasi się do niego i ociera, nasze omijają go ostrożnie, a gdy podejdzie zbyt blisko prychają lub uciekają w popłochu. On co do nich nie przejawia agresji ani zainteresowania. W razie pytań zawsze możecie zadzwonić, mama jest w domu cały czas(oprócz czasu kiedy jest z Kiwakiem na spacerze).
  2. Żeby przerwać (dłuuuuugie) milczenie wrzucę cosik : Kiwak z czerwca [IMG]http://img296.imageshack.us/img296/4599/dsc00806jn8.jpg[/IMG] Kiwak dziś [IMG]http://img225.imageshack.us/img225/5348/dsc01224jj0.jpg[/IMG]
  3. Najlepsze jest to, że my tam pojechałyśmy z myślą o oczach, bo jeśli chodzi o grzyba to przecież stosowaliśmy już kuracje zapisaną przez naszą wetkę. No a pan dr. okazał się wcale nie być okulistą - 5 sekund gadał o oczach i przez następne 50 minut o grzybie, twierdząc przy tym ze ta kuracja, którą stosujemy jest zła i należy ją zmienić. Dodam, że gdzieś po 20 dniu terapii Kiwi przestał się drapać - i tak jest do dziś! Więc kuracja zła nie była - grzyba nie ma. Pomijam tu ogólną atmosferę tej wizyty i to w jakim stanie pan dr. nas przyjął. Może i on jest dobrym specjalistą, na pewno ma wiedzę i umiejętności... ale do dziś czuje niesmak po tej wizycie... z wielu powodów... A koty już OK. Nie ma większych problemów.
  4. Grzyb zwalczony, oczy nie do wyleczenia(byliśmy na wizycie u tego lekarza, którego poleciłaś - no comments chyba, że na maila, ale niekoniecznie chce mi się myślami wracać do tej wizyty). Co po za tym? Wszystko zdaje się układać, sierść powoli sobie odrasta i Kiwak pięknieje.
  5. [quote name='teapot']I jak Kiwaczek? Przyzwyczailiście się już do nowego image'u? Mam nadzieję, że pielęgnacja jest dużo łatwiejsza i grzyba szybko uda się wytępić! :mad: Ps. Alek pyta, dlaczego zamieniliście jego "dywanik" na jakiegoś rasowca?[/quote] Zarówno Kiwi jak i my czujemy sie z jego imagem coraz lepiej. Może wy, cioteczki, złe rozeznanie zrobiłyście i to jednak nie PON a sznaucer... :cool3: Żartuje oczywiście... to PON tylko fryzura bardziej awangardowa. Co do pielęgnacji to zaraz idziemy go kąpać - w Nizoralu. A póki co świeże, bo dzisiejsze, fotki: [IMG]http://img87.imageshack.us/img87/1732/dsc00512nm9.jpg[/IMG] [IMG]http://img228.imageshack.us/img228/7924/dsc00513if8.jpg[/IMG]
  6. No też się zastanawiam po co ten pędzelek... Generalnie mieliśmy mu tylko obstrzyc nogi, szczególnie, że na jednej z przednich łap ulokowała się cała kolonia grzyba - na łokciu. Mama tej fryzjerce wszystko wytłumaczyła, jak to ma wyglądać - miał być wygolony brzuch i łapy od kostek w góre, kawałek za łokcie. No i po godzinie mama wraca po psa a tam Kiwi we fryzie a'la sznaucer... Generalnie da sie do tego przyzwyczaić - początkowo jak na niego patrzyłam to się powstrzymywałam, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Podobno sierść odrośnie, ale to będzie trwało ponad rok - gdzieś tam czytałam na PONach, że tej rasy sie wogóle nie powinno strzyc bo im nie rosną włosy jak Yorkom i żeby po strzyżeniu włos wrócił do typowej długości to trwa miesiącami. Ale w kontekście walki z grzybem, którą ciągle toczymy, taka fryzura jest o wiele praktyczniejsza. Liczę, że na początku lipca zaczniemy stosować jakąś maść i nie będzie już rozstrojów żołądka jakie Kiwi ma po tabletkach.
  7. Ano...:roll: Podobno kiedyś odrosną... kiedyś... Pociesza mnie to, że teraz będzie można lepiej Kiwaka leczyć, szampon i maść będą miały większą możliwość rażenia bo łatwiej będą wchodziły w skórę, i w ogóle skóra będzie miała lepszą wentylacje... Dobrze, że Kiwak tego nie widzi - szczególnie tego pędzelka na ogonie... Załamałby się chłopak.
  8. [quote name='teapot'] nawet całkiem łysy byłby uroczy![/quote] Kiwi przed: [IMG]http://img225.imageshack.us/img225/197/dsc00421no8.jpg[/IMG] Kiwi po: [IMG]http://img229.imageshack.us/img229/361/dsc00439rx5.jpg[/IMG] Pani fryzjerka trochę poszalała. Efekt: zamiast PONa mamy sznaucera.
  9. No więc: zanim rozpoczeliśmy 30 dniową terapie antygrzybową, lekarz uprzedzał nas, że lek który będziemy podawać ma niefajne skutki uboczne typu biegunki, wymioty, ogólne osłabienie organizmu, brak apetytu itp. No ale podawaliśmy ten lek dwa tygodnie z hakiem i nic takiego nie miało miejsca, a Kiwi drapał się jak na początku(w prawdzie były dni lepsze i gorsze, czasem myśleliśmy, że już go swędzi jakby mniej, ale np. w nocy urządzał taki koncert drapania i czochrania, że masakra). No i w ubiegły weekend rzeczywiście zaczeły występować te niepożądane skutki, biegunka ciągneła się mniej więcej do środy, a wczoraj widać już było spora różnicę, Kiwi wreszcie może się wyspać, wcześniej nie mógł uleżeć kilku minut bo już go drapało. Niestety, dziś Kiwi jedzie na strzyżenie. Musimy ostrzyc nogi, żeby móc wcierać maść - to będzie następny krok terapii bo niestety brak drapania nie oznacza, że zabiliśmy tego grzyba na amen. Zostało jeszcze parę dni na tabletkach, a później zobaczymy. Szkoda mi trochę tej sierści - ładnie odrasta, szczególnie jak się go wyczesze po kąpieli, to wygląda jak PON z prawdziwego zdarzenia... No ale cóż... Wieczorem wstawię fotki wygląda po fryzjerze...
  10. Po ponad dwudziestu dniach terapii zdaje się mamy w końcu poprawę. Kiwi drapie się znacznie mniej, dziś prawie wcale. W prawdzie w weekend wystąpiły skutki uboczne podawania leku, o jakich na początku mówił nam wet, ale ważne, że lek działa - teraz mamy tego dowód.:multi:
  11. [quote name='lewkonia'] Czy tak powinno być?[/quote] Na pewno nie! I dziwne, że nie rozdzielili go z siostra zanim ją pokrył - czyżby nikt w zoo nad tym nie panował?
  12. [quote]Dziwne jest to, że za dyrekcji państwa Gucwińskich nie zdecydowano się na wasektomię Mago, ani na kastrację kotów. Czy to jakaś osobista niechęć do takich zabiegów? Lepiej było więzić niedźwiedzia w karcerze, a koty rozmnażać do gigantycznego stada niż poddać zabiegowi kastracji? Dziwne:razz:[/quote] W jakimś artykule czytałam, że Gucwiński twierdził, że Mago był by świetnym reproduktorem w przyszłości i dlatego nie chciał go wykastrować. Zaraz znajdę link do tego artykułu bo nie chce przeinaczyć. Proszę: [url]http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,3612109.html[/url] Antoni Gucwiński: - Mogliśmy go też wykastrować. Mógłby wtedy być na wybiegu z córkami, przytyłby i nie byłoby niebezpieczeństwa, że wyskoczy. Ale nie chcieliśmy tego robić, bo to bardzo dobry materiał genetyczny. Urodził się w naturze, byłby świetnym reproduktorem.
  13. [quote name='ulvhedinn'] Równoczesnie nowy dyrektor zaczął pozbywac sie kotów. ok. 30 zwierzat wywieziono w nieznanym kierunku. Los ich jest nieznany. [/quote] Podobno te koty zostały wywiezione na wieś(gdzieś nawet była podana jej nazwa) i tam [U]porzucone[/U] z zarządzenia obecnego dyrektora oraz kierownika terrarium. Oczywiście dla tych kotów to oznaczało pewną śmierć ale z drugiej strony w ostatnim czasie(jeszcze za rządów Gucwińskiego) kotów w wrocławskim ZOO namnożyło się tyle, że trzeba było coś zrobić. Nikt niestety nie pomyślał nad znalezieniem kotom nowych domów(i tu winne są wcześniejsze i obecne władze ogrodu zoologicznego) - myślę, że wystarczyło by kilka ogłoszeń w prasie/mediach elektronicznych + na terenie ZOO i chętni by się znaleźli. Z tego co mi wiadomo to również toczy się postępowanie w tej sprawie przed wrocławskim sądem. Bardzo mnie zdziwiło to oskarżenie Gucwińskiego, jakoś nie mogłam sobie uświadomić, że człowiek znany przecież z niewątpliwie ogromnej wiedzy o zwierzętach, tak wiele dla nich robiący mógł tak paskudnie skrzywdzić tego misia.
  14. [quote name='teapot']Nawet nie wiecie jak się cieszę, że Kiwi do Was trafił. ;)[/quote] Też się cieszymy. [IMG]http://img139.imageshack.us/img139/8319/dsc00048edyttk3.jpg[/IMG]
  15. No więc, kuracja antygrzybowa przebiega bardzo powoli. Kończymy pierwsze opakowanie tabletek, zostały jeszcze dwa opakowania do wykupienia. Na razie efekt jest niewielki, w ciągu dnia Kiwi drapie się jakby mniej ale rano i wieczorem jest masakra. Jeszcze ponad 20 dni kuracji przed nami i dopiero wtedy będzie można coś konkretnego powiedzieć. No i jeszcze kąpiemy go w tym leczniczym szamponie raz w tygodniu i to przynosi mu krótkotrwałą ulgę. A co po za tym... okazało się, że Kiwi potrafi szczekać. A właściwie nie tyle szczekać co szczeknąć bo to raczej takie jednorazowe wybryki:evil_lol: Koty już tak nie szaleją chociaż Miś bywa zazdrosny.
  16. Ta czarna kula na fotelu to Miś - jak widać dogadują się. Szczerze mówiąc to Kiwaczka trzeba przed Misiową zazdrością bronić a nie odwrotnie. [IMG]http://img79.imageshack.us/img79/9277/s6301060yv5.jpg[/IMG] [IMG]http://img156.imageshack.us/img156/827/s6301087et1.jpg[/IMG]
  17. O tak, sesja już zaliczona, dzięki za kciuki - jak widać jest w nich moc! Wiem, że Beata rozmawiała dziś z mamą przez telefon i już wiecie co sie dzieje z tą skórą - to grzyb. Kiwi bierze antybiotyki i kąpiemy go z jakimś leczniczym szamponie, dziś już się drapie jakby mniej, ale to dopiero początek. [IMG]http://img232.imageshack.us/img232/9063/s6301067ex5.jpg[/IMG]
  18. W piątek rodzice jadą z nim do weta po coś na chrostki(to jakaś alergia) i mamy nadzieje, że mu ulży. Ponadto Kiwi ma jakieś rewelacje żołądkowe, suchej Puriny jeść nie chce(jeżeli już coś suchego to tylko kocie), uwielbia gotowane jedzenie i mama mu takie robi tyle, że chyba nie do końca jego układ pokarmowy sobie radzi z takim żarełkiem. Oczy już ładne i ucho też zdrowieje. Łazimy po łąkach ale dłuższe spacery bardzo go męczą. Zrobię jakieś fotki i wstawię jak tylko uporam sie z sesją:cool1:. Kiwi i właściciele pozdrawiają wybawicielki;)
  19. Ten wątek tworze dla ludzi takich jak ja, którzy przypadkowo stali się właścicielami psa rasy PON lub Miksa tej rasy. Dwa tygodnie temu zaadoptowałam psa z tego wątku [URL]http://dogomania.pl/forum/showthread.php?t=111863&highlight=kiwi[/URL]. Kiwi jest mieszańcem PON, obecnie ostrzyżonym ale w schroniskowych dokumentach zachowało się jego zdjęcie z pełnej szacie. Kiwi został u nas już raz wykąpany(wcześniej zaraz po odebraniu ze schroniska kąpały go jego wybawicielki) bo strasznie się drapał, niewiele ta kąpiel pomogła ale zrodziła pytanie: jak często można go kąpać? Jego sierść często się kurzy, mieszkamy na wsi i po jednym spacerze Kiwi jest już cały zakurzony a co będzie jak sierść całkowicie odrośnie… Kiwi uwielbia czesanie, chce się czesać zawsze i wszędzie, no ale: czy można go tak codziennie po kilka razy czesać? Czy włos na tym nie ucierpi? Jak często powinno się czesać PONa? Czy w związku z długą sierścią PON powinien dostawać coś szczególnego do jedzenia? My karmimy suchą Puriną(nie za bardzo przez Kiwi lubianą) i domowym jedzeniem(ryż z kurczakiem i takie różne) plus jeśli koty coś zostawią w miskach – Kiwi natychmiast to zjada. No i co z wagą, Kiwi waży około 14 kilo – to mało czy dużo? Zawsze mnie zastanawiało jak PONy widzą przez tą długą grzywkę, mój Kiwi jest niewidomy więc jemu ona pola widzenia zasłaniać nie będzie, ale po prostu ciekawa jestem. Resztę pytań zadawać będę na bieżąco. Mam nadzieje, że jako właściciele psów tej rasy coś mi podpowiecie, dacie wskazówki jak postępować. Pozdrawiam wszystkich. PS. Wybaczcie jeśli zadaje głupie pytania, dla wielu mogą się te kwestie wydawać błahe, ale mi jako początkującej właścicielce psa i to PONa właśnie, bardzo pomogą te odpowiedzi.
  20. Dałam już jakiś czas temu "loguj przy każdej wizycie" i działa bez szwanku od jakiegoś tygodnia. Ale jak próbowałam się zalogować na stare konto to wyskakuje error. Jakieś pechowe jest tamto konto widać. Mamy już małe sukcesy z kotami - Miś już nie szaleje, i Marianek się powoli przekonuje, ostatnio Marian spał z rodzicami na łóżku a Kiwi na dywaniku pod łóżkiem. Ale w innych sytuacjach zdarza mu się uciekać. Z Zołzą jest najciężej, ale stosujemy metodę małych kroków, za każdą chwilke wytrzymaną z psem w jednym pomieszczeniu nagradzamy kotkę. najczęściej Zołza wchodzi na schody i z ostatniego schodka obseruje co się w salonie dzieje. Już wie, że Kiwi na schody nie wejdzie i tam się czuje bezpiecznie. A Kiwi sobie radzi. Jeszcze troche sie obija, ale pamięta już o progu przy drzwiach wejściowych(wcześniej jak wychodziliśmy na spacery zawsze się o ten próg potykał). Wczoraj go wykąpałyśmy bo strasznie się drapał, ale drapie się nadal. Ma jakieś chrostki na brzuchu i pewnie to jakaś choroba skóry wiec bez leków się nie obejdzie. Generalnie idzie całkiem nieźle.
  21. Jestem ze Środy Śląskiej koło Wrocławia, mieszkam w takiej malutkiej wiosce koło Środy. Mamy pierwsze efekty: [IMG]http://img228.imageshack.us/img228/4043/s6300996apo4.jpg[/IMG] W prawdzie to na razie tylko Miś, ale mam nadzieje, że będe mogła kiedyś zrobić foto na którym w takiej odległości od siebie będą siedzieć Kiwi i Marianek, a może nawet Zołza...
  22. Tylko z Misiem sie udaje. Dzisiaj jadły obok siebie i Miś był spokojny. Reszte wczoraj przetrzymaliśmy parę godzin w domu, strasznie się stresowały, szczególnie Maniex, wieczorem wypuściliśmy wszystkie na dwór, Miś i Maniex wróciły a Zołzy nie ma do tej chwili. Dzikusy, jak już wcześniej pisałam, się nie boją, uciekają jak pies do nich podejdzie, ale za chwile wracają i dokańczają jedzenie, po za tym trzymają się blisko domu. Próbujemy sie dodzwonić do dr. Kiełbowicza i umówić na wizytę w sprawie oczu, ale ciągle go nie ma, chyba dopiero po weekendzie się uda.
  23. Zapytamy. To już nie są młode koty: najstarszy ma 10 lat, najmłodszy Marianek - 5, z tym, że zachowuje się raczej jak dziecko kocie - od początku był daleko w rozwoju za rodzeństwem, urodził się jako najmniejszy i najbardziej paskudny z 4 kociąt i do dziś nie jest zaradny. Kotka jest 100% dzikuską i to po przejściach, nasz dom to jej pierwszy prawdziwy dom i ona nic innego nie zna. Dokarmiamy jeszcze dwa dzikusy, co to się pogłaskać nie dadzą - one są niereformowalne ale na szczęście dla nich Kiwi to nie taki wielki kłopot. Chodzi nam o te trzy które mieszkają w domu i dotąd były rozpieszczane do granic możliwości. Nasza Zołza jak płacze to tak jakby mówiła: czemu mi to robicie? Na prawde strasznie jest słuchać tego lamentu.
  24. W nocy jest spokojnie, śpi ładnie, dziś na dywaniku w przedpokoju go zastałam jak wychodziłam na uczelnie. Z lekami nie ma problemu. Kiwi ma lekką biegunke, dziś kupimy suchą karme bo to chyba po tych puszkach. Niestety nasze koty szaleją. Kotka i mały Marianek są przerażeni. Ona nie wchodzi do domu bo się boi, siedzi na oknie i lamentuje. Marianek siedzi przestraszony na stryszku. Miś znosi sytuacje najlepiej, przemyka się do mojego pokoju i tu siedzi całą noc, rano go wypuszczam i cały dzień siedzi na dworze. Do domu wchodzi jeden z dokarmianych przez nas dzikusów(ten bez uszu), niemniej jak psa dostrzega - ucieka. Tak czy inaczej musimy coś zadziałać, bo wiecznie tak być nie może. Nasze koty są przyzwyczajone do sytuacji kiedy to one są w centrum zainteresowania no i nie wychowywały się z psem więc stres jest podwójny. Mamy taki pomysł, nie wiem czy słuszny i czy nie przyniesie skutków odwrotnych do zamierzonych, ale na razie innych idei na rozładowanie sytuacji brak: chcemy koty zamknąć w domu(kotke trzeba będzie siłą zataszczyć bo sama nie wejdzie), zamknąć drzwi tarasowe i wejscie na stryszek, pozamykać wszystkie drzwi do sypialni i innych pomieszczen, tak że otwarty zostanie tylko salon, długi przedpokój i kuchnia. Kiedy koty zauważą że nie ma się gdzie schować i jak uciec z domu będą same musiały poradzić sobie z sytuacją, myśle, że zauważą że pies ich nie widzi, że nic im nie robi, nie szczeka na nie itp i przestaną się bać. Troche to drastyczne bo dla nich to będzie stres niesamowity, ale wole to zrobić teraz niż czekać, aż zrobi się zimniej i one będą chciały schronić się w domu a będą bały sie wejść. A to może poskutkować - w małym mieszkaniu na pewno szybciej by się przyzwyczaiły bo po prostu nie miałyby wyjścia a tak, jak w każdej chwili mogą uciec na dwór czy na góre to nie ma sensu. Dlatego zrobimy z naszego domu teren zamknięty chwilowo i będziemy obserwować co się dzieje. Może sie uda.
  25. Właśnie wróciliśmy od weta. Dostaliśmy namiar na dobrego specjaliste-okuliste i umówimy się na wizyte. Jest nadzieja, że te oczy da się wyleczyć ale więcej będziemy wiedzieć po tej wizycie. Podobno koszt takiego zabiegu niemały i gwarancji że pies będzie widział nie ma. Może też się okazać, ze w przypadku Kiwi zabieg nie będzie miał sensu. Ponadto już wiemy, że Kiwi waży 14 kilo i że ucho idzie ku lepszemu. Pani wet nie potrafiła określić wieku psa na podstawie uzębienia, ale to chwilowo nie jest aż tak ważne. Kiwi troche się drapie, szczególnie po brzuchu ale wetka powiedziała, że z ewentualną kuracją na skórę trzeba jeszcze poczekać.
×
×
  • Create New...