Jump to content
Dogomania

uncanny

Members
  • Posts

    55
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by uncanny

  1. Visenna... w 100% się z Tobą zgadzam!;) Gdybym miała odpisać na wszystko co przeczytałam, to musiałabym opracować esej ;), a na to aktualnie nie mam czasu :(, więc napiszę tylko kilka spostrzeżeń, które od razu mi się nasunęły: 1. Tutaj nie chodzi o pieniądze, a Wy do tego wszystko sprowadzacie porównując koszty. Nie zawsze też chodzi o to, żeby kupić to co "najlepsze", czasem można wydać więcej pieniędzy na "towar niepełnowartościowy", jeśli ma się poczucie, że można temu "towarowi" trochę pomóc. 2. A jednak w niektórych "pseudohodowlach" można zbadać psa na dysplazję... 3. Dlaczego niby "kochająca paniusia" może tylko popełnić błędy i jakie to mogą być błędy? za dużo ciepła i miłości?:roll: 4. Vectra napisała "Ale po co? mało mamy psów?? Wejdź na PWP (Psy w potrzebie) odwiedź schronisko .. zobacz ile tam jest takich domowych produktów ... właśnie takich gdzie myśleli , że sunia raz lub dwa powinna mieć szczeniaczki. A skąd u kundla wiedzieć czy aby jest odpowiednim partnerem ? Jaką masz pewność , że Twój pies jest z odpowiedniego skojarzenia ? Czy są wolni od chorób genetycznych , czy nie było kryc między rodzeństwem ,matką , ojcem etc ..... " Wytłumacz mi proszę jedną rzecz - dlaczego ktoś kto dopuści swoją rodowodową sukę do rodowodowego psa tylko raz w życiu robi źle? Mój pies nie jest dla mnie tylko ja dla niego. Nie musi być idealny - tak jak ja nie jestem. Jego ogon i uszy mogą układać się tak jak im wygodnie, a białe skarpetki byłyby jedynie fajnym dodatkiem. Dlaczego wszystkie psy mają wyglądać tak bardzo podobnie? Może ludzie też powinni zacząć czesać się tak samo, przestać farbować włosy, ubierać się identycznie? Poza tym nie napisałam, że pies boi się wszystkiego. Jest radosną suczką, zachowuje się jak każdy inny szczeniak, którego w przeszłości miałam przyjemność wychowywać lub brać udział w jego wychowaniu, bardzo szybko się uczy, biorąc pod uwagę fakt, że do 5 miesiąca życia nie była uczona niczego poza tym, że ma się nie pchać jak jedzenie idzie. W miejscu gdzie ją kupiliśmy nie panowały tragiczne warunki. Psy były karmione dobrą karmą (którą widziałam - nie opieram się tylko na tym co usłyszałam od właścicielki), były dobrze traktowane, miały świetny kontakt z dziećmi - do tej pory jak Fibi widzi jakieś dziecko na ulicy to szaleje z radości. Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że mieszkały na dworze. Nie oszukujmy się jednak - wiele rodowodowych piesków też wychowało się w kojcu.
  2. Do klubu rasy się niestety nie nadajemy z moją Fibi, ale dziękuję za zaproszenie. York i husky teściów.
  3. U weta już byliśmy, póki co dostała jakiś preparat w płynie do smarowania miejsc zmienionych chorobowo, później byłyśmy jeszcze raz - dostała zastrzyk. Nie pamiętam nazw leków. Teraz próbujemy umówić się do doktora Popiela z AR we Wrocławiu, bo wydaje mi się, że zwykły wet nie jest w stanie nam pomóc. Ja nie uznaje leczenia na wyczucie :angryy: a mam wrażenie, że póki co właśnie takie było stosowane. Najpierw powinny być badania, później leki, a nie faszerowanie psa jakimiś super specyfikami metodą prób i błędów. Jeśli chodzi o wybór sprzedawcy psa - masz rację - nie będzie popytu, nie będzie podaży. Jest tylko problem tych maluchów, które już przyszły na świat. Ja się boję pomyśleć co byłoby z naszą Fibunią, gdybyśmy jej nie kupili. Moim zdaniem najlepsze są małe hodowle domowe, tzn. nie muszą się nawet nazywać hodowlami - chodzi mi o ludzi, którzy raz czy dwa razy w życiu suni dopuszczą ją do odpowiedniego partnera ;) Z tymi wystawami też masz oczywiście rację - nie musieliśmy na nie jeździć. Ale pojawia się też pytanie - kogo właściwie nazywamy pseudohodowcą? Kogoś kto sprzedaje psy bez metryczek? Bo jeśli tak, to gdybyśmy nie odbębnili z huską tych 3 (jeśli dobrze pamiętam) wystaw, moglibyśmy śmiało mówić o sobie "pseudohodowcy". W końcu raz urodziła szczeniaki, które gdyby nie te wystawy, nie miałyby metryk. P.S. Wcześniej pisałam, że przed zakupem Fibi dzwoniłam do kilku hodowli żeby wypytać o Rhodesiany i szczerze mówiąc czasami miałam ochotę po prostu się rozłączyć. Usłyszałam 2 lub 3 razy, że nie powinnam nigdy w życiu kupować psa bez metryki, bo to właściwie towar niepełnowartościowy :roll: Wydaje mi się, że o tym czy pies będzie "normalny" itd. nie świadczy samo posiadanie metryki. Jest mnóstwo ludzi, którzy mają psy z rodowodami i nie jeżdżą z nimi na wystawy - ich szczeniaki nie mają metryk, a są rewelacyjnymi psami dającymi mnóstwo szczęścia swoim właścicielom. Poza tym bardzo dużo ludzi nie może pozwolić sobie na psa z rodowodem, o czym miałam się okazję przekonać kiedy sprzedawaliśmy nasze huskie. Ludzie wybierali te bez metryczek od "konkurencji", bo były tańsze (chociaż nasze sprzedawane były właściwie za połowę ceny, którą moglibyśmy za nie chcieć).
  4. Witam wszystkich :) Jestem nowa na forum i podobnie jak Oksytocyna3 trafiłam tu dlatego, że szukam pomocy dla mojej suni. Z Oksytocyna3 łączy mnie jeszcze jedna rzecz - podobnie jak ona kupiłam moją Fibi u "pseudohodowcy". Szukałam psa na allegro - chciałam kupić doga niemieckiego. W moim domu zawsze był jakiś pies. Kiedy we wrześniu 2007 przeprowadziliśmy się z narzeczonym do nowego mieszkania czegoś mi brakowało, a właściwie kogoś :) Mój narzeczony też kocha psy, ale przekonywał mnie, że póki co nie możemy sobie pozwolić na posiadanie zwierzaka, bo przecież będzie zostawał sam w domu kiedy my będziemy wychodzili do pracy itd. Ja jednak nie przestawałam szukać. Pod koniec lutego zupełnie przez przypadek (zainteresowało mnie zdjęcie na jednej z aukcji) trafiłam na aukcję dot. Rhodesianów. Wcześniej zupełnie nie znałam tej rasy. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Mój narzeczony chyba też, bo jakoś przestał "marudzić", że nie możemy mieć psa. Od razu zaczęłam szukać w Internecie informacji o rasie. Obdzwoniłam kilka hodowli - żeby dowiedzieć się jak najwięcej na temat charakteru tych piesków. Po dokładnym przeanalizowaniu całej sytuacji - wszystkich za i przeciw, doszliśmy do wniosku, że pieska kupimy :multi: No i wtedy rozpoczęliśmy poszukiwania szczeniaka. Nie ukrywam, że nie zależało mi na tym, alby piesio (a właściwie sunia) miał rodowód - mamy już huską (która mieszka z rodzicami) z rodowodem, która "odbębniła" tylko tyle wystaw ile musiała i były one dla niej mocno stresującym przeżyciem. Pies radosny, odważny, dobrze ułożony, na wystawach zachowywał się jak totalny oszołom. Bała się panicznie, wchodziła nam na ręce:shake: Zdecydowaliśmy, że z naszą sunią nie będziemy jeździli na żadne wystawy, tym bardziej, że nie zależało nam, aby piesek był jakoś specjalnie utytułowany. Znaleźliśmy hodowlę domową, w której akurat były jeszcze 3 szczeniaki, w tym jedna sunia. Podczas rozmowy telefonicznej dowiedzieliśmy się, że "pieski nie były szczepione, bo to za duży koszt":angryy:. Miały wtedy ponad 4 miesiące!!! Szukaliśmy dalej. Znaleźliśmy hodowlę, w której były jeszcze 2 szczeniaki, w tym suczka. Pieski były zaszczepione, odrobaczone. Tylko ich matka była badana pod kątem dysplazji. Pojawił się jeden problem - podczas rozmowy tel. okazało się, że pieski mieszkają w kojcu... miały prawie 5 miesięcy. Obawialiśmy się, że pies z takiej hodowli będzie małym dzikuskiem, nie przystosowanym do życia z ludźmi. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że nauczenie go podstawowych rzeczy będzie dużo bardziej czasochłonne, niż w przypadku psa z hodowli domowej. Mieliśmy duże obawy... które nagle przestały mieć znaczenie gdy dostaliśmy zdjęcia suni i film z jej udziałem. Była śliczna, zadbana, fakt - trochę przestraszona, mimo wszystko zdecydowaliśmy się właśnie na nią. Zadzwoniliśmy do właścicielki i powiedzieliśmy, że chcielibyśmy, aby przed naszym przyjazdem zrobiła na nasz koszt prześwietlenie (dysplazja). Zgodziła się bez problemu. Na drugi dzień zadzwoniła i poinformowała nas, że ma już opinię lekarza i że psinka jest wolna od dysplazji. Pojechaliśmy po małą. Na miejscu spisaliśmy umowę (pani była zaskoczona tym, że chcemy podpisywać z nią umowę, ale nie protestowała), wypytaliśmy o to czym była karmiona itd. i zabraliśmy Fibi. Przez pierwszy tydzień była niespokojna. Nie chciała się tulić, odsuwała się kiedy chcieliśmy ją pogłaskać. Nie zostawialiśmy jej samej w domu. Jeździła z narzeczonym do pracy ;) (prowadzi firmę w domu rodziców). Wszędzie za nim chodziła. Nie chciała wychodzić na dwór - chyba za bardzo spodobało jej się w ciepłym mieszkanku, żeby z niego wychodzić. Na spacerach słuchała się jak żaden inny pies. Bała się różnych rzeczy, a kiedy się przestraszyła, chciała za wszelką cenę uciec, wyszarpywała się z obroży, zapierała się, żeby tylko nie przechodzić obok czegoś, co było w jej mniemaniu było ogromnym zagrożeniem. W domu zachowywała się bardzo swobodnie. Do tej pory zdarza jej się załatwić w mieszkaniu, ale tylko wtedy gdy my jesteśmy w pracy. Nie niszczy niczego, czasem tylko nosi wszystko co można przenieść. Najbardziej oczywiście lubi buty i kapcie ;) Poza tym jest całkiem normalnym pieskiem :) Mamy z nią jednak problem, który jest pewnie wynikiem mieszkania w kojcu. Mam tu na myśli to, że Fibi panicznie boi się ... nie wiem czego :( kiedy chcę żeby wysiadła z samochodu pod jakiś marketem - nie ma szans, a jak już wysiądzie to najchętniej schowałaby się pod jakimś samochodem :( Nie jest to kwestia dużej ilości aut, bo na niektórych parkingach wysiada normalnie. Nie chodzi też o odgłosy dochodzące z ulicy, bo w innych miejscach zachowuje się normalnie. Może jakiś zapach? :niewiem: Boi się też ciemności - w okolicy naszego domu zachowuje się normalnie, ale w miejscach, których nie zna - wariuje - chce uciekać byle gdzie i nie patrzy na nic. Mamy też problem z jej skórą - chodzi o to, że mała drapie się w kilku miejscach - tak, że wydrapuje sobie sierść - ma na całym ciele chyba 5 takich punkcików wielkości 5groszówek. Ma też taką suchą i lekko zaczerwienioną skórę na łokciach. Dlatego też jeśli ktoś z Was zna jakiegoś dobrego dermatologa z okolic Wrocławia, będę wdzięczna za namiary ;) Wiem, że moje problemy z Fibi są niczym w porównaniu do tego co przeżywały i pewnie nadal przeżywają m. in. Oksytocyna3, czy Vectra, dlatego życzę Wam POWODZENIA! A wracając do tematu psów z pseudohodowli - piszecie, że jeśli ludzie przestaną kupować zwierzęta z takich miejsc, to problem sam się rozwiąże - tylko co stanie się z tymi zwierzaczkami, które już przyszły na świat?!?:razz: Moim zdaniem w tym przypadku powiedzenie, że czasem trzeba coś poświęcić, żeby zyskać więcej NIE MA ZASTOSOWANIA...
  5. Witam wszystkich :) Od początku marca jestem szczęśliwą właścicielką Rhodesianki - Fibi :multi: Kilka zdjęć "poglądowych" mojej pociechy ;) [URL]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/7f2a3376da0da5ba.html[/URL] [URL]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/91a06605bb40b692.html[/URL] [URL]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/de667a5dd8dd80fe.html[/URL] [URL]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/00fbaeb8e4cd9881.html[/URL] [URL]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/00f6c4f94cdd9edb.html[/URL]
×
×
  • Create New...