Witam wszystkich :)
Jestem nowa na forum i podobnie jak Oksytocyna3 trafiłam tu dlatego, że szukam pomocy dla mojej suni.
Z Oksytocyna3 łączy mnie jeszcze jedna rzecz - podobnie jak ona kupiłam moją Fibi u "pseudohodowcy".
Szukałam psa na allegro - chciałam kupić doga niemieckiego. W moim domu zawsze był jakiś pies. Kiedy we wrześniu 2007 przeprowadziliśmy się z narzeczonym do nowego mieszkania czegoś mi brakowało, a właściwie kogoś :) Mój narzeczony też kocha psy, ale przekonywał mnie, że póki co nie możemy sobie pozwolić na posiadanie zwierzaka, bo przecież będzie zostawał sam w domu kiedy my będziemy wychodzili do pracy itd. Ja jednak nie przestawałam szukać. Pod koniec lutego zupełnie przez przypadek (zainteresowało mnie zdjęcie na jednej z aukcji) trafiłam na aukcję dot. Rhodesianów. Wcześniej zupełnie nie znałam tej rasy. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Mój narzeczony chyba też, bo jakoś przestał "marudzić", że nie możemy mieć psa. Od razu zaczęłam szukać w Internecie informacji o rasie. Obdzwoniłam kilka hodowli - żeby dowiedzieć się jak najwięcej na temat charakteru tych piesków.
Po dokładnym przeanalizowaniu całej sytuacji - wszystkich za i przeciw, doszliśmy do wniosku, że pieska kupimy :multi:
No i wtedy rozpoczęliśmy poszukiwania szczeniaka.
Nie ukrywam, że nie zależało mi na tym, alby piesio (a właściwie sunia) miał rodowód - mamy już huską (która mieszka z rodzicami) z rodowodem, która "odbębniła" tylko tyle wystaw ile musiała i były one dla niej mocno stresującym przeżyciem. Pies radosny, odważny, dobrze ułożony, na wystawach zachowywał się jak totalny oszołom. Bała się panicznie, wchodziła nam na ręce:shake: Zdecydowaliśmy, że z naszą sunią nie będziemy jeździli na żadne wystawy, tym bardziej, że nie zależało nam, aby piesek był jakoś specjalnie utytułowany.
Znaleźliśmy hodowlę domową, w której akurat były jeszcze 3 szczeniaki, w tym jedna sunia. Podczas rozmowy telefonicznej dowiedzieliśmy się, że "pieski nie były szczepione, bo to za duży koszt":angryy:. Miały wtedy ponad 4 miesiące!!!
Szukaliśmy dalej.
Znaleźliśmy hodowlę, w której były jeszcze 2 szczeniaki, w tym suczka. Pieski były zaszczepione, odrobaczone. Tylko ich matka była badana pod kątem dysplazji. Pojawił się jeden problem - podczas rozmowy tel. okazało się, że pieski mieszkają w kojcu... miały prawie 5 miesięcy. Obawialiśmy się, że pies z takiej hodowli będzie małym dzikuskiem, nie przystosowanym do życia z ludźmi. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że nauczenie go podstawowych rzeczy będzie dużo bardziej czasochłonne, niż w przypadku psa z hodowli domowej. Mieliśmy duże obawy... które nagle przestały mieć znaczenie gdy dostaliśmy zdjęcia suni i film z jej udziałem.
Była śliczna, zadbana, fakt - trochę przestraszona, mimo wszystko zdecydowaliśmy się właśnie na nią. Zadzwoniliśmy do właścicielki i powiedzieliśmy, że chcielibyśmy, aby przed naszym przyjazdem zrobiła na nasz koszt prześwietlenie (dysplazja). Zgodziła się bez problemu. Na drugi dzień zadzwoniła i poinformowała nas, że ma już opinię lekarza i że psinka jest wolna od dysplazji.
Pojechaliśmy po małą. Na miejscu spisaliśmy umowę (pani była zaskoczona tym, że chcemy podpisywać z nią umowę, ale nie protestowała), wypytaliśmy o to czym była karmiona itd. i zabraliśmy Fibi.
Przez pierwszy tydzień była niespokojna. Nie chciała się tulić, odsuwała się kiedy chcieliśmy ją pogłaskać. Nie zostawialiśmy jej samej w domu. Jeździła z narzeczonym do pracy ;) (prowadzi firmę w domu rodziców). Wszędzie za nim chodziła. Nie chciała wychodzić na dwór - chyba za bardzo spodobało jej się w ciepłym mieszkanku, żeby z niego wychodzić. Na spacerach słuchała się jak żaden inny pies. Bała się różnych rzeczy, a kiedy się przestraszyła, chciała za wszelką cenę uciec, wyszarpywała się z obroży, zapierała się, żeby tylko nie przechodzić obok czegoś, co było w jej mniemaniu było ogromnym zagrożeniem. W domu zachowywała się bardzo swobodnie. Do tej pory zdarza jej się załatwić w mieszkaniu, ale tylko wtedy gdy my jesteśmy w pracy. Nie niszczy niczego, czasem tylko nosi wszystko co można przenieść. Najbardziej oczywiście lubi buty i kapcie ;) Poza tym jest całkiem normalnym pieskiem :) Mamy z nią jednak problem, który jest pewnie wynikiem mieszkania w kojcu. Mam tu na myśli to, że Fibi panicznie boi się ... nie wiem czego :( kiedy chcę żeby wysiadła z samochodu pod jakiś marketem - nie ma szans, a jak już wysiądzie to najchętniej schowałaby się pod jakimś samochodem :( Nie jest to kwestia dużej ilości aut, bo na niektórych parkingach wysiada normalnie. Nie chodzi też o odgłosy dochodzące z ulicy, bo w innych miejscach zachowuje się normalnie. Może jakiś zapach? :niewiem: Boi się też ciemności - w okolicy naszego domu zachowuje się normalnie, ale w miejscach, których nie zna - wariuje - chce uciekać byle gdzie i nie patrzy na nic.
Mamy też problem z jej skórą - chodzi o to, że mała drapie się w kilku miejscach - tak, że wydrapuje sobie sierść - ma na całym ciele chyba 5 takich punkcików wielkości 5groszówek. Ma też taką suchą i lekko zaczerwienioną skórę na łokciach. Dlatego też jeśli ktoś z Was zna jakiegoś dobrego dermatologa z okolic Wrocławia, będę wdzięczna za namiary ;)
Wiem, że moje problemy z Fibi są niczym w porównaniu do tego co przeżywały i pewnie nadal przeżywają m. in. Oksytocyna3, czy Vectra, dlatego życzę Wam POWODZENIA!
A wracając do tematu psów z pseudohodowli - piszecie, że jeśli ludzie przestaną kupować zwierzęta z takich miejsc, to problem sam się rozwiąże - tylko co stanie się z tymi zwierzaczkami, które już przyszły na świat?!?:razz:
Moim zdaniem w tym przypadku powiedzenie, że czasem trzeba coś poświęcić, żeby zyskać więcej NIE MA ZASTOSOWANIA...